string(15) ""
» Blog » Różności
22-06-2022 13:37

Różności

Odsłony: 176

Hej ludki ;-) Jest parę kwestii, które chciałbym z Wami poruszyć ;-)

1. Mój blog książkowy odwiedzono już ponad 3 tysiące razy UwU Rządzę :D

2. Myślę o tym blogu po angielsku o RPG, co mam szkielet strony, ale żadnych artykułów. Z jednej strony fajnie byłoby na nim coś opublikować (i może by to dobrze wyglądało w moim CV? :3) i język ani czas nie są w sumie problemem, ale... em... chciałbym tłumaczyć recki z Polterka w kolejności chronologicznej. Looknąłem se na pierwszą moją recenzję (bodaj był to Ragnarok: Fate of the Norns?) i... o Jezu, ale ubogi język xD Pomocy xD

Więc w sumie mam taką zagwożdżkę - czy tłumaczyć coś, co było napisane niekoniecznie estetycznym językiem, ale mieć jakieś teksty na blogu, czy dać se spokój? xD Nie wiem, aaaaaaaa xD

Jakbyście mogli mi doradzić, byłbym wdzięczny ;-)

3. Przewrót Kopernikański - moja mama ostatnio przyznała, że mi może opłacić studia (Szok! Niedowierzanie! Impossibilizm! :O).

A na serio - fajnie, ale... nie wiem czy chcę, by wydała 150 000 zł przez 10 lat na studia przez Internet na angielskim uniwersytecie online (Open University). Troszkę myślałem i... może chciałbym studiować kulturoznawstwo? Znaczy, biologia jest fajna, ale po 10 latach słuchania, że mojej rodziny na nią "nie stać" chyba... no cóż, straciłem na nią ochotę? Ogólnie nie jestem w zbyt dobrej kondycji psychicznej jako osoba chora i mam straszne huśtawki nastrojów plus nie wierzę w siebie...

W każdym razie - jest kulturoznawstwo ze specjalnością w socjologii i antropologii kultury (brzmi... ciekawie :3) w Lublinie. Tylko... zdawałem rozszerzoną maturę z biologii i chemii 10 lat temu. Te przedmioty się nie wliczają w postępowaniu rekrutacyjnym. Nie wiem czy jest jakiś sens w składaniu dokumentów, skoro mogę się nie dostać... a poza tym, nie wiem, jak jako poważnie zaburzona psychicznie osoba odnalazłbym się na studiach z dala od domu w dużym, obcym mieście? Myślę, że dekadę temu nie miałbym takiego problemu, ale teraz... no cóż, zaburzenia lękowe, schizofrenia, samookaleczanie, anyone? :/

Ale tak, bardzo chciałbym studiować kulturoznawstwo z antropologią i socjologią kultury. W sumie to chyba nigdy bym nie wpadł na taki pomysł gdyby nie ciągłe pisanie czegoś na Polterku? Chyba... jestem nieco lepiej świadomy swoich pasji życiowych w dniu dzisiejszym? I tego, że biologia, choć niewątpliwie bardzo fajna, nie jest jedyną możliwością?

Ogólnie to nie do końca wiem co powinienem zrobić, czuję się nieco zagubiony. I... chyba "trochę" męczę moich przyjaciół? : < A to w praktyce oznacza, że nie do końca wiem, z kim mógłbym o tym porozmawiać?

Eh, sorka, ale po dekadzie siedzenia w mieszkaniu i niemożliwości studiowania czegokolwiek, chyba czuję się bardzo samotny. Jak nigdy w życiu. Sorka, jeśli Wam działam na nerwy : <

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Aesthevizzt
   
Ocena:
0

Chcesz studiować dla samego studiowania czy zyskać konkretne przydatne umiejętności?

Nie musisz studiować daleko od domu. Ba nie musisz studiować dziennie (wtedy masz tylko weekendowe zjazdy)

Obadaj czy załapiesz się na jakieś stypendia socjalne.

Co do rekrutacji - "nowa matura" zmieniała się wiele razy i z tego co kojarzę to kumpel kiedyś ostro bulpupil, ze gdyby było rok starszy to nie musiałby zdawać matmy, tylko historię zeby dostać się na prawo. Wydaje mi się, że jeśli zdawałeś maturę ~10 lat temu może być tak, że mozesz podchodzić do rekrutacji z innymi przedmiotami niż obecnie (tym bardziej, ze przy rekrutacji uwzgledniają ludzi ze "starą maturą"

22-06-2022 20:01
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2

Ad. 1 - gratulacje!

Ad. 2 - masz ponad setkę tekstów, nie musisz tłumaczyć wszystkiego, wybierz najlepsze teksty (niekoniecznie najstarsze) i zacznij od nich - a potem tłumacz sukcesywnie kolejne, czy to nowe, czy archiwalne.

Ad. 3 - studiowanie dla samego studiowania to kiepska motywacja. Ja raczej spytałbym, czy chcesz zyskać umiejętności przydatne w kontekście pracy zawodowej, czy raczej rozwijać zainteresowania. Obie opcje mają swoje zalety i wady. Poczytaj sobie rozkminy Planetourista na analogiczny temat, może Cię natchną do jakichś decyzji.

22-06-2022 21:46
Kaworu92
   
Ocena:
0

Hej moi drodzy ;-) Dzięki za odpowiedzi ;-)

@ A.:

- Moja matura nie jest "starą" maturą, tylko "nową" :-P I jeśli zdawałem biologię i chemię (nawet 10 lat temu), a uniwerek ich nie chce, to nie mogę zrobić zbyt wiele poza zmianą kierunku lub zdaniem matury po raz kolejny. I oczywiście, za x lat uniwerek może uznać "okej, teraz kulturoznawstwo z biologią i chemią!" (I wish xD), ale jeśli tego nie zrobią, to moje możliwości są dosyć ograniczone :-P

Teoretycznie mogę zdać maturę ponownie, choćby tylko biorąc sobie rozszerzony angielski (myślę, że jakbym zdawał dzisiaj, to mógłbym mieć coś blisko 100%), ale... em... matura wydaje mi się być bardziej stresująca od sesji egzaminacyjnej (choćby dlatego, że na sesji mam głównie to, co lubię/sobie wybrałem do studiowania, a matura to takie wszystko w jednym) i nie wiem jakbym sobie z tym stresem poradził w moim obecnym stanie zdrowia psychicznego. Szkoda, że matura nie ma formy modułowej, wtedy mógłbym tylko "dozdać" ten rozszerzony angielski i jakoś by było.

Inna sprawa, że nie poniosłem klęski życiowej bo "źle zdałeś maturę Szymonie, zrób se poprawkę". Moja matura umożliwiłaby mi studiowanie każdego kierunku biologicznego w Polsce. Moja porażka ma zupełnie inne podstawy i nawet najlepszy wynik egzaminu maturalnego by mnie nie ocalił. Co jest w sumie smutne. Eh...

Co zaś do mojej edukacji, hm... nigdy nie chciałem studiować dla samego studiowania? xD 10 lat temu chciałem studiować biologię, bo (1) ją lubiłem (2) chciałem być naukowcem i (3) nauczać w szkole. Myślę, że należę do osób, które cenią wiedzę dla samej wiedzy? Znaczy, nigdy nie miałem problemów z nauką i zawsze miałem dobre oceny - nie dlatego, że chciałem dobrych ocen, tylko dlatego, że uczyłem się dla siebie i było to dla mnie bardzo łatwe. Ze zdziwieniem muszę przyznać, że podobno dla niektórych numerek w dzienniku zwany oceną to największy (jedyny?) wykładnik doświadczenia szkolnego i... nie wiem co powiedzieć? 0_o

Dobra, wracając do tematu - chciałbym jakieś studia, które coś mi dadzą. Jakąś fajną wiedze, możliwość spędzenia czasu w przyjemny sposób, okazję, bym się dowiedział czegoś nowego. Kiedyś tymi studiami miała być biologia (ale, "oczywiście", biologia "była" em...
"zbyt droga", więc... mam schizofrenię? :/). Teraz myślę, że kulturoznawstwo z socjologią i antropologią kultury to mogło być to. Ale... ciężko podążać za swoim marzeniami i próbować nowych rzeczy. W całym moim życiu nigdy nie sądziłem, że to będzie wymagać tyle odwagi.

Co do studiów w Jeleniej Górze... myślę o nich. Pewnie dziennikarstwo, bo nie ma nic lepszego. Znaczy... pod koniec zeszłego roku wprowadziłem się do nowego mieszkanka (jedyna rzecz, którą przez ten cały czas otrzymałem od rodziców - z tym haczykiem, że dalej należy do nich, a nie do mnie... :/) i chyba jeszcze się nim nie nacieszyłem. Przyjemnie mi tu. Wygodnie. Mam miękkie łóżko, dużo książek na półkach i duży pokój, po którym mogę chodzić w kółko tak, jak lubię. A, i jest bardzo nasłonecznione. Nie chcę chyba go jeszcze opuszczać...?

Tylko... dziennikarstwo mnie nie uszczęśliwi. Chyba. Studia zbyt praktyczne, a za mało akademickie. W dodatku w JG i z jakąś randomową specjalnością... eh... ale nie wiem, czy się odważę na cokolwiek innego. Przez dekadę dekadencji, choć wydano na mnie tyle co nic, słyszałem między innymi że "jestem drogi w utrzymaniu" i że "marnuję pieniądze jak zawsze". O, i jeszcze, że "zawsze się dostaję na jakieś studia i nic z tego nie wynika".

Tak, zawsze się dostawałem na "studia". Takie, na jakie mi "łaskawie" zezwolono, nie na takie, na jakie naprawdę chciałem. Bo te, których pragnąłem były "zbyt drogie". I efekt był taki, że jak studiowałem filologię angielską w JG, to nawet nie dostałem "aż" 15 zł na transport. Do tej pory nie wiem, jak to mam skomentować.

No, a potem rodzina się dziwi, że choruję psychicznie. I że nie proszę ich o żadną pomoc finansową, a przecież "no, jakbyś poprosił, to byśmy Ci dali". Yhym...

Eh, sorka, nie jestem w najlepszym stanie zdrowia psychicznego. Myślę, że... moja rodzina bardzo mnie skrzywdziła. I nagła chęć, by mi sfinansować edukację, w żadnej mierze moich krzywd nie wymazuje. Nie wiem czy cokolwiek, kiedykolwiek to zrobi.

23-06-2022 08:30
Kaworu92
   
Ocena:
0

Ah, tak ogólnie, to nie wiem też, czy nie wrócić do nagrywania Lets Playów. Właśnie kupiłem zestaw dodatków do Talismana i dobrze byłoby w to zacząć grać...? xD Myślicie, że jest jakiś większy sens np: w nagrywaniu jednego filmiku w tygodniu? Może w weekend? Raczej nie będę jakiś bardzo sławny i w sumie to mało mnie to rajcuje, ale skoro mam już dedykowany kanał na YT...?

23-06-2022 12:31
Exar
   
Ocena:
0
Co do uniwersytetu, zawsze możesz umówić się z jakaś szychą na spotkanie i opowiedzieć co i jak - może jest jakiś inny tryb rozpoczęcia studiów, zwłaszcza w czasach, gdy wiedza to mało popularne hobby?
23-06-2022 16:26
Aesthevizzt
   
Ocena:
0

Wiesz musisz w końcu się na coś zdecydować i na czymś skupić. Próbowanie wszystkiego jest dobre na pewnym etapie, ale na dłuższą metę to się nie da. Rozważaj też realne opcje, które dasz radę ogarnąć finansowo, organizacyjnie i zdrowotnie. Jeśli Twój budżet jest mocno ograniczony to pomyśl o jakiejś dorywczej pracy (MC, kasa w markecie, magazynie, czy nawet robota przy zbieraniu owoców).

23-06-2022 17:23
Kaworu92
   
Ocena:
0

Hm... obawiam się, że jestem bardzo niedecyzyjny, tym bardziej, że bardzo boję się porażki i klęski? Ale, tak sobie myślę... jak w Jeleniej Górze studiowałem anglistykę, to mieliśmy wstęp do medioznawstwa (czy coś, nie pamiętam nazwy przedmiotu) i był tam taki miły, młody doktor, co nas nauczał? Znaczy... chyba przez tą dekadę zapomniałem, że na świecie jest wielu miłych ludzi. I... chciałbym chyba też, żeby miła osoba mnie czegoś nauczyła? (UwU)

23-06-2022 20:04
Johny
   
Ocena:
+1

Gratulacje z okazji ilości odwiedzin twojego bloga!

Co do tłumaczeń, zgadzam się z Adamem. Fajnie zrobić coś w stylu "The best of" i tłumaczyć te teksty które ci dobrze wyszły. Wtedy twój angielski blog będzie wysokiej jakości i łatwiej przyciągnie widownię.

Co do studiów, tylko ty możesz podjąć w tej sprawie decyzję. Tylko ty znasz swoją sytuację życiową, swoje upodobania, cele i pragnienia.

Od siebie tylko dodam, że jak dostaniesz się na studia, to super! Jednak jak to nie wyjdzie, to nic się nie stanie. Studia mają różne strony. Mogą być oknem na świat. Ale mogą też zniszczyć twoje pasje. Słyszałem o wielu polonistach, którzy znienawidzili czytanie studiując, bo zaczęło im się to kojarzyć z obowiązkiem. Ja na pierwszym roku moich studiów poznając z 20 teorii na jeden temat z których wiele się wzajemnie wykluczało, miałem ochotę rzucić mój wymarzony kierunek i zapisać się na matematykę albo fizykę, byleby zacząć uczyć się czegoś konkretnego. Za to najwięcej chyba nauczyłem się po studiach, czytając dla czystej przyjemności.

Studia mają wiele pozytywnych cech - nowi ludzie, inspirujący nauczyciele, nowe idee, koła naukowe. Ale to nie jest panaceum na szczęście. Jeśli chcesz studiować to podejmij egzamin, jeśli się uda będzie super, jeśli nie, tak naprawdę tak dużo nie tracisz, bo książki o kulturze możesz też czytać samemu.

 

23-06-2022 21:41
Aesthevizzt
   
Ocena:
0

@Kaworu92

Kompania Braci. Pamiętam scenę jak żołnierze Wintersa zostali przyciśnięci zmasowanym ogniem do ziemi. Winters widząc, że jeśli zostaną w miejscu zaczał ich wyciągać za chabety z przydrożnych dziur i gnać naprzód, bo wiedział, że jeśli zostaną w miejsce prędzej czy później wystrzelani. Dość podobną scenę przedstawiono w Szeregowcu Ryanie, gdy  Tom Hanks "odkleja" siłą przerażonych żołnierzy, który kurczowo chowali się za dajacymi niewielką osłonę zaporami przeciwczołgowymi. Każda decyzja jest lepsza niż tkwienie w miejscu i czekanie niewiadomo na co. Wracając do KB - podczas obrony Bastogne i ataku na miasteczko Foy dowódca miał spanikować (wg innych źrodeł został ranny i nie był w stanie dowodzić) i nie był w stanie podjąć decyzję co zrobić, co gdyby nie interwencja innego oficera, którzy przejał dowodzenie nie skończyłoby się kompletną masakrą.

23-06-2022 22:04
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2

Noszkurde, że dosadniej tego nie ujmę.

Nie wiem, czy Twoi rodzice zaglądają na Poltergeista, ale mam szczerą nadzieję, że nie - bo mnie, gdybym przeczytał, że mój potomek wypisuje takie rzeczy, pewnie szlag by z miejsca nie trafił, ale przyjemnie na pewno by mi nie było.

Jakie to straszne krzywdy wyrządziła Ci rodzina, skoro - jak sam piszesz, dostałeś od nich mieszkanie, opłacała Twoje studia (anglistyka to chyba nie jest zła opcja), chce opłacać kolejne, utrzymuje Cię mimo że masz trzydziestkę na karku.

Kurczę, ludzie w tym wieku biorą kredyty z perspektywą spłacania ich do emerytury, ciułając na raty które rosną może nie z miesiąca na miesiąc, ale przynajmniej co kwartał (albo co pół roku, ale za to wtedy od razu tak, że szkoda gadać); muszą szukać dodatkowych źródeł zarobku albo oszczędzać na wszystkim, żeby bank ich nie zjadł żywcem, a Ty masz mieszkanie w prezencie i narzekasz, że nie jest zapisane na Ciebie. Powiedz jeszcze, kto opłaca w nim czynsz i rachunki - skoro nie masz pracy, to przypuszczam, że Twoi rodzice, i jakieś minimum wdzięczności byłoby wskazane.

Odnośnie tego, czy jesteś drogi w utrzymaniu - zapisz sobie na próbę wszystkie wydatki, jakie generujesz w ciągu miesiąca - czynsz, rachunki, jedzenie, leki, transport, co tam jeszcze - zdziwisz się, ile potrafi wynieść takie "tyle co nic", nawet bez jakichś ekstrawagancji.

Jeśli nie masz pomysłu, co studiować, to najlepiej na początek nie studiuj nic - dyplom to nie konieczność, możesz znaleźć pracę i bez niego, a wielu pracodawców zwraca uwagę przede wszystkim na faktyczne kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie, a nie, mówiąc nieelegancko, papierek. Mówię zupełnie poważnie - rozejrzyj się nie za studiami, a pracą, która będzie dla Ciebie z jednej strony dostępna, a z drugiej - satysfakcjonująca, i ewentualne studia (choćby zaoczne czy wieczorowe) dobieraj pod to, co będziesz w niej robił. 

23-06-2022 22:44
Kaworu92
   
Ocena:
+1

Drogi Adamie.

Bardzo mi przykro, jeśli Cię zirytowałem bądź wkurzyłem. Nie było to moją intencją. Mam jednak wrażenie, że czegoś nie rozumiemy. Pozwól, że wyjaśnię. Tylko... nie wiem gdzie zacząć...

1.1. "Moje" mieszkanie nie jest wcale moje. Moja starsza siostra otrzymała mieszkanie w 2012 (kosztowało 70 tysięcy złotych, przepisano je jej notarialnie tak szybko, jak to tylko było możliwe). "Moje" mieszkanie zakupiono mi dopiero w 2016 (czemu to jest ważne, przeczytasz poniżej). Do tej pory nie przepisano mi go notarialnie. Technicznie rzecz ujmując moja matka i ojciec posiadają 2 mieszkania (plus około 300 000 zł za sprzedanie mieszkania w Kowarach). Ja nie posiadam żadnego. Mieszkam sobie w cudzym, de facto.

Zgaduję, że "no, notariusz za drogi, czego chcesz?". Eh...

1.2. Jak trzeba było mnie zameldować w urzędzie w "moim" mieszkaniu, to rodzice musieli złożyć podpis pod wnioskiem. Bez tego podpisu by nie zadziałało. Wychodzę z założenia, że gdybym miał chłopaka, to niestety, ale ani ojciec, ani matka nie złożyli podpisu i zameldowany w moim mieszkaniu by być nie mógł.

2. Odnośnie 2012... eh...

2.1. Chciałem wtedy studiować biologię. Dzienną. Na pobliskim, bardzo dobrym uniwersytecie. Usłyszałem, że "jestem uboga, samotna, bezrobotna, babcia jak zwykle nie wspiera mnie finansowo, co ja biedna mam zrobić, będę płakać". W związku z tym nie rozpocząłem studiów biologicznych (na których bardzo, bardzo mi zależało). Mniej więcej w momencie, gdy zaczął się rok akademicki, moja starsza siostra otrzymała mieszkanie. W tym wypadku nie było, że jestem "uboga, bezrobotna, bla bla bla". Siostrze trzeba było kupić mieszkanie, tu, teraz, szybko, bo okazja czy coś. I w efekcie Natalia otrzymała 70 tysięcy złotych, a ja... a ja zostałem z kłamstwem, przemocą ekonomiczną, początkami schizofrenii, zaburzeń lękowych i samo-okaleczania.

2.2. W pół roku od kupna siostrze drogiego mieszkania, chciałem ubezpieczenie z ZUS-u (jako osoba, która się cięła i już była chora psychicznie). Opłacenie mi ubezpieczenie kosztowałoby 250 zł miesięcznie. Usłyszałem - informacja ta została mi podana bez cienia zażenowania - że owe 250 zł to "za dużo, nie mamy tyle". W pół roku po tym, jak Natalia otrzymała 70 tysięcy.

???

2.3. Natalia otrzymała mieszkanie jako już osoba wykształcona. Ja po dziś dzień nie mam ani wykształcenia, ani mieszkania. I analizując tak ostatnio minioną dekadę, muszę powiedzieć, że myślę, że nie mam wykształcenia dlatego, że przemoc ekonomiczna w tym domu trwała nieprzerwanie przez 10 lat. Przez cały ten czas marzyłem o edukacji. I przez cały ten czas owa edukacja była "za droga". W tym czasie zakupiono najpierw 3 mieszkania (mojej siostry, moje i ostatnio rodziców, wszystkie w Jeleniej Górze) a potem sprzedano mieszkanie w Kowarach za 300 000 zł. I pieniądze z Kowar są niejako "dodatkowe", nie poszły bezpośrednio na zakup jakiegokolwiek innego mieszkania. Jak wyliczyłem, na mieszkania w ciągu dekady poszło 700 000 zł. W kontekście, w którym odmawiano mi edukacji na poziomie, bo "no, jestem uboga i mnie nie stać"... ja... nie wiem co powiedzieć.

3. Anglistyka. Poszedłem na nią "oczywiście" w Jeleniej Górze i rzecz jasna, gdybym był młodszy, nie miał schizofrenii i nie słyszał, jaki to "jestem drogi w utrzymaniu", to pewnie nigdy bym się nie zdecydował. Myślę, że to był akt desperacji. Studia były darmowe. A odnośnie "bezrobotnej" matki (co wcale, wcale nie oznacza "kłamiącej i stosującej przemoc ekonomiczną")... no cóż, potrzebowałem pieniędzy na autobus do Jeleniej Góry. Kosztowałby bodaj 15 zł. Usłyszałem od mojej matki, że "nie wiem czy wiesz, ale możesz sobie wypłacić pieniądze z Netto" ("więc czego chcesz ode mnie, huh?" zostało niewypowiedziane).

...

Natalia otrzymała w 2012 70 tysięcy. Ja w 2019 nie otrzymałem 15 zł.

...

???

Sorry, nie wiem jak taki rodzaj przemocy ekonomicznej, skąpstwa i niesprawiedliwości mam skomentować. Ale powiem tyle - przez cały ten czas sądziłem, że rodzice chcą, żebym studiował, "tylko" w JG, bo "cośtam". W momencie, gdy mi odmówiono "aż" 15 zł, zdałem sobie sprawę, że im w ogóle nie zależy - na moim wykształceniu, szczęściu, przyszłości. Oni po prostu chcą wydać na mnie jak najmniej - najlepiej tyle, co zero. I to jedyne, co ich obchodzi.

PS. Nie, to nie jest tak, że mi "opłacali" anglistykę. Nie otrzymałem od nich ani grosza. I nawet nie chciałem jej studiować, mogłem choć spróbować, albo siedzieć w domu i nie robić niczego. Ale to nie były studia moich marzeń. To był jedyny wybór, jaki mi zostawili.

4. Miałem kolegę, Tomka. Przychodził do mnie czasami i prosił o drobne sumy pieniędzy - sam też był niepełnosprawny psychicznie. Kiedyś chciał 20 zł. "Przechwycili go" moi rodzice. Krzyczeli na Tomka, krzyczeli na mnie. Wszystko o "dużą" sumę pieniędzy, jaką było - powtórzę - 20 zł (sic!). I nie, to nie były ich pieniądze. To były moje pieniądze, w 100% moje - w końcu kiedy ostatnio dali mi jakąkolwiek sumę?

...

Sorry, nie wiem jak to skomentować.

5. Natalce kupili mieszkanie, to się cieszyła. Ja nie miałem niczego, więc byłem wściekły. Ich zdaniem, nie miałem prawa do tej wściekłości. Zamiast tego, powinienem im okazywać "szacunek" - jak przypuszczam ten sam, którego im zabrakło w stosunku do mnie...?

W każdym razie, jako, że kłamcom i przemocowcom nie okazywałem "szacunku" na który "zasługiwali", były snute plany, by mnie wyrzucić z domu. W kontekście, gdy siostrze kupili mieszkanie. Ja... nie wiem jak to skomentować.

6. Mój ojciec, gdy już się ciąłem (AKA byłem schizofrenikiem) rzucił się na mnie z piąchą. Bo go "brzydko" nazwałem.

...

(A) Nie, nie brzydko, tylko zgodnie z prawdą obiektywną.

(B) Jak się przemocowiec ekonomiczny poczuł urażony, to mógł mi coś odpyskować.

(C) Rozumiem. Oni mają prawo się gniewać na mnie o "złe" słowa, ja na nich o 70 tysięcy i edukację we Wrocławiu nie mam prawa oburzać. No, normalka, kto ma kasę ten ma władzę!!!

A na serio, jeśli nie chcieli moich gorzkich słów pod ich adresem, to mogli mnie lepiej traktować. Ja natomiast, niezależnie od tego, jak bardzo się dla nich starałem, nigdy nie byłem przez nich kochany, szanowany i wspierany. Jeśli prześledzimy wszystkie niewłaściwe relacje w tej rodzinie do ich pra-źródła, to zawsze znajdziemy ich, a nie mnie.

7. Nigdy mnie nie przeprosili. Za nic. Nawet za schizofrenię, choć im dokładnie tłumaczyłem kiedy i przede wszystkim DLACZEGO zacząłem się ciąć. Ale ignorantom inne ignoranty (tym razem ze szpitali psychiatrycznych) powiedziały, że "no, nie jesteście winni", więc posłuchali. Tego, że rodzina dysfunkcyjna grozi schizofrenią 4 razy częściej niż normalna, w ogóle nie są świadomi. A tak ogólnie, to 70 tysi dla siostry i zero funduszy na moje potrzeby i przyszłość to nie była "przemoc ekonomiczna" tylko "nasze pieniądze, więc my decydujemy, jak je wydamy" i "nie masz prawa się oburzać".

Cóż, jak babcia miała "własne pieniądze" i nigdy ich nie wydała na córkę, tylko zawsze na syna, to matka nigdy nie wybaczyła ani jej, ani własnemu braciszkowi. Przez ponad 10 lat w ogóle nie wymieniła z nim choćby słowa.

Co za dwulicowe...

8. Nie wiem ile na mnie wydają. O tym, że jestem "drogi w utrzymaniu" słyszałem przez dekadę - tą samą, podczas której w ogóle nie wychodziłem z domu, słyszałem o tym na długo przed kupnem mieszkania "dla mnie" (...) i oczywiście nawet studiów dziennych we Wrocku nie dało mi się sfinansować. Ale jeśli chcesz wiedzieć ile rodzice na mnie wydają - czynsz "swojego" mieszkania sam opłacam, jak i rachunki za wodę i gaz. Matka opłaca mi tylko prąd. Jedzenie jem z nimi, zresztą, najczęściej jem tylko obiad, śniadanie i kolację bardzo rzadko (chyba jakiś symptom schizofrenii? Apatia czy coś?). Nie wiem ile wydają na mnie pieniędzy i jak drogi jestem w utrzymaniu. Wychodzą z założenia, że dosyć mało. Jeśli jednak chcieli, żebym sam się utrzymywał, powinni przez 10 lat opłacić mi edukację na poziomie, zamiast wpędzać w chorobę psychiczną i stosować przemoc ekonomiczną, która kompletnie podcięła mi skrzydła i namieszała w głowie. Skro tego nie zrobili, to nie mają prawa mi wypominać żadnych pieniędzy, które na mnie wydatkują.

W sprawie leków - tak, opłacają mi je rodzice. Ci sami, przez których muszę je zażywać. A little penance, I suppose? Ale dalej uważam, że są w bardziej komfortowej sytuacji niż ja - leki są refundowane i wcale nie takie drogie, a to ja żyję z roztrzaskanym na drobne kawałeczki umysłem, nie oni. Gdybym mógł się z nimi zamienić na sytuacje życiowe, zrobiłbym to bez chwili wahania.

9. Odnośnie mieszkania - wspomniałem, że nie jest tak naprawdę "moje", ale, co ważniejsze, zakupili je dla mnie dopiero w 2016 roku. W tamtym czasie już miałem schizofrenię i blizny na ręce - co więcej, zdążyłem wylądować 2 razy w szpitalu psychiatrycznym. Bo była kasa dla siostry, ale ja nie otrzymałem niczego. Czy byłbym dzisiaj zdrów, gdybym otrzymał mieszkanie w 2012 roku, jak moja siostra, i gdyby mi je przepisano notarialnie? Nie wiem. Już nigdy się nie dowiem. Ale tak, to także jest jakaś krzywda, którą mi wyrządzono. I jakiś rodzaj nierównego traktowania w porównaniu z moją siostrą. Kolejny już raz, eh...

10. W sprawie przeprosin. Tak, chciałbym, żeby kiedyś padły. Ale poza słowem "przepraszam" marzę o tym, by się jakoś usprawiedliwili. A tego, że wydali na moją siostrę "tylko" 70 tysi, mi odmawiając wymarzonej edukacji nie da się usprawiedliwić. Po prostu... no cóż, nie pomyśleli o mnie. Tak kompletnie. "Natalce kupimy to i to i to, a Szymon? Ah! Będą studia w Jeleniej Górze, po co mu Wrocław? I co nas obchodzi to, że chce być biologiem, a biologii nie ma w JG? No, mówi się trudno! Mieszkanie i Natalka najważniejsze!". Obawiam się, że nie mieli żadnej innej intencji. I takiej intencji... no cóż, nie da się wybaczyć.

11. Prawo polskie nakłada na nich OBOWIĄZEK łożenia na moją edukację. Przez 10 lat mieli to głęboko w... nosie. I prawo polskie nie przewiduje sytuacji, w której jedno dziecko otrzymuje całe mieszkanie dla siebie, a drugie nie może się uczyć "bo jesteśmy ubodzy" czy coś. Więc te zwierzęta złamały nie tylko porządek moralny, ale i prawny.

Jak teraz o tym myślę, to mogłem ich podać do sądu i przed sądem powinni się tłumaczyć z kłamstw, przemocy, jak i z moich blizn i schizofrenii. Ale z drugiej strony... to byłby nas koniec jako rodziny. Ostateczny i nieodwracalny. Tak, chciałem pójść na studia. Ale chciałem, by rodzice mi je sfinansowali, bo mnie kochają i się o mnie troszczą, nie dlatego, że sąd ich do tego zmusił. I wyrok sądu mógłby mi dać edukację - ale żaden wyrok nie zapewni mi szacunku i miłości własnych rodziców, jeśli oni nie potrafią (nie chcą?) mnie kochać i szanować.

Tak ogólnie Adamie - wychodzisz chyba z założenia, że ta rodzina mnie kocha, że dużo dla mnie zrobili, że wydają na mnie dużo pieniędzy, a ja jestem niewdzięczny czy coś. Ale serio, jedyne, co mnie spotkało z ich strony przez dekadę to kłamstwa, oszustwa, absolutny brak szacunku bądź choćby wyobraźni i empatii, blokowanie funduszy na rozwój (których mieli 3/4 miliona złotych, sic!!!) i zniszczenie mi zdrowia psychicznego. I nawet mnie nie przeprosili. Więc nie, nie jest jak sugerujesz.

PS. Bottom line. Natalia got an expensive flat, I got literally nothing. Can you explain it using an argument of their "love", "respect" or anything? Because that's the reason why I am mental today.

PPS. Odnośnie pracy. Mam orzeczenie z ZUS o całkowitej niezdolności do pracy, a w dodatku strasznie dużo negatywnych symptomów schizofrenii. Wątpię, by szukanie pracy dobrze mi poszło. Nie w mojej sytuacji życiowej. Nawet głupie pozmywania naczyń lub odkurzenie mieszkania często okazuje się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Studia dzienne przynajmniej mogły mnie zmotywować, żebym wychodził regularnie z domu i jakoś się ogarnął... mam nadzieję. 

Tak ogólnie, to zawsze chciałem być nauczycielem biologii i nie wyobrażałem sobie innej kariery. W momencie, gdy to przestało mi być dostępne - z różnych względów - chyba... utraciłem poczucie celu? Niestety, przez cały ten czas nie powróciło ono do mnie. Nie ukrywam, że chciałbym pójść na studia w nadziei, iż okryję jakąś nową pasję i celowość w żywocie. Nie wiem czy tak będzie, ale dopuszczam do siebie cień możliwości. 

24-06-2022 12:52

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.