string(15) ""
» Blog » Rozdział 10
20-10-2011 22:04

Rozdział 10

W działach: Mroczne przebudzenie | Odsłony: 4

Przypominam, że z racji na treść zawierającą wulgaryzmy, brutalność, nawiązanie do alkoholu, a możliwe, że i elementy seksu, czy środków odurzających, tekst ten skierowany jest do czytelników PEŁNOLETNICH

 

Rozdział I

 

.

.

.

 

Rozdział IX

 

Rozdział X

 

Kiedy podjęliśmy decyzję co zrobić, poczułem się jeszcze lepiej. Łatwiej się do czegoś zebrać gdy ma się cel jasno wyznaczony. Zdjąłem pomału kurtkę i zarzuciłem ją na oparcie fotela. Następnie przeciągnąłem się mocno, prostując i rozluźniając napięte od kilku godzin mięśnie.

- Wiesz może która jest godzina? – Spytałem Julię. Oderwała wzrok o drzwi, w które się po raz kolejny zapatrzyła.

- Chyba po północy, ale raczej nie wiele.

- W porządku. Chodźmy w takim razie złapać trochę snu, aby rano móc spokojni wyruszyć.

- Nie wiem czy to taki dobry pomysł...A jeśli ktoś...lub coś, przyjdzie tu jak będziemy spali?

- To jest ryzyko. – Przyznałem niechętnie, drapiąc się w potylicę. – Ale jeszcze gorzej będzie, jeśli będziemy padać na pysk gdy przyjdzie nam stąd wyjść. Zwłaszcza ty, mówiłaś w końcu, że nie śpisz od wczorajszej nocy.

- Po tym wszystkim. – Zakreśliła wokół dłonią. – Nie chce mi się spać.

Kiwnąłem głową, spodziewając się tego. Wkrótce jednak adrenalina odparuje jej z żył i zaśnie tam gdzie stoi.

- Jak tylko się położysz to zaraz cię sen dopadnie.

Nie wyglądała na przekonana. Westchnąłem ciężko, zastanawiając się jak ją przekonać. Nie chciało mi się jej później nieść. Wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł.

- W takim razie idź może do swojego pokoju i zamknij się w nim dobrze. Ja zostanę tutaj. Jeśli coś przyjdzie to natknie się na mnie i albo to przegonię, albo mnie zje. – Zaproponowałem uśmiechając się krzywo. – Tak czy siak, zorientujesz się, że coś się dzieje.

- To nie było śmieszne. – Mruknęła spoglądając w bok. Wzruszyłem ramionami.

- A tam, zrobisz jak chcesz, tylko mi jutro nie narzekaj na zmęczenie. – Dałem za wygraną, nie chciało mi się wymyślać kolejnych argumentów. Była dorosła, mogła robić co chciała. Sam wróciłem na swój fotel i opadłem na niego wygodnie. Wsuwając się w jego miękkość, wyciągnąłem nogi i oparłem o stolik. Kusiło mnie aby zdjąć buty, ale zrezygnowałem z tego.

„Żołnierz z gołym tyłkiem ma większe szanse przeżycia niż ten z gołymi stopami.”- Słowa mojego sierżanta przypomniały mi się jakby same. Zasalutowałem w myślach temu staremu capowi, rozluźniając się jeszcze bardziej. Ołowiane zmęczenie poczęło z nóg rozlewać się na resztę mojego ciała.

Już prawie zasypiałem gdy spod wpół przymkniętych powiek zobaczyłem jak Opolik wstaje. Uśmiechnąłem się pod nosem.

- Idziesz jednak spać? – Spytałem otwierając w pełni oczy aby na nią spojrzeć. Uniosła dumnie brodę, dłońmi wygładzając spódnicę.

- Nie. Ale jeśli mamy rano stąd odejść to muszę sobie przygotować jakaś walizkę, czy wygodniejszy strój. Z tego wszystkiego nie miałam czasu się w ogóle przebrać od kiedy tu przybyłam.

- W porządku. Jakbyś coś potrzebowała, to wiesz gdzie mnie znaleźć.

- Mhm. – Potwierdziła ruszając w stronę schodów. Zatrzymała się jednak po kilku krokach. Zaciekawiony i zaniepokojony, tym, że coś zobaczyła, podniosłem głowę i rozejrzałem się. Nic dziwnego jednak nie dostrzegłem.

Julia stała jakieś dwa metry za mną, trzymając się za krzyże. Skrzywiła się i popatrzyła na mnie już bez tej wyższości.

- Cholera. – Mruknęła uśmiechając się z zakłopotaniem. – Słuchaj, nie jestem już taka młoda jakbym chciała być. Nie znam się też z bardzo na tym co naprawdę może się przydać. Pomożesz mi wybrać?

Zdziwiony uniosłem brew, ale faktycznie ciężko przeszło jej to przez gardło. Skinąłem głową, zbierając się na nogi. Wszystko wskazywało na to, że będę musiał nieść więcej niż zamierzałem. Ale obiecałem sobie w duchu, że jeśli stwierdzi, że mała czarna albo dziesięciocentymetrowe szpilki są jej absolutnie niezbędne do przeżycia to naprawdę ją opieprzę. Zaraz potem przyszło mi na myśl, że może faktycznie będzie lepiej jeśli pomogę jej wybierać, bo sama mogłaby odstawić taki numer.

Zarzuciłem plecak na ramiona i zabrałem strzelbę. Kurtki mi się już nie chciało ściągać. Zresztą, tu w środku już nie było tak wilgotno. Gdy podchodziłem, kobieta spoglądała na mnie z lekką obawą. A konkretnej na moją broń.

- Hej, u nas o giwerę nie łatwo. Lepiej jej nie zostawiać bez opieki. – Wyjaśniłem unosząc uspokajająco pustą dłoń. Kiwnęła głową, choć widać było, że nie jest do końca uspokojona.

- Nie lubię broni palnej. – Powiedziała. W sumie ją rozumiałem, wiele osób tak miało. Nic już nie mówiąc ruszyliśmy po schodach. Klatka schodowa była szeroka i widna. Wygodne, kamienne schody wyściełał cienki dywan a na każdym półpiętrze ustawione były stolik z ozdobami i przynajmniej jedno krzesło. Jedno piętro. Drugie. Trzecie...

Przy czwartym zacząłem czuć jak przyśpiesza mi oddech. Trochę pożałowałem, że winda jest zepsuta, choć gdyby przyszło co do czego i tak bym z niej nie skorzystał. W końcu diabli wiedzieli czy to wszystko nie uszkodziło mechanizmów. Skoro nawet przy zwykłym pożarze odradza się korzystania z wind to co dopiero teraz?

- Na które to piętro? – Spytałem, spoglądając na Opolik. Spodziewałem się, że uśmiechnie się z politowaniem do mojej słabej kondycji. Zwłaszcza, że po niej nie widziałem najmniejszego śladu opadania z sił.

- Już blisko, szóste. – Odparła w pełni poważnym tonem. Zauważyłem, że się denerwuje. Mogło to być spowodowane wspomnieniami tego co działo się na jej piętrze. Mimo to sam zacząłem uważniej słuchać co dzieje się wokół. Nic nie było słychać, poza naszymi krokami, ale odkryłem, że zaczyna mnie to denerwować.

I wtedy natknęliśmy się na plamy krwi. Tak jak wcześniej była już dawno zaschnięta, wyciekło jej tu jednak sporo. Julia złapała się mojego ramienia. Ze zdziwieniem poczułem z jaką mocą jej szczupłe, chłodne palce wpijają się w moje ciało.

- To tu była ta zgwałcona dziewczyna. – Szepnęła cicho. Kiwnąłem głową i ominęliśmy te plamę najszerszym możliwym łukiem. Julia nie puściła jednak mojej ręki. Wręcz ściskała ją coraz mocniej. W pewnym momencie na ostatnim półpiętrze zatrzymała się zupełnie.

- Nie, to nie był dobry pomysł. – Jęknęła i zaczęła się odwracać. Złapałem ją jednak za dłoń.

- Poczekaj. Byłaś już tam, wiesz przecież że jest tam bezpiecznie.

- A jeśli ten...ten nietoperz wie, że go widziałam? Jeśli postanowi przyjść teraz po mnie?!

Pokręciłem głową, ona jednak drżała coraz mocniej.

- Spokojnie. – Powiedziałem obejmując ją ramieniem. – Uspokój się i posłuchaj...Zrobimy tak. Poczekaj tutaj, a ja pójdę zobaczyć jak to tam wygląda. Jeśli coś będzie nie tak to usłyszysz i zdążysz uciec.

- Tak mówią we wszystkich horrorach! – Zaprotestowała odsuwając się. – Pójdziesz, a potem już nie wrócisz.

Westchnąłem ciężko. Faktycznie tak było we wszystkich horrorach. Z drugiej strony we wszystkich zombie zabijało się strzałem w głowę.

- Dobra, zrobimy tak. – Zdecydowałem i zdjąłem z siebie plecak. – Weź go. W środku jest dość jedzenia na dwa dni, nawet na trzy przy mądrym racjonowaniu. Jeśli coś będzie nie tak bierz nogi za pas i uciekaj. Ja idę!

Wzięła ode mnie plecak, ja zaś ujmując strzelbę oburącz ruszyłem dalej. Nie przeszedłem jednak nawet trzech schodów gdy o czymś sobie przypomniałem.

- Yyyy...a który to pokój? – Spytałem z zakłopotanym uśmiechem. „No i heroizm diabli wzięli” przeszło mi przez myśl. Julia spojrzała na mnie i nie zdołała powstrzymać uśmiechu. Wręcz parsknęła, bardziej jednak nerwowo niż z rozbawieniem.

- Numer sześćdziesiąt pięć, po prawej stronie. – Wyjaśniła. Skinąłem jej głową i ruszyłem dalej. Ostatnich kilkanaście stopni pokonałem tak cicho jak byłem w stanie. Mimo ciężkich buciorów, dywan dość skutecznie tłumił dźwięki. Przynajmniej w moim odczuciu.

Gdy tylko moje oczy znalazły się na poziomie korytarza uniosłem strzelbę i zacząłem się rozglądać. Niestety, schody wychodziły trochę po prawej i większość mojego pola widzenia zajęły drzwi i ściany pokoju sześćdziesiąt jeden. Aby zajrzeć w głąb korytarza musiałem ten pokój ominąć. Na tych kilku metrach, mimo że nic nie słyszałem tętno znów zdążyło mi zdrowo przyśpieszyć.

Szybko postanowiłem zmienić tą przeszkodę w korzyść i przylgnąłem plecami do ściany pokoju. Idąc przy niej dotarłem do końca. Zauważyłem też od razu uszkodzoną windę o której wspomniała Opolik. Drzwi były otwarte na oścież, odsłaniając pusty szyb. Dojście do niego tarasował drewniany kozioł i ustawiona obok tabliczka  informująca i przepraszająca za awarię. Ponownie skupiłem uwagę na korytarzu przy załomie którego stałem. Odetchnąwszy, skoczyłem w bok obracając się, gotów do strzału.

Pusto.

Korytarz był jasno oświetlony i długi tak aby pomieścić pięć pokoi z każdej strony. Pomiędzy drzwiami stały jakieś stoły, szafki i flakony, na ścianach zaś gdzieniegdzie porozwieszano obrazy. Zachód faktycznie zasługiwał na te cztery gwiazdki.

Zacząłem iść pomału, wdzięczny że i tu rozwinięty był ten cienki dywan. Wzrokiem i lufami wodziłem od drzwi do drzwi, odczytując kolejne numerki. Cisza wręcz dzwoniła mi w uszach.

W końcu dotarłem do drzwi oznaczonych liczbą 65. Niczym nie różniły się od innych na tym piętrze, kilka innych miały po obu stronach. Już miałem sięgnąć do klamki, gdy odkryłem, że coś mi nie pasuje. Nie wiedziałem jednak co.

Popatrzyłem jeszcze raz na drzwi a potem pod swoje nogi. Brązowo-zielony dywan był tu taki sam jak w całym korytarzu. Ale...zaraz. Czy Julia nie mówiła, że leżała tu kobieta z poderzniętym gardłem? Od takiej rany to tu powinno być czarno od zaschniętej krwi. A tymczasem...

Poczułem jak włosy jeżą mi się na karku, a coś zapikało mi u podstawy czaszki. Być może dlatego nastawiłem bardziej uszu i wyłapałem cichutki zgrzyt za swoimi plecami. Odwróciłem się instynktownie.

Opolik rzuciła się na mnie! Krótkie noże zalśniły w jej dłoniach.

Odruchowo zasłoniłem się strzelba, skacząc jednocześnie w tył. Poczułem uderzenie i usłyszałem zgrzyt. Nie zastanawiając się uniosłem broń. Julia kopnęła szybko i wysoko. Moje lufy odskoczyły w bok. Korytarz zatrząsł się od huku a ściana obok nas wyprysła odłamkami.

Kobieta, zupełnie tym nierozkojarzona, uderzył znowu. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że ma już tylko jeden nóż. Znów odskoczyłem, wydostając się poza jej zasięg. Zyskałem sekundę na zebranie myśli.

A tak przynajmniej sądziłem.

Gdy tylko podniosłem na nią wzrok zobaczyłem jak kończy zamach. Od razi, odruchowo się pochyliłem, a i tak poczułem stuknięcie o ucho. Ułamek sekundy wolniej i trzonek sterczałby mi z oka!

Teraz była jednak moja kolej. Czując przepełniającą mnie wściekłość uniosłem strzelbę. Kobieta skoczyła jednocześnie w moją stronę. Gdy naciskałem spust zanurkowała pod lufy. Ich długość znów okazała się zgubna!

Kolejny huk i szafka w głębi korytarza poszła w drzazgi. Opolik uderzyła szybko i nisko. Mierzyła w moje krocze. Znałem jednak te sztuczki.

Skręciłem tylko biodra i jej pięść trafiła mnie w górę uda. Następnie, zrobiłem krok do przodu, uderzając kolbą. Julia zgrabnie się uchyliła i wyskoczyła w górę. Nim zdążyłem zagregować trzasnęła mnie stopą w policzek.

Zabolało...

Zatoczyłem się w bok. Zrobiłem kilka szybkich kroków aby nie stracić równowagi. Dopadła do mnie od razu, wyprowadzając jednego kopniaka za drugim. Pierwszym trafiła mnie w bok, drugim w przedramię. Trzecie spadło na łoże strzelby i broń wypadła mi z rąk. Julia parsknęła z pogardą i okręciwszy się na pięcie kopnęła znów. Jej pięta zderzyła się z moją szczęką. Gwiazdy rozbłysły mi na sekundę przed oczami.

Znów zabolało.

Gdy zaatakowała znowu, byłem już na to przygotowany. Odchyliłem się w biodrach i złapałem ją za uniesione udo. Drugą dłonią odepchnąłem ją od siebie. Nie miała żadnego punktu oparcia a była jakieś dwa razy lżejsza ode mnie. Odrzuciłem ją dzięki temu na kilka metrów.

Upadając płynnie przeturlała się w tył i sprężyście podniosła z powrotem do pionu. Mimo to rozbawiony uśmieszek spłynął jej z ust. Chyba nie spodziewała się, że po jej ofensywie będę nadal zdolny stać. A co dopiero się bronić.

- Głupi knur. - Warknęła a następnie odezwała w zupełnie nieznanym mi języku. - Ihre ktero nok vitriono giare!

Zatrzymałem się jak sparaliżowany. Wraz z każdym słowem jej głos się zmieniał, zyskiwał na głębi, niskości i mocy. Ostatnie słowo wypowiedziała tak, że aż się echo odbiło od ścian. Nim zaś przebrzmiało, poczułem jak po moich trzewiach zaczyna pełzać ślimak strachu.

- Co do kur... - Spłynęło z moich ust prawie bez udziału świadomości.

Oczy Julii zapłonęły na moment żywą czerwienią, jak dwie latarki. Czerwień ta zgasła, aby po ostatnim słowie buchnąć z nową mocą w jej ustach. Tam rozdzieliła się na dwie wstęgi, nie to mgły ni to galarety ni to energii. Spłynęły one w dół, rozdzielając się na dekolcie i ruszając w poprzek na ramiona. Tam zaczęły sie wydłużać i owijać wokół jej ramion, aby zastygnąć na moment niczym jakieś groteskowe bandaże. Po sekundzie wniknęły w ciało.

Twarz Opolik ponownie skurczyła się w drwiącym uśmiechu.

- Zaraz pożałujesz, że się wygrzebałeś  tego swojego samochodu!

 

Rozdział XI

2
Notka polecana przez: earl, makakarer
Poleć innym tę notkę

Komentarze


sskellen
   
Ocena:
0
Zawsze wiedziałem, że 40letnie businesswoman to zło!
20-10-2011 22:46
earl
   
Ocena:
0
Czy ten gość w końcu spotka jakiegoś normalnego człowieka?
21-10-2011 12:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.