» Opowiadania » Róża

Róża


wersja do druku
...moja róża...jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic nie warte kolce dla obrony przed całym światem.
Antoine de Saint-Exupery Mały Książe

Ona tam siedzi. Wygląda wspaniale, jak zawsze. Długie, jasne włosy opadają jej na ramiona, a blask świec odbija się w nich złotem. Śmieje się. Błyskają białe niczym perły zęby, a głowa swobodnym ruchem przechyla się do tyłu. Smukła, zadbana dłoń zaczesuje opadające na czoło pasemko włosów. Subtelna woń perfum wypełnia moje nozdrza. Zatracam się w niej. W woni... W niej... Zatracam się... Zatracam... Jej serce bije tak równo; tak spokojnie; tak sennym rytmem. Jak bardzo bym chciał, aby biło dla mnie! Choć przez jedną chwilę! Przez jedną sekundę! Pozwól mi. Pozwól. Na chwilę wyłonić się z mroku i ogrzać twoim ciepłem. Czy to tak wiele? Czy podarujesz mi jedną chwilę twojego życia?! Jedno tchnienie? Jedno uderzenie serca? Błagam... Czy mam paść do kolan? Mam skomleć? Wić się u Twych stóp? Czy tego naprawdę chcesz? Powiedz tylko słowo, a będzie zaspokojona próżność twoja... Jedno słowo, a serce zacznie krwawić, moją krwią na Twoich rękach. Twoją krwią na moich rękach. Naszą krwią na naszych rękach. Powiedz tylko słowo... Jedno słowo... Błagam...

Tej nocy stałem ukryty w mroku za zardzewiałym śmietnikiem. Ten stary, opuszczony zaułek Nowego Orleanu był ostatnio celem moich nocnych wędrówek i nawet, kiedy obierałem inną drogę, wcześniej czy później docierałem właśnie tutaj. Co było w nim takiego specjalnego? Niestety, nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Był on bowiem taki sam jak wiele innych. Brudny, skąpo oświetlony migotliwym blaskiem padającym z gazowej latarni, zastawiony przepełnionymi śmietnikami, z których unosił się fetor zgniłych ryb.

Takim ujrzałem go nocą z 12 na 13 listopada 1894 roku i taki pozostał w mojej pamięci. Dlaczego jednak coś wciąż mnie do niego ciągnęło? Cóż, to może wydać się głupie, ale po prostu miałem przeczucie, że coś się tutaj wydarzy. Ktoś się pojawi i będzie to bardzo ważne dla mojej dalszej egzystencji. I dlatego również i tej deszczowej, grudniowej nocy zawędrowałem w to podłe miejsce. Nie umiałem sobie również wytłumaczyć, dlaczego wszedłem za paskudny, śmierdzący śmietnik, jak szczur. Takie zachowanie nie przystawało osobie o mojej reputacji i pozycji towarzyskiej. Takie krycie się w podłych miejscach jest dobre dla ulicznic i oprychów, a nie dla gentlemana, za którego się, rzecz jasna, uważałem. Jednak od kilku nocy widziałem w snach siebie stojącego tutaj w ukryciu i czekającego... Na coś? Na kogoś? Cóż, tego również nie potrafiłem określić. Stojąc tak i wsłuchując się w monotonny rytm deszczu uderzającego o metalowe klapy śmietników czekałem i rozmyślałem o swojej okrytej tajemnicą przeszłości. Ostatni rok bowiem zagubił się zupełnie w mrokach mej pamięci. Czasami tylko przypominałem sobie drobiazgi. Głosy, dotyk dłoni, zapach przednich perfum. Poczułem, że znowu zacząłem śnić na jawie...

Tulę ją w ramionach. Moje palce delikatnie gładzą oliwkową skórę, subtelnie muskają rzęsy, podczas gdy ja upajam się zapachem jej włosów. Dotykam ich ustami i całuję cal po calu. Czuję jej oddech. Czuję bicie jej serca. Przyśpiesza. Ze spokojnego spaceru przechodzi w szalony bieg! Szybciej! Szybciej! Coraz szybciej! Dotykam ustami jej ust. Czuję oddech na wargach. Usta rozchylają się, a ona chwyta dłońmi moją głowę. Tak łapczywie! Tak niecierpliwie! Zatracamy się... Zatracamy się w sobie. Nie ma nic oprócz nas, oprócz ciepła jej ciała i szalonego bicia naszych serc, oprócz jej długich włosów spadających na mnie kaskadami. Zostań! Zostań tak na zawsze! Nie opuszczaj moich snów. Bądź ze mną wiecznie. Taka piękna! Taka nienasycona! Nie rozwiewaj się na wietrze. Nie każ mi patrzeć na puste, drżące dłonie. Zostań... Zostań ze mną, póki śmierć nas nie rozłączy. Do samego końca...

Nim go zauważyłem usłyszałem szybkie bicie jego serca. Przez lata mój słuch nabrał niesłychanej ostrości i choć bywało to przydatne, częściej doprowadzało mnie do prawdziwego obłędu. Słyszę te wszystkie głosy, które mnie otaczają, w tych brudnych czasach. Szczury skrobiące gdzieś w ścianach, koty przemykające po dachach, kłótnie w mieszkaniu wyżej, gdy pijany woźnica wracał do swojej żony...

Teraz jednak błogosławiłem moją zdolność i napiąłem się jak struna czekając. W zaułek wbiegł mężczyzna. Ciężko dyszał i przyciskał do piersi worek. Nie widziałem go dokładnie, bo ciągle jeszcze znajdował się poza niewielkim kręgiem światła padającego z gazowej latarni. Szybko wyjrzał za róg i po chwili przywarł plecami do ściany. W tym momencie usłyszałem ciężkie kroki dwóch osób, oddalające się z każdą chwilą gdzieś dalej - w noc. Dopiero wtedy nieznajomy westchnął z ulgą, a bicie jego serca znacznie uspokoiło się. Po chwili zbliżył się do kręgu światła i teraz mogłem mu się dokładniej przyjrzeć. Nie zrobił na mnie wrażenia gentlemana. Wręcz przeciwnie. Śmierdziało od niego plebsem, a niechlujny ubiór dodatkowo potęgował to przykre wrażenie. Skrzywiłem się z odrazą gdy zobaczyłem, że przedmiot, który mężczyzna trzymał w rękach, to damska torebka, którą bardzo dokładnie przeglądał rozrzucając zawartość dookoła. Sapał przy tym z dezaprobatą lecz w końcu wydobył z siebie okrzyk radości, gdy znalazł to, czego szukał: pieniądze. Wydaje mi się, że rozpoznałem go w momencie, w którym uniósł brudną, nieogoloną twarz wyszczerzając spróchniałe zęby w uśmiechu. A później moje myśli przesłoniła czerwona mgła...

Moje dłonie puste i splamione krwią. Gdzie twoja burza włosów, kochana? Gdzie twój radosny uśmiech? Dlaczego nie możemy być razem? Spóźniony. Pomimo, że wieczność jest moim najlepszym przyjacielem, jestem przeklęty! A ty, miłości moja? Leżysz i milczysz. Ty, która powinnaś pozostać wiecznie młoda! Dlaczego? Dla pereł zdobiących twoją gołębią szyję? Dla tych kilku srebrnych monet? Ucieka. Słyszę, jak biegnie, jak jego serce wali niczym młot. Smakuję jego przerażenie i dziwną radość... Podniecenie... Noc odchodzi na spoczynek, a ja razem z nią. Żegnaj kochana. Żegnaj na wieki...

Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się stało. Wiem, że stałem i zlizywałem z warg ciepłą i lepką krew mężczyzny, który leżał u moich stóp z pustymi, martwymi oczami pełnymi przerażenia. I ja także byłem pusty, zrozumiałem bowiem, że pomimo odzyskanej pamięci straciłem coś pięknego – na wieki.



Komentarze


zirael
    Uwielbiam wampiry
Ocena:
0
Dla mnie bomba! Chwilami mialam dreszcze! Fajnie, ze Twoj tekst daje do myslenia.
08-09-2005 20:51
~Rian

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Niezłe, naprawdę... do tej pory nie darzyłem szczególną sympatią opowiadań o wampirach... Ale to naprawdę mi się podobało.
08-09-2005 21:08
Iman
   
Ocena:
0
Moja pierwsza refleksja po przeczytaniu tego opowiadania była taka, że jest smutne. Powiedziałabym nawet, że dołujące. Nie podajesz w nim wszystkiego na tacy, ale to dobrze, bo każesz się zastanowić i domyślać. Bardzo mi się podoba nawiązanie do "Małego księcia" i tytuł. Właściwie jedyną wadą tego tekstu jest to, że jest za krótki ;) Pozdrawiam!
19-09-2005 12:46
Supr
    Stary Znajomy ;)
Ocena:
0
Hmm, a czy to nie jest przypadkiem nasz stary Kuba Rozpruwacz, ktory wreszcie osiaga mistrzowsko w swym fachu (i niesmiertelnosc)...;)

Bardzo fajny, elegancki klimat opka:)
19-03-2006 14:24
Aireimladiel
    Co mi przyszło na myśl...
Ocena:
0
"On the third day he took me to the river
He showed me the roses and we kissed
And the last thing I heard was a muttered word
As he stood smiling above me with a rock in his fist
On the last day I took her where the wild roses grow
And she lay on the bank, the wind light as a thief
As I kissed her goodbye, said, "All beauty must die"
And lent down and planted a rose between her teeth"

z piosenki Where the wild roses grow.

Piękna piosenka i piękne opowiadanie panie Tomaszu. Krytykiem ani stylistą nie jestem więc ciężko jest mi cos konstruktywnego stwierdzić jednak tekst wywołuje emocje a to znaczy że jest dobry. Chyba gorzej gdyby był obojętny prawda? Moje uznanie. Pozdrawiam
02-05-2007 16:12
~Klamerka

Użytkownik niezarejestrowany
    klamra
Ocena:
0
{{{{{{Po pierwsze i najważniejsze}}}}}} - nie zostały użyte nawiasy klamrowe, co dodaje nieco polotu tekstom o podobnej tematyce. Treść momentami niezła, aczkolwiek sam autor zachowuje się jakby miał klamry na oczach i nie widzi, że ten świat troszkę idzie do pralki i chyba nawet Vanish nie pomoże. Musisz ująć to wszystko w jakieś jaśniejsze klamry. Mimo wszystko pozdrawiam, bo muszę lecieć zrobić budyń. Czekoladowy - chętnych zapraszam}
KLAMRA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !
02-08-2007 00:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.