» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - styczeń 2012

Redaktorzy oceniają - styczeń 2012

Redaktorzy oceniają - styczeń 2012
W okresie od 1 do 31 stycznia 2012 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 38 recenzji, których średnia ocena wyniosła 6,85. Najwyższą ocenę − 9,5 – otrzymały Galeria dla dorosłych Feliksa W. Kresa i Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego, podczas gdy najniżej ocenione zostały Z zimną krwią Roberta Forysia i Lek na lęk Kazimierza Kyrcza Jr i Łukasza Radeckiego - 3:

Czytać:




"Galeria dla dorosłych, będąca kontynuacją Galerii złamanych piór, to zbiór felietonów ukazujących się przez kilka lat (z przerwami) najpierw w piśmie Fenix, a potem na łamach Science Fiction. Artykuły te początkowo skupiały się jedynie na zagadnieniach związanych z pisaniem fantastyki i zawierały krótkie uwagi na temat nadesłanych pisarzowi tekstów amatorskich twórców. Później ewoluowały w utwory na tematy wszelakie, choć niemal zawsze znajdowały się w nich odniesienia do literackiego warsztatu.

W pierwszej części zbioru Kres zajmuje się tym samym, czym zajmował się w felietonach zebranych w Galerii złamanych piór. Podobnie jak tam, pisarz piętnuje głównie nietrafioną lub sztucznie nadętą stylistykę, nadmiar zaimków osobowych i nieporadnie prowadzoną akcję, ciągle podkreślając przy tym wagę rzemiosła pisarskiego.Jak zauważa autor, artystą się tylko bywa, ale by nim być choć przez chwilę, oprócz owej niezbędnej "iskry Bożej", konieczne są solidne podstawy warsztatowe. Bez przezwyciężenia oporu tej arcyciekawej i arcytrudnej zarazem materii, jaką jest słowo, nawet najlepsze opowieści zanudzą/zamęczą czytelnika na śmierć.

Największą zaletą Galerii dla dorosłych jest język, jakim posługuje się Kres. Daje się tu poznać jako urodzony gawędziarz, którego można słuchać przez długie godziny, aż po blady świt (kufel piwa nie będzie w tym przeszkadzał, wręcz przeciwnie). Formuła felietonu, dopuszczająca niemal każdy styl i każdy zabieg językowy, pozwoliła pisarzowi pozbyć się konwenansów istniejących w prozie literackiej. Dzięki temu mamy do czynienia z czymś rzeczywistym – z niemal namacalną obecnością autora. To chyba największa pochwała, jakiej mogą udzielić czytelnicy i najlepszy dowód literackiego talentu Kresa.

Z felietonów poświęconych sztuce pisania fantastyki można naprawdę wiele się nauczyć. Autor nie ma tu ambicji do udzielania uniwersalnych porad dotyczących literatury – skupia się raczej na luźnych uwagach na temat tego, co może być pomocne każdej osobie marzącej o rozpoczęciu kariery pisarza. Warto podkreślić, że Kres korzysta z rangi swojego nazwiska nie po to, by budować własną pozycję czy rozpowszechniać własne poglądy, ale dla szlachetnej idei niesienia pomocy innym."


Krzysztof Dominik 'daft_count' Mroczko



"Wydana po raz pierwszy w 2007 roku powieść Zygmunta Miłoszewskiego Uwikłanie odbiła się szerokim echem zarówno w kraju, jak i za granicą, zbierając wszędzie bardzo wiele pozytywnych komentarzy. Niedawno ukazała się również filmowa adaptacja kryminału, która przyniosła mu dodatkowy rozgłos i świetną okazję do kolejnego wydania. Co przesądziło o niewątpliwym sukcesie książki?

Pozytywnych elementów jest wiele, a jednym z nich jest elektryzująca fabuła, która rozpoczyna się, jak na ten gatunek, wręcz banalnie – odkryciem zwłok, ale szybko nabiera złożoności. Henryk Telak, jeden z pacjentów pewnego znanego psychiatry, zostaje znaleziony martwy. Sprawę morderstwa, o którym świadczy choćby rożen wbity głęboko w oko ofiary, bada prokurator, Teodor Szacki. Jedyny trop to tajemnicza terapia ustawień, której denat poddawał się na kilka miesięcy przed śmiercią, polegająca na odgrywaniu przez uczestników sesji poszczególnych członków rodziny i otoczenia badanego. Czy wytworzone w ten sposób emocje mogłyby pchnąć do zbrodni którąś z osób biorących udział w eksperymencie?

Autor prowadzi akcję po mistrzowsku, łącząc zgrabnie główny wątek z pobocznymi śledztwami oraz osobistymi historiami, dzięki czemu całość jest różnorodna, a czytelnik nie czuje się znudzony nawet przez chwilę. Dzięki suspensowi zakończenie sprawia mocne wrażenie, docenić też trzeba drobiazgowe zobrazowanie przebiegu dedukcji głównego bohatera – dokładność jego końcowej wypowiedzi sprawia wrażenie wręcz wzorowanej na tych z powieści o Herkulesie Poirot. Tłumacząc, w jaki sposób doszedł do sedna zagadki, bohater łączy szczątkowe ilości zawartych w tekście informacji z faktami niedostępnymi czytelnikowi, potęgując jego zaskoczenie.


Autor pisze z dużą lekkością, umożliwiając odbiorcy łatwe zanurzenie się w meandrach wydarzeń. Dużo miejsca poświęca Warszawie, ale nie aż tak dużo, aby przysłoniło to kryminalną fabułę. Miłoszewski w świetny sposób połączył oryginalny pomysł na kryminalną intrygę z pasjonującymi i bardzo wiarygodnymi wątkami osobistymi, otrzymując w efekcie tekst na skalę międzynarodową. Pozostaje liczyć na równie wysoką formę w kolejnych tomach, a być może Teodor Szacki zostanie polskim Myronem Bolitarem czy Mikaelem Blomkvistem."


Sławomir 'Villmar' Jurusik



"Opowieść Kvothego o swej burzliwej młodości wciąż trwa, spisywana przez Kronikarza w karczmie Ostaniec: genialny i lekkomyślny młodzieniec, o którym kiedyś będą opowiadać legendy, dalej uczęszcza na Uniwersytet, walczy ze znienawidzonym Ambrosem, włóczy się ze znajomymi i wzdycha do ukochanej Denny. Niestety, coraz więcej problemów pojawia się na horyzoncie – doskwiera mu permanentny brak pieniędzy, ktoś usiłuje go zabić, nikt nie chce zostać jego mecenasem, a poszukiwania wiedzy na temat złowieszczych Chandrian raz za razem okazują się być bezowocne.

Jak zatem widać, fabuła póki co nie różni się zbytnio od tej przedstawionej w Imieniu wiatru. Jednak ani trochę to nie przeszkadza, z jednego prostego powodu – od książki po prostu nie da się oderwać. Większość wad pierwszego tomu serii została poprawiona: Kvothe wciąż jest nieco zbyt utalentowany, ale zostało to zrównoważone jego nieznośnym charakterem i lekkomyślnością. Co więcej, z teraźniejszych wydarzeń jasno wynika, że cały jego geniusz nie przyniósł mu w życiu nic dobrego. Bohaterowie poboczni zostali znacznie lepiej przedstawieni. Rozdziały rozgrywające się na Uniwersytecie mogą wydawać się wtórne, ale co z tego, skoro ich lektura sprawia wielką przyjemność? Rothfuss ma talent do opisywania teoretycznie nudnych i nieistotnych wydarzeń w taki sposób, że losy bohaterów śledzi się z rosnącym zainteresowaniem.

Autor szlifował swe dzieło przez cztery lata, z widocznymi rezultatami: praktycznie niemożliwe jest wyróżnienie jakichkolwiek słabszych fragmentów w liczącej niemal siedemset stron książce. Kvothe opowiada o rzeczach miałkich takim językiem, że ani przez moment nie rozważa się odłożenia powieści na półkę. Dialogi są autentycznie zabawnie i w żaden sposób nie wydają się być wymuszone, podczas gdy smutek towarzyszący poważniejszym i bardziej emocjonalnym scenom udziela się również czytelnikowi.

Pierwsza połowa Strachu mędrca z pewnością przypadnie do gustu każdemu, kto polubił Imię wiatru – zalety książki zostały zachowane, wady naprawione, postaci nabrały kolorytu, a śledzenie losów głównego bohatera po prostu sprawia przyjemność."


Tomasz 'Asthariel' Lisek

Unikać:




"Maj 1765 roku. Czasy Rzeczpospolitej Szlacheckiej pod protektoratem carskiej Rosji. Po opuszczeniu angielskiej armii oraz podróży po Europie rotmistrz Hieronim Woyski przybywa do Warszawy. Oficer o ponurej przeszłości, cieszący się dobrą opinią wśród członków Familii, ma zbadać serię tajemniczych morderstw, jakie od pewnego czasu nawiedzają stolicę. Prędko okazuje się, że oprawca, zostawiający na miejscu zbrodni medaliony z biblijną wielką nierządnicą, nie wybiera swych ofiar przypadkowo, a jego działania związane są z religijno-politycznym kryzysem tamtych lat. Tak w skrócie można opisać fabułę Z zimną krwią Roberta Forysia, książki, która z marnym skutkiem aspiruje do miana kryminału.

Pierwszym, co przemawia za tą tezą, jest mocno kulejąca fabuła. Niemal wszystkie sceny opisujące podróż głównych bohaterów do Warszawy można by bez szkody dla całości wyciąć. Tkana przez większość czasu w stolicy intryga potrafi zaciekawić, lecz dość szybko można ją rozgryźć. Tylko osoba mordercy – notabene jedynej w powieści osoby z inicjatywą – pozostaje do końca nieznana. Woyski próbuje działać, szukać na własną rękę, przepytywać świadków i łączyć poszlaki, ale – koniec końców – to kolejne zbrodnie, a nie jego dedukcja, popychają akcję do przodu.

Trudno też spojrzeć przychylnym okiem na bardzo nierówne tempo akcji. Kolejne rozdziały nie dość, że wloką się jak budowa autostrad, to jeszcze oparte zostały na tym samym schemacie. Wpierw Woyski dowiaduje się o nowym morderstwie, potem bada miejsce zbrodni i dom ofiary, szuka śladów i poszlak, a w końcu rozmawia, rozmawia, rozmawia. Od czasu do czasu będzie się jeszcze pojedynkował bądź uwodził damy, lecz takie sytuacje to tylko przerywnik przed odkryciem następnego trupa i kolejnymi seriami niewiele wnoszących dialogów i rozmyślań.

Niewykorzystany potencjał – te dwa słowa świetnie podsumowują nową powieść Forysia. Co prawda autor ma lekkie pióro i pisze interesująco, sięgając chętnie po postacie, wydarzenia i motywy z epoki, lecz zarówno nijaki główny bohater, jak i niedopracowana fabuła przekreśliły te zalety. A szkoda, bo Z zimną krwią mogło być naprawdę dobrym kryminałem, osadzonym w rzadko wykorzystywanym, interesującym okresie polskiej historii."


Łukasz 'Salantor' Pilarski



"Zbiór opowiadań, jako mieszanina tekstów pisanych w rozmaitych stylach i prezentujących sobą różną jakość, jest formą niekiedy bardzo trudną w jednoznacznej ocenie. Jestem więc bardzo wdzięczny panom Kazimierzowi Kyrczowi Jr. i Łukaszowi Radeckiemu, gdyż znacząco ułatwili mi zadanie, utrzymując w miarę równy poziom większości zawartych w Leku na lęk utworów. Szkoda jedynie, że jest to poziom bardzo niski.

Dziesięć z szesnastu opublikowanych w tym tomie opowiadań to sporo, a właśnie tyle z nich jest zwyczajnie słabych. Choć teoretycznie mają stanowić przykłady literatury grozy, w praktyce często przypominają niskobudżetowe filmy gore – krew i flaki chlapią dookoła, a klimatu jest jak na lekarstwo. Szczególnie dobrym przykładem jest tu tekst Ręce rzeźnika, od początku do końca niemający do zaoferowania czytelnikowi nic interesującego poza fontanną czerwieni.

Wiadomo jednak, że nie samą przemocą człowiek żyje, toteż duet autorów Leku na lęk oferuje nam również seks. Pod tym względem szczególnie Selena i Przytulanka robią fatalne wrażenie. Prezentacja cielesności jest tu bowiem subtelna jak cios łomem i równie interesująca dla odbiorcy, zwłaszcza że nie pełni w tekście żadnej roli poza ozdobnikiem. Również w sferze języka trudno w książce doszukiwać się powściągliwości. Postacie klną często i gęsto, wyprzedzając w ilości wulgaryzmów chyba nawet polskie filmy sensacyjne.

Lek na lęk jest zbiorem zwyczajnie kiepskim. Miłośnicy ociekającej bebechami lektury pozbawionej innych zalet może i będą zadowoleni, ale wszystkim innym zdecydowanie odradzam."


Michał 'von Trupka' Gola



Czytaj również

Komentarze


Ifryt
   
Ocena:
0
A może nieco więcej fantastyki?
12-02-2012 14:10
baczko
   
Ocena:
0
?
12-02-2012 16:43
Ifryt
   
Ocena:
0
Dobra, pewnie przesadzam. Ale tylko jedna z tych książek należy wyraźnie do fantastyki, a "Uwikłanie" , to o ile się nie mylę, już zupełnie książka niefantastyczna.
13-02-2012 10:05
baczko
   
Ocena:
0
Tak, "Uwikłanie" to kryminał - możliwe, że na Polterze recenzje tego gatunku będą pojawiały się częściej.
13-02-2012 17:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.