» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - sierpień 2012

Redaktorzy oceniają - sierpień 2012


wersja do druku
Redaktorzy oceniają - sierpień 2012
W okresie od 1 do 30 sierpnia 2012 roku w Dziale Książkowym opublikowane zostały 22 recenzje, których średnia ocen wyniosła 7,13.

Czytać:




"Często może się wydawać, że literatura fantasy to tylko eskapistyczne fantazje, czasami luźno inspirowane realiami historycznymi, ale poza tym raczej oderwane od rzeczywistości, opowiadające głównie o wojowniczych bohaterach z wyboru, przypadku albo nadania jakiejś Siły Wyższej, którzy podejmują nadludzkie wyzwania, by uratować zagrożone królestwa. Niektórzy w tym właśnie upatrują siły gatunku. Jeżeli ktokolwiek myślał jeszcze, że cykl Gormenghast Mervyna Peake'a to historyjka, którą można przeczytać, by na chwilę uciec do innego świata, druga część serii dość szybko powinna wyprowadzić go z błędu.

W istocie zamczysko Gormenghast to w dużej mierze odbicie naszej rzeczywistości społecznej, tyle że w krzywym zwierciadle – rzeczywistości przebranej w kostium fantasy i okrytej płaszczem groteski. Widać to najwyraźniej na początku drugiego tomu, kiedy to Tytus trafia do szkoły. Podobnie jak reszta zamku, jest to miejsce pogrążone w dusznej, sennej atmosferze, wypełnione nudą. Profesorowie to gromada zgrzybiałych starców, którzy dbają bardziej o unikanie zajęć, codzienne drzemki i drobne sprzeczki z kolegami po fachu, niż o to, by czegokolwiek nauczyć swoich podopiecznych. Tytus, którego dorastanie obserwujemy na kartach książki, jest zaś chłopcem niezwykle aktywnym, o rozbudzonej wyobraźni i wielkiej ciekawości; wydaje się też jedyną osobą, która nie tylko dostrzega absurdalność zamkowych przepisów i rytuałów, ale otwarcie buntuje się przeciwko nim. Jego historia w Gormenghast to opowieść o walce z otoczeniem, które chce człowieka całkowicie zdominować, uczynić kolejnym posłusznym trybikiem w wielkiej maszynie.

Co ciekawe, głównym przeciwnikiem w tej walce okazuje się inny buntownik, znany już doskonale czytelnikom z Tytusa Groana – Steerpike. Ambitny młodzieniec, próbujący przejąć kontrolę nad zamkowym protokołem, w drugiej części zbliża się coraz bardziej do osiągnięcia celu, a chociaż wielu bohaterów nie darzy go zaufaniem, wydaje się, że nie mogą zrobić nic, by go powstrzymać. W związku z tym przez wiele stron czytelnik może tylko z narastającym uczuciem przerażenia bezsilnie obserwować, jak Steerpike zmierza do realizacji swoich coraz to bardziej diabolicznych przedsięwzięć. Na szczęście, nie wszystko pójdzie mu tak gładko – Peake po mistrzowsku komplikuje sytuację i wprowadza do akcji niespodziewane elementy. To jeszcze bardziej zwiększa napięcie, które już i tak bywa nieznośne wskutek tego, że akcja rozwija się bardzo powoli – co wcale nie znaczy, że jest nudno. Gormenghast to świetny przykład na to, że tak faworyzowany obecnie w literaturze przezroczysty styl i skupianie się na akcji to nie jedyny sposób na tworzenie dobrej książki.

Ta opowieść może się wydawać niezwykle pesymistyczna i rzeczywiście nie brakuje w niej momentów przerażających czy też przygnębiających (nieraz ujawnia się także talent Peake'a do tworzenia barwnych, pełnych rozmachu scen, szczególnie w kulminacyjnym momencie historii). Zakończenie okazuje się jednak słodko-gorzkie, pojawia się symboliczna zapowiedź oczyszczenia i głębokich zmian zarówno w zamku Gormenghast, jak i jego mieszkańcach. Nie brak też optymistycznej nuty: ostatnia scena wyraźnie pokazuje, że wolność jest w zasięgu ręki każdego człowieka"
.
Artur 'mr_mond' Nowrot




"Oleg Diwow powoli wyrasta na mojego ulubionego rosyjskiego pisarza. Nocny obserwator to trzecia już i jak na razie ostatnia jego książka wydana na polskim rynku. Po bardzo dobrej Wybrakówce (gorzka political fiction) trochę mnie rozczarował Najlepszą załogą Słonecznego (aż nazbyt cierpka i przez to nieco nudna space opera), ale teraz wszystko wybaczone – Obserwator jest chyba jego najlepszą powieścią i zarazem najlepszą fantastyczną prozą, jaką miałem przyjemność czytać od wielu miesięcy. I, co u Diwowa jest najwyraźniej tradycją, książka ta jest kompletnie inna niż pozostałe.

Zaczyna się niewinnie. Łuzgin, moskiewski dziennikarz, powraca w swoje rodzinne strony, czyli na wieś Zaszyszewie. Tam jest świadkiem pojmania miejscowego wilkołaka, Wowki, jego uwięzienia… i zmuszenia do pracy przez zaradnych miejscowych. Urzekająca jest prostota takiego wiejskiego pomyślunku: złapaliśmy wilkołaka? Jest wielki i silny? To zakuć go w obrożę, kajdany, dać niezbyt długi łańcuch i niech w tartaku pracuje. Nie brakuje tutaj zabawnych scen, takich jak ta, w której baba mieszkająca w jednej z chat daje wilkołakowi w łeb polanem – myślała, że to mąż po pijaku wraca. Potem jednak sprawy się komplikują, a Łuzgin odkrywa, że to nie wilkołaki są problemem, lecz ktoś zupełnie inny. Ktoś, kto ma swoich ludzi nawet w moskiewskiej milicji, i to na wysokich stanowiskach. Na całym świecie potajemnie obecne są złożone struktury, których członkowie tworzą w dodatku jakąś hierarchię. Wciągnęły mnie te coraz bardziej paranoiczne teorie, za pomocą fantastyki tłumaczące różne znane w świecie rzeczywistym wydarzenia historyczne i zjawiska społeczne. Widzę duży sukces autora w tym, że nawet mnie zdołał w dużym stopniu zainteresować przebiegiem tych wątków, choć nie jestem wielkim zwolennikiem takich fabuł.

Komplikuje się również konstrukcja powieści, bo składa się ona z trzech części, a ta o wilkołaku na wsi to tylko pierwsza. Ma ona wyraźnie inny rytm i nastrój od reszty utworu – w Dniu wampira i Nocnym obserwatorze (ostatnia część ma ten sam tytuł co cały utwór) znika przyziemność, prostoduszność i prostolinijność. Zamiast tego pojawiają się: polityka, szpiegostwo, miejskość, nowoczesność. Mnie ta zmiana nie do końca odpowiadała, wydała mi się zbyt gwałtowna. Co prawda kluczowe postaci z każdego segmentu przewijają się także w pozostałych, ale już jedynie jako drugo-, a nawet trzecioplanowe. Niemniej wszystko, oczywiście, splata się w finale.

Jestem bardzo ciekaw, jak będzie się w przyszłości prezentować pozycja Olega Diwowa na rynku księgarskim w Polsce. Za wschodnią granicą jego twórczość to podobno czołówka fantastyki, od debiutu kilkanaście lat temu opublikował około dziesięciu książek, jest laureatem kilku prestiżowych branżowych nagród i wyróżnień. Wydawać by się więc mogło, że i nas czeka zbiorowe wydawanie polskich tłumaczeń całej jego twórczości. Ale skoro wszystkie powieści Diwowa mogłem kupić za grosze na przecenach, nieczytane w dodatku, chyba nic z tego nie będzie – nie ma popytu. Szczerze mówiąc, nie rozumiem dlaczego. Te książki to rozrywka w najlepszym wydaniu, ciekawa, wzruszająca i nietuzinkowa, zbierająca dobre recenzje. Może po prostu utonęły w zalewie tych kolorowych cudeniek wydawanych w dużych ilościach przez Fabrykę Słów, wydawnictwo zresztą bardzo przeze mnie cenione. Gdyby zniechęciło się ono średnim przyjęciem Diwowa i zarzuciło go na zawsze, byłoby naprawdę szkoda. Bo ja czytać po rosyjsku niestety nie umiem"
.

Patryk Cichy




"Sebastian Bergman nie jest sympatycznym mężczyzną. Niegdyś genialny psycholog, obecnie cień dawnego siebie, seksoholik żyjący z dnia na dzień, niemający oporów przed obrażaniem każdego, kto śmie go zirytować. Zmiany w jego ponurej egzystencji następują za sprawą znalezionego przypadkiem listu sprzed trzydziestu lat, z którego znienacka dowiaduje się, że ma dziecko. Próbując odnaleźć swą dawną kochankę, decyduje się na dość desperacki krok: dzięki znajomości z szefem zespołu policjantów dołącza do śledztwa w sprawie morderstwa piętnastolatka uczęszczającego do elitarnego liceum w Palmlövska. Jego plan jest prosty: korzystając z policyjnych baz danych, dowiedzieć się, gdzie przebywa matka jego dziecka i jak najprędzej zrezygnować ze współpracy z policją. Niespodziewanie sprawa zaczyna go jednak coraz bardziej intrygować – każda osoba, która jest w nią zamieszana, posiada czasem kompromitujące, czasem groźne sekrety, a ilość zagadek otaczających śmierć młodego Rogera mnoży się z każdym kolejnym dniem.

Autorowi od samego początku udaje się zaciekawić czytelnika, umiejętnie żonglując postaciami i wprowadzając nowe wątki. Kryminalna intryga jest oczywiście najistotniejsza, ale swój wpływ na rozwój akcji mają również poszukiwania Sebastiana, jego relacje z innymi postaciami, czy też ciągłe próby zabłyśnięcia jako profesjonalista przez Haraldssona – ambitnego, choć nie do końca uczciwego policjanta. W interesujący sposób zostało również przedstawione, jak różni ludzie reagują na spotykające ich tragedie – jedni koncentrują się na dniu dzisiejszym, inni popadają w całkowitą apatię lub próbują żyć jak co dzień, udając, że nic się nie zmieniło. Nieco rozczarowujące może być tylko samo rozwiązanie zagadki, które, choć ma sens, to moim zdaniem nie zostało należycie zasygnalizowane we wcześniejszych rozdziałach powieści.

Największą zaletą książki są jej bohaterowie. Parze pisarzy udało się tchnąć życie w dosłownie każdą postać występującą w Ciemnych sekretach – od głównego bohatera, po zespół śledczych i miejscowych policjantów, a na podejrzanych skończywszy. Sebastian reprezentuje modny ostatnio typ bohatera, który jest ponadprzeciętnie inteligentny, ale nie wykazuje żadnego szacunku wobec autorytetów i nie jest w stanie bezkonfliktowo współpracować z innymi ludźmi. Czytając o Bergmanie, fanom seriali telewizyjnych z pewnością stanie przed oczami popularny doktor House – jednak główna różnica między nimi polega na tym, że o ile ból House'a jest (prawie) czysto fizyczny, to Sebastian cierpi z powodu traumy z przeszłości. Ciekawym bohaterem jest również Haraldsson – choć często podejmuje głupie decyzje, czy to z egoistycznej chęci potwierdzenia własnej wartości, czy też zatajenia swych błędów, to jego postępowanie jest zrozumiałe dla czytelnika i nie pozwala go potępić. Podobnie jest z resztą postaci – każda z nich zostaje przedstawiona uczciwie, mają oni zarówno zalety, jak i wady, a autorzy nie narzucają nam określonego sposobu postrzegania ich osób.

Ciemne sekrety to jeden z lepszych kryminałów ostatnich kilku lat. Sebastian Bergman, choć częstokroć odpychający swym zachowaniem, pozostaje niezwykle interesującym protagonistą, którego losy nie pozostają czytelnikowi obojętne, jednocześnie unikając popadnięcia w pułapkę bycia zbyt niesympatycznym. Na rynku jest już kontynuacja powieści, zatytułowana Uczeń, co daje nadzieję, że nie pożegnamy się zbyt prędko z galerią postaci wykreowanych przez Hjortha i Rosenfeldta"
.

Tomasz Lisek



Unikać:




"Amerykańska autorka przenosi czytelnika do alternatywnego świata, którego od naszego odróżnia jedynie jawna obecność magii oraz powiązanych z nią istot, jak choćby fae. Z czarami bardzo mocno związana jest protagonistka, Alex Craft, którą profesja – tytułowa grobowa wiedźma – zmusza do codziennego kontaktu z bytami innych wymiarów – duchami, cieniami czy Śmiercią.

Podczas jednego z typowych zleceń bohaterkę atakuje przywołana przez nią dusza zmarłego – cień. W ciągu kilku następnych dni następuje seria niewytłumaczalnych, śmiertelnych wypadków, których ofiarami są kobiety wykonujące podobny zawód co Alex. Starając się rozwikłać skomplikowaną zagadkę, bohaterka wraz z tajemniczym detektywem Falinem rozpoczyna prywatne dochodzenie, podczas którego przebrnie przez arkany czarnej magii, polityczne machinacje i kilka zamachów na swoje życie.

Fabuła, mimo że momentami bywa ciekawa, a natłok kolejnych wydarzeń nie pozwala się nudzić, pozbawiona jest niestety jakichkolwiek zwrotów akcji, przez co czytelnik może odnieść wrażenie, że jest prowadzony po nitce do kłębka. Zaskoczenia nie przynosi również przewidywalny finał.

Jedynym ciekawym elementem książki jest wykreowany świat. Autorka interesująco opisała stworzone przez siebie istoty, jak choćby wspomniani fae, posiadający kilka nietypowych cech (obowiązek mówienia prawdy, niechęć do podziękowań). System czarów również wypada dość interesująco zarówno pod względem podziału kanonów magii, jak i zasad i efektów jej używania, choć i na tym polu powieści Price daleko choćby do Wichrów Archipelagów. Denerwująca jest za to inna kwestia – autorka często zestawia zjawiska paranormalne z trywialnymi, codziennymi sytuacjami, przez co mamy do czynienia na przykład ze Śmiercią, podglądającym główną bohaterkę pod prysznicem czy ratującym jej życie (absurd alert!). Tego typu fragmentów, wywołujących jedynie uśmiech politowania, jest dużo więcej"
.

Sławomir 'Villmar' Jurusik



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.