» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - marzec 2012

Redaktorzy oceniają - marzec 2012


wersja do druku
Redaktorzy oceniają - marzec 2012
W okresie od 1 do 31 marca 2012 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 30 recenzji, których średnia ocena wyniosła 7,95. Najwyższą ocenę − 9,5 – otrzymały Demony Leningradu i Demon ruchu i inne opowiadania, podczas gdy najniżej ocenione zostały Dzieci demonów - 3:

Czytać:




"Jest rok 1942. W oblężonym przez Wehrmacht Leningradzie panuje coraz większy głód, spowodowany odcięciem przez Niemców większości linii zaopatrzeniowych. Ludzie, chcąc zdobyć pożywienie, uciekają się do rozbojów, morderstw a nawet kanibalizmu. To postępujące zdziczenie wykorzystuje grupa ludzi, aby pod przykrywką barbaryzacji dokonywać zbrodniczych rytuałów. To sekta doskonałych, kanibali, którzy żywią się ludzkim mięsem, wierząc, że dzięki temu zdobędą siłę, odporność fizyczną i długowieczność. Ich ofiarą pada coraz więcej mieszkańców i żołnierzy, powodując przerażenie i spadek morale w szeregach obrońców. Major Aleksander Razumowski z GRU, wysłany z rozkazu Józefa Stalina do Leningradu, ma za zadanie rozpracować sektę i rozprawić się z nią w ostateczny sposób.

Demony Leningradu Adama Przechrzty stanowią spin-off jego innej powieści – Białych nocy. Łączy je osoba Razumowskiego. W tamtej książce postać majora i prowadzone śledztwo były wspominane przez bohaterów i pełniły rolę czynnika przyspieszającego akcję powieści. W Demonach... natomiast autor przedstawił cały proces obmyślania i podejmowania działań przeciwko kanibalom, ze wszystkimi szczegółami i trudnościami, jakie były z tym związane. Oficer GRU działa w trudnych warunkach wojny i pod groźbą śmierci z rąk trzech wrogów: Niemców, morderców z sekty doskonałych i oprawców z NKWD. Pierwszoosobowa narracja pozwala na zapoznanie się ze sposobem myślenia majora, jego stosunkiem do innych ludzi i spraw tego świata oraz motywami postępowania.

Adam Przechrzta w genialny sposób przedstawił sytuację panującą w ówczesnym Związku Radzieckim. Oddał strach i grozę obywateli przed służbami specjalnymi, paraliżujące wolę działania i odzierające człowieka z godności. Przykładem jest zachowanie Natalii, zaszczutej kobiety, która przez zdradę państwa przez swojego męża musi zostać kochanką któregoś z oficerów bezpieki, by uchronić się przed aresztowaniem. Kolejnym jest pułkownik Mironow, który w obliczu Berii z wszechwładnego oficera zmienia się w małego, drżącego człowieczka. Pisarz ukazał jednocześnie potrzebę zabawy, chwili oddechu, odprężenia od codziennych trosk i kłopotów, jakie niesie ze sobą codzienność.

Nie byłoby dobrej książki bez wciągającej fabuły. Demony... spełniają te kryterium. W zasadzie bohaterowie co chwila są wciągani w jakieś wydarzenia. Jeśli nie ścigają doskonałych, to muszą brać udział w akcjach odzyskiwania dzieł sztuki zrabowanych przez Niemców, chronić prominentów przed zamachami lub uczestniczyć w intrygach. Czasem autor pozwala na chwilę oddechu, wprowadzając wątki odbiegające od głównego toku fabuły, jak erotyczne czy związane z zabawami, jakie urządzają sobie młodzi oficerowie. Jednak po każdym takim przerywniku postaci ponownie wkraczają do akcji, gdyż po zlikwidowaniu jednego zagrożenia pojawia się drugie. Wszystkie sceny bitewne oraz dywersyjne przedstawiono z tak wielką precyzją i dynamiką, że czytający czuje się, jakby sam był świadkiem tych scen. Strzelają karabiny i pistolety, w ruch idą noże i bagnety, leje się krew a trup ściele się gęsto"
.

Tomasz 'earl' Koziełło





"Stefan Grabiński pozostaje w kręgu pisarzy nadal niedocenionych. Dobrze się zatem stało, że ukazał się ten wybór opowiadań. Każda bowiem inicjatywa przybliżająca wartościowe, a nieco jednak zapomniane utwory rodzimych twórców zasługuje na uznanie. Warto więc poświęcić chwilę na zapoznanie się z tym dość obszernym zbiorem opowiadań Grabińskiego.

Opowiadania zawarte w tym opasłym tomie posiadają trzy główne motywy przewodnie. Historie pomieszczone w zbiorze zaczynają się od poruszenia tematu niezwykłości związanych z koleją i jej ówczesnymi atrybutami – prędkością, siłą, potęgą ludzkiej myśli zaklętej w doskonałą maszynę. Tak doskonałą, że aż zdolną do samodzielnego życia, do wymknięcia się spod władzy swego stwórcy. I, niejako równolegle, ukazującą złudę myślenia pozytywistycznego o możliwości okiełznania natury. Mimo całej swej kreacyjnej potęgi – jak wynika z przesłania Grabińskiego – myśl ludzka nadal nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć wielu spraw. Stary świat nie odszedł w niebyt, nie został pokonany. Nabrał innych cech, to prawda, ale nadal potrafi doprowadzić do finału zgodnego z własnymi pragnieniami.

Drugim motywem jest choroba psychiczna. Taka tematyka to również nie przypadek. Właśnie przed stuleciem, gdy Grabiński rozpoczynał swoją karierę literacką, narodziła się psychoanaliza i nowoczesna psychiatria. Wówczas też do powszechnej świadomości zaczęły przenikać te prawdy, które dziś uznajemy za oczywiste. Przykładowo należy wymienić tu choćby "myślenie życzeniowe", zgodnie z którym ludzie w pewien – mniej lub bardziej świadomy – sposób ściągają na siebie konkretne wydarzenia. I wiara w słuszność takich hipotez nie ma tu nic do rzeczy. Podobnie jak pytania o granice poznania istoty człowieczeństwa, które nurtują ludzi niezależnie od czasów, w jakich żyją.

I wreszcie trzeci element – ogień. Jeden z żywiołów uważany powszechnie za najniebezpieczniejszy, przerażający i fascynujący zarazem. Kilka ostatnich opowiadań koncentruje się właśnie na opisach walki człowieka z ogniem i jego demonami. Nikt przecież nie ma wątpliwości, że to muszą być siły nieczyste. Czasem ta walka kończy się klęską, niekiedy zwycięstwem, ale zawsze podejmowana jest z całą mocą człowieczeństwa i w jego obronie.

Otrzymujemy prozę niezwykłą. Poruszającą niebanalne tematy, a przy tym napisaną pięknym, niemalże poetyckim językiem, z zachowaniem klarowności narracji. Tak udane połączenia rzadko się pojawiają. Bez zbytniej przesady można zatem powiedzieć, że to rzecz bez precedensu w historii naszej literatury. To oczywiście nieco patetycznie brzmiące słowa, ale dla opisu spuścizny Grabińskiego – w moim odczuciu – najwłaściwsze. Pisarzowi udało się bowiem wyjść poza teren zajmowany przez popularne opowieści grozy i wejść do tak zwanej wielkiej literatury. I niech tam pozostanie"
.

Krzysztof Dominik 'daft_count' Mroczko






"Koczownicy Verdanno, zwani też Wozakami, mają dość życia z dala od ojczyzny, z której zostali niegdyś przegnani po przegranej wojnie. Armia rydwanów, jakiej świat od dawna nie oglądał, zmierza ku stepom, gdzie dojdzie do ponownej walki z Se-kohlandczykami o panowanie nad równinami. Imperium Meekhańskie po cichu wspiera dążenia koczowników, a oddział porucznika Kennetha, sławne Krwawe Szóstki, ma za zadanie bezpiecznie przeprowadzić ich armię przez niebezpieczne górskie ścieżki, jednocześnie poszukując jakichkolwiek wskazówek dotyczących serii ataków na Górską Straż. Śledztwo w tej samej sprawie przeprowadzają dwie żołnierki z wolnego czardanu generała Laskolnyka, Kailean i Daghena, infiltrujące szlachecki zamek, stanowiący prawdopodobnie centrum niepokojących wydarzeń w regionie.

Już w zbiorach opowiadań dało się zauważyć pewne podobieństwa do Malazańskiej Księgi Poległych Stevena Eriksona. Z kolei Niebo ze stali jest niemal tak malazańskie, jak sama Malazańska…. Przykłady? Długi marsz wojsk przez wrogie terytorium, poprzetykany potyczkami, podczas których żołnierze dokonują cudów odwagi? Jest. Częste odniesienia i aluzje do poprzednich części cyklu? Oczywiście. Wielowątkowa fabuła, w której odpowiedź na każde pytanie rodzi dwie kolejne zagadki? Po trzykroć tak! Książka posiada zalety najlepszych części cyklu Kanadyjczyka, unikając jednocześnie większości wad przypisywanych jego serii, takich jak porzucanie istotnych wątków i nadmierne filozofowanie bohaterów.

W powieści występują liczne nawiązania do wydarzeń z dwóch tomów opowiadań. Najważniejsze informacje niezbędne dla zrozumienia intrygi zostają oczywiście podane w pierwszych rozdziałach, ale moim zdaniem przeczytanie wcześniejszych książek Wegnera jest co najmniej wskazane. Widzimy tego przykład w najważniejszym wątku Nieba ze stali, jakim jest Wojna Verdanno z Se-kohlandczykami – wątku stanowiącym kontynuację opowiadania Koło o ośmiu szprychach z Wschodu-Zachodu.

O ile Kailean niewiele się zmieniła, to muszę pochwalić autora za dokładniejsze przedstawienie postaci Kennetha. W Północy – Południu był bezbarwnym dowódcą, bez cech szczególnych. Koniec z tym – teraz wreszcie możemy zauważyć, jak pracuje na szacunek podkomendnych, a jego charyzma i spryt, z domieszką poczucia humoru, również mają na to spory wpływ. Warto też wspomnieć o Kayli – jej historia to najbardziej poruszający wątek książki. Nie postacie są tu jednak najważniejsze, a to, co się wokół nich dzieje – jest to historia o losach ludu walczącego o utraconą ojczyznę, a losy pojedynczych bohaterów stanowią tylko dodatek.

Ogólnie powieściowy debiut Wegnera okazał się niezwykle udany. Jest to zarówno bardzo dobra pojedyncza opowieść o losach zdradzonego ludu, jak i świetny wstęp do ogólniejszej fabuły, która zapewne będzie kontynuowana w kolejnych tomach. I pozostaje tylko żal, że na następny tom dopiero zaczynamy czekać"
.

Tomasz 'Asthariel' Lisek



Unikać:




"Przed wielu laty na ziemi żyły demony – sługi bogini Elishy – lecz bogowie przerażeni ich mocą skazali je na banicję w podziemnym świecie. Nim jednak to nastąpiło, zdążyły one zapłodnić śmiertelne kobiety. Owocem tych związków były półdemony o skażonej krwi, sprawiającej, iż wszystko, co ma z nimi styczność, naznaczone zostaje piętnem zagłady. Żyjący obok nich ludzie chorują i umierają, ziemię, po której chodzą, toczy zgnilizna, nawet powietrze wokół nich pełne jest złowrogich miazmatów. Lecz półdemony potrafią na tyle dobrze się kamuflować, iż żaden normalny człek nie może ich rozpoznać, a do ich identyfikacji niezbędne są specjalne zdolności, posiadane jeno przez nielicznych. To kapłani – Wędrowcy Erin Błogosławionej, umiejący przeobrażać się w wilki oraz mający zdolność czytania myśli, wspomnień i emocji (zarówno żywych, jak i umarłych). Dwoje z nich natrafia na ślad kolejnego demonicznego pomiotu, a rozpoczęte śledztwo zaprowadzi ich do miasta, w którego tajemnicze trzewia przyjdzie im wkroczyć, gdy poznają sekrety kryjącej się w jego mrocznych zaułkach społeczności.

Starożytni Grecy twierdzili, że na początku był Chaos. I to sformułowanie idealnie oddaje moje odczucia po kilku stronach lektury – czytelnik już od pierwszego akapitu zostaje wrzucony w niezbyt dla niego zrozumiały bieg wydarzeń, w sam środek akcji z trupem pojawiającym się w pierwszym zdaniu książki. I przez długi czas nie znamy tożsamości zmarłego, ani osób, które odkryły ciało, a co więcej – dalsze postępowanie tych ostatnich jest nadal tajemnicze i momentami wręcz bezsensowne. Sprawy nie ułatwia fakt, iż narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, ustami kobiety, której wypowiedzi to krótkie, urywane zdania, nacechowane ogromną dawką emocji.

Otrzymujemy bardzo mało informacji na temat wykreowanego w powieści świata. Poznajemy go za sprawą wilczej kapłanki – wyrywkowo, jak gdyby autor dzielił ze swoją bohaterką niechęć do cywilizacji i skupiał się jedynie na wiedzy, która zyskałaby aprobatę tej córki natury. Zatem nie dane nam jest poznać ani struktury państwa, w którym toczy się akcja, ani jego historii. Tak jakby istniało tylko jedno miasto, w którym toczą się wydarzenia. Do samego końca nie wiemy też ani kim są owe demony, których progenitura budzi tyle lęku, ani jaka była przyczyna ich wygnania. Również na temat religii panującej w stworzonym przez McDermotta uniwersum dostajemy jedynie ogólnikowe informacje, co jest dość irytujące, gdyż autor posługuje się konkretnymi określeniami dotyczącymi zarówno kościelnej struktury i hierarchii, jak i samej teogonii, które dla czytelnika wcale nie są oczywiste. Jedynym wytłumaczeniem tej sytuacji może być to, iż książka jest pierwszym tomem zakrojonej na znacznie większą skalę historii – i w kolejnych tomach nasza wiedza zostanie uzupełniona.

Dzieci demonów odkładałam z poczuciem dużego rozczarowania. Miast dobrej fantasy, która zapadłaby głęboko w pamięć – mrocznej i poruszającej, zgodnie z obietnicami zawartymi na skrzydełku obwoluty (powinnam się wreszcie nauczyć, iż takowe laurki zazwyczaj mają na celu jedynie podniesienie sprzedaży książki i w najmniejszym stopniu nie odzwierciedlają właściwej jej wartości) – otrzymałam miernej jakości czytadło, o którym zapomina się wraz z momentem dotarcia do ostatniej jego strony. To książka z ciekawie zarysowanym pierwotnym pomysłem, lecz ten w trakcie realizacji został rozmyty do tego stopnia, iż stwierdzenie o jego zmarnowaniu jest jak najbardziej na miejscu"
.

Maja 'Vanth' Białkowska




Czytaj również

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z Meekhańskiego pogranicza
Wielce udany powrót do Meekhanu!
- recenzja
Demony Leningradu
Mróz, kanibalizm i komunizm
- recenzja

Komentarze


Dawidek
   
Ocena:
+4
Same demony w tym miesiącu xD
07-04-2012 19:51
baczko
   
Ocena:
0
Coincidence? I don't think so ;)
07-04-2012 20:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.