» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - maj 2012

Redaktorzy oceniają - maj 2012

Redaktorzy oceniają - maj 2012
W okresie od 1 do 30 kwietnia 2012 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 29 recenzji, których średnia ocen wyniosła 7,01.

Czytać:




"Vertical Rafała Kosika to książka niebanalna, w której, mimo pozorów, głównej roli nie odgrywa wykreowany przez autora świat, ale umieszczeni w nim ludzie. Ich przeżycia, doznania i przemyślenia oraz sposób postrzegania rzeczywistości stanowią serce tej powieści.

Bohaterowie są bardzo zróżnicowani. Murk to marzyciel, skłonny zaryzykować, by odnaleźć Sens, potrafiący przełamać strach i społeczne blokady. Nie waha się w kluczowych momentach podjąć ważnych decyzji – choć zwykle wtedy kieruje się instynktem. Jednak jego najbardziej niezwykłą cechą jest wyobraźnia, która w połączeniu z talentem technicznym pozwala mu dokonywać rzeczy niebywałych. Z kolei Jonathan jest rozsądnym pilotem statku powietrznego, żyjącym w lądowej społeczności, która próbuje dotrzeć jak najwyżej, pragnąc dowiedzieć się czegoś o tajemniczych linach,. W przeciwieństwie do Murka jest to postać raczej pasywna, mniej wiodąca – w kolejne wydarzenia jest wrzucany wbrew swojej woli; w jego wypadku najważniejsze okazują się obserwacja życia i przywódców despotycznego państwa oraz przemyślenia na temat świata i skutków, jakie wywołałoby odkrycie pochodzenia tajemniczych lin.

Kosik zapełnił książkę również mnóstwem drugoplanowych postaci, które świetnie zgrywają się z tłem – autor znakomicie oddał odmienną mentalność ludzi żyjących w innej niż nasza rzeczywistości. W powietrznych miastach pełnią oni rolę mentorów Murka, są symbolami konserwatywnego światopoglądu i tradycji – chłopak stoi w opozycji do nich, pokazuje, że nieraz stwierdzenie "nowe jest gorsze" jest nieprawdą, oraz że poruszanie się po utartych ścieżkach nie stanowi rozwiązania, niczego nie zmienia. Natomiast postacie wokół Jonathana ukazują działania systemu despotycznego oraz, w szczególności, klasy rządzącej, która decyduje, w jaki sposób cała reszta społeczeństwa powinna żyć. Dużo miejsca poświęcono walce wpływów, politycznym gierkom i temu, jakiej kontroli podlega nauka oraz religia w imię ładu.


Vertical okazał się niecodzienną lekturą, w której autor raz po raz konfunduje czytelnika, zaskakując przede wszystkim koncepcją świata, z którą znakomicie współgrają postacie. Niesamowicie wciągająca rzecz."


Bartłomiej 'baczko' Łopatka




"Rok 2004. Druga zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego wraz z pozostałymi siłami międzynarodowej koalicji stara się zapewnić bezpieczeństwo w odbudowywanym Iraku. Nie jest to jednak łatwe. Jak grzyby po deszczu powstają kolejne organizacje paramilitarne, sadryści z Armii Mahdiego robią się coraz bardziej zuchwali, każdego dnia giną żołnierze, trwa walka wywiadów, a na dodatek Iran nie zamierza pozostać bezczynnym. Pod jego auspicjami powstaje wielka operacja, której skutki mogą stanowić zagrożenie dla całego regionu.

Technothriller Marcina Gawędy, historia mieszająca swobodnie fakty z fikcją, posiada kilka równoległych wątków fabularnych. Wśród nich można wymienić transakcję organizowaną przez międzynarodową grupę handlarzy bronią z Jurijem Karpinem na czele, prowadzone przez oficera Narodowej Komórki Wywiadowczej Rafała Kroplowskiego śledztwo, obliczone na odnalezienie i ukaranie morderców jego kolegi po fachu, podchody i akcje przygotowywane przez wywiady Polski, Stanów Zjednoczonych, Iranu, a nawet Izraela, wreszcie desperackie próby zaprowadzenia porządku przez Koalicję w coraz bardziej zbuntowanym Iraku przy użyciu szczupłych sił. Znalazło się miejsce nawet na niedługi, ale dobrze opisany wątek romansowy. Do tego wszystkiego dochodzi mnóstwo krótkich wątków osób z obu stron barykady – szeregowych żołnierzy, mudżahedinów, terrorystów oraz zwykłych mieszkańców ogarniętego niepokojami kraju. W efekcie powstała zakręcona i z początku niezrozumiała, lecz wraz z postępami w lekturze coraz ciekawsza fabuła.

Przez prawie czterysta stron powieści przewija się wiele postaci, z których każda, nawet osobnik pojawiający się jedynie w kilku akapitach jednego rozdziału, obdarzona jest imieniem, krótką historią oraz szkicem charakteru. To dzięki nim można się przekonać, że głównym celem Marcina Gawędy było opowiedzenie nie o międzynarodowym spisku, a o sytuacji zniszczonego w wyniku wojny kraju. Irakijczycy uznawani przez rodaków za zdrajców tylko dlatego, że współpracują z Amerykanami, polscy żołnierze wykrwawiający się na nie swojej wojnie, błędy dowódców międzynarodowej koalicji podsycające gorącą atmosferę, religijni fanatycy pragnący zginąć w walce, zabierając ze sobą jak najwięcej niewiernych; autor serwuje czytelnikom pełen przekrój ludzkich postaw i problemów, tak autentycznych, że ciężko pozostać obojętnym.

Jeśli szukasz historii o twardych żołnierzach, którzy bez mrugnięcia okiem wygrywają każdą bitwę ze Złymi Facetami, to wiedz, że tutaj jej nie znajdziesz. W Rebelii są krew, pot i łzy, ludzie załamujący się pod wpływem ciężkich sytuacji, trudne moralnie wybory oraz mnóstwo szarości. Innymi słowy, prawdziwy obraz toczącej się nie tak dawno temu wojny, napisany w sposób, który zachęca do powtórnej lektury. Warto sięgnąć, nawet, jeśli nie jest się miłośnikiem militarnej literatury."


Łukasz 'Salantor' Pilarski




"Barwa biała, najjaśniejsza ze wszystkich, ma bogatą symbolikę. Biel to niewinność, czystość intencji, boskość i światło (słowem – jasna strona mocy), a ponadto odnowa, aseptyczność, ale także kapitulacja oraz starość. W wielu kulturach kolor ten kojarzony jest znacznie gorzej – z nieurodzajem, a przede wszystkim ze śmiercią i żałobą. W debiucie powieściowym Bernarda Miniera biały odgrywa bardzo ważną rolę, gdyż francuski pisarz osadził akcję thrillera Bielszy odcień śmierci w oczekujących na nadejście zimy – a tym samym na napływ turystów – ośnieżonych, malowniczych Pirenejach. Jest i biel medyczna, tyle tylko, że istotny dla fabuły szpital ma charakter niezwykle specyficzny – to Instytut Wargniera, silnie strzeżony ośrodek psychiatryczny.

Należy zaznaczyć, że Bielszy odcień śmierci nie ma formy krótkiego, "błyskawicznego" kryminału, tylko bardziej rozbudowaną, a trup nie pada tu co kilkadziesiąt stron. I wcale nie musi, bo Minier znakomicie zagospodarował całą objętość – bez rozwadniania i dłużyzn, przy utrzymaniu wysokiego poziomu napięcia oraz zaintrygowania czytającego. Żaden, nawet najdrobniejszy wątek nie sprawia wrażenia zbędnego. Francuz posiada wyczucie optymalnego momentu do wyłożenia i odsłonięcia kolejnych kart – tak właśnie czyni, wprowadzając na przykład informację o fali samobójstw nastolatków sprzed kilkunastu lat. Niejednokrotnie zasiewa w czytelniku wątpliwości, ale, doprawdy, w taki sposób chciałby być zwodzony każdy, kto sięga po kryminał czy thriller. Bielszy odcień śmierci to z pomyślunkiem skomponowane przeciwieństwo lektur o "nadmuchanych" rozmiarach.

Przez cały czas pamiętamy również, gdzie Minier umiejscowił akcję. Pireneje w grudniu – z wszechobecną bielą, wyciągami i kolejkami – są urzekające, ale w śniegowo-lodowym oceanie kryje się także zimno, strach i czyste szaleństwo. Za konsekwentnie budowany klimat autorowi należą się wielkie brawa. Świetnym motywem jest też cała wizyta policji w Instytucie, na którą składa się obserwacja surrealistycznego i upokarzającego badania reakcji seksualnych u pacjenta, pobieżna (niestety) prezentacja niektórych morderców oraz rozmowa Servaza z Juliusem.

Jeśli ktoś teraz powie, że gatunki reprezentowane przez powieść Miniera to nie Himalaje, ani nawet Pireneje literatury, będzie miał sporo racji. Jednakże co jakiś czas pojawiają się autorzy, którzy nie tylko w pełni korzystają z – wydawałoby się – utartej już konwencji, ale wnoszą do niej nową jakość. Tak właśnie jest w przypadku Bielszego odcienia śmierci – książki niesamowicie wciągającej, na którą nie powinno się żałować ani pieniędzy, ani czasu."


Jarek 'jareckr' Rusak


Unikać:




"Debiutancka powieść Carin Gerhardsen rozgrywa się w nękanym zabójstwami Sztokholmie. Ofiarami brutalnych morderstw padają pozornie niczym nie powiązani czterdziestolatkowie, w rzeczywistości niegdyś członkowie dziecięcej paczki znęcającej się nad słabszymi uczniami. Sfrustrowana prześladowaniami szkolna oferma postanawia po latach wyrównać rachunki, a po piętach stara się jej deptać inspektor Conny Sjoberg i podległy mu oddział sztokholmskiej policji.

Jeśli po lekturze powyższego akapitu sądzicie, że zostaliście skatowani spoilerami, to jesteście w błędzie. Wszystkie kluczowe elementy intrygi mamy bowiem podane jak na tacy już na samym początku powieści. Co do tożsamości mordercy, krąg podejrzanych liczy całe dwie osoby, przy czym pewien nachalny zabieg autorki (nagła zmiana sposobu narracji) szybko rozwieje wątpliwości nawet najmniej bystrych czytelników. W tle pojawia się jeszcze wątek kryminalny, dotyczący domniemanego gwałtu na jednej z członkiń grupy śledczej, ale tam też sytuacja błyskawicznie staje się klarowna. To wszystko sprawia, że suspensu w tej historii raczej nie uświadczymy.

Poza mierną intrygą kryminalną powieść posiada dość rozbudowaną warstwę obyczajową, utrzymaną na poziomie literatury kobiecej niskich lotów. Większość treści to banalne scenki rodzajowe, z których nic nie wynika, a które same w sobie zdecydowanie nie są interesujące. Wszystkie postaci, z ciapowatym inspektorem Sjobergiem na czele, są płaskie i idealnie bezbarwne, więc trudno na poważnie przejąć się ich losami. Ponadto bohaterów jest całe mrowie, dlatego łatwo się w nich pogubić. W innym wypadku psułoby to przyjemność z lektury, ale tu mamy ten komfort, że o jakiejkolwiek przyjemności i tak trudno mówić.

Domek z piernika to wyjątkowo nieudane połączenie quasi-kryminału i mało ambitnej obyczajówki. Czerstwość treści przekracza dopuszczalne normy, a konstrukcja intrygi może służyć za podręcznikowy przykład, jak nie należy tworzyć powieści kryminalnych. Całość wygląda jak zaginiona wprawka pisarska Stiega Larssona sprzed jakichś czterdziestu lat. Literatura tego typu jest obecnie produkowana na tak masową skalę, że jeśli będziecie chcieli, z pewnością znajdziecie wiele lepszych tytułów."


Camillo




"Akcja powieści rozpoczyna się, gdy doktor Thomas Lourds, wybitny lingwista, przybywa do Stambułu na zaproszenie dawnej przyjaciółki. Na lotnisku zaczepia go pewna atrakcyjna kobieta – bohater nie pozostaje obojętny na jej wdzięki, lecz gdy chce już wsiąść do czekającej na niego limuzyny, zostaje przez dziewoję porwany. Od tego momentu zaczyna się jazda bez trzymanki, a do poszukiwań tajemniczego Zwoju Radości przyłączą się: tajne bractwo, terroryści, służby wywiadowcze oraz wiceprezydent USA.

Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się doskonale pasować do takich powieści sensacyjnych. Jest tu odpowiednia dawka zwrotów akcji, efektownych pościgów, tajemniczych podziemi oraz starożytnych tajemnic. W tle wydarzeń całkiem zgrabnie przedstawiony jest Stambuł – umieszczenie w nim akcji stanowi miłe odejście od typowego sztafażu miast Europy oraz USA. Ciekawostki historyczne i architektoniczne nie są prezentowane nachalnie i wzbogacają lekturę. Do wad należy zaliczyć nagłe przeskoki czasowe – dwa razy zdarza się, że wypadki z kilku dni podsumowywane są paroma zdaniami.


Z fabułą wiąże się też główna bolączka Kodu Lucyfera, a mianowicie przesada. Efektowność i patos w umiarkowanych dawkach to chleb powszedni powieści sensacyjnych, lecz tu o umiarkowaniu nie ma mowy. Thomas Lourds zagadki najlepiej rozwiązuje pod ostrzałem, bez większego skrępowania romansuje (bardzo, ekhm, aktywnie) z dwoma kobietami naraz, a przy tym jest nieznośnie zadufany w sobie i szowinistyczny. Wytykanie pomniejszych nieścisłości i absurdów nie ma większego sensu, gdyż są one powszechne w tym gatunku. Nie sposób jednak nie napisać paru słów o zakończeniu. O ile inni autorzy wątki religijne traktują w sposób raczej metaforyczny, to Brokaw postawił na dosłowność. Efekt jednak nie jest oszałamiający, a raczej komiczny.

Kod Lucyfera nie jest powieścią bezgraniczne słabą. Wartka akcja oraz ciekawe miejsce wydarzeń sprawiają, że czyta się ją dość szybko (z przerwami na przypisy). Charles Brokaw był na dobrym tropie, lecz pogoń za efektownością nie wyszła mu na dobre – przeskoki w fabule, szowinizm protagonisty oraz zepsute zakończenie sprawiają, że zamiast solidnego czytadła na jeden wieczór otrzymujemy średniaka dla wygłodniałych fanów Dana Browna."


Jakub 'Qbuś' Nowak



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.