» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają: lipiec 2010

Redaktorzy oceniają: lipiec 2010

W okresie od 1 do 31 lipca 2010 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 28 recenzji, których średnia ocena wyniosła 7,30. Najwyższą ocenę − 10 − otrzymały powieści Rubieże autorstwa Jeffreya Forda oraz The Windup Girl Paolo Bacigalupiego. Zaś najniżej ocenioną pozycją została książka Po zmierzchu5

Czytać:




"W ostatniej odsłonie przygód byłego fizjonomisty Cleya, postanawia on wyruszyć w głąb tytułowych Rubieży, aby odpokutować grzechy przeszłości. W czasie wędrówki, w której towarzyszy mu pies Wood, protagoniście przyjdzie w dwójnasób zmierzyć się z demonami − zarówno tymi materialnymi, dla których owa dzika kraina jest domem, jak i mieszkającymi w nim samym, groźniejszymi, bo nie dającymi uciszyć się za pomocą strzelby. Relację z tej podróży zdaje nam Misrix – chcący żyć jak człowiek demon, który w narkotycznych wizjach po zażyciu Czystego Piękna jest w stanie odtworzyć drogę swojego przyjaciela przez dzikie ostępy. Jednocześnie sam walczy o akceptację mieszkańców Wenau, niegdysiejszych sąsiadów Cleya, których obecność fizjonomisty najpierw naraziła na niebezpieczeństwo, a potem uratowała przed tragedią (…)

Ogromny wpływ na wspomnianą wyżej atmosferę niezwykłej opowieści ma styl Forda – autor jest bardzo oszczędny w słowa, ale przez to nie mniej elokwentny. Amerykanina stawiam w jednym szeregu z takimi mistrzami pióra, jak McCarthy, z którym łączy go zwięzłość wypowiedzi (aczkolwiek autor Drogi jest jeszcze bardziej lakoniczny), Rushdie czy John Crowley. I chociaż warsztat dwóch ostatnich wydaje się być bogatszy, twórca Dobrze Skonstruowanego Miasta w równym stopniu, choć inaczej, potrafi pobudzać naszą wyobraźnię. Dowodem na jego zręczność jest budowanie relacji Cleya z… psem. W powieści Wood, choć nie wypowiada ani jednego słowa, jest równorzędnym bohaterem, od początku budzi naszą sympatię i wzrusza swoim oddaniem."
Marcin 'malakh' Zwierzchowski



"Nakreślona przez Bacigalupiego wizja rzeczywistości uderza niczym obuch, szokując brutalnością świata i upodleniem rasy ludzkiej. Ponieważ w powieści śledzimy losy nie jednego, ale kilkorga bohaterów, w sposób kompleksowy poznajemy Tajlandię, którą autor wybrał na arenę opisywanych wydarzeń. Zaczynając od wyżyn społecznych, których przedstawicielem jest pracownik amerykańskiej firmy biotechnologicznej, próbujący nakłonić niechętnych obcym Tajów do zawarcia intratnej umowy; poprzez walczącego z przemytem nieprzekupnego urzędnika, za swoją niezłomność uwielbianego przez naród, ale znienawidzonego przez wszystkich, którym uniemożliwia robienie interesów; aż do nizin społecznych, czyli emigranta z Chin, niegdysiejszego bogacza, któremu nacjonaliści wymordowali całą rodzinę i rozgrabili majątek, oraz Emiko − tytułowej "podkręconej dziewczyny", modyfikowanej genetycznie japońskiej zabawki dla bogaczy, porzuconej przez swojego dawnego pana damy do towarzystwa, każdego wieczoru poniżanej i gwałconej na oczach klientów pewnego lokalu, dla których jest warta mniej niż śmieć (…)

Prowadząc cztery główne linie fabularne i kilka pobocznych, pisarz nie gubi się w nagromadzeniu wątków, z wyczuciem splata losy swoich bohaterów, łącząc je w pełnym akcji finale. Zresztą mocnych wrażeń nie zabraknie także i wcześniej, przez co The Windup Girl czyta się bardzo szybko. Równocześnie jednak skłania ona do refleksji, przede wszystkim każe doceniać to, co mamy, naszą codzienność − fakt, że możemy kupić banana, chleb, jabłko czy ananasa, że nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wsiedli do samochodu lub pociągu i w kilka godzin odwiedzili znajomych, którzy mieszkają w mieście oddalonym o czterysta kilometrów. Poprzez ukazanie najgorszej z możliwych przyszłości Bacigalupi oddziałuje na nasze postrzeganie otaczającego świata, nie peroruje jednak z wysokości mównicy, nie gromi za to, jak traktujemy środowisko, a jedynie daje nam możliwość wyboru, pokazując wszystkie konsekwencje naszych czynów. Ze względu na proekologiczny wydźwięk twórczość tego pisarza zalicza się do tak zwanego biopunku, którego jest pionierem."
Marcin 'malakh' Zwierzchowski



"Bardzo trudno byłoby jednoznacznie określić, o czym tak naprawdę jest Palimpsest. Z jednej strony to opowieść o potężnym, nieokiełznanym mieście i jego odkrywcach, którzy wciąż próbują objąć rozumem całość otaczających ich tajemnic. Pod tym względem nowa powieść Valente przypomina historie o złowieszczym Ambergeris Jeffa VanderMeera – tak jak u niego, i tu miasto zdaje się brać aktywnie udział w akcji. Równie ważne jak sam Palimpsest są jednak opowieści każdego z głównych bohaterów: próbującą pogodzić się z szaleństwem i śmiercią matki Sei, samotną November, rozmawiającego ze zmarłą siostrą Olega i zdruzgotanego przez odejście żony Ludovico łączy jedno – wszyscy poszukują ciepła i miłości. Autorka do budowy niesamowicie gęstej atmosfery powieści w doskonały sposób użyła kontrastu: wykreowała samotnych bohaterów, wciąż próbujących znaleźć bliskość, i umieściła ich w świecie, w którym seks, kojarzony z miłością, stał się tylko i wyłącznie przepustką do chwilowego szczęścia. Palimpsest to tekst porażający właśnie takimi detalami: gęstą atmosferą, przesyconą brutalnym erotyzmem, i wiecznym poszukiwaniem niedoścignionego szczęścia.

Ogromne brawa należą się Valente za język i narrację. Jej styl jest mroczny, hipnotyzujący, intrygujący; czasami przeraża brutalnością opisywanych scen, czasami czaruje niespotykanym pięknem. Autorka w pełni dała się porwać atmosferze sennego miasta: przesyciła język metaforami, epitetami, nadała mu niesamowity, usypiający (w pozytywnym znaczeniu) rytm. Podczas gdy dziwactwa Ambegeris u VanderMeera często zaskakiwały, szokowały, niezwykli mieszkańcy Palimpsestu zdają się być naturalną częścią miasta. Równie duży wpływ na budowanie atmosfery powieści ma narracja. Valente zdecydowała się na króciutkie rozdzialiki, które ukazują nam jedynie pojedyncze dzielnice molocha. Dzięki temu wydaje się on być jeszcze bardziej tajemniczy, bardziej niewiarygodny. Nie bez znaczenia pozostaje również to, że będziemy mieli okazję śledzić historię naszych bohaterów z perspektywy samego miasta − to doświadczenie równie niezwykłe, co intrygujące."
Bartosz 'Zicocu' Szczyżański




Unikać:




"Mogłoby się wydawać, że w mieście takim jak Tokio nawet jedna noc to wystarczająco długi okres czasu, aby czytelnik był świadkiem naprawdę wielu porywających zdarzeń. Mimo to muszę zaznaczyć, że słów takich jak ''losy'' czy ''akcja'' trochę niezręcznie jest używać w odniesieniu do tej książki. Po zmierzchu właściwie nie ma fabuły – owszem, coś się dzieje, jednak Murakami nie opowiada jakiejś konkretnej historii, tylko opisuje pewną rzeczywistość, zamiast spójnej intrygi czy akcji, serwując czytelnikowi coś na kształt skryptu scenariusza filmowego. Całość składa się z powiązanych ze sobą scen, z których każda kolejna rozpoczyna się grafiką przedstawiającą zegar, dzięki czemu wystarczy tylko rzut oka, aby przekonać się, jak daleko jeszcze do świtu – powieść przesycona jest nastrojem oczekiwania na wschód słońca, momentem, który przetworzy nocną, tajemniczą rzeczywistość w jej znany, bezpieczny, dzienny odpowiednik. Być może nie rozwiąże to automatycznie wszystkich problemów, jednak z pewnością sprawi, że staną się one mniej przytłaczające.

Powieść zawiera wszystkie cechy charakterystyczne dla twórczości Japończyka – niezwykłą atmosferę, prosty, niewymuszony styl, elementy realizmu magicznego wplecione swobodnie w tok opowieści oraz, rzecz jasna, muzykę. Podobnie jak w pozostałych utworach Murakamiego melomani z łatwością znajdą tu coś dla siebie. Niestety, połączenie wymienionych składników to zbyt mało, aby stworzyć naprawdę interesującą książkę – nie można powiedzieć, aby Po zmierzchu było nudne, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że książce czegoś brakuje: prawdziwej akcji, silniej zarysowanego motywu przewodniego, czegokolwiek co mogłoby przykuć uwagę czytelnika. Nadto, chociaż książka właściwie czyta się sama, jest to lektura dość bezrefleksyjna – nie pomaga nawet otwarte zakończenie, które zapewne miało zmusić czytelnika do pewnych rozważań. Krótko po odłożeniu powieści na półkę treść ulatuje z głowy."
Blanche



Czytaj również

Polecanki 2010 - część 2
Redaktorzy prezentują najciekawsze książki 2010 roku
Palimpsest
Frontyspis. Kołyska stawania się i rozpadania.
Rubieże - recenzja
Korzenie opowieści
- recenzja
The Windup Girl - Paolo Bacigalupi
Spełnione oczekiwania
- recenzja

Komentarze


Canela
   
Ocena:
+1
To "unikać" to wstyd i hańba...
10-08-2010 15:19
baczko
   
Ocena:
0
W sensie?
10-08-2010 15:25
Canela
   
Ocena:
0
Żeby kazać unikać takiej dobrej książki?!
10-08-2010 15:38
baczko
   
Ocena:
0
Kwestia gustu.

Miała najniższą ocenę w zeszłym miesiącu - możesz omówić sobie tę kwestię z Blanche ;)
10-08-2010 15:46
MadMill
   
Ocena:
0
Kwestia gustu... Ford na 10 a Valente na 9. To dopiero kogoś poniosło... Przecież te książki dzielą lata świetlne i "Palimpsest" miażdży "Rubieże" na wszystkich polach.
10-08-2010 21:26
malakh
   
Ocena:
0
Że co? "Rubieże" nie zasługują na 10? To co zasługuje?!
11-08-2010 09:01
MadMill
   
Ocena:
0
Może pierwsze 2 tomy Trylogii Dobrze Skonstruowanego Miasta. Rubieże są nudne i o niczym...
11-08-2010 20:04
Qball
   
Ocena:
0
Unikać Murakamiego? Super, a teraz pierdyknijcie że Zmierzch jest lepszy a Potter to już w ogóle i mamy dopełnienie obrazu nędzy i rozpaczy.
11-08-2010 21:28
baczko
   
Ocena:
+1
@ wszyscy

Z Murakamim moja wpadka - przepraszam, dzięki za zwrócenie uwagi.

Na forum redakcji ustaliliśmy maksymalną ocenę, jaka może znaleźć się w unikać, jeżeli nie znajdzie się taka pozycja, to w wieści będzie odpowiednia adnotacja.
12-08-2010 21:36
Qball
   
Ocena:
0
No i super. Teraz bedzie IMHO dużo lepiej.
12-08-2010 21:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.