» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - grudzień 2011

Redaktorzy oceniają - grudzień 2011


wersja do druku
Redaktorzy oceniają - grudzień 2011
W okresie od 1 do 31 grudnia 2011 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 27 recenzji, których średnia ocena wyniosła 7,35. Najwyższą ocenę − 10 – otrzymała antologia Science Fiction, podczas gdy najniżej oceniony został Baron i łotr Kamila Grucy - 4:

Czytać:




"Każde z opowiadań/mikropowieści zawartych w ponad ośmiusetstronicowym tomie jest perełką samą w sobie. Są one również na tyle długie, że każde zasługuje na osobne omówienie. Tym, co łączy je wszystkie, jest niewątpliwie twardość diamentu, nieustępliwość tytanu i połysk najczystszej stali – teksty zebrane w Science Fiction stanowią niemalże esencję tego, co odrzuca wiele osób od tytułowego gatunku. Sztuczna inteligencja, problematyka świadomości, relacja fizyki i matematyki, czas i jego upływ – wszystko to odnaleźć można na kolejnych kartach antologii. O specyfice lektury Science Fiction decyduje refleksyjna, pozbawiona taniego efekciarstwa i nadmiarowej akcji narracja – każdy utwór stanowi niezwykle uderzającą i wymagającą zastanowienia całość, nad którą warto pochylić się na dłużej.

Smutek... stanowi dowód doskonałej formy socjologicznego SF, a także spopularyzowanego swego czasu (głównie za sprawą serii filmów "Matrix") wątku zagnieżdżonych w sobie, rekurencyjnych rzeczywistości oraz światów cyfrowych i świadomości zamieszkujących je istot. Całość utrzymana jest w ciężkim, depresyjnym nastroju, a przesłanie raczej nie napawa optymizmem.

Ostatni z utworów w antologii to minipowieść Jacka Dukaja pt. Science Fiction. Każdy, kto choć trochę zna literaturę tworzoną przez tego autora wie, że potrafi on wyczyniać rzeczy niesamowite ze słowem. Tak jest i tym razem, jednakże modelowaniu i fraktalnemu zaginaniu podlegają w tekście nie tylko elementy języka, ale i samej fabuły. Jest ona bowiem swoistą wielopoziomową grą, w którą Dukaj bawi się z czytelnikiem.

Praktycznie każde z opowiadań jest wizytówką tytułowego gatunku, posiadając inny zestaw jego najlepszych cech. Eksploracja kosmosu, eksploracja natury ludzkiej, społeczeństwo w dobie przemian technologicznych szybszych niż możliwość ich absorpcji, problematyka rzeczywistości obiektywnej i subiektywnej, rola człowieka jako stworzyciela… Jeśli szukasz, Czytelniku, odpowiedzi na podobne pytania – nie wahaj się i sięgnij po ten zbiór"
.

Filip 'Dark One' Wójcik




"Opowiadając o Tytusie Groanie, należy zacząć od miejsca akcji. O żadnym z licznych bohaterów nie można powiedzieć, że jest tym głównym, a tytułowy w chwili rozpoczęcia historii jeszcze się nie urodził. Również pośród kilku snujących się powoli wątków fabularnych trudno wskazać jeden dominujący. Natomiast zamek Gormenghast, który stanowi centrum wszystkich wydarzeń w książce, jest nie tylko miejscem bardzo charakterystycznym, ale równie istotnym dla fabuły, jak jej bohaterowie.

Zamek ten, rządzony przez ród Groanów, leży niemal dosłownie "za górami, za lasami" i jest całkowicie odcięty od świata zewnętrznego. Właściwie jest całym światem – tak ogromnym, że można się w nim zgubić, pełnym zakamarków rzadko odwiedzanych przez ludzi (jak Sala Kolorowych Rzeźb ukazana w pierwszym i ostatnim rozdziale, której opiekun przez lata nie spotyka żywej duszy) lub zgoła całkowicie zapomnianych (jak sadzawka na szczycie jednej z wież, w której pływają dwa białe konie). Takie osobliwości można napotkać niemal na każdym kroku.

W tej dusznej, sennej atmosferze przychodzi na świat Tytus Groan. Narodziny następcy tronu stają się początkiem zmian, do których walnie przyczynia się chyba najbardziej zapadający w pamięć bohater powieści: Steerpike. Ten niezwykle ambitny nastolatek jest początkowo kuchennym popychadłem, później jednak zaczyna odkrywać tajemnice zamku i wkradać się w łaski kolejnych ważnych osobistości. Steerpike staje się wielkim zagrożeniem dla ustalonego porządku, pragnie bowiem przejąć kontrolę nad rytuałem – a przejąć kontrolę nad rytuałem oznacza przejąć władzę.

Pierwszy tom cyklu Gormenghast to przede wszystkim drobiazgowe przedstawienie życia w dziwnym świecie bezdusznych reguł w momencie, kiedy zaczyna on być systematycznie niszczony od środka. Proces ten jest przedstawiony niespiesznie, akcja toczy się bardzo powoli, nie jest to jednak wadą: obszerne opisy zamku są barwne, plastyczne, pełne dzikich metafor i wiele mówią o świecie i jego bohaterach. Zakończenie powieści jest zapowiedzią jeszcze głębszych zmian, choć pozostaje kwestią otwartą, czy będą to zmiany na lepsze, czy na gorsze. Ale by się o tym przekonać, trzeba będzie sięgnąć po kolejne tomy"
.

Artur 'mr_mond' Nowrot




"Józafat Dumanowski trafia do Krakowa przypadkiem. Nikt nie wie, gdzie się urodził, co robił w swoim dotychczasowym życiu, dlaczego walczył u boku Napoleona ani co sprawiło, że jego powrót na ojczyste ziemie trwał tak długo. Jednak przez lata wszyscy zapomną o tych niejasnościach – a to dlatego, iż ten tajemniczy człowiek zostanie największym bohaterem narodowym, najjaśniejszą gwiazdą na polskim firmamencie. To Józafat Dumanowski sprawi, że walczący w powstaniach żołnierze z dumą będą kroczyć przez ulice Republiki Krakowskiej, to on będzie jej wielkim Ojcem Założycielem.

Na początku lektury Dumanowski jawi się jako dziwny kolaż wielu biografii – dziwny tym bardziej, że już na samym początku narrator zaznacza, iż przedstawione wydarzenia mogły wyglądać całkiem inaczej. Chwilę po tym nietypowym wstępie Szostak wrzuca czytelnika w kalejdoskop szalonych wydarzeń. Opowieść zmienia się razem z tytułowym bohaterem: niektóre fragmenty wydają się żywcem wyjęte z polskich dziewiętnastowiecznych opowiadań (dumny Dumanowski razem ze swoją partyzancką armią dręczy Rosjan, w końcu docierając do serca imperium, gdzie zdobywa przydomek carobójcy – choć żaden car najprawdopodobniej nie umarł), innym razem natomiast dzieje Józafata przypominają powiastkę filozoficzną (późniejszy prezydent Republiki Krakowskiej zamieszkuje u podnóża Turbacza, gdzie naucza swych apostołów). W pewnym momencie protagonista staje się tylko symbolem: ma być duchem pogrzebanej Polski, który nieustannie próbuje się podnieść, ale w żaden sposób nie potrafi tego zrobić.

Jeszcze jedną konsekwencją formy, którą wybrał Szostak, jest zdecydowanie inne niż w doskonałych Chochołach podejście do kreacji bohaterów. Relacje między ludźmi były zdecydowanie najważniejszą treścią poprzedniej powieści pisarza – pierwszoosobowy narrator opisywał je, dzieląc się z czytelnikiem mnóstwem własnych przemyśleń. Tym razem do budowania obrazu każdej postaci można użyć tylko tego, co pokażą one same: czy będzie to skrzywienie na dźwięk jakiegoś nazwiska, czy też uśmiech podczas przypadkowego spotkania kogoś znajomego.

Dumanowski to powieść bardzo szczególna; zresztą trudno, żeby biografia żyjącego sto dwadzieścia trzy lata bohatera narodowego, który w pojedynkę ratował Polskę, była zwyczajna. Dla wszystkich miłośników prozy innej, specyficznej – pozycja obowiązkowa!"


Bartosz 'Zicocu' Szczyżańki


Unikać:




"Wielce trudnym zadaniem jest skonstruowanie przekonujących scen walk, szczególnie w powieściach osadzonych w czasach, kiedy po miecz sięgano bardzo często. Wielu pisarzy nie potrafi sprostać temu wyzwaniu – tworzą wciągającą fabułę i wiarygodnych bohaterów, lecz w momencie opisywania pojedynków, potyczek czy bitew rozbijają się o rafę braku wiedzy, doświadczenia czy odpowiednio plastycznej wyobraźni. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak wyglądałaby opowieść napisana przez osobę, która sama miała okazję skrzyżować broń z przeciwnikiem. Sięgając po Barona i Łotra pióra Kamila Grucy, znanego pod mianem sir Roberta Neville’a, członka bractwa rycerskiego i uczestnika rozlicznych turniejów, mogłam się wreszcie o tym przekonać.

Akcja prowadzona jest wielotorowo – sceny z udziałem barona Artura i jego stryja przeplatają się z dramatycznymi przygodami Marii, uwożonej przez Huxleya, oraz losami Roberta, który w klasztorze ma okazję odświeżyć zdobytą na studiach wiedzę. Obok tych trzech równorzędnych fabularnie wątków Gruca wprowadza szereg scen pobocznych, rozgrywających się na książęcych dworach, w siedzibach wielmożów, karczmach czy więzieniu. Mnogość miejsc i powiązanych z nimi bohaterów, którzy często tylko na kilka chwil pojawiają się na kartach powieści, wprowadza spore zamieszanie. Można się zastanawiać, jaki ma sens niepotrzebne komplikowanie fabuły, niczego do właściwej akcji niewnoszące, będące wyłącznie pretekstem do popisania się przez autora ogromną wiedzą historyczną.

Co więcej, niezbyt wiele przyjdzie nam z tego, iż na władaniu mieczem Gruca zna się świetnie, skoro opisy pojedynków aż roją się od obco brzmiących słów i określeń, które dla zwykłego czytelnika nie są zrozumiałe. Wprawdzie pisarz zapobiegliwie umieścił na końcu książki słowniczek bardziej skomplikowanych pojęć, lecz ustawiczne przerywanie lektury, aby do niego zaglądać, na pewno nie czyni jej bardziej wciągającą. W dodatku scen walki w powieści jest bardzo dużo – odnosi się wręcz wrażenie, iż fabuła stanowi jedynie pretekst do ukazania kolejnych starć.

Baron i Łotr to książka, która rozczarowuje coraz bardziej każdą kolejną stroną. Zamiast porywającej chanson de geste otrzymujemy miernej jakości awanturniczo-przygodowy romans rycerski. Zawodzi niejasna momentami fabuła naszpikowana enigmatycznymi, fachowymi pojęciami oraz bohaterowie niebudzący nawet cienia sympatii. Nie każdy pisarz jest szermierzem, ale najwyraźniej i nie każdy szermierz potrafi pisać"
.

Maja 'Vanth' Białkowska



Czytaj również

Dumanowski
Rozbiorowa Polska alternatywna
- recenzja
Dumanowski - rozmowa
Słowacki, Mickiewicz i Ojciec Republiki
Podsumowanie 2011 – Michał Cetnarowski
Rok skromny, ale czy chudy?
Tytus Groan - Mervyn L. Peake
Zamek, który rządzi się sam
- recenzja
Dumanowski - Wit Szostak
Bolesne narodziny legendy
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.