» Artykuły » Inne artykuły » Redaktorzy oceniają - grudzień'09

Redaktorzy oceniają - grudzień'09

W okresie od 1 do 31 grudnia 2009 roku w Dziale Książkowym opublikowanych zostało 35 recenzji, których średnia ocena wyniosła 7,19. Najwyższą ocenę − 10 − uzyskała powieść Peanatema autorstwa Neala Stephensona. Najniżej zaś redaktorzy ocenili U martwych w Dallas Charlaine Harris – 2,0.

Czytać:




"Stephenson zademonstrował, że jest pisarzem wszechstronnym: w kolejnych częściach tekstu korzysta z dorobku różnych gatunków literackich czy nawet tych kojarzonych z filmem (…) wywołał we mnie takie wrażenie dzięki niewiarygodnemu zakresowi poruszanych problemów, wśród których dowody geometryczne wydają się błahostką - bo dostajemy je do ręki, możemy co najwyżej napawać się pięknem ukrytym we wzorach. Jednak spokojna analiza Peanatema sprawia, że można odnaleźć w niej mrowie poruszanych problemów, które są tylko punktem wyjścia do kolejnych rozważań. Myśleliście kiedyś o etycznych granicach nauki? Zastanawialiście się nad tym, jak wyglądałoby idealne połączenie państwa i kościoła? Jeśli jesteście tym zainteresowani, to znajdziecie tutaj tysiące problemów, których rozważanie sprawia sporo radości (…) Mówiło się, że najnowsze dzieło Stephensona może być dla fantastyki naukowej prawdziwym odświeżeniem. Jeśli tak ma wyglądać współczesne science-fiction to jestem za, nawet jeśli każda książka miałaby wyrywać dwadzieścia godzin z życiorysu."[Bartosz 'Zicocu' Szczyżański]



"Stworzony przez Brzezińską panteon na pierwszy rzut oka przypomina ten olimpijski – podobnie składa się z dwunastu bogów, a każdemu z nich (oprócz zagadkowego karła Szydły) przypisana jest konkretna funkcja i związane z nią atrybuty, a także terytorium, nad którym sprawuje władzę. Lecz są to jedynie powierzchowne analogie, gdyż począwszy od imion, poprzez znacznie bardziej rozbudowaną i psychologicznie głębszą charakterystykę bóstw – nawet te pozornie dobre są moralnie ambiwalentne – a na specyficznych mocach, jakimi władają kończąc, autorka tworzy swoją własną, oryginalną mitologię, czerpiąc co prawda z przebogatej skarbnicy rozmaitych wierzeń, lecz przekształcając je w taki sposób, iż zyskują zupełnie nowe oblicze.

Pisarka posiada rzadki dar kreślenia zapadających głęboko w pamięć postaci, które już w momencie wkroczenia na scenę budzą sympatię (bądź też antypatię). Nie są to czarno-białe charaktery, wymykają się klasyfikacji »dobry – zły« (…) Brzezińska jest mistrzynią słowa (…) Tę prozę odbiera się w sposób nieomalże sensualny, smakując każdy akapit, jakby wyostrzała percepcję i pozwalała dotrzeć do poziomów wrażliwości, o których istnieniu czytelnik nie miał pojęcia (…) Rzadko kiedy zdarza mi się, zamknąwszy książkę, odczuć potrzebę natychmiastowego do niej powrotu i kartkować ją w poszukiwaniu tych ustępów, które najgłębiej wryły się w pamięć, próbując na nowo je interpretować, doszukując się drugiego i trzeciego dna. Kiedy nic nie jest do końca dopowiedziane, gdy tak wiele zależy od językowych niuansów i wyobraźni czytelnika – lektura Letniego deszczu… stanowi prawdziwe literackie wyzwanie. "
[Maja 'Vanth' Białkowska]



"Esencją książki są bohaterowie: różnorodni, dokładnie i spójnie opisani, wychodzący poza sztywne schematy. Każdy ma swój cel, do którego zrealizowania konsekwentnie dąży, co prowadzi do zawierania często dziwnych i nietypowych sojuszy. Ich utarczki słowne, plany i przemyślenia, Kres opisuje po mistrzowsku.

Po przeczytaniu Króla… zrozumiałem, dlaczego w określeniach dzieł Kresa używa się słowa dark – cały utwór spowija nastrój niepokoju, niepewności, a trup ściele się gęsto – już na samym początku giną bohaterowie ważni dla fabuły. Podczas lektury, cały czas towarzyszyło mi przeczucie nadchodzącej, nieuchronnej katastrofy (…) Powieść naprawdę wciąga – po skończeniu jednego rozdziału, natychmiast chce się zacząć kolejny. Jest to na pewno zasługa języka utworu, który zachwyca swoim bogactwem i złożonością (mile widziana podstawowa znajomość marynistyki), sprawiając że tekst płynie przed oczyma (…) Fakt iż w fabułę autor wplótł wiele pytań i rozważań egzystencjalnych oraz dylematów moralnych sprawia, że pozycja ta powinna zadowolić także wybrednych fanów fantastyki, oczekujących od lektury czegoś więcej niż tylko »lochów i smoków«."
[Bartłomiej 'baczko' Łopatka]



"Wszystko (…) Ford podaje nam w bardzo oszczędnej formie. Akcja posuwa się naprzód krok po kroku, od jednego punktu do drugiego, nie meandrując między wątkami pobocznymi; wszelkie lokacje zdają się być z kolei tworzone na potrzeby chwili – o geografii opisywanego świata wiemy niewiele, a jedyne opisy dotyczą tych miejsc, które odwiedza główny bohater. Również w doborze słów Fordowi zdawała się przyświecać zasada: »mniej znaczy więcej« i zamiast kwiecistych i rozbudowanych metafor otrzymujemy rzeczowe i klarowne opisy, miejscami przypominające naukowe sprawozdania. Widoczne jest to w szczególności w scenach erotycznych, niejako z definicji będących pełnymi emocji, w których pojawiają się zwroty takie jak: »akt płciowy« i »penetracja«. Seksualność bohaterów jest zresztą w powieściach silnie eksponowana; Cley jest przez to bardziej ludzki, ale też mniej doskonały (niekiedy ulega żądzy, która przyćmiewa jego myśli).

W efekcie otrzymujemy nie powieść fantastyczną, ale ekstrakt, zawierający w sobie jedynie to, co absolutnie niezbędne; a wszystko dobrane z iście aptekarską precyzją, nigdy w nadmiarze. Czyste idee. Klarowny, niezakłócony zbędnym sztafażem i wartką akcją przekaz. Esencję tego, co w literaturze najlepsze. Zupełnie jakby Ford nie chciał trwonić sił i skupiał je na kluczowych elementach, jakby ogniskował wyobraźnię. Dzięki temu to, co decyduje się wykreować, prezentuje się wyśmienicie, olśniewa oryginalnością (ocean rtęci, miasto demonów)"
[Marcin 'malakh' Zwierzchowski]

Unikać:



"Charlaine Harris poległa w kwestii kreacji postaci. Bohaterowie są, o ile to możliwe, jeszcze bardziej płytcy i denerwujący. Fanatyczni wrogowie wampirów, Bractwo Słońca, to banda zadufanych w sobie, nie myślących fanatyków, którzy swoje plany zdradzają od razu, każdemu kto o nie zapyta. Bardzo razi również nadmierne epatowanie erotyką. Niemal każda nowa postać oceniana jest pod kątem swej atrakcyjności fizycznej, a większość bohaterów, niemal na każdym kroku, próbuje zbliżyć się fizycznie do Sookie. Poza tym pojawiają wręcz harlequinowskie, wzbudzające pewien niesmak, opisy erotyczne.

Trudno jednak spodziewać się czegoś dobrego, po książce tak słabo napisanej – niestety styl Charlaine Harris pozostawia wiele do życzenia. Pierwszoosobowa narracja Sookie Stackhouse, dwudziestopięcioletniej kobiety, wypowiadającej się jak niedojrzała nastolatka, powoduje napad migreny, nawet u osób tak tolerancyjnych jak ja. Dialogi są drętwe, sztuczne i pozbawione jakiegokolwiek polotu. Próby autorki, aby ukazać Sookie jako inteligentną, aczkolwiek niewykształconą, jeszcze pogarszają sytuację. Wewnętrzne monologi głównej bohaterki na temat tolerancji, świata nieumarłych oraz jej »inteligentne« komentarze na temat tego co się dzieje, są po prostu żałosne."
[Katarzyna 'Alchemist' Sałak]



"Jeśli mowa już o wypowiedziach bohatera, warto wspomnieć o nadmiernym »podlizywaniu się« młodym czytelnikom. Przeróżne wstawki mówiące o bezsensowności szkoły mogły przejść u Pilipiuka (w cyklu o kuzynkach Kruszewskich), ale były tam konstruktywne. W powieści Ricka Riordana są za to upchane na siłę, aby przypodobać się uczniom. Owszem, moralizowanie dla samego faktu umoralniania byłoby jeszcze gorsze, ale książki dla młodzieży powinny jednak nieść ze sobą jakąś treść. Podobnie jest z wyśmiewaniem słuchających muzyki klasycznej czy opery. Książka spokojnie mogłaby obyć się bez takich chwytów, utwardzających wśród młodzieży stereotyp beznadziejnej muzyki, w której dźwięki skrzypiec przeplatają się z »chórkiem facetów zawodzących po włosku« (…) Fabuła Morza potworów po raz kolejny nie zaskakuje. Percy znów jest jedyną osobą, która może uratować świat. Naiwne chwyty, które mają wprowadzić więcej dramatyzmu nie rażą już tak bardzo, jak w pierwszej części, ale i tak niewiele się na tym polu poprawiło. Nie raz i nie dwa czytelnik zastanawia się nad pobudkami bohaterów, a nawet wyśmiewa głupotę podejmowanych przez nich decyzji."[Michał 'Thoctar' Małysa]



"Niestety większość opowiadań zawartych w zbiorze autorstwa Hanny Fronczak określić można jako bezbarwne, a wyjątkiem jest jedynie Moja słodka Bettina, która jest dobrze napisana i na długo zapada w pamięć. Potem jest już tylko gorzej. Szczególnie mocno razi pewna niespójność fabularna – przez niemal całą powieść zastanawiałam się, gdzie jest klamra, która spajałaby wszystkie opowiadania w logiczną całość (…) Poszczególne utwory wydają się bardzo jednostajne, zamiast ciekawej i przemyślanej fabuły czytelnik otrzymuje mało zajmujące wewnętrzne monologi bohatera lub jego rozterki moralne na temat eksperymentów naukowych. Dobrym przykładem jest opowiadanie Wiosna w Starorzeczu, które z pozoru jest intrygującą historią o duchach, a tak naprawdę sprawia wrażenie iście telenowelowej opowiastki o problemach międzyludzkich; rozterki Bernharda von Rövershagena, poza wzrastającą irytacją, nie budzą w czytelniku większych emocji. Przede wszystkim drażnią liczne autoanalizy, które ciągle krążą wokół tego samego – wątpliwych uroków samotniczego życia, braku odpowiedniej towarzyszki życia dla wyżej wymienionego oraz dylematów moralnych."[Katarzyna 'Alchemist' Sałak]



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.