string(15) ""
» Blog » Recenzja nieobiektywna - Conan Barbarzyńca – reaktywacja
17-01-2012 01:00

Recenzja nieobiektywna - Conan Barbarzyńca – reaktywacja

W działach: Książki | Odsłony: 40


 Wydawało się, że wymyślona przeszło przed 80 – laty postać Barbarzyńcy umrze śmiercią naturalną, jak wiele postaci powstałych w tamtych czasach. Jednak, okazało się, ze nasz 80-latek ma się dobrze, jeśli nie powiedzieć świetnie, o czym świadczy choćby powstały niedawno film (być może nie ostatni). Za pewne chcąc wykorzystać wzrost zainteresowania postacią Barbarzyńcy, spowodowany owym filmem, wydawnictwo Rebis postanowiło ożywić postać Conana  na kartach książek. W ten sposób otrzymaliśmy  pierwszy z trzech zaplanowanych tomów o przygodach naszego Barbarzyńcy „Conan i pradawni bogowie”.

Autorem wszystkich zamieszczonych w tomie opowiadań jest Roberta E. Howarda, ojciec Conana. Można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z Conanem w stanie czystym, dodatkowo w nowym tłumaczeniu. Miłośniczką Conana nigdy nie byłam, przeczytałam, może dwa opowiadania. Przerażała mnie przede wszystkimi tytułu w stylu Conan coś tam. Jednak po przeczytaniu pierwszego tomu sytuacja ta uległa zmianie. Okazało się, ze nasz 80-letni bohater w stanie czystym, ma się całkiem dobrze jeśli nie świetnie. Nie ma wątpliwości, że książka ta pozostanie na półce.

Opowiadania wydawały się świeże, jakby zostały napisane wczoraj. Z bohaterem zwiedzamy różne zakątki Hyporbei. Bohater walczy z czarnoksiężnikami i innymi potwornymi stworami (wśród których dość często pojawiają się sporych rozmiarów węże), ratuje księżniczki, odwiedza różne tajemnicze miasta. Bywa złodziejem, piratem, najemnikiem, dowódcą armii, aż w końcu zostaje królem. Akcja toczy się szybko i zostaje nam zbyt wiele czasu na zadumę, Wszelkie problemy zostają z reguły rozwiązane za pomocą miecza, topora lub ostatecznie pięści. W końcu nasz bohater jest Barbarzyńcą i nie zawsze ma ochotę i cierpliwość na cywilizowane rozwiązywanie problemów. Nie znaczy to jednak, że jest pozbawiony wszelkiego rozumu, tępym zabijaką. Wręcz przeciwnie nasz Barbarzyńca, jest dość inteligentnym człowiekiem, kieruje się specyficznym poczuciem prawości, co w ostatecznym rozrachunku czyni z niego całkiem niezłego króla.

 Barbarzyństwo Conana jest w tym wypadku, pewnym stanem ducha, wyniesionym z wspólnoty pierwotnej, kierującej się prostymi, ale sprawiedliwymi prawami, nie wypatrzonymi przez cywilizację. Autor niewątpliwe zadawał sobie pytanie, czy cywilizacja jest czym tak naprawdę  czymś dobrym i czy nie pozbawiło ona części człowieczeństwa. Dużą zaleta bohatera Howarda, jest także fakt, ze nie ma on do uratowania żadnego świata przed grożącym mu  jakimś Straszny, Przedwiecznym Złem i nie ugania  się też po kontynentach za jakimś magicznym artefaktem. Jeśli walczy z czarnoksiężnikami, to dlatego, że zbiegiem okoliczność stanęli na jego drodze. Jeśli ratuje jakieś królestwo, to dla tego, że jest jego królem, lub czerpie z tego wszelakie korzyści.

We wszystkich opowiadaniach Conan jest postacią pierwszoplanową, reszta bohaterów stanowi, dla Barbarzyńcy jest tłem, choć czasami pojawiają się interesujące postacie, jak choćby bohaterka opowiadania „Królowa Czarnego Wybrzeża”. Duża część z nich to wieszające się na szyi Conana piękności, co świadczy ewidentnie, że stan barbarzyństwa, jest niezwykle dla kobiet atrakcyjny. Panie te, pochodzące z często z wyższych sfer społecznych, to z reguły tak zwane „damy w opałach” wymagające udzielenia im pomocy w trybie nagłym. Ogólnie rzecz biorąc kobiece bohaterki są przedstawienie w dość schematyczny sposób, poza drobnymi wyjątkami. Nie są jednak, tak irytujące, jak potrafią być bohaterki w niektórych powieściach fantasy.

 Na koniec warto dodać, że postać Conana  była jedną z tych, które zapoczątkował powstanie specyficznej odmiany fantasy określanej jako heroic. Współcześni bohaterowie fantasy często są więc, synami, kuzynami lub pociotkami naszego Barbarzyńcy.

 

 Conan i starożytni bogowie

 Dom Wydawniczy Rebis

 Poznań, 2011

 

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+6
specyficznej odmiany znanej jako sword & sorcery też. W przeciwieństwie do High Fantasy posttolkienowskiego, w którym heroica jest dużo więcej. :)
Polecanka, bo Conana zawsze polecę, to jest fantasy dla facetów, nie te babskie elfy Tolkiena :)
17-01-2012 01:07
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2
"Przerażała mnie przede wszystkimi tytułu", "Hyporbei"? Polecanka za Conana jest, ale korekta tekstu wskazana - w trybie równie nagłym co pomoc niesiona przez Cymmeryjczyka damom w opałach.
17-01-2012 02:11
Indoctrine
   
Ocena:
0
Conan Howarda - klasyka :) Niestety późniejsi autorzy, zrobili straszne spustoszenie.

Podoba mi się jednak jak sprawnie w klimaty Mitów Cthulhu wpisano Erę Hyboryjską (Lumley i autorzy Illuminatus!).
17-01-2012 07:34
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
E, Indoctrine, to nie wiedziałeś że Howard i Lovecraft to kumple byli i sie nawzajem inspirowali? Oraz zrzynali z Madame Blavatsky, Crowleya i paru innych mistykow?
17-01-2012 09:34
Indoctrine
   
Ocena:
0
@Zigzak

Zdaję sobie sprawę z takich elementów, tylko właśnie zaznaczyłem, że sprawnie to się razem zazębia :)

A niektórzy autorzy potrafili bardzo sprawnie unfluencje zapodać w swoich dziełach.
17-01-2012 09:54
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No, Słowacki z Mickiewiczem też się fajnie zazębia:)

To taka oczywista oczywistość trochę.
Światologia Lovecrafta/Howarda zainspirowała cały tabun poetów, pisarzy, artystów - nie dziwne ze się do niej odwołują (ten twój Lumley, choć to grafoman). Clive Barker (Undying) jest również postlovecraftowski. A czasem nawet King.
17-01-2012 10:34
Indoctrine
   
Ocena:
+1
Lumley grafomanem? No wiesz co...
Warsztatowo taki sobie, ale historie ciekawe :) Szczególnie Nekroskop (przebrnąłem przez wszystkie tomy!).
Akurat te inspirowane Lovercraftem są średnie, przyznam.
17-01-2012 11:02
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Szczególnie Nekroskop. Zwłaszcza późniejsze tomy, te z wampirami
17-01-2012 11:15
earl
   
Ocena:
+1
Przeczytałem 4 tomy "Nekroskopu" i najlepszym dla mnie był ten z Rosjaninem Wiockim, który dostał się do krainy wampirów.
17-01-2012 11:28
Indoctrine
   
Ocena:
0
W każdym były jakieś wampiry :<
Tylko na początku było ich mało, a potem wiadomo..
Mnie się podobała jednak koncepcja mniej mistyczna a bardziej właśnie taka Cthulhowa. Pasożyt, symbiont, sprawy kosmiczne, inne wymiary itp.
17-01-2012 11:33
Grom
   
Ocena:
0
Osobiście do wydania Rebisowego podchodzę trochę niechętnie. O ile zdecydowanie popieram ideę ponownego rzucenia Conana na nasz rynek, o tyle ograniczenie się tylko do prozy czysto Howardowskiej uważam za zbyt drastyczne.
Dużo lepiej w moim przekonaniu poradził sobie Pik/Art/Amber ze swoimi czarnymi tomami 1-10, w których zebrali i wszystkie oryginały Roberta, ale też historie napisane przez jego dwóch głównych kontynuatorów Cartera i deCampa.
I choć wiele osób może się krzywić, że "to już nie to", to niestety wiele historii o Conanie, uznawanych za rdzenne zostało dokończonych lub wręcz napisanych przez nich. Za najlepszy przykład podam tutaj "Spotkanie w Krypcie", historię o młodym Conanie znajdującym miecz przy mumii nie-do-końca zmarłego władcy. Historia ta, do której nawiązania mamy w komiksach (genialne zilustrowanie jej w jednym, wydanym także u nas komiksie Marvela), filmie z Arnoldem (scena znalezienia miecza atlantydów), serialu z Rolfem czy serialu animowanym.
A historia ta jest właśnie pióra kontynuatorów.
Również ostatni chronologicznie tekst Howarda o Conanie będącym już królem Akwiloni i mężem Zenobii, u nas wydana pod tytułem Conan Mściciel (tom 10), ukazała się tylko dzięki wysiłkowi obu panów.
Dlatego, moja rada jest taka, aby przemóc się i nie oceniać książki po tytule, bo wiele, naprawdę wiele z tych 72 wydanych u nas tomów jest niezłych a kilka naprawdę dobrych zaś parę to prawdziwe klejnoty.
17-01-2012 18:17

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.