» Recenzje » Ragnarok 1940. Tom 1 - Marcin Mortka

Ragnarok 1940. Tom 1 - Marcin Mortka


wersja do druku

Na brodę Odyna!

Autor: Redakcja: Adam 'Aki' Kasprzak

Ragnarok 1940. Tom 1 - Marcin Mortka
Po tę książkę sięgnąłem w ramach poszerzenia swojej wiedzy z zakresu mitologii skandynawskiej, którą od niedawna się interesuję. I jeżeli o to chodzi, to można powiedzieć, że się zawiodłem. Powieść nie dostarczyła wielu nowych informacji, lecz bazowała na tych, które już znałem. W praktyce oznacza to tyle, że bez lektury kompendium z zakresu kultury ludów skandynawskich, nie byłbym w stanie przyswoić do końca ogromnej dawki nawiązań i zwrotów, pojawiających się na stronach tego dzieła. Bo chociaż w wielu przypadkach pomagały wyjaśniające co nieco przypisy, to niekiedy czytelnik pozostawiany był sam sobie. Najczęściej miało to miejsce w przypadku powiedzeń, jak na przykład: "Na jad Lokiego!" czy nazw własnych, jak chociażby śmigłowce fafnir (nie każdy zna legendę nordyckiego boga kłamstwa, ani też historię smoka Fafnira).

Chciałbym tym wstępem uzmysłowić ewentualnym przyszłym czytelnikom, że powieść dużo lepiej czyta się, mając jakiekolwiek podstawowe wiadomości z zakresu mitologii germańskiej. A to dlatego, że choć akcja Ragnaroku 1940 rozgrywa się w dwudziestym wieku, autor – z wykształcenia skandynawista – stworzył historię głęboko zakorzenioną w realiach kultury skandynawskiej i zadbał o to, aby w jak największym stopniu oddać w niej idee świata Wikingów.

Zawarta w tej powieści historia alternatywna urzeka nie tylko samym pomysłem (państwa skandynawskie jako gospodarczy i militarny przodownik wśród krajów europejskich), ale przede wszystkim pieczołowitością wykończenia. Kultura, polityka, ekonomia, a nawet przemysł zbrojeniowy – w żadnej z tych stref autor nie poszedł na łatwiznę, reorganizując je tak, aby kierunek ich rozwoju w jak największym stopniu odzwierciedlał prawdopodobny tok wydarzeń (interwencja podczas Wielkiej Wojny, stłumienie ruchu komunistycznego w Rosji, a nawet trendy w światowej sztuce). Dzięki temu, podczas lektury nieodmiennie towarzyszyło mi przeświadczenie, że mam w rękach dzieło przemyślane i kompletne

Co więcej, autorowi udało się zainteresować mnie literaturą szpiegowsko - przygodową, mimo że do tej pory od niej stroniłem. Opisywane przez niego perypetie brytyjskiego dziennikarza, Jeremy’ego Baldwina, naszpikowane intrygami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji, dostarczają rozrywki na długie godziny. Dodatkowo, bardzo łatwo identyfikować się nam z głównym bohaterem, który tak naprawdę nie posiada praktycznie żadnych cech charakterystycznych dla klasycznego herosa. Bardzo często doświadcza strachu, jeszcze częściej obrywa po głowie, a do przodu pcha go jedynie dziennikarska ciekawość. Dzięki temu, że jest to opowieść o zwykłym człowieku staje się bliższa czytelnikowi.

Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, iż jest to historia bardzo dobrze opowiedziana. Wraz z Baldwinem przemierzamy palone słońcem piaski Afryki, odwiedzamy deszczowy Londyn oraz pełną napięcia, okupowaną przez Anglików Irlandię, a Marcin Mortka zadbał o to, abyśmy ani przez chwilę się nie nudzili. Terroryści, szpiedzy, żołnierze i politycy, a pośród nich – niczym targany wiatrem liść – nasz bohater.

Ragnarok 1940 to wyśmienita powieść, której do ideału zabrakło naprawdę niewiele (mimo wielu zalet nie ma w sobie tego czegoś, co sprawia, że książka staje się dziełem wyjątkowym). Mnóstwo akcji, okraszonej doskonale dopracowaną wizją historii alternatywnej może przekonać do siebie każdego, nawet jeżeli wcześniej nie było się zwolennikiem tego typu literatury. Prościej mówiąc, nawet jeżeli nie przepadacie za historiami z wojną w tle, a mitologia skandynawska ani trochę was nie pociąga, i tak zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę, bo to po prostu cholernie dobra powieść jest.

A sam już zacieram ręce na tom drugi!
9.0
Ocena recenzenta
6.43
Ocena użytkowników
Średnia z 14 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Ragnarok 1940
Tom: 1
Autor: Marcin Mortka
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 20 lipca 2007
Liczba stron: 408
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: Tryby fantazji
ISBN-13: 978-83-60505-60-8
Cena: 27,99 zł



Czytaj również

Projekt Mefisto
Nie taki diabeł straszny
- recenzja
Miecz i kwiaty
- fragment
Wojna runów
O jedną śmierć za dużo
- recenzja
Świt po bitwie
Dwadzieścia lat później
- recenzja
Ostatnia saga
Zmierzch Bogów
- recenzja

Komentarze


Ezechiel
   
Ocena:
0
Krytykowanie recenzji Malakha zaczyna być nużące. Ale ktoś to musi robić - bo fuszerka zasługuje na naganę.

"Po tę książkę sięgnąłem w ramach poszerzenia swojej wiedzy z zakresu mitologii skandynawskiej, którą od niedawna się interesuję. I jeżeli o to chodzi, to można powiedzieć, że się zawiodłem."

Ja rozumiem, że wstęp musi być. Ale jak chce się poszerzać wiedzę z zakresu mitologii to się nie sięga po powieść osadzoną w alternatywnej historii, tylko idzie się do najbliższej biblioteki naukowej.

Zabrakło mi:

1. Porównania z innymi książkami tego autora (trylogia Nordycka). Boję się, że M. Mortka może zacząć być wtórny - ile można miksować II WŚ i Nordycką mitologię.

2. Informacji o kompozycji książki - czy mamy normalne rozdziały czy tylko zlepek opowiadań (patrz Kłamca). Czy fabuła tworzy zwartą całość, czy potrzebuję do szczęścia drugiego tomu?

3. Informacji o stronie wydawniczej książki. Czy tekst czyta się wygodnie? Jak dużo jest literówek?

4. Porównań do innych książek tego gatunku. Bo ja lubię keidy recenzent zna się na książkach, które opisuje.

Za to dostałem trochę wad:

1. "Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, iż jest to historia bardzo dobrze opowiedziana."

Piękny ogólnik. Co to znaczy w/g Ciebie "dobrze opowiedziana" - mówisz o Mannie czy MacLeanie?

2."pełną napięcia, okupowaną przez Anglików Irlandię"

Dużego tego napięcia? Parę kilowoltów? Dwa wiaderka?

Zalety recenzji:

1. Pominąwszy kwiatki, nieźle się czyta.
2. Niezłe podsumowanie - z cyklu "Komu książka może się podobać". .
10-04-2008 14:58
~Garm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
O co chodzi z "historią wilka Fefnira"? Czy chodzi o pożerającego słońce podczas Ragnaroku wilka Fenrira, czy też o inne stworzenie? Słowo "Fefnir" etymologią wydaje się lepiej pasować do mitologicznych smoków niż do wilka.
10-04-2008 16:35
malakh
   
Ocena:
0
Ad Garm

Racja, jest błąd. Ma być smok (nie wiem czemu mi się zamotało o_O?). Zaraz do kogoś napiszę, żeby to zmienili.

Ad Ezechiel

Uh... po kolei.

Ale jak chce się poszerzać wiedzę z zakresu mitologii to się nie sięga po powieść osadzoną w alternatywnej historii, tylko idzie się do najbliższej biblioteki naukowej.

A dlaczego nie? Ja właśnie dlatego sięgnąłem po tę książkę (tak samo jak "Ruda sfora" wprowadziła mnie w mitologię Jakutów).
Powiem ci, że do biblioteki poszedłem, dwa "kompedia" przeczytałem, a trzecie było strasznie napisane. Postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i czegoś się dowiedzieć o menatalności Skandynawów (a to powieść Mortki pokazuje świetnie).

Porównania z innymi książkami tego autora (trylogia Nordycka)

Zdawało mi się, że z recenzji jasno wynika, że jest to pierwsza książka tego typu, po którą sięgnąłem. Wiem, że fajnie byłoby, gdyby wcześniej przeczytał tak z dziesięć innych książek szpiegowsko-przygodoweych, ale cóż... kiedyś trzeba zacząć, a ja właśnie to robię.

To chyba nic złego, że ktoś dopiero zaczyna "przygodę" z danym pisarzem? Mnóstwo osób tak robi. Po "Ragnarok..." nie sięgają wyłącznie fani Mortki, ale także czytelnicy, którzy dopiero wdrażają się w te klimaty. Ja jestem jednym z nich i tego punktu widzenia oceniam powieść.

Informacji o kompozycji książki - czy mamy normalne rozdziały czy tylko zlepek opowiadań (patrz Kłamca).

Moja odpowiedź:
Ragnarok 1940 to wyśmienita powieść.

To chyba wszystko wyjaśnia? "Kłamca" to zbiór opowiadań, "Ragnarok..." to powieść. Gdzie tu jest niedopowiedzenie? To tak, jakbyś zarzucał mi, że z recenzji nie wynika, czy książka ma skrzydała o_O Jeżeli piszę, że książka to powieść, to mam na myśli konkretną formę, nie?

Czy fabuła tworzy zwartą całość, czy potrzebuję do szczęścia drugiego tomu?

Hm...Tu ci przyznam rację. Nie zaznaczyłem tego, że pierwszy tom nie jest dziełem samodzielnym. Po prostu uznałem, że to oczywiste. Ja sam, jak tylko spostrzegłem książkę na sklepowej półce, skojarzyłem, że to część czegoś większego (chodzi o "Tom I", zaznaczone w tytule).

Czy tekst czyta się wygodnie? Jak dużo jest literówek?

Zdaje mi się, że już o to pytałeś, przy innej recenzji. Nie odpowiedziałem ci wtedy, że skoro nie piszę o literówkach, to ich nie ma?
Jeżeli nie, to robię to teraz.
Tego typu informację podaję, jeżeli książka czymś się wyróżnia (na plus, lub na minus), a jak jest przeciętnie, to nieraz pomijam, uznając, że nie wniesie to niczego niezbędnego do tekstu.

Porównań do innych książek tego gatunku. Bo ja lubię keidy recenzent zna się na książkach, które opisuje.

Odpowiedziałem wyżej. Ty lubisz, ale ja nie jestem w stanie dopasowywać się do twoich gustów, w sensie czytania tego co ty. Czytam, co czytam, i na tym się opieram w recenzjach. A jeżeli wydawnictwo nie zaznacza, że jest to książka przeznaczona wyłącznie dla "starych wyjadaczy" gatunku, to nie widzę przeszkód, żebym po nią sięgnął, a co za tym idzie - zrecenzował.

Piękny ogólnik. Co to znaczy w/g Ciebie "dobrze opowiedziana" - mówisz o Mannie czy MacLeanie?

A zwrotu dobrze opowiedziana nie tłumaczy dalszy ciąg akapitu? Chciałem w nim pokazać, że nudzić się nie można, co automatycznie sprawia, że powieść bardzo dobrze się czyta;]
Jak nie wyszło - przepraszam.

Dużego tego napięcia? Parę kilowoltów? Dwa wiaderka?

Ha, ha, ha. Turlam się ze śmiechu. Nie uważasz, że pytania tego typu sa poniżej godności członka redakcji Poltera?
A jeżeli naprawdę nie rozumiesz tego zwrotu, to poproś kogoś dorosłego - może ci wytłumaczą;]



10-04-2008 17:21
Ezechiel
   
Ocena:
0
"Zdawało mi się, że z recenzji jasno wynika, że jest to pierwsza książka tego typu, po którą sięgnąłem. Wiem, że fajnie byłoby, gdyby wcześniej przeczytał tak z dziesięć innych książek szpiegowsko-przygodoweych, ale cóż... kiedyś trzeba zacząć, a ja właśnie to robię."

Niektórzy nie zaczynają przygody z gatunkiem od pisania recenzji, tylko od poznania owego gatunku. Wiesz - tak robią na przykład dziennikarze turystyczni, samochodowi czy sportowi.

"To chyba wszystko wyjaśnia? "

Bynajmniej. Bo nadal nie wiem jak wygląda kompozycja fabuły.

"Po prostu uznałem, że to oczywiste. Ja sam, jak tylko spostrzegłem książkę na sklepowej półce, skojarzyłem, że to część czegoś większego (chodzi o "Tom I", zaznaczone w tytule)."

A słyszałeś o Księdze Całości Kresa? Albo o setce innych cykli "rozłącznych". Dla mnie nierozdzielność tomów nie jest aksjomatem, ani wartością domyślną.

"Tego typu informację podaję, jeżeli książka czymś się wyróżnia (na plus, lub na minus), a jak jest przeciętnie, to nieraz pomijam, uznając, że nie wniesie to niczego niezbędnego do tekstu."

A Czytelnik ma się tego domyślać, ewentualnie pamiętać Twój komentarz odnośnie jakiejś tam recenzji? Brak informacji o stronie językowej książki to dla mnie wada, bo nie lubię literówek.

"A zwrotu dobrze opowiedziana nie tłumaczy dalszy ciąg akapitu? Chciałem w nim pokazać, że nudzić się nie można, co automatycznie sprawia, że powieść bardzo dobrze się czyta;]"

Tłumaczy "idem per idem". I wcale automatycznie nie sprawia.

"Ha, ha, ha. Turlam się ze śmiechu. Nie uważasz, że pytania tego typu sa poniżej godności członka redakcji Poltera?
A jeżeli naprawdę nie rozumiesz tego zwrotu, to poproś kogoś dorosłego - może ci wytłumaczą;]"

Zabawy ad personam sobie daruję.

Zwrócę Ci tylko uwagę, że określenie "pełną napięcia, okupowaną przez Anglików Irlandię" pochodzi z języka potocznego.

"A dlaczego nie? Ja właśnie dlatego sięgnąłem po tę książkę (tak samo jak "Ruda sfora" wprowadziła mnie w mitologię Jakutów)."

Bo fikcja (wraz z nalotem licentia poetica) nie jest najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy.

"Postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i czegoś się dowiedzieć o menatalności Skandynawów "

Wnioskujesz o mentalności kilku milionów ludzi na podstawie fantastycznej historii alternatywnej?

"Po "Ragnarok..." nie sięgają wyłącznie fani Mortki, ale także czytelnicy, którzy dopiero wdrażają się w te klimaty. Ja jestem jednym z nich i tego punktu widzenia oceniam powieść."

No i z tego powodu Twoja ocena jest dla mnie mało wartościowa. Bo nie ma w niej szerszego spojrzenia, przez pryzmat gatunku lub innych znanych Ci książek. A początkujący fan nie dowie się po co jeszcze warto sięgnąć, bo nie ma porównań.

Jest tylko spojrzenie "laika", a i to mało wnikliwe.
10-04-2008 18:58
malakh
   
Ocena:
0
No i z tego powodu Twoja ocena jest dla mnie mało wartościowa.

Wyjaśnijmy coś sobie. Twoje zdanie też mi tak szczerze lata koło nosa, odkąd to pokazałeś mi jak pisać recenzje na przykładzie "Za króla..." (co ci zarzucałem, pamiętasz?). Dlatego, jeżeli starasz się zgrywać wielkiego eksperta to sobie
daruj, bo na mniej wrażenia nie robisz.

Bo nie ma w niej szerszego spojrzenia, przez pryzmat gatunku lub innych znanych Ci książek.

Powiedział "wielki recenzent", który wziął się za ocenianie "Ziemi bez radości" Nika Pierumowa, nawet nie wiedząc, że to trzeci tom trylogii. Nie kadź mi więc tu przygotowaniem do oceny, bo według tej miary twój tekst powinien trafić do kosza.
A podstawę książkową mam - pozycje z zakresu opracowań kultury skandynawskiej;]

Bynajmniej. Bo nadal nie wiem jak wygląda kompozycja fabuły

Gdyby to był zbiór opowiadań, napisałbym, ze to zbiór opowiadan, a nie powiesć. Czego nie rozumiesz?

A słyszałeś o Księdze Całości Kresa? Albo o setce innych cykli "rozłącznych". Dla mnie nierozdzielność tomów nie jest aksjomatem, ani wartością domyślną.

Dziwny jesteś, wiesz? Przecież przyznałem ci rację, że pominąłem tę informację i napisałem dlaczego. O co ci chodzi? Lubisz flejmy, czy po prostu ci się nudzi?

Brak informacji o stronie językowej książki to dla mnie wada, bo nie lubię literówek.

Nie napisałem też, że w okładce nie ma dziur. Czy to znaczy, że czytelnik ma się tego domyślać, wątpić? Już ci tłumaczyłem - to jest informacja, którą podaje się, gdy jest na minus. Tak samo jak napisanie, że np brakuje kilku stron, numeracja rozdziałów się nie zgadza. Gdy wszystko jest "ok", to można to pominąć.
A domyślić się można, że skoro recenzent na to nie narzekał, znaczy, że wszystko gra.

Tłumaczy "idem per idem". I wcale automatycznie nie sprawia.


Nie zrozumiałeś mnie. Nie pierwszy, zapewne i nie ostatni raz. Skoro korektor nie miał tu uwag, znaczy, że on zrozumiał, więc uważam, że wszystko gra.

Bo fikcja (wraz z nalotem licentia poetica) nie jest najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy.

Fikcją są wydarzenia, a nie kulturalna podstawa. W końcu Mortka to skandynawista, więc, tak, mam prawo sądzić, że zawarte w powieści informacje są wiarygodne.
Po raz kolejny odsyłam cię do "Rudej sfory".

Wnioskujesz o mentalności kilku milionów ludzi na podstawie fantastycznej historii alternatywnej?

Twoim argumentem jest "historia alternatywna", a moim autor skandynawista. Tak więc mam prawo sądzić, że wykreowani przez niego Skandynawowie to nie przypadkowe postacie, a bohaterowie tworzeni przy pomocy wiedzy, jaką pisarz posiada. Są reprezentatywni dla danej kultury (wnioskuję na podstawie lektur z zakresu kultury skandynawskiej).
To, że coś jest fikcją literacką nie znaczy, że w 100% jest zmyślone. Często zdarza się, że pisarze posiłkują się faktami.


Zabawy ad personam sobie daruję.


A ja mam nieodparte wrażenie, że twoje komentarze są w całości "zabawą ad personam". Skąd takie wnioski? Ot, chociażby głupi komentarz względem napięcia w Irlandii, a także fakt, iż jakoś przy recenzji buknisa nie zadawałeś pytań typu: "To powieść, czy zbiór opowiadań?", ani nie marudziłeś, że nie pisał, czy są literówki.
Dlaczego?
Bo prowadzisz sobie prywatną krucjatę.

I robisz się pod tym względem nudny.
10-04-2008 19:41
Ezechiel
   
Ocena:
0
"Powiedział "wielki recenzent", który wziął się za ocenianie "Ziemi bez radości" Nika Pierumowa, nawet nie wiedząc, że to trzeci tom trylogii. Nie kadź mi więc tu przygotowaniem do oceny, bo według tej miary twój tekst powinien trafić do kosza."

Bynajmniej. Oceniałem na tle gatunku, a nie na tle serii.

"Gdyby to był zbiór opowiadań, napisałbym, ze to zbiór opowiadan, a nie powiesć. Czego nie rozumiesz?"

Polecam sprawdzenie definicji słowa kompozycja.

"Gdy wszystko jest "ok", to można to pominąć."

Według Ciebie. Według mnie - i kilku innych czytelników to mankament recenzji.

"A ja mam nieodparte wrażenie, że twoje komentarze są w całości "zabawą ad personam". Skąd takie wnioski?"

W żadnym z powyższych komentarzy nie atakowałem Twojej osoby. Krytykuję Twoje recenzje mocniej niż Bukinsa bo:

a) Są słabsze.
b) Malakh jest redaktorem książek, a Bukins SW. Od Malakha wymagam więcej.
11-04-2008 09:47
malakh
   
Ocena:
0
Problem polega na tym, że ty, Ezechielu masz swoją wizję recenzji i tego, co w niej ma być, a co nie, a ja mam swoją.

I najwyraźniej te wizję się różnią.

A że autorytetem żadnym dla mnie nie jesteś, sorry, ale nie widzę powodu, dla którego mam się podporządkowywać twoim gustom.

Na resztę pytań już odpowiedziałem, powtarzać się zamiaru nie mam.
11-04-2008 14:29
SolFar
    Recenzji nie czytałem...
Ocena:
+1
ale komentarze są wyborne :)
11-04-2008 15:37
18

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Taka sobie ta recenzja. Dałoby się ją podsumować dwoma zdaniami: "To dobrze napisana powieść kryminalno-szpiegowska, osadzona w alternatywnej rzeczywistości, gdzie pierwsze skrzypce grają mieszkańcy Skandynawii. Podobała mi się".

Podejrzewam, że równie wiele informacji uzyskałbym z blurba. Ogólnie, Ezechiel +1.
11-04-2008 15:41
Ezechiel
   
Ocena:
0
"A że autorytetem żadnym dla mnie nie jesteś, sorry, ale nie widzę powodu, dla którego mam się podporządkowywać twoim gustom."

Kilku innych Czytelników również zwracało Ci uwagę na brak strony technicznej. Oczywiście - nie musisz korzystać z niczyich uwag.

Pozdrawiam
11-04-2008 16:22
bukins
   
Ocena:
0
Krytykuję Twoje recenzje mocniej niż Bukinsa

Kiedykolwiek jakąś skrytykowałeś? ;)

Malakh jest redaktorem książek, a Bukins SW. Od Malakha wymagam więcej.

Z tego co się orientuję, to wszystkie moje recenzje ukazały się za czasów, gdy byłem pełnoprawnym redaktorem działu książkowego, natomiast to Malakh jest wciąż stałym współpracownikiem, right?
11-04-2008 16:39
Ezechiel
   
Ocena:
0
"Z tego co się orientuję, to wszystkie moje recenzje ukazały się za czasów, gdy byłem pełnoprawnym redaktorem działu książkowego, natomiast to Malakh jest wciąż stałym współpracownikiem, right?"

Masz rację - źle mi się wydawało - w takim wypadku zostaje powód: "Bo Malakh wali więcej baboli w recenzjach książek, które mnie interesują".

Nie wykluczam też nieszlachetnych motywów osobistych.

Bo osobiście nie lubię fuszerki.

Ad Bukins.

Krytykowanie Twoich recenzji nie ma sensu. Ty poprawisz styl, a ja stracę rozrywkę. Z recenzjami Malakha mi (jak widać) to nie grozi

Pozdrawiam
11-04-2008 17:34
Ysabell
   
Ocena:
+1
SolFar +1

Chociaż Panowie stają się już trochę przewidywalni... Ale i ta są słodcy. :D

P,MSPANC.
11-04-2008 18:27
malakh
   
Ocena:
0
Ezechielu, ja naprawdę nie mam zamiaru pisać do ciebie próśb o radę, przy okazji pisania każdej recenzji.

Dla mnie liczy się zdanie korektora, który może mi wskazać, co jest niejasne, co należy poprawić, co dodać, a co wyrzucić. Pod niego mogę się podporządkować, bo jest to pierwszy odbiorca mojego tekstu.

Z recenzjami Malakha mi (jak widać) to nie grozi

A pamiętasz swoją reakcję, gdy wypunktowałem ci wady twojej recenzji "Za króla.."?
Zadałem konkretne pytania, ty odpowiedziałeś raz, a gdy poprosiłem o doprecyzowanie, to się sfochałeś i nie tyle.

I ty komukolwiek przyganiasz, że się ciebie nie słucha?

A, przepraszam, autorytetem jesteś bo...? Wypisujesz słowa typu: "fuszerka", a tak naprawdę wszystko opiera się na jednym - tobie się coś nie podoba.

A to wystarczy mi za całe uzasadnienie kierującej toba potrzeby krytyki:
Nie wykluczam też nieszlachetnych motywów osobistych
11-04-2008 22:01
Ezechiel
   
Ocena:
0
"A pamiętasz swoją reakcję, gdy wypunktowałem ci wady twojej recenzji "Za króla.."?
Zadałem konkretne pytania, ty odpowiedziałeś raz, a gdy poprosiłem o doprecyzowanie, to się sfochałeś i nie tyle."

Proszę Cię - nie przeinaczaj faktów. Miałeś kilka uwag co do układu tekstu - ja się z nimi nie zgodziłem. Doszliśmy do punktu, w którym nie było o czym gadać - bo mamy inne wizje recenzji.

Skończyłem dyskusję, bo uznałem ją za bezprzedmiotową. Przedtem zapytałem Teaver i Ysabell o błędy w kompozycji recenzji. Żadna z nich nie potwierdziła Twoich uwag - tym niemniej je zapamiętałem, bo w następnych recenzjach było już mniej wypunktowań.

"Wypisujesz słowa typu: "fuszerka", a tak naprawdę wszystko opiera się na jednym - tobie się coś nie podoba."

Nie znam lepszego kryterium oceny tekstu.

Merytorycznie o książce ani recenzji z Tobą nie pogadam - bo MacLeana nie znasz, Clancy'ego, Grishama, Folleta i Le Carre'a chyba też nie.

Do klasyki kryminału (starszego brata powieści szpiegowskiej) też nie mam odniesienia - nie wiem czy występuje irytujące deus ex machina znane z powieści Christie czy Conan-Doyla.

A może chociaż dowiem się, że Ragnarok korzysta z popularnego motywu mieszania wojny z mitologią skandynawską (patrz "Wilcza zamieć" Grzędowicza)? A może o związkach z "trylogią Nordycką" się dowiem? A może o innych historiach alternatywnych?

Warsztatowo też nie pogadamy: Według Ciebie informacja "Ranarok 1940 to doskonała powieść. Jest doskonale opowiedziana " wyczerpuje problematykę kompozycji i języka.

Podsumowując:

Ty uważasz, że recenzent może pisać o gatunku, który dopiero poznaje - dla mnie to niedopuszczalne.

Ty uważasz, że odniesienia do popkultury nie są potrzebne - ja wprost przeciwnie. < vide Twoje komentarze do "Za króla">

Ty uważasz, że pewne rzeczy są dla Czytelnika oczywiste, więc nie trzeba o nich pisać (strona techniczna książki) - ja uważam, że trzeba pisać analitycznie i dokładnie.

Nie jestem sam w swoich uwagach. Podobne mieli do Ciebie: ShadEnc, Ra-V, Nina, Kizoku i Ysabell. Dziwnym trafem - Twoje recenzje krytykuje więcej ludzi niż moje.

"Nie wykluczam też nieszlachetnych motywów osobistych"

Wiesz - w skrócie - wstyd mi, że piszemy do tego samego serwisu (Nie bardzo mam jak to zmienić - bo profile innych vortali planszówkowych mi nie odpowiadają).

Ponieważ nie da się z tym nic zrobić - trzeba z tym żyć.

Pozdrawiam serdecznie.
12-04-2008 00:58
malakh
   
Ocena:
0
Doszliśmy do punktu, w którym nie było o czym gadać - bo mamy inne wizje recenzji.

To "doszliśmy" polegało na tym, że ja miałem kolejne pytania, a ty po prostu to olałaś i nie raczyłeś odpowiedzieć.

Ponieważ nie da się z tym nic zrobić - trzeba z tym żyć.

Da się coś z tym zrobić. I się zrobi.
12-04-2008 11:16
Ysabell
   
Ocena:
0
Przeczytałam recenzję uważnie raz jeszcze i mam kilka pytań, malakhu (czy Twój nick się odmienia...?). Żeby nie zwiększać zadrażnień pominę kwestię podniesione przez Eziego.

1. Czy w "Ragnaroku..." fantastyka obecna jest tylko w formie historii alternatywnej, czy może istoty mitologiczne mają jakiś wpływ na zwykłych ludzi?

2. Czy dobrze domyślam się, że akcja książki ma miejsce podczas drugiej wojny światowej w tamtym świecie? Wnioskuję o tym na podstawie tytułu, ale nie wiem czy słusznie.

3. O czym właściwie jest ta książka? Chociaż ze trzy zdania o tym, co robi główny bohater. Tak ogólnie...
12-04-2008 13:14
Ezechiel
   
Ocena:
0
OK - miałeś ostatnie słowo, nie chciało mi się z Tobą gadać bo zeszliśmy na poziom innych wizji recenzji.

Da się coś z tym zrobić. I się zrobi.

"There can be only one?"
12-04-2008 13:19
malakh
   
Ocena:
0
1. Elementy fantastyczne są daaaleko w tle. W sumie, tylko na początku jesteśmy świadkami spotkania bogów nordyckich, którzy to - pod przewodnictwem Odyna - postanawiają, że ich narody powinny zawojować świat. I tyle. Dlatego skupiełm się na wizji historii alternatywnej.

2. ....akcja książki ma miejsce podczas drugiej wojny światowej w tamtym świecie? Wnioskuję o tym na podstawie tytułu...

Tak jak napisałem, to Skandynawowie stanowią militarną i gospodarczą elitę Europy. Po tytule nie trudno wywnioskować, że zamiast II WŚ mamy zgotowany przez sąsiadów z północy Ragnarok (w sensie wojny).

3. Opisywane przez niego perypetie brytyjskiego dziennikarza, Jeremy’ego Baldwina, naszpikowane intrygami [...] Wraz z Baldwinem przemierzamy palone słońcem piaski Afryki, odwiedzamy deszczowy Londyn oraz pełną napięcia, okupowaną przez Anglików Irlandię

O tym, ogólnie, jest ta książka. Baldwinem miota po co wazniejszych frontach światowych konfliktów (i salonach politycznych intryg), a we wszystko miesza się wątek szpiegowski: udało się zainteresować mnie literaturą szpiegowsko - przygodową
12-04-2008 13:35
Ysabell
   
Ocena:
0
Dziękuję. Jeśli pozwolisz jeszcze nurtuje mnie, czy skoro bogowie skandynawscy istnieją, to są wyznawani przez bohaterów? Czy może mamy jednak chrześcijaństwo? Czy może w Europie jest różnie?

Po tytule nie trudno wywnioskować, że zamiast II WŚ mamy zgotowany przez sąsiadów z północy Ragnarok (w sensie wojny).

Szczerze powiedziawszy - po tytule książki domyśliłam się raczej, że "Ragnarok" to inna nazwa IIWŚ, ale i tak dobrze, że wymyśliłam wojnę. ;-)

O tym, ogólnie, jest ta książka. Baldwinem miota po co wazniejszych frontach światowych konfliktów (i salonach politycznych intryg), a we wszystko miesza się wątek szpiegowski

Tak, tak - to przeczytałam. Chodziło mi raczej o trzy zdana w stylu - "Baldwin stara się dojść do tego, kto stoi za wprowadzeniem do użycia jakiegoś modelu broni [wstaw nazwę]. Śledztwo prowadzi go na szczyty władzy i odkrywa skorumpowanych urzędników. Oczywiście wzbudza to ich reakcję..." - wiem, głupi przykład, bo nie mam pojęcia o czym jest książka. Ale chcę pokazać o co chodziło w pytaniu...
12-04-2008 14:04

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.