» Biblioteka Jedynego » Księgi o Dominium » Ragada

Ragada


wersja do druku

Kraj poetów, morderców i szaleńców

Autor:
Ragada jest krajem artystów. Dziwisz się, pani? Oczywiście, wszak nie tego cię uczono. Ale to prawda, możesz mi wierzyć. Es Amran, Bryn Kemal, Astarsus, Beoryk... Malarz, poeta, muzyk i rzeźbiarz. Wszyscy pochodzili właśnie z Ragady, choć dziś ich nazwiska znane są jedynie nielicznym. Szkoda, gdyż każdy był geniuszem. Wielkie umysły, wielkie talenty.

Kimże jednak, jeśli nie artystą, może urodzić się człowiek w najpiękniejszym zakątku świata?! Wiem, baronowo, żeś nie wyświadczyła mej ojczyźnie zaszczytu i nigdy nie przekroczyłaś jej granic. Wiem. Jednak – wybacz mi śmiałość – zapewniam cię, że wschodnie wybrzeże Półwyspu Pazura to bodaj jedyne miejsce w Dominium, które nie musiało by się wstydzić, gdybyś raczyła je odwiedzić. Długo mógłbym opowiadać o poszarpanych klifach, wyrastających – można przysiąc! – wprost z morza, o klifach, które zdają się być przedłużeniem wzburzonego żywiołu. Musisz bowiem wiedzieć, że Morze Proroka nigdy nie jest spokojne, nawet podczas flauty bez trudu dostrzeżesz fale, usłyszysz niosący się z daleka szum wody i – Jedyny mi świadkiem – zatracisz się w nim bez reszty.

Atoli, Ragada to nie tylko morze, nie tylko te klify, o których marynarze mówią, że są pierwszymi katedrami świata! Rozejrzyj się, baronowo. Jesteśmy w parku, jednym z najpiękniejszych w Kindle. Przyjrzyj się trawie, oczku w głowie ogrodników – czyż bowiem nie polecono im uczynić z tutejszych trawników dzieła sztuki? Spójrz na drzewa, smukłe, olbrzymie, doglądane od chwili, w której maleńkie nasionko wypuściło kiełki. Wsłuchaj się w śpiew ptaków – tych zwykłych i egzotycznych, przywiezionych tu z dalekiej Santii, z Matry i Jedyny raczy wiedzieć skąd jeszcze. Pięknie tu. Jednak Ragada jest stokroć piękniejsza. Nie masz na świecie zieleni zieleńszej niż nasza, trawy bardziej soczystej, drzew, które, choć mniejsze niż te i może nie tak wypielęgnowane, dobitniej świadczą o miłości, jaką ukochał Rodian Stwórca, dając im ziemię w posiadanie. Nie wierzysz?

Pozwól mi zatem towarzyszyć sobie do biblioteki. Nie będzie to łatwe, jednak tu, w sercu Cynazji, przysięgam odnaleźć dzieła największych synów Ragady, dzieła o tyle niezwykłe, że – przyznasz mi rację, poznawszy je – tworzone jakby nie przez ludzi, ale krainę, która ich wydała. Możesz nie dawać wiary moim słowom, trudno, ale słowom tych ksiąg się nie oprzesz! Zakosztujesz ich twórczości i z czasem przekonasz się, że choć nigdy tam nie byłaś, pokochałaś moją ojczyznę, jakbyś się w niej urodziła. Czasami wydaje mi się, że Jedyny wpisał Ragadę w serce każdego człowieka, by, nawet nieświadomie, była mu pociechą w trudnych chwilach...

Nie, nic mnie nie boli, baronowo. Skąd... Chodzi o łzę? To nic, stara rana o sobie przypomina...

Ale, dość już opowieści. Pójdźmy, czas na nas.

***

Powiem ci. Wiesz, że nie potrafię oprzeć się twoim naleganiom. Ale najpierw nalej mi, proszę, wina. Wcale nie wypiłem za dużo! Przestań mnie ciągle strofować! Wybacz, pani, nie powinienem był się unosić. Zrozum jednak, że są rzeczy... Są wspomnienia, których za nic nie potrafię wymazać z pamięci, a Jedyny mi świadkiem, że niczego tak bardzo nie pragnę. Są też... Nawyki, z którymi nie potrafię walczyć. Dlatego jeśli mam skończyć opowieść, nalej mi wina. Dziękuję.

Poznałaś już Ragadę, o jakiej świat nie wie, a jeśli nawet wie – nie ma odwagi się o nią upomnieć. A teraz... Teraz powiem ci, czym uczyniliśmy Ragadę my, dzieci tej ziemi. Gdybyś odwiedziła kiedyś Agarię i zechciała wsłuchać się w rozmowy zwykłych żołnierzy, tego wielonarodowego motłochu, jakiego pełno w pobliżu frontu, usłyszałabyś zapewne, że Pogranicze to piekło na ziemi. Cóż jednak mogą ci ludzie wiedzieć o prawdziwym piekle? Agaria, a wraz z nią całe Dominium, toczy wojnę, jakich pełno w każdym zakątku świata. Zwykła to rzecz dla żołnierza, zabijać żołdaków wroga. Cóż jednak czynić, kiedy wrogiem okazuje się twój brat? Ojciec? Matka? Mąż, żona, syn, córka? Zapytaj o to Agaryjczyka. Nie odpowie. Spuści oczy i odejdzie. Wiem, bom nie raz zadawał im to pytanie.

Nie, Agaria nie jest piekłem. Ni Kara. Uwierz mym słowom, pani. Jest tylko jedna kraina, w której dzieci występują przeciwko rodzicom, tylko jeden zakątek świata dzień w dzień spływający ludzką krwią – Ragada.

Od przeszło sześćdziesięciu lat moją ojczyznę trawi wojna. Wojna straszna, bo bezpardonowa, okrutna i nastawiona na całkowite wyniszczenie przeciwnika. Nie ma w niej linii frontu, nie ma błyskotliwych dowódców, oblężeń twierdz. W Ragadzie każde miasto jest frontem, a byle szlachetka, byle szewc – generałem. Tutaj członkowie obu zwaśnionych stronnictw mieszkają przy tych samych ulicach, ba! – nierzadko w tych samych kamienicach!

Zapytasz: po co to wszystko? Nie wiem. Gdybyś poświęciła nieco czasu lekturze dzieł historycznych, przeczytałabyś o królu, któremu nie w smak były rosnące majątki i wpływy magnatów. O przyjaźni i lojalności, które kazały najpotężniejszemu władcy w całym Dominium wyrzec się swych obowiązków, by pospieszyć z pomocą dawnemu towarzyszowi. Przeczytałabyś wiele wzniosłych słów, wiele błyskotliwych wniosków wysnuwanych przez myślicieli i kronikarzy. Lecz dalej nie miałabyś pojęcia, czym tak naprawdę jest tragedia Ragady.

W mojej ojczyźnie nikt już nie czyta mądrych ksiąg. Piękne słowa i delikatne melodie dawno już przebrzmiały. Spalono genialne obrazy, roztrzaskano rzeźby. Nie przestaliśmy jednak być artystami i z jednej dziedziny wciąż potrafimy czynić dzieło sztuki: nigdzie indziej na świecie nie zabija się tak, jak w Ragadzie.

Pobladłaś, pani? A przecież chciałaś znać prawdę! Daj mi tedy wina i słuchaj. Nawet naszą wojnę na początku toczyli żołnierze. Maszerujące oddziały przeszły kraj wzdłuż i wszerz, zdeptały kwiaty, wyrwały drzewa. Doszło nawet do kilku bitew, łąki spłynęły krwią. Jednak w pewnym momencie jakaś niewidzialna struna pękła. Może wydano o jeden rozkaz za dużo? Może niewłaściwą wieś puszczono z dymem? Może... To bez znaczenia. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Do walki poderwała się cała kraina. Wszyscy Ragadańczycy, bez względu na wiek i płeć chwycili za broń i zaczęli zabijać.

Naraz znikły wszelkie podziały społeczne: w obliczy śmierci chłop równy jest możnemu panu. Kiedy zdaliśmy sobie z tego sprawę, było już za późno, by cokolwiek przedsięwziąć. Nie było już czego ratować. Okazało się, że każdy Ragadańczyk opłakuje jakiegoś bliskiego, a żadne miasto nie oparło się pożodze.

Wyobraź sobie naród, który w jednej chwili traci wszystko: ukochaną ziemię, wiarę w bliźniego, w Jedynego, w króla, w miłość... Od tamtego dnia Ragada to chaos. Wojna przestała być wojną, a stałą się rzezią. Każdego ranka budzisz się tylko po to, żeby mordować. Wszystko jedno, kogo. To już nie ma znaczenia. A wiesz, baronowo, co jest najgorsze? Sceneria. Czytałaś zapewne groteski Van Gauche’a? Zatem być może zrozumiesz, co mam na myśli.

Nigdy nie byłaś w Aldare i niech tak zostanie. Niebezpieczne to miejsce dla kob... Dla każdego. Stolica jest grobowcem, mimo wszystko jednak – pięknym. Nie masz nigdzie indziej kamienic podobnych naszym: wielkich, przestronnych, misternie zdobionych. Na długo przed narodzinami Proroka mieszkali w nich Rodianie. Wierz mi, pani – to widać na każdym kroku. Człowiek stojąc pośrodku wielkiej sali balowej ma świadomość, że nie dla niego ją zbudowano. Możesz ozdobić ją cynazyjskimi kotarami, kordyjskimi żyrandolami czy meblami z Matry, a i tak będziesz tam jedynie gościem, nigdy domownikiem. Nigdy. W tym właśnie, spróbuj zrozumieć, tkwi urok Aldare – najpiękniejszego miasta świata. Miasta, które stało się areną zmagań szaleńców.

Imaginuj sobie szerokie na cztery wozy brukowane ulice, biegnące między olbrzymimi kamienicami. Jest noc, nie widać żadnych świateł. Powiesz: miasto śpi. Wtem słyszysz przerażający łomot. Czujesz powiew gorącego powietrza, smród prochu.

Dostrzegasz ogień buchający z okien pobliskiej rezydencji. Znów huk, znów zalewa cię fala gorąca. I nagle wszystko wokół ożywa. Ktoś krzyczy rozpaczliwie, gdzieś płacze dziecko. Z wąskiej uliczki wybiega kilka zamaskowanych postaci, które szybko biegną w stronę płonącej budowli. Druga grupa to jej mieszkańcy, ich sylwetki są wyraźne na tle pożaru. Ludzie spotykają się. Wciąż słyszysz wrzask, rozdzierający, nieludzki, podobny wilczemu skowytowi. Jednak poza nim panuje cisza. To bodaj jedyna cisza, którą można usłyszeć. Przysięgam, baronowo – to nie jest tylko gra słów. Ale wróćmy jeszcze na chwilę do ludzi: w ich dłoniach dostrzegasz błyszczące pożogą klingi rapierów, ostrza zakrzywionych noży. Ktoś dzierży widły, kto inny motykę. Wyobrażasz to sobie: motyka w środku miasta! Już wiesz, co się stanie, chcesz wołać pomocy, chcesz rzucić się na ratunek, jednak nie potrafisz się poruszyć ni wydać dźwięku. Tylko stoisz i patrzysz, bo nie jesteś Ragadanką.

Zapomnij o walce. Tutaj nikt nie walczy, mówiłem przecież. W Ragadzie się morduje. Szybko, sprawnie, skutecznie. Czujesz, jak coś ciepłego dotyka twoich stóp. Spoglądasz w dół. Stoisz po kostki w kałuży krwi. Przerażona? Przerażona będziesz dopiero w chwili, w której szalone oczy zwycięzców zwrócą się ku tobie... Pamiętasz jeszcze gdzie jesteś? Na środku szerokiej na cztery wozy ulicy Aldare, najpiękniejszego miasta na świecie. Miasta Rodian.

Daj mi, proszę, wina. Skończyło się? Zatem i ja kończę. Jeszcze tylko jedno: przestaliśmy być ludźmi, my, Ragadańczycy. Chcę, żebyś to wiedziała i nigdy już nie zaufała żadnemu z nas. Nigdy, baronowo, obiecaj mi! Wierzysz w swoją siłę? W intelekt, którym zadziwiasz całe Kindle? Wiem, wiem – wielu już zabiłaś, wielu pokonałaś, jednak zawsze było to schludne i czyste zabójstwo. Element gry. W Ragadzie nie zabija się ani czysto, ani schludnie. Pamiętaj o tym i postaraj się lepiej dobierać swoich współpracowników.

Nie, nie będziesz miała we mnie obrońcy. Już nie. Najdalej za dwa dni wyjeżdżam z Cynazji. Udam się na południe, do Gordu. Nic dziwnego, że nigdy o nim nie słyszałaś. Ale taki kraj istnieje, baronowo. I mam zamiar tam dotrzeć.

Dobrze pamiętasz, opuszczałem Ragadę już trzykrotnie, jednak zawsze wracałem i, o dziwo, zawsze przez Kindle. Moja ojczyzna uzależnia bardziej niż liście pajęczego ziela, które palisz każdego wieczoru. Ty też uzależniasz, baro... Renato. Ale tym razem już nie wrócę. Poznałaś mojego kompana, kawalera Fen Arden. Pamiętasz, co powiedziałaś mi tego dnia, w którym się spotkaliście? Byłaś przerażona. Zresztą, słusznie. To ragadański rancor. Człowiek, który nie ma już absolutnie nic do stracenia. Wiesz, że Fen Arden to niegdysiejsi doradcy samego króla Ragady? Teraz to bez znaczenia. Opłacam tego człowieka i póki mam dość pieniędzy, jest mi posłuszny jak pies. Będzie mi towarzyszył aż do Gordu. A gdybym po drodze zmienił zdanie, gdybym nagle zawrócił, chociażby do ciebie... Za sto kordinów w złocie Fen Arden zobowiązał się roztrzaskać mi głowę z pistoletu. Jest młody i szybki, nie mam z nim najmniejszych szans. I nawet nie znalazł w sobie dość godności, by poprosić o więcej...



Czytaj również

Na skalnej grani, czyli kilka słów o Bardanii
Kraj morskich potworów, snów i pięknych kobiet
Kraj rycerzy, honoru i historii
Kraj kłamstwa, spisków i balowych sukni
Kraj płonących krzyży, Inkwizycji i ciężkiej jazdy
Kraj wojny i braterstwa

Komentarze


Feniks
   
Ocena:
0
Świetny opis Ballis po nim spojrzałem na Regade nieco inaczej niż dotychczas. Naprawde wnosi w ten kraj życie i uczucie inne niż strach przed mordercami.
08-01-2005 19:41
Gruszczy
   
Ocena:
0
Bedzie krotko: fajne. Poza tym, ja uwielbiam Ragade.
08-01-2005 21:32
Nadiv
    fajne
Ocena:
0
;-)
09-01-2005 11:26
~morgonn

Użytkownik niezarejestrowany
    Świetne
Ocena:
0
Ballis naprawdę dobre, sugestywne, obrazowe, coż rzec godne nawat druku w podręczniku :)
09-01-2005 11:31
Joseppe
    Warto bylo ponarzekac na wersje alpha
Ocena:
0
zeby przeczytac cos takiego :)
09-01-2005 12:17
Ballis
    Dzięki
Ocena:
0
Dzięki za miłe słowa:) To bardzo miło z Waszej strony:)

Jo - warto było zastosować się do narzekań:)

Pozdrawiam,

B.
09-01-2005 12:46
Bleddyn
    Dobre :)
Ocena:
0
Miło się czyta.
09-01-2005 14:05
~Maestro

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Gratulacje Ballis, dobra robota!
10-01-2005 09:09
~M.M

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tekst jest genialny!
Godny zamieszczenia w nationbooku.
Gdy czytałem opis morderstwa faktycznie zdolałem zapomnieć, że stoję w Aldare- mieście Rodian.
Swietny pomysł, świetne wykonanie!
11-01-2005 13:19
darclan
    Po prostu brak mi słów...
Ocena:
0
... uczczę więc ten tekst minutą milczenia.
...............................

Tak trzymać Ballis!
11-01-2005 16:34
Eldred
    Dobre
Ocena:
0
A nawet więcej. To jest napradę bardzo dobre. Pdobało mi się, klimatyczne, ładnie napisane :D.
13-01-2005 22:23
~Hintori

Użytkownik niezarejestrowany
    Ragada
Ocena:
0
Niezły, klimatyczny opis. Trochę w stylu Kresa, czyli dokładnie w duchu Monastyru. Zwłaszcza zaskakująca koncówka przypadła mi szczególnie do gustu. Naprawde dobre:)
16-01-2005 16:32
Sting
   
Ocena:
0
Kawał dobrej roboty.
14-02-2005 19:27
   
Ocena:
0
Naprwde faine. Lubje Ragade i muślę
że tak właśnie jest że poza mordercami są ludzie kturzy kochają sztuke. Genialne.
16-02-2005 09:14
ymir
    Przydatne,
Ocena:
0
daje niezłe tło do działań mojej postaci rancora.
16-02-2005 21:21
Rak
   
Ocena:
0
Niezły klimat, miło się czyta. Ja tak nie prowadzę, ludzie nawet w piekle usiłują żyć normalnie, tak nawet w piekle nie "budzą się tylko po to, żeby mordować". Wiem, czepiam się. Plus za krótki aczkolwiek cikawy obrazek rancora. Renatka Sa Tuel?
22-02-2005 02:25
Ballis
   
Ocena:
0
Czepiactwo jest mile widziane, jeśli konstruktywne:) Prowadzić można różnie, zgadzam się, że nawet w piekle potrzebne jest piękno (żeby było co tracić?:)).
A Renata... Tak:)

Pozdrawiam,

B.
22-02-2005 08:58
Sting
    Dobre
Ocena:
0
Miło się czyta, dobrze oddaje klimat Ragady. Fajny pomysł z zastosowaniem podtytułu - czytający wie czego może się spodziewać.
02-03-2005 09:47
~bULK

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ukłon w Twoją stronę!!!Nie omieszkam zapoznać z tym tekstem członków mojej drużyny.
08-03-2005 14:11
Naya
   
Ocena:
0
Przepiękne.. bardzo sugestywne.. i brzmi naturalnie.. nawet czuć wino i namiętność w jego głosie.. poza tym od 'imaginuj' zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem i co się ze mną dzieje;)
Też się cieszę, że Józek ponarzekał i mogłam przeczytać tą perełkę
08-04-2005 22:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.