» Recenzje » RED

RED


wersja do druku

Emerytowane pistolety Hollywood

Autor: Redakcja: Martyna 'Saya' Urbańczyk

RED
Zachęcony zwiastunem, a w szczególności obsadą, poszedłem do kina, nastawiony na rozrywkowy "odmóżdżacz", czyli komedię sensacyjną z trzema emerytowanymi agentami CIA w roli głównej. W rolę byłych tajniaków wcieliła się śmietanka starych wyjadaczy Hollywood. Choć wiek owych panów, zliczony razem, daje nam liczbę przybliżoną do dwóch setek, najnowszym wspólnym filmem w reżyserii Roberta Schwentke udowadniają, że z całą pewnością nie można sobie z nich drwić. A nawet więcej - niejeden młodzian pozazdrościłby im sprawności fizycznej.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie czytałem komiksu, na podstawie którego powstał RED. Nie wiem więc, czy film wierny jest zeszytom Warrena Ellisa, czy historia opiera się na jakimkolwiek numerze tego tytułu, bądź czy scenariusz filmu tylko "bierze" z niego pomysł na bohaterów. Trzeba też przyznać, że nieznajomość pierwowzoru nie psuje w żaden sposób rozrywki. Opowieść o agentach-emerytach jest uniwersalna, nawet jeśli za podstawę posłużył jej ów komiks.

Wszystko zaczyna się od telefonicznych flirtów. Emerytowany agent CIA Frank (Bruce Willis) wydzwania do agentki ubezpieczeniowej, uskarżając się na ciągły brak wypłat od firmy. W rzeczywistości niszczy on wszystkie listy, a cała sprawa jest tylko pretekstem do regularnych rozmów z Sarą (Mary-Louise Parker), w której się podkochuje . Frank nie wie, że ktoś czyha na jego życie, ani że jest na podsłuchu. Co więcej, ci sami ludzie chcą także śmierci nieświadomej niczego Sary. Były agent będzie musiał uciec z domu, porwać swoją niedoszłą lubą i skontaktować się z dawnymi znajomymi z rządowej agendy w celu wyjaśnienia sytuacji, w której się znalazł.

Fabuła, jak to w filmach tego typu, jest umowna i nie o nią tu chodzi; ważniejsza jest szybka akcja i komediowy ładunek, jaki niesie ze sobą film. Dążeniom do tego celu nie można nic zarzucić, bowiem obraz ma w sobie wszystko, czego powinniśmy wymagać od produkcji tego typu - duże pokłady przedniej komedii i wciągającą, efektowną wizualnie akcję. Dawno tak dobrze nie bawiłem się w kinie. Znajdziemy tu sceny, które swoim absurdem potrafią nas rozśmieszyć, ale także momenty zaskoczenia, jakich nie zobaczymy w niejednej ”sensacyjnej” szmirze. Duża w tym zasługa świetnie dobranej obsady i talentu aktorskiego, którego nie brakuje nikomu spośród tych, których zobaczymy na ekranie. Choć scenariusz jest ważny, nie bawilibyśmy się tak dobrze, gdyby nie trójka starszych panów: Willis, Freeman i Malkovich. Tego trzeciego ostatnimi czasy rzadko można oglądać na dużym ekranie.

Jeśli, pomimo pochwał, dalej nie możecie znaleźć powodu, dla którego poszlibyście na ten film do kina, to ja wam go przedstawię: John Malkovich jako świr jest rozbrajający, a niektóre sceny z jego udziałem - bezcenne. Także reszta obsady wypada dobrze: Helen Mirren jako emerytowana zabójczyni czy Brian Cox, rosyjski agent uskarżający się na to, że już od dawna nikogo nie zabił. Tylko Mary-Louise Parker nie miała za dużo do zagrania, ale pasuje jak ulał do roli kobiety, której życie nagle diametralnie się zmienia. Brak pola do popisu w scenariuszu nadrabia minami. Kończąc wywód - aktorsko jest to majstersztyk.

O muzyce, tak samo jak o fabule, nie ma się co rozwodzić, ze względu na to, że nie zapada w pamięć. Ot, taka sobie ścieżka dźwiękowa, dobrze wpasowująca się jako tło dla akcji. Na zakończenie, ciekawostka: uważni widzowie mogą spostrzec w jednej ze scen rodzimą wódkę, którą w naszym kraju reklamował główny bohater filmu. Przypadek czy zabieg celowy?

Recenzując film, oceniam go zawsze przez pryzmat gatunku, jaki reprezentuje. Oznacza to, że jeśli jakiś horror dostał u mnie ósemkę, to w swojej grupie jest naprawdę "przedni". Jednocześnie może nie być aż tak zachwycający i pozostawiać po sobie sporo do życzenia. W takim przypadku ważne, żeby straszył, a reszta schodzi na drugi plan. Piszę o tym, ponieważ niektórych może dziwić tak wysoka ocena dla dzieła bez głębszego przekazu. Ale nie zawsze o to chodzi w kinie, i nie po to się ten film ogląda. Dlatego RED, w swojej klasie, stoi u mnie na najwyższej półce. Po wyjściu kina wiedziałem jedno, na pewno obejrzę ten film raz jeszcze. Gorąco polecam.
8.5
Ocena recenzenta
6.16
Ocena użytkowników
Średnia z 19 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: RED
Reżyseria: Robert Schwentke
Scenariusz: Erich Hoeber, Jon Hoeber
Muzyka: Christophe Beck
Zdjęcia: Florian Ballhaus
Obsada: Bruce Willis, Morgan Freeman, Mary-Louise Parker, John Malkovich, Helen Mirren, Karl Urban
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2010
Data premiery: 15 października 2010
Czas projekcji: 111 min.
Dystrybutor: Monolith



Czytaj również

RED
Raczej Emerytura, Dziadku
- recenzja
RED
Starość nie radość
- recenzja
Glass
Bohaterowie są wśród nas
- recenzja
Winchester. Dom duchów
Kto tu jest pacjentem?
- recenzja
Star Trek: W nieznane
Przygoda trwa dalej
- recenzja
Lucy
To nie miało tak wyglądać...
- recenzja

Komentarze


lucek
   
Ocena:
0
Malkovich genialnie gra swoją rolę "co by było gdyby Osbourne Cox z Burn After Reading był trochę innym gościem". Dla mnie bomba.

Komiks jest o wiele cięższy i mroczniejszy, film mnie zaskoczył swoją komediowością - co w żadnym wypadku nie jest wadą.


l.
02-12-2010 19:35
Umbra
   
Ocena:
0
Może wstyd się przyznać, nie wiem, ale pierwszy raz, przyznaję słyszę o tym tytule. Nie mogę go znaleźć na filmwebie, tym bardziej jestem ciekaw, co to za film? Kto kto zrobił, kiedy?

John Malkovich w ogóle jak dla mnie jest fenomenalnym aktorem, który jest obok Gary'ego Oldmana najbardziej niewykorzystywanym obecnie aktorem w hollywood i poza. Na stare lata mogliby pokazać jeszcze na co ich stać, niestety nie widać z nimi zbyt wielu produkcji.

Komiksu niestety, jak napisałem w recenzji, nie czytałem. Ale po filmie bardzo możliwe, że się za niego wezmę, tym bardziej, że zostało we mnie sporo fascynacji z młodości nad kartkami, na których oglądamy obrazki z dymkami ;)

Pozdro.
02-12-2010 23:26
New_One
   
Ocena:
0
Umbra, chcesz powiedzieć, że nie wiesz, co to Burn After Reading? Jeśli tak, to przyznaj od razu, że to tylko taki żart, taka podpucha... ;) O filmach braci Coen raczej trudno nie słyszeć. Można ich nie lubić, można ich nie oglądać, ale przecież nie da się przegapić szumu medialnego wokół ich obrazów. o.O
03-12-2010 13:15
Umbra
   
Ocena:
0
Damn! Proste że widziałem, nie skojarzyłem oryginalnego tytuły i zmylił mnie zwrot "co by było gdyby Osbourne Cox z Burn After Reading był trochę innym gościem". Kurde widziałem ten film trzy razy jak mogłem się tak poniżyć, schylam głowę i czekam na cięcie miecza bo na sepuku nie starcza honoru...:D
Film prze świetny i prze śmieszny, szczególnie Malkovich i Brad Pitt (scena z odnalezieniem cdka bombowa:P).
Postaram się poprawić i więcej nie grzeszyć :)
03-12-2010 14:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.