» Relacje » R-kon 2008

R-kon 2008


wersja do druku

Fandomowa magia Rzeszowa

Autor: Redakcja: Jarosław 'beacon' Kopeć

R-kon 2008
R-kon to jeden z bardziej rozpoznawalnych konwentów polskiej ściany wschodniej. Odbywa się rokrocznie w Rzeszowie, gromadząc głównie fandom rzeszowski, lubelski i krakowski. Tegoroczna edycja była szóstą z kolei i odbywała się pod hasłem "heroes of might and munchkin".

Dojazd i lokalizacja

Dojazd z Krakowa nie jest problemem – połączenie kolejowe nie pozostawia wiele do życzenia, w przeciwieństwie np. do trasy Lublin – Kraków. O podróży z dalszych zakątków Polski nie wspomnę, Rzeszów jest bowiem, jak wiadomo, miastem na krańcu świata. W latach ubiegłych konwent odbywał się w szkole przy ulicy Lwowskiej, jakieś piętnaście – dwadzieścia minut na piechotę do dworca, a więc kawałek od starego miasta (przynajmniej zgodnie z rzeszowskimi standardami). W tym roku organizatorzy zdecydowali się na zmianę konwentowej miejscówki i impreza odbyła się w gimnazjum nr 9 przy ul. Orzeszkowej 8a. Miało to swoje dobre i złe strony.

Plusem nowej lokalizacji była bliskość dworca – kwadrans zmienił się w pięć minut, a wyprawa na rzeszowską starówkę przestała być konwentowym wyczynem. Dzięki temu konwentową knajpą mógł być uroczy klub Underground, oblegany przez konwentowiczów w piątkowy i sobotni wieczór. Pewną niedogodnością była jednak nieobecność w najbliższej okolicy konwentu jakiegoś większego sklepu spożywczego, czy pizzerii (która była żelaznym punktem "programu" w latach ubiegłych).

Lokal i orgowie

Szkoła konwentowa sprawdziła się idealnie. Nie była ani za mała, ani za duża, miejsce do spania znalazło się dla wszystkich, nawet mimo nieco wyższej niż w latach ubiegłych frekwencji. Szkolny bufecik działał bez zarzutu, a toalety były zupełnie czyste (choć może pod koniec konwentu czasami brakowało papieru toaletowego).

Świetnym patentem okazały się być drzwi do sal prelekcyjnych. Otóż wspomniane miały okienka, przez które można było zajrzeć do wewnątrz, nie przeszkadzając jednocześnie prelegentowi niepotrzebnym trzaskaniem.

Games room nie był największy, ale nie spotkałem się z sytuacją, by zabrakło w nim wolnego miejsca. Na wielki plus pokoju gier zaliczam też niezwykle sympatyczną obsługę, która bezproblemowo wydawała gry i tłumaczyła ich zasady. Wybór planszówek był szeroki, chociaż kilku tytułów zabrakło.

Nie było też problemów z akredytacją, która przebiegała szybko i sprawnie. Informatory i identyfikatory prezentowały typowy poziom konwentowy. W trakcie konwentu zazwyczaj znajdywał się ktoś, kto pilnował czasu zakończenia prelekcji lub załatwiał prelegującemu inną salę i umieszczał gdzie trzeba odpowiednią informację o zmianie (jak było z moim przypadku).

Jedyną rzeczą, do której jestem w stanie się przyczepić, były poranne śpiewy konwentowej oazy w niedzielę nad ranem (czytaj – koło dziewiątej). Doprawdy – nie wszyscy chcą słuchać grupy wyjców ze źle nastrojona gitarą i bębnami – wypadało ich uciszyć, ale grali sobie tak bez przeszkód chyba z godzinę.

Atrakcje i program

Nie miałem problemu z wypełnieniem sobie czasu na konwencie. Obowiązkowymi punktami programu były naturalnie konkursy – czy to wyczynowe kalambury na czas prowadzone dzielnie przez grupę Masahuku, czy konkurs muzyczny tradycyjnie już prowadzony przez Andrzeja 'Shadenca' Stója. Wielokrotnie odwiedzałem też games room, który był otwarty w satysfakcjonujących godzinach (czytaj – po wieczornym powrocie z knajpy można było jeszcze pyknąć w takie Ticket to ride).

Brać fandomowa licznie zebrała się w klubie Undergound, dominując go rozmowami o grach i fandomie w piątkowy i sobotni wieczór. Z początku mogło się wydawać, że klub jest trochę zbyt mały na nasze potrzeby (zwłaszcza w piątek), ale wydaje mi się, że ostatecznie sprawdził się wyśmienicie. Rzewnie go wspominam i czekam na powtórkę w przyszłym roku.

Udało mi się także odwiedzić kilka prelekcji. Jako zadeklarowany erepgowiec odpuściłem sobie blok japoński oraz star-warsowy, zanotowawszy jedynie ich obecność (podobnie z grami bitewnymi). Niestety ominęła mnie prelekcja Moniki 'Mony' Bigaj o najseksowniejszych bohaterach fantasy, która zebrała wiele pozytywnych recenzji. Na szczęście wybrałem się by posłuchać o nowoczesnych technologiach bojowych do Krzysztofa 'Szczura' Hryniów – jego prezentacja była nad wyraz interesująca.

Zawód przyniosły mi niestety odwiedzone w niedzielę prelekcje erpegowe. Prowadzący je albo wprost opierali się o przepytywanie widowni na temat ich doświadczeń, albo dawali się zwyczajnie zagadać. Ponieważ mierzi mnie słuchanie opowiastek o tym, jak to jeden BG wyrolował drugiego, nie zagrzałem na żadnej z nich zbyt długo miejsca. Jedynym pożytkiem z tych odwiedzin była późniejsza dyskusja z jednym z konwentowiczów na temat tego, co komu w RPG przynosi satysfakcję. Ponieważ mnie okaleczanie postaci innych graczy średnio interesuje jako cel sam w sobie, czułem się na konwencie odrobinę nieswojo.

Mimo braku wsparcia tego procederu ze strony organizatorów, zanotowałem kilka r-konowych sesji erpegowych, z czego w jednej sam wziąłem udział. Z tego co rzuciło mi się w oczy, grano głównie w WFRP, ale też w Wolsunga na mechanice Savage Worlds, a nawet w Polaris.

Ogólne odczucia

Nie od dziś wiadomo, że głównym atutem R-konu jest jego atmosfera. Organizatorzy są przyjaźnie nastawieni do życia i uczestników, ci zaś nie sprawiają problemów i miłują akcję "sto procent bez" na równi z konwentową knajpką.

Ponieważ fandom wschodniej Polski nie jest mi obcy, to konwent wypełniały mi powitania, uściski i pogawędki przy pierożkach z bufetu. Trudno mi wyrokować, jak R-kon prezentowałby się z perspektywy konwentowego świeżaka, ale coś mi mówi, że nawet początkujący konwentowicz nawiązałby z łatwością nowe znajomości i świetne się bawił aż do niedzielnego popołudnia.

Pozytywne wibracje tego konwentu można spokojnie porównać z zeszłorocznym Constarem lub Falkonem. R-kon był, jest i będzie nieodłącznym elementem mojego corocznego planu konwentowego. Jest w tym wszystkim trochę fandomowej magii.

Podsumowanie

Z roku na rok R-kon staje się konwentem coraz bardziej udanym. Jest także konwentem coraz większym – szósta edycja może pochwalić się czterema setkami głów, a także jedną głową uczestnika-psa.

Z roku na rok orgowie R-konu zarzekają się, że następnej edycji nie będzie. I z roku na rok coraz więcej uczestników trzyma kciuki za to, by nie mieli racji.


Ocena: 5 / 6
Tagi: r-kon 2008 | R-kon

Komentarze


Deckard
   
Ocena:
0
To wiesz, jak będziesz chciał następnym razem pogadać o innym podejściu w rpg to po prostu zadzwoń ;)

Recka lekka, miła i trochę z przymrużeniem oka - kto prowadził Polaris???

Cóż, ja w sobotę miałem minikonwent w roli prowadzącego spotkanie z przedstawicielami handlowymi wydawnictwa. Zaliczyłem dwa udane link-testy, Duel of wits na pełnych zasadach i pozytywnie zdany test Circles (oraz wpadłem w sidla choroby).
11-04-2008 22:33
Qball
   
Ocena:
0
Dobra recka duce. Przede wszystkim rzetelna.

W Wolsunga grało się bardzo fajnie, w Polaris nie miałem okazji. Ty prowadziłeś Polaris, rajt?
W Games Roomie obsługa była naprawdę dobra. Bez jęczenia pomagali wybierać gry i rozwiewali wątpliwości graczy co do zasad, tłumacząc co, jak i z czym. Duży plus.

PS. Bufecik na terenie konu był ok, ale na co zwrócił mi uwagę Ence - piątkowe ceny przez noc przeszły radykalną ewolucję i najpopularniejsze dania w sobotę były już o złotówkę wyższe.
11-04-2008 22:53
kaduceusz
   
Ocena:
0
Polarisa przywiózł vh. Trudno tu mówić o prowadzeniu, bo to gra bez klasycznego MG ;-)

Sklepikowa podwyżka: serio? Nie przyuważyłem. Trochę to nieeleganckie z ich strony, w takim razie.
12-04-2008 10:48
Siman
   
Ocena:
0
Duce: jak mogłeś nie zauważyć? To był temat dnia na konwencie w sobotę. :) A kopytka lepiej wchodziły jak były po 3, a nie po 4 złote. :P

Polaris swoją drogą okazał się naprawdę świetnym systemem, z chęcią bym do niego wrócił.

R-kon wypadł bardzo sympatycznie, program może nie powalił mnie na kolana, ale faktycznie atmosfera zawsze jest tam jakaś taka ciepła po prostu. :) A przy okazji okazałem się sprawnym sprzedawcą Portalowego sklepu. 8)
12-04-2008 12:08
m4t|
   
Ocena:
0
Tak, ale przy okazji okazało się, że nie da się tego sklepu prowadzić jednoczęsnie grając w sesję w grę, która wymaga 100% zaangażowania umysłowego :)

Ja się ludziom ze sklepiku wcalę nie dziwie, barek oblegany był po prostu strasznie. Nawet po zwyżkowych cenach, przygotowywane jedzenie było po prostu wyśmienite. A po "piątkowych rozmowach o rpgach przy herbacie" owe jedzonko postawiło mnie na nogi.
12-04-2008 16:48
Qball
   
Ocena:
0
O tak, duce. Ceny naprawdę się zmieniły. Na szczęście w knajpce konwentowej w której spędziłem zdecydowanie więcej czasu ceny nie uległy zmianie z piątku na sobotę ;)
12-04-2008 20:57

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.