string(15) ""
» Blog » Pyrkon na pomarańczowo
29-03-2011 09:50

Pyrkon na pomarańczowo

W działach: konwenty, relacje | Odsłony: 41

Pojechałem na Pyrkon i chciałem napisać relację z trzech punktów widzenia: uczestnika, twórcy programu i gżdacza. Nie wyszło, poniżej to, co mogę o tegorocznym festiwalu fantastyki w Poznaniu napisać.
------------------------------------------------------------------
Pyrkon - nawiększy i najlepszy konwent w Polsce mówili. Wszyscy tam piją mówili. Kolejki do akredytacji na pół Poznania mówili. Na Pyrkon trzeba pojechać raz i wystarczy mówili. Moloch mówili. A niech sobie mówią, bo chyba zmiana lokalizacji ze szkoły w dalekiej poznańskiej dzielnicy Dębiec na mieszczące się w samym centrum miasta, tuż przy dworcu, Międzynarodowe Targi Poznańskie wniósł nową jakość, chociaż nie mi to oceniać, bo na Dębcu nigdy nie byłem.

O 7 wyruszyłem z Warszawy, około 11:30 byłem na terenie targów. Akredytacja miała być otwarta od 12, ale ponieważ zgłosiłem się jako gżdacz, to mogłem zaakredytować się wcześniej, żeby móc pomóc przy ostatnich przygotowaniach do konwentu. I tak mi zostało do końca. Nie mam pojęcia czy program był ciekawy i jak się odbywał, bo byłem dosłownie na kilku z ponad 600 godzin, z czego 2 sam poprowadziłem. Z tego co mi wiadomo odwołane prelekcje można policzyć na palcach jednej ręki, a jedynym problemem był nieraz rozmiar sal. Po prostu chętni do posłuchania niektórych prelekcji musieli stać na korytarzu. Piątek upłynął mi na dyżurze, gżdaczowaniu po dyżurze, posłuchaniu fragmentu koncertu Percivala i oczekiwaniu na drugi dyżur, który rozpoczął mi sobotę. Po jego zakończeniu, a właściwie nawet w jego trakcie zadomowiłem się w Games Roomie, obsługiwanym przez całą dobę m.in. przez nieocenioną ekipę Games Room Teamu. Dwie godziny gry w Jungle Speeda i o 5:30 dotarłem do gżdaczowego sleep roomu i udałem się na spoczynek. Godzina snu i miałem dość, w końcu to konwent u licha, a nie przedszkole.

Chwilę po 7 udałem się na wyprawę do pobliskiego sklepu dla ubogich i konwentowiczów. Po 9 trzeba było się w końcu udać z powrotem na targi, bo od 10 znów odbywały się punkty programu. Najpierw prelekcja Jade Ellene o Socrealizmie potem spotkanie autorskie z Jackiem Komudą a potem znów założyłem gżdaczowski mundur (stylową pomarańczową koszulkę z ładną i intrygującą grafiką) i udałem się do green roomu na poszukiwanie questów. I tu dochodzimy do organizacji Pyrkonu. Był zorganizowany tak dobrze, że nie było nic do roboty. Potwierdziła to gżdaczowa zabawa w berka na całym terenie konwentu. Nie przysporzyła ona uśmiechu na twarzy prowadzącej spotkanie autorskie z Mają Lidią Kossakowską, za to była jednym z najbardziej absurdalnych momentów na tym konwencie. W sobotę wieczorem odbył się również koncert Basi Karlik, jak zwykle ciekawy i jak zwykle zgromadził dużo osób, pomimo odbywającej się w tym czasie imprezy w konwentowym pubie. Tak jak przez cały dzień w Pyrkonowym green roomie nic się nie działo, jak tylko organizatorzy zrobili sobie chwilę przerwy od razu zjawił się tłum ludzi, którzy czegoś potrzebowali. Ale i ten problem udało się szybko rozwiązać. Sobotnią noc do zamknięcia budynków targów także spędziłem w green roomie, tym razem na dobrowolnym dyżurze. Ponownie po 2 (a właściwie 3, bo tradycyjnie podczas Pyrkonu nastąpiła zmiana czasu z zimowego na letni) trzeba było przenieść się do szkoły, więc po upewnieniu się, że wszystkie nocne punkty programu już się zakończyły wszyscy udali się w tamtym kierunku. Tym razem obyło się bez Jungle Speeda, za to był koncert piosenki przypadkowej (Kaczmarski, szanty, niemal wszystko) rozmowy ze znajomymi, aż w końcu znużenie wzięło górę, tym razem trochę wcześniej, chociaż o tej samej godzinie i na trochę dłużej, bo półtorej godziny, poszedłem spać.

Siódma rano, pobudka i przygotowanie do własnych prelekcji. Na prezentacji tegorocznego Euroconu (niedziela, 10!) miałem zaskakująco dużą frekwencję (obiecane newsy Euroconowe będą lada dzień, obiecuję), na prelekcji o romantyzmie w RPG jeszce więcej. Uczestników tej drugiej przepraszam jeszcze raz za słabe przygotowanie. Potem znowu pomarańczowa koszulka na siebie i w drogę po questy. Ponieważ tych nie było trochę czasu zmarnowałem na pójście do sklepu i po bilet powrotny do domu. Trochę pracy, oficjalne zakończenie konwentu i właściwie to byłby koniec. Oczywiście jak każdy dobry gżdacz pomogłem przy sprzątaniu konwentu, a że o tym, że przez cały czas dobrze się bawiłem niechaj świadczy fakt, że wróciłem do Warszawy niemal 3 godziny później niż planowałem.

Pyrkon jest największym konwentem, nie wiem czy najlepszym, sam biorę udział w organizacji dwóch, więc nie mogę się wypowiadać. Wszyscy tam piją - nie powiem, że nie ma nikogo, kto by pił, ale nie widziało się za dużo pijanych. Kolejki - nie zaobserwowałem, ale dużo się w okolicy akredytacji nie kręciłem. Moloch - chyba nie, nie sprawiał takiego wrażenia. Pojechać raz i wystarczy - wrócę, żeby pomagać, być może już na Polcon. Pyrkon to naprawdę świetnie zorganizowana impreza, która dla wielu może być świetnym przykładem jak konwenty powinno się robić. Ale oceny końcowej nie mogę wystawić (chociaż pod oficjalną relacją pozwolę sobie kliknąć to co uważam za stosowne), gdyż nie uczestniczyłem zbytnio w programie.

OCENA: xx/10


Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/gruszczynski.a/Pyrkon2011?authkey=Gv1sRgCJutzqTph7PkrgE&feat=directlink

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.