» Relacje » Pyrkon 2009 – Zaobrączkowani

Pyrkon 2009 – Zaobrączkowani

Pyrkon 2009 – Zaobrączkowani
Tegoroczny Pyrkon odbywał się jak zwykle w budynku SP nr 21 przy ul. Łozowej. Podobnie jak w zeszłym roku, część sypialna znajdowała się w pobliskim Gimnazjum nr 43 i hotelu Cezamet. Jak się okazało, nie do końca szczęśliwie…


Piątek, czyli Ćwierć Mili Do Pyrkonu


Pierwszym co czekało mnie po dotarciu na teren konwentu była kolejka. Spoglądając na blisko ćwierćkilometrowy "ogonek" przyszłych uczestników miałem mieszane uczucia. Z jednej strony zdumiewała i zachwycała ilość uczestników imprezy. Z drugiej — przerażał sam fakt obecności tak wielkiej kolejki, świadczący o poważnych wadach systemu akredytacji. W tym miejscu pozwolę sobie na jedyną prywatę w całym tekście: serdecznie dziękuję anonimowemu uczestnikowi konwentu, który przepuścił mnie i pozwolił na odebranie akredytacji. Dzięki temu uprzejmemu człowiekowi zdołałem zobaczyć cokolwiek w piątkowe popołudnie.

Dostałem do ręki identyfikator, znaczek, opaskę w gustownie czarnym kolorze, oraz informator. Najważniejsza okazała się być opaska, która funkcjonowała jako znak rozpoznawczy uczestników konwentu i o której okazanie prosiła ochrona. Niestety, nie dało się jej zdjąć bez uszkodzenia, co było sporym problemem, szczególnie jeśli została zapięta zbyt ciasno. Sam pomysł jednakże był dość ciekawy i wyraźnie spełniał swoje zadanie — nie trzeba było pilnować identyfikatorów, wystarczyła opaska, o wiele wygodniejsza i łatwiejsza w użyciu. Informator okazał się być fachowo wydaną, treściwą książeczką, nawet jeśli (w wyniku skondensowania dużej ilości punktów programu) odrobinę chaotyczną. Jak się okazało, dołączono też do niego erratę mapki, niezbyt wygodną w użyciu, ale nadal praktyczną. Bez niej orientacja wśród sal prelekcyjnych była sporym problemem.

Dzień pierwszy wyglądał z początku dość nieciekawie. Spora część punktów programu odbywających się na samym początku miała znikomą ilość uczestników. Niektóre zostały przesunięte na wcześniejszą godzinę, co też im raczej nie pomogło. Podejrzewam, że szczególnie nieskoro musieli czuć się autorzy, których prelekcje odbywały się w pierwszych dwóch godzinach konwentu… Jednakże, były to tylko pierwsze dwie godziny. Później już wszystko wyglądało o wiele lepiej, chociaż kolejka — o wiele mniejsza, ale nadal wyraźnie obecna — ciągle trwała. Właściwie to, poza straszliwą porażką akredytacyjną, organizacja była sprawna, szczególnie jeśli chodzi o blok RPG. Miałem okazję poprowadzić jeden z punktów programu w ramach tegoż bloku i obsługa ze strony organizatorów była jak najbardziej profesjonalna.

Ze względu na zmęczenie podróżą odwiedziłem tego wieczora jedynie dwa punkty programu. Na szczęście, jak to zwykle bywa na Pyrkonie, mała ilość nie oznaczała spadku jakości. Wpierw odwiedziłem bardzo sympatyczną prelekcję o potworach. Senmara z całą pewnością znała się na rzeczy, a brawa należą się jej dodatkowo za spokojne prowadzenie przy takiej frekwencji i w takich warunkach. Drugą prelekcją na jaką zdołałem się udać była prezentacja Klanarchii, jednego z dwóch rodzimych systemów, które powinny ujrzeć światło dzienne jeszcze w tym roku. Warto wspomnieć otwarcie marketingowy styl i treść prelekcji, dobrze dostosowany do publiczności, świetną prezentację multimedialną, oraz dyskretne "uczestnictwo" autorów drugiego nadchodzącego systemu.

Poza tym w piątkowy wieczór po szkole "sypialnej" włóczyły się tłumy. Wyraźnie też dał się zauważyć jeden z dwóch podstawowych mankamentów Pyrkonu. Brak odpowiedniej ilości miejsca. Wybuchały sprzeczki o miejsca w salach sypialnych i "rezerwacje", co do których nie było jednolitego zdania organizatorów. Spora część uczestników koczowała na korytarzach, przemyślnie odgradzając się barykadami z ławek i krzeseł. Niestety, niewiele im to dało, gdyż dał im się we znaki problem drugi — tzw. "życie towarzyskie" na Pyrkonie kwitło. Po raz n-ty przekonałem się, że nie lubię konwentów na których dozwolone, lub chociaż tolerowane, jest spożycie alkoholu. Pijani uczestnicy pojawiali się już pierwszego wieczora, przynosząc ze sobą hałasy, wrzaski i (na szczęście nieliczne) awantury. O ile zrozumiałe jest spożywanie alkoholu w zaciszu sali sypialnej w umiarkowanych ilościach i towarzystwie, to takich rozmiarów pijaństwa jeszcze nie widziałem. Oczywiście, można mówić o tym, że to nie jest problem i że ludzie są już przyzwyczajeni. Tylko że w ten sposób Pyrkon traci uczestników. Tak było w przypadku grupki moich znajomych, którzy opuścili teren konwentu w sobotę rano, zniesmaczeni i z "upiększonymi" przez imprezowiczów bagażami.

Sobota, czyli Dwie Strony Konwentu


Drugi dzień oczywiście wstał leniwie, jak to bywa z drugimi dniami konwentów. Szybka lustracja zaplecza sanitarnego przyprawiła o zgrozę. Prysznice? Tylko dla desperatów. Ubikacja? Jeszcze nie zalana, ale już oblężona. Czyli wielki minus dla organizacji konwentu.

Na szczęście punkty programu zdołały załagodzić niezbyt miłe wrażenia tego poranka. Zajrzałem na prelekcję o pogromie Zakonu — zaczynała się średnio ciekawie, dzięki czemu zdołałem przenieść się na spotkanie z Jakubem Ćwiekiem, który okazał się być pierwszorzędnym gawędziarzem. Nawet z najbardziej drętwych i sztampowych pytań widowni (całkiem sporej jak na tę godzinę) potrafił wykrzesać iskrę i sypał jak z rękawa anegdotami i ciekawostkami. Aż żal było mi opuszczać salę po zaledwie pół godzinie. Na szczęście trafiłem na drugie spotkanie autorskie, tym razem z Mileną Wójtowicz. Mimo skąpej widowni (w połowie byli to autorzy i zaproszeni goście) bardzo udane. Warto było na nie zajrzeć, chociażby po to, by usłyszeć jak jeden ze znanych polskich pisarzy-fantastów mówi "Ale ja mam kuku na muniu. Potwierdzam. Mną się nie przejmujcie".

Następnie postanowiłem wziąć udział w konkursie pratchettowskim, pierwszym z dwóch na tegorocznym Pyrkonie. Przy okazji byłem świadkiem jak ochrona wyprowadza pijanego uczestnika konwentu, który potulnie opuścił budynek. Niestety, twórcy konkursu nie okazali podobnego taktu — dość niegrzecznie wyprosili konwentowiczów z Sali, a następnie okazało się, że jest to konkurs na zaledwie osiem osób. Bez jakichkolwiek eliminacji czy zasad zostałem "odsiany", więc uznałem, że nic tu po mnie…

Szczęśliwie, zdołałem spotkać znajomych (i nieznajomych) którzy zorganizowali chyba najbardziej poznański i najmniej typowy punkt programu, na własną rękę. Pojechaliśmy mianowicie obejrzeć słynne koziołki i, jak miliony ludzi przed nami, stwierdzić z rozczarowaniem "To już wszystko?". Dzięki temu "punktowi programu" nie zajrzałem na szereg prelekcji o tytułach tak sztampowych, że aż odrzucających (przynajmniej dla kogoś, kto na konwentach różnej maści bywał) i nie byłem na premierze polskiej edycji Exalted. Na szczęście nic nie straciłem, ponieważ owa premiera się nie odbyła. Zdążyłem natomiast na drugą połowę prelekcji państwa Mochockich, którzy tradycyjnie opowiadali o grach z naukowego punktu widzenia. Zaraz potem popędziłem na prelekcję o Wolsungu. Pamiętając wcześniejsze prezentacje systemu spodziewałem się czegoś ciekawego. Jak się okazało, nowe oblicze Wolsunga, dzięki ekipie Kuźni Gier i niesamowitym talentom aktorskim twórców systemu, oraz zazdrośnie multimedialnej prezentacji, powalało. Śmiechu było co niemiara i nawet ograniczony czas nie przeszkodził w dobrej zabawie. Szczególnie, że na Pyrkonie odbyło się kilka sesji w ramach promujących system Parowych Opowieści. Oczywiście, Twórcy i Dżentelmeni z Kuźni Gier zrewanżowali się konkurencji wspominając również o Klanarchii, nawet więcej razy niż planowali. Wspomnieć mogę również o drugim konkursie pratchettowskim, o mylącym tytule "Tysiącletnia wskazówka i krewetki", w którym udało mi się wziąć udział. Niestety, nie był równie dobry co pamiętane przeze mnie edycje z dawnych Pyrkonów, jednakże trzeba przyznać, że pytania okazały się trudne, szczególnie (sic!) podczas eliminacji i przerywnika w połowie właściwego konkursu. Wieczorem większa część konwentu wysłuchała tradycyjnie już koncertu harfiarki celtyckiej, Barbary 'Maskotki' Karlik.

Noc sobotnia skończyła się płaczem i zgrzytaniem zębów. Przynajmniej dla tych, którzy po wyczerpującym LARPie chcieli spokojnie zasnąć. Jak się okazało, sala sypialna w której się ulokowałem miała ten mankament, że zaraz obok niej na korytarzu ustawiono sprzęt grający i urządzono całonocną dyskotekę. Liczba konwentowiczów "pod wpływem" wzrosła niezmiernie, a o luksusach takich jak sen, cisza, czy sprawna toaleta nie można było nawet marzyć. Wielu uczestników zauważyło następnego dnia rozlepiane przez organizatorów "listy gończe" za człowiekiem, który wyrwał w jednej z łazienek bogu ducha winny sedes.


Niedziela, czyli Krajobraz Po Konwencie


Niedziela okazała się być już tylko drgawkami pośmiertnymi Pyrkonu. Kolejne punkty programu odbywały się, ale nie zauważyłem wśród nich niczego wyjątkowo interesującego, czy wartego wspomnienia. Prelekcjo o tytułach takich jak "Dlaczego dom Tremere powinien rządzić światem" z pewnością znalazły się na szarym końcu programu z jakiegoś powodu. Jedynie część literacka trzymała poziom bez większego trudu. Z tego właśnie Pyrkon jest znany.

Ciężkie znużenie, które oderwało mnie od wędrówki po prelekcyjnych salach nie wytrzymało jednak konfrontacji z kolejną sesją Parowych Opowieści. Kiedy skończyliśmy grać, okazało się, że czas już na ewakuację z terenu konwentu. Nie chcąc zostać porzuconym w chaosie dnia trzeciego, powędrowałem w stronę przystanku wraz z grupką znajomych. Inni uczestnicy opuszczali teren konwentu w większości zadowoleni, ja jednak nie miałem najlepszego wrażenia.


Podsumowanie, czyli Żale Niewyspanego Konwentowicza


Dopiero po wysłuchaniu opinii znajomych i nieznajomych uczestników i odchorowaniu całego wyjazdu byłem w stanie podjąć decyzję co do oceny tegorocznego Pyrkonu. Zmuszony będę ocenić go na zaledwie 6,5 ze względu na chaos, niedostateczne zaplecze sanitarne i noclegowe, oraz miejsce w którym się odbywał. Do tej pory Pyrkon nie był konwentem pierwszej ligi. Od zeszłego roku można go za taki uznać, więc wymaga lepszej lokalizacji i dużo bardziej rozbudowanego zaplecza. To, co zaserwowali nam, uczestnikom, organizatorzy było zaledwie ułamkiem prawdziwego zaplecza, jakie można było znaleźć na innych, o wiele mniejszych konwentach. Za przykład może służyć chociażby Avangarda, czy któryś z opiewanych w konwentowych legendach krakowskich Con-cosiów. A Pyrkon, prócz może hotelu Cezamet, niewiele ma powodów do pozostawania w tym samym miejscu. Szczególnie, że nie tylko część sypialna okazała się niewystarczająca. Sale jakimi dysponuje SP nr. 21 są zbyt małe na potrzeby blisko trzytysięcznej publiczności. Nawet aula w przypadku niektórych punktów programu (jak np. spotkanie z Jakubem Ćwiekiem, czy koncert Maskotki) była przepełniona.

Wniosek nasuwa się prosty — Pyrkon powinien się przenieść. Konwenty również są takimi stworzeniami, które muszą zrzucić starą skorupę, by poszukać nowej. Pyrkon stanowczo wyrósł ze swojej i czas już na znalezienie kolejnej siedziby, z lepszym zapleczem sanitarnym, noclegowym i gastronomicznym. Nie wierzę, że w Poznaniu nic lepszego się nie znajdzie.

Na konwencie było sporo naprawdę dobrych punktów programu i często wymagały one podejmowania trudnych decyzji w rodzaju "na co pójdziemy teraz?". Owszem, można kręcić nosem na typowe punkty-pakuły, służące do zapychania miejsc wolnych Takie są jednak zasady konwentów — równouprawnienie. To, że fanatycznych wyznawców fikcyjnego "domu Tremere" jest niewielu, nie oznacza, że nie mają oni prawa do własnego punktu programu. Również bloki tematyczne wydawały się nawet dla oka laika roić od ciekawostek i kusić do wzięcia udziału.

Jeśli chodzi o ochronę, w postaci różnorakich militarystów w opaskach ochrony, sprawdzających konwentowe bransolety, to nie zauważyłem żadnych problemów. Sporą część konwentu byłem w ruchu i nie spotkałem się ani razu z agresywną, czy pogardliwą postawą członków ochrony wobec mnie, czy kogokolwiek innego. Sprawdzanie opasek odbywało się bezproblemowo — wystarczyło podnieść rękę i ewentualnie zsunąć odrobinę rękaw. Sam militarny charakter ochrony nie wzbudził we mnie większych emocji — wręcz przeciwnie, dodawał jej autorytetu i powagi. A przy tym grupki uzbrojonych po zęby uczestników zajęły się czymś bardziej konkretnym, niż chodzenie po korytarzach i robienie wrażenia.

Także liczna obecność Gżdaczy i system konwentowej waluty (Pyrfuntów — pytanie, czy ich wartość rzeczywiście odpowiadała funtowi ziemniaków jest jak najbardziej właściwe) wyraźnie się sprawdziły. Organizatorzy zadbali nawet o drobne upominki za jeden, czy dwa nadmiarowe funty. Można było np. nabyć za nie pamiątkowe zapałki z reklamą książki J. Ćwieka Ciemność Płonie.

Jeśli chodzi o lokal konwentowy, to bar w hotelu Cezamet nie spełnił swojego zadania. Ze względu na jego niewielkie rozmiary i słabe (jak zwykle) zaopatrzenie, miejsca wystarczało zazwyczaj zaledwie dla gości konwentowych. A w niedzielny poranek było go aż nadto, ponieważ sobotnie biesiady wyczerpały wszelkie zapasy. Także okoliczne lokale nie zapewniały odpowiednich warunków, ze względu na: odległość/ilość wolnego miejsca/zaopatrzenie/jakość obsługi/rodzaj klienteli (niepotrzebne skreślić).

Tegoroczny Pyrkon mógł być o wiele bardziej udany. Wystarczyło tylko poświęcić zapleczu choćby dziesiątą część uwagi którą uzyskał program. A tak? Mieliśmy świetny konwent w tragicznych warunkach.

Jeśli w przyszłym roku Pyrkon zmieni miejsce, z pewnością na niego pojadę. W innym przypadku potrzebne będzie coś naprawdę niezwykłego, żebym zdecydował się wybrać na ten konwent.


Pyrkon 2009 w liczbach (pokrótce):
2876 — tyle osób wzięło udział w tegorocznej edycji konwentu.
514 — tyle osób uczestniczyło jako organizatorzy, twórcy programu, goście, gżdacze i przedstawiciele mediów
289 — tyle było punktów programu na Pyrkonie 2009
9 — tyle razy padło na prelekcji o Wolsungu słowo Klanarchia
5 — tyle razy Furiath wspomniał o Wolsungu na prelekcji o Klanarchii
2 — tyle osób (wbrew pozorom) prowadziło prelekcję o potworach
1 — tyle było nieobecnych a zapowiedzianych premier polskojęzycznych systemów
1 — tyle godzin snu/LARPa/dobrej zabawy skradła nam zmiana czasu na letni
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.5
Ocena recenzenta
8.32
Ocena użytkowników
Średnia z 54 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: Pyrkon 2009
Od: 27 marca 2009
Do: 29 marca 2009
Miasto: Poznań
Strona WWW: pyrkon.pl
Cena: 25 zł
Noclegi: W szkole



Czytaj również

Pyrkon 2019
Fantastyka niejedno ma imię
- recenzja
Pyrkon 2017
Relacja ze stolicy Fantastyki
- recenzja
Pyrkon 2016
Kolejny rekord frekwencji i zadowolenia
- recenzja
Warsztaty z Robertem Cichockim
Storytelling technikami Impro dla gier RPG
Pyrkon 2014
Mrówka na konwencie
- recenzja
Czas hiperkonwentów
Pyrkon 2014 okiem Andrzeja Zimniaka

Komentarze

string(15) ""

27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
a) Niech stanie się jasne raz dla zawsze i dla wszystkich: Koziołki to najmniej atrakcyjna atrakcja turystyczna świata i oglądanie ich to strata czasu. NIE WARTO. Już lepiej obejrzyjcie sobie tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=nWx MorztWRg

b) Po przeczytaniu powyższej relacji zacząłem się zastanawiać. Jak to możliwe, że tego nie zauważyłem? Jak to możliwe, że Pyrkon był tak beznadziejny? Czy jestem ślepy, głupi? Czy nie zauważyłem mijającego mnie Pandemonium?

Jednak nie. Ciągle uważam Pyrkon 09 za imprezę genialną, która mnie osobiście niesamowicie wyluzowała, napełniła pozytywnymi wrażeniami, zacieśniła relacje ze znajomymi etc. Cieszy mnie bardzo, że na nim byłem i nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem miejsca, w którym mógłbym się wysikać. A spałem w domu. I nawet, jeżeli faktycznie należy już zmienić miejscówkę, to z mojej perspektywy należy skupiać się na pozytywach, nie wadach.

Bunkrów może nie było, ale i tak było zajebiście.
26-04-2009 07:58
Kot
    @Aureus
Ocena:
+1
No cóż. Ale wady były najbardziej widoczne... Chociaż Pyrkon i tak pozostaje rewelacyjnie przygotowanym programowo konwentem. Ale w moim odczuciu (a z innego nie bardzo mogę pisać) negatywne aspekty przesłoniły resztę.

Aha. Bunkry były - na korytarzach w szkole "sypialnej", improwizowane z ławek, krzeseł i innych sprzętów.
26-04-2009 10:12
r4venger
   
Ocena:
+5
@ Aureus -> "A spałem w domu". To moze ciebie i wyluzowało. Autor tej realacji wyraznie pisze ze to dla przyjezdnych ludzi były największe problemy w godzinach pózno nocnych i wczesno porannych. Samą czesc programową raczej chwali... moze warto doczytać raz jeszcze tę relacje.
26-04-2009 11:09
Paszko
    słowo od orgów ;)
Ocena:
+13
Zmianę miejsca konwetu planujemy - miała być już w tym roku, ale niestety się nie udało. Natomiast zrobimy co w naszej mocy, by Pyrkon 2010 miał lepszą lokalizację, z lepszym zapleczem sanitarnym i przestronniejszymi salami.

Natomiast co do samych warunków sanitarnych:
Faktycznie, mogło być lepiej, natomiast mam wrażenie, że nie było tak tragicznie, jak w recenzji. Toalety i korytarze były na bieżąco sprzątane, a niesprawna była tylko jedna toaleta na całym konwencie (to jakieś fatum Pyrkonu - co rok ktoś "uszkadza" jedną muszlę...). Ponadto w budynku była wydzielona część z ciszą nocną, gdzie był o wiele większy spokój niż w części "imprezowej".

Wyżywienie na konwencie gwarantowała nie tylko wspomniana w recenzji restauracja hotelowa, ale jeszcze dwa bufety szkolne, pizzeria, która specjalnie na Pyrkon zwiększyła swoje możliwości realizacji zamówień, czy kilka punktów gastronomicznych, zaznaczonych na mapie w informatorze.

I stanowczo nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że "Niedziela okazała się być już tylko drgawkami pośmiertnymi Pyrkonu." - prelekcje trwały do końca i cieszyły się dużą frekwencją.

Reasumując: dla orgów priorytetami na 2010 będą: lepsza miejscówka z przestronniejszymi salami prelekcyjnymi i większą ilością miejsc sypialnych oraz sprawniejsza akredytacja.
26-04-2009 12:02
15939

Użytkownik niezarejestrowany
    MacKotek
Ocena:
+1
Jeszcze tak marudnej i z tak wielką prywatną relacji nie widziałem (pomimo zapewnienia, że prywata tylko na początku). Gdybyś się trochę ogarnął to z pewnością znalazłbyś spokojne miejsce do spania to raz. Dwa, że napisałeś relację i oceniłeś całość konwentu, po odwiedzeniu zaledwie dwóch bloków programowych (literacki i RPG), co jak sam napisałeś przy 289 punktach programu, jest liczbą mizerną do oceniania całości. Co do odwoływania się do marnych tytułów prelekcji, to jak wiadomo nie ocenia się produktu po opakowaniu, co z pewnością wiesz. Jest jeszcze wiele minusów tej relacji, lecz brak mi czasu by wszystkie wyliczyć.

Podsumowując, wielce krzywdząca oraz napisana po łebkach relacja. Może miałeś po prostu zły dzień?
26-04-2009 13:09
Kot
    @Paszko
Ocena:
+3
Możliwe, że faktycznie z toaletami nie było tak źle. Ja jednakże nie miałem okazji tego zaobserwować.

Niedziela, niestety, częściowo mi umknęła, jak napisałem z resztą, widziałem głównie uczestników w okolicach 10-11 emigrujących masowo z konwentu. Ale faktycznie, coś się działo, ja jednakże byłem na Parowych Opowieściach.
A i punkty programu nie były najciekawsze. Chociaż to logiczna przypadłość wszelkich imprez tego typu.

Co do bufetu, pizzerii, itp., to nie wszyscy są skłonni się tak stołować. A ceny i oferta pizzerii nie zachęcały, niestety.

Najważniejsze jednak, że Pyrkon nie stracił na jakości. Jak napisałem, jeśli będzie lepsza miejscówka i zaplecze, macie moje uczestnictwo na następne pięć lat.

Edit: @Halfling
1) Nie pisałem o blokach, w których nie brałem udziału. Niewiele mam wspólnego z anime, SW, czy podobnymi rzeczami. Nie pisałem o punktach, które odwiedziłem jedynie na chwilkę i nie zdołałem porządnie się przyjrzeć i posłuchać. Interesowały mnie osobiście te dwa bloki. Tylko je czuję się kompetentny oceniać.
A przede wszystkim - marka programowa Pyrkonu jest powszechnie znana. Nie sądzę, aby trzeba się było nad nią rozwodzić.

2) Nie widziałem sal z wolnymi miejscami - ludzie koczowali na korytarzach już pierwszej nocy. Było wiele minusów zaplecza logistycznego konwentu, które przemilczałem. Nie dlatego, że nie mam czasu o nich pisać (a nie mam teraz, to znaczy za jakieś 10 minut).

3) Recenzja jest pisana "na zimno". Dwa tygodnie po konwencie, po zrobieniu wywiadu środowiskowego, przeczytaniu i wysłuchaniu wrażeń innych uczestników i organizatorów.

4) Marne tytuły prelekcji oznaczają marny temat. Byłem na wystarczająco dużej liczbie konwentów by rozpoznać prelekcje robione dla zniżki, lansu, małego grona fanatyków, lub przygotowane na kolanie na pięć minut przed. W dziewięciu przypadkach na dziesięć można sugerować się tytułem.

5) Miałem zły miesiąc. Serio. Wróciłem z konwentu i poważnie się rozchorowałem. Ale relację napisałem, jak już wcześniej zaznaczyłem, na zimno i po konsultacji.

6) Prywata? Chodzi o Wolsunga, czy Klanarchię? Byłeś na prelekcji któregoś z tych systemów? Brałeś udział w sesji Parowych Opowieści? Ja owszem. I dlatego uznałem za stosowne je wymienić. Jeśli chodzi o opisany wypad na rynek, to był on ściśle związany z konwentem. A występowanie słowa "znajomi" w recenzji powoduje, że nie unosi się on w próżni. To nie jakieś mityczne osoby, ale ludzie znani mi dość dobrze opuścili konwent zaraz po spotkaniu z Ćwiekiem. Właśnie z powodu warunków logistycznych i braku kontroli nad spożyciem alkoholu w części sypialnej...
26-04-2009 13:16
Scobin
   
Ocena:
+1
@Halfling

Przesadziłeś. Mariusz napisał w większości spokojnie i rzeczowo. Zgadzam się z jego ogólnym wnioskiem, że świetnemu programowi towarzyszyły problemy organizacyjne. Zresztą zauważ, że sam Paszko de facto się z tym zgadza, wskazując priorytety na kolejny rok.

Moja ocena konwentu jest wyższa niż 6,5, ale zaznaczę, że spałem tam (nie za długo i nie za łatwo) tylko jednej nocy. Noc z piątku na sobotę spędziłem w domu.
26-04-2009 14:28
~Leon

Użytkownik niezarejestrowany
    Opaski!!!
Ocena:
+2
Z tego miejsca chcę wystosować następujące ogłoszenie:

Nie zgadzam się ze zdaniem, że opaski były:
- za ciasne
- trudne do zdjęcia

Nie wiem co to oznacza, ale jestem jedyną chyba osobą z całego konwentu, która potrafiła zdejmować i zakładać te cholerne opaski bez uszkodzenia i praktycznie cały czas. I jeżeli będę jeszcze słyszał takie rzeczy gdzieś, to uprzedzam - otworzę ognień, a żyła na moim czole będzie drgała w obawie o iq polaków i konwentowiczów z którymi się utożsamiam.

A teraz olśnienie:
1.Łapiemy guziczek w zęby
2.Ciągniemy

czy to naprawdę takie trudne?!
26-04-2009 20:54
Scobin
   
Ocena:
+1
Dla mnie za trudne, nie umiałem zdjąć (choć niespecjalnie mi to przeszkadzało). Zatem w tym miejscu chciałbym oficjalnie założyć Stowarzyszenie Herbu Pyrkonowa Opaska. W ramach zachęty do przystąpienia dodam, że jest to prawdopodobnie jedyne takie stowarzyszenie na świecie!


EDIT: usunąłem słowa "Obniżonego IQ" z nazwy stowarzyszenia, żeby się źle nie kojarzyło.
26-04-2009 22:04
nataniel
   
Ocena:
+6
Na konwencie bylo prawie 3000 osob! TRZY TYSIĄCE !!! Widziales w Polsce konwent przygotowany na taka liczbe osob? Widziales w Polsce akredytacje, ktora przy takiej liczbie osob nie mialaby kolejek?? Ta relacja to jakis zart.

Porownywanie tej imprezy do Conquestow i Constarow, gdzie w szczycie przewijalo sie 600 osob jest co najmniej glupie.

Podejrzewam, ze organizatorzy nie spodziewali sie 3000 osob a nawet gdyby sie spodziewali, to wyzej dupy nie podskocza. "Nie wierzę, że w Poznaniu nic lepszego się nie znajdzie." -- rozumiem, ze organizowales co najmniej kilka konwentow na 3000 osob i znalazles w swoim miescie lokal na taka liczbe osob za rozsadne pieniadze? Jezeli nie, to moze lepiej zamilcz.

"marka programowa Pyrkonu jest powszechnie znana. Nie sądzę, aby trzeba się było nad nią rozwodzić." - to moze warto bylo jednak to napisac? Nie kazdy jezdzi na Pyrkony od lat, a w relacji nie ma informacji, ze jest ona przeznaczona tylko dla osob, ktore Pyrkony juz znaja a przypadkiem nie byly na edycji 2009.

"Co do bufetu, pizzerii, itp., to nie wszyscy są skłonni się tak stołować." - co masz na mysli? Nie bylo w poblizu wloskiej restauracji?

EDIT: moze troche za ostro, ale relacja mnie zdenerwowala niemilosiernie. Ludzie zrobili jeden z najlepszych i najwiekszych konwentow w tym kraju (nie tylko teraz - na te marke pracowali latami), a zamiast pochwaly dostaja na opiniotworczym portalu po dupie bo ktos sie rozchorowal a jego koledzy wyjechali.
27-04-2009 22:49
Scobin
   
Ocena:
+1
@Nataniel

A czytałeś komentarz Paszka, w którym on w sporym stopniu zgadza się z podstawowymi wnioskami Mariusza?
27-04-2009 23:23
Siman
    @Scobin
Ocena:
+5
Przykrym obowiązkiem każdego organizatora jest wszelkie sensowne uwagi przyjmować z pokorą i obietnicą poprawy (szczerą, oczywiście ;) ). Zwłaszcza, że większość wspomnianych problemów na pewno orgom spędzała sen z powiek i gdyby tylko mogli, na pewno coś by z tym zrobili.

Z obiektywnego punktu widzenia można jednak się zastanowić, co faktycznie jest błędem/niedopatrzeniem orgów, a co problemem de facto niezależnym od nich. Zaakredytowanie ok. 6-krotnie większej liczby osób niż pojawia się na standardowym konwencie, a prawie 1.5-krotnie większej niż dotychczas największy konwent w Polsce jest IMO takim problemem. Znalezienie dla nich wystarczająco dużej lokalizacji - jest zdecydowanie takim problemem (co piszę mając w pamięci, ile zabawy ma z tym dwa razy mniejszy Falkon).
28-04-2009 08:27
~Diabeł

Użytkownik niezarejestrowany
    @Siman
Ocena:
+3
Khem, organizatorzy spodziewali się takiej liczby uczestników. 2-3 godzinny kolejki to wina tylko i wyłącznie orgów, którzy spodziewając się takiej liczby osób nie przewidzieli wielkości kolejki. A o tym że może się zakolejkować wiedzieli już po edycji 2008. Podjęto tylko jeden krok mający na celu przyspieszenie akredytowania, i jak widać było to za mało. Dopiero wieczorne stoiska na dworze rozwiązały sytuacje.

I nie rozumiem o co ludzie się pieklą. Pyrkon zdecydowanej większości zdobywa dobre relacje. Ale czy robiąc konwent na 3k ludzi już z samego założenia człowiek ma chwalić orgów? Nie podobało mu się, to nie i tyle. Jedna krytyczna opinia nie zmieni ogółu laurów jakie konwent zbiera, a ci co naskakują na kogoś kto ma inne zdanie zachowują się niczym Trzewiczek. Ze spokojem ludzie...
28-04-2009 09:59
Kot
   
Ocena:
+2
@Nataniel: Patrz komentarz Scobina, który mnie ubiegł. Organizatorzy spodziewali się 2,5 tysiąca osób, a liczyli na więcej. Zaplecze noclegowe było na góra tysiąc, może 1,5 tysiąca. Już w zeszłym roku na korytarzach koczowały setki osób, przez co konwent wyglądał jak pobojowisko.

Porównanie do Con-cosiów jest na miejscu, bo ich organizatorzy wiedzieli orientacyjnie ile osób przyjedzie na ich imprezę i przygotowali się odpowiednio do oszacowanej liczby. Pyrkon pękał w szwach już w zeszłym roku.

Wiem, ile problemów nastręcza organizacja konwentu, szczególnie tak dużego. I nie, nigdy nie miałem okazji brać udziału w takiej pracy. Ale spójrz na listę organizatorów. Są tam ludzie powszechnie znani w fandomie z organizowania konwentów.
Jeśli zaś chodzi o "moje miasto", to jest nim Malbork. I nie bardzo da się w nim zrobić cokolwiek za małe pieniądze, z załatwianiem potrzeb fizjologicznych włącznie.

Marka programowa Pyrkonu jest powszechnie znana. Wystarczy zerknąć na ilość punktów programu podaną na końcu. Co do jakości, to pisałem o dobrym przygotowaniu części literackiej i erpegowej.
Wypowiadałem się już wcześniej, że na pozostałych aspektach się po prostu nie znam.

A co do edita: Owszem, Natanielu, za ostro. Relację pisałem na zimno i bez uprzedzeń. Mogłem dodać kilka gwoździ, ale uznałem że są mało istotne i organizatorzy nie mieli nań wpływu. A fakt, iż osobami które wyniosły się byli moi znajomi wcale nie przysłania mi całości. Jedynie sprawia, że wiem kto, kiedy i dlaczego. A i tak zostali na kilku punktach programu, mimo wszystko. Piszę przede wszystkim o tym, co było złe na Pyrkonie bo nie da się zrobić dobrego konwentu na którym program jest rewelacyjny, ale konwentowicze sypiają warstwowo (widziałem improwizowane z ławek piętrowe "prycze", które na szczęście rozebrano, a zainteresowani zaszyli się w jednym z korytarzy) i potykają się o butelki (no, może tu przesadzam).
Pisałem z punktu widzenia uczestnika i opisywałem to, co mnie osobiście zniechęciło do Pyrkonu już rok temu. I w tym roku widziałem to ponownie. Stąd poziom krytyki.
28-04-2009 11:27
Paszko
    słowo od orgów pt.2
Ocena:
+4
To jeszcze w ramach wyjaśnień - odnośnie noclegów:

Powierzchnia sypialna została zwiększona poprzez przeniesienie sesji RPG ze szkoły B do hotelu do wynajętych pokoi. Więcej w danej lokalizacji nie byliśmy w stanie zrobić. Ale mamy nadzieję, że to problem już przeszły.

A odnośnie samej recenzji:

Mnie trochę przełożenie personalnych przeżyć recenzenta na całość konwentu:
Nie wyspałem się bo trafiłem do sali, gdzie było głośno, więc wszędzie było głośno, mimo, że do części z ciszą nocną nie zajrzałem.

Ten temat był już poruszany wielokrotnie:
Jeśli jedziesz na konwent jako reprezentant jakiegoś portalu, dostałeś na to darmową wejściówkę, to znaczy, że (przynajmniej częściowo) jesteś w pracy. Czyli: musisz część swojej uwagi poświęcić rzeczom, którymi normalnie byś się nie zajął, zobaczyć, jak działają i wyglądają rzeczy spoza twoich zainteresowań czy upewnić się, że twoje odczucia nie są tylko personalne.
Notki, na temat tego, że w trakcie konwentu poszliśmy na piwo a w sobotę rano miałem kaca więc taki punkt programu mi się przez to nie podobał - to są notki na bloga. (info ogólnie, nie czepiam się recenzji)

Ta recenzja ma sporo obiektywnego podejścia - jak MacKotek pisze, starał się upewnić, czy jego opinia nie jest skrajna etc. Miejscami jednak trochę prywatnego spojrzenia się przebija. I brak pozbierania części informacji (uogólnienie stanu toalet, sale z ciszą nocną, wyżywienie).

Ale kurka wodna - to nie są rzeczy, za które trzeba się na recenzencie wyżywać! W mojej opinii już lepiej wyrazić swoją opinię w komentarzu pod recenzją.

Toteż swoją opinię wyrażam i proszę wziąć poprawkę na to, że staram się być obiektywny, ale może mi to różnie wychodzić ze względu na zaangażowanie emocjonalne ;)
01-05-2009 13:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.