string(15) ""
» Blog » Psi vs Magia czyli Kosmos Atakuje
01-08-2013 23:59

Psi vs Magia czyli Kosmos Atakuje

W działach: RPG, pomysły | Odsłony: 295

Psi vs Magia czyli Kosmos Atakuje

Ja tak krótko pod wpływem notki @Agrafki : http://polter.pl/Kiedy-fantasy-przechodzi-w-science-fiction-b16737

 

Otóż całkiem niedawno, prowadząc kampanię dla młodszego rodzeństwa, prowadziłem ich postacie wraz z karawaną przez wielką i groźną dżunglę. Mała awantura na drodze, w ładunku artefakt przyciągający kłopoty, kryjący się po krzakach dzicy ludzie [ogólnie rzecz biorąc fantasy (nieumarli i pająki byli na wcześniejszych sesjach)]. W pewnym momencie BG są zmuszeni opuścić trakt wiodący prosto jak strzelił przez dżunglę. Oczywiście zaraz wszystko idzie źle i trafiają do niewoli dzikusów. Dzikusami, jak okazuje się, rządzi mózgożerne monstrum o rozbudowanych mocach psionicznych (troszeczkę na kształt illithida, ale o wiele plugawsze z wyglądu i zachowania), w dodatku stwór ten żywi zapiekłą nienawiść do tego co znajduje się w ładunku karawany (a jest to, nota bene, artefakt będący źródłem magii w tym świecie). Dalej wydarzenia toczą się szybko: składanie ofiar, walka, wybuchy, ranni i poturbowani uciekają podziemnymi tunelami przez kolejne poziomy dziwnych pradawnych i nieludzkich budowli mieszczących się najwyraźniej wewnątrz głęboko zakopanego ogromnego dysku, błądzenie w ciemnościach, resztki starożytnej technologii przewyższającej całą znaną magię...

 

Ostatecznie całość fabuły wróciła znowu na tory fantasy, niemniej jednak wspomnienia o trakcie zbudowanym przez setki mil w środku dżungli w idealnej linii prostej (z wbitych w ziemię kilkupiętrowych kamiennych prostopadłościanów) czy o dziwacznych podziemnych budowlach i stacjonarnej broni zdolnej zmusić do wyparowania kamienny mur, te wspomnienia pozostały.
W tym miejscu muszę przyznać się co mi się roiło i z czego ostatecznie zrezygnowałem. Otóż wyobraźcie sobie dwie rasy żyjące w dawnych czasach gdzieś w głębi kosmosu, obydwie te rasy poszukując planety dobrej do zasiedlenia znajdują świat, w którym toczy się fabuła gry. Rasa "X" i rasa "O". Rasa X to czarne jak noc istoty spoza znanego nam wszechświata, władające potężną energią skumulowaną w postaci materialnej jaką przyjęli przybywając do naszego wymiaru. Rasa O (głowy wyposażone jedynie w oczy wrastają (w miejscu gdzie powinien być nos) grubym mięsnym wałkiem w korpus - całość może rozłożyć się niczym kwiat prezentując długą języko-wić) to lud z wymiaru materialnego o ewolucyjnie rozwiniętych możliwościach umysłowych, słowem - urodzeni psionicy. Na ziemiach settingu gry staczają w odległej przeszłości potworne bitwy. Rasa O wynajduje adamantyt*, z którego buduje statki odporne na magię rasy X. W końcu w wyniszczającej wojnie obydwie cywilizacje upadają, zaś ich niedobitki z marnymi resztkami technologii pozostają pośród miejscowych istot. Obydwie rasy są zdolne krzyżować się z tubylczymi prymitywnymi ludami. Tak też pomiędzy ludzi, elfy, krasnoludy, niziołki, orki, gnomy, ptakoludzi i wszystkie inne rasy trafiają geny pozwalające korzystać z uwięzionej w ciałach rasy X energii magicznej lub na podobieństwo rasy O z siły własnego umysłu.

Resztki technologii zasypuje pył i zalewają bagna. Pamięć o historii ginie. Jedynie w paru dobrze ukrytych miejscach zachowana jest Prawda.

 

Ostatecznie zrezygnowałem. Nie tyle z tego, co z ujawniania jakiejkolwiek prawdy na temat tak starych dziejów. Zresztą wyczułem, że graczom nie podszedł ten motyw.
I tyle, co myślicie o takim ułożeniu relacji psi - magia?
PS: nie ukrywam, że nie bez wpływu pozostało przeczytanie książki Pierścień z Krwawnikiem Karla Wagnera.

 

 

_________________________________________________
*adamantyt - w fantasy z reguły występuje jako najtwardszy możliwy metal; w settingu jaki prowadziłem trochę go udoskonaliłem: twardy metal o lekko fioletowawym odcieniu był odporny nie tylko na wszelkie próby zniszczenia go fizycznie, ale również całkowicie neutralizował magię; ogniste kule rzucone w adamantytowy mur rozpryskiwały się bezskutecznie, adamantytowe rękawice nie pozwalały czarować, a mieczem o szerokim adamantytowym ostrzu można było przy odrobinie zręczności odbijać magiczne pociski. A teraz pytanie: w takim razie jak ktoś wykuł adamantytowy miecz?:D

1
Notka polecana przez: Kaworu92
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Kaworu92
   
Ocena:
0
Co do miecza - został zrobiony jak każdy inny? :-P Ewentualnie poddano go psionicznemu kształtowaniu.
02-08-2013 01:24
Venomus
   
Ocena:
+1
W fantasy nie każdy miecz wykuwa się przecież z użyciem krasnalich run/elfiego zniewieścienia/czarodziejskiego hocus-pocus. Pewnie obrobiono go przy uzyciu innych (niezmodyfikowanych) brył adamantytu (bo podejrzewam, że inny materiał plus temperatury też nie podziałają).
troszeczkę na kształt illithida, ale o wiele plugawsze z wyglądu i zachowania

Ciężko o plugawszą aaberację niż Łupieżcy umysłów. Jakieś konkrety?

 
02-08-2013 03:24
jesykh
   
Ocena:
0
poszukam potem rysunku, to po pracy go wrzucę:)
02-08-2013 06:46
jesykh
   
Ocena:
0
http://oi39.tinypic.com/10glqbp.jpg

widzimy tu mózgożercę, jak wspominałem jego głowa (wyposażona jedynie w oczy) otwiera się u dołu niczym kwiat i ukazuje długą wić-język-ssawkę, służąca do chwytania ofiary i spożywania mózgu. Na dwóch ostatnich szkicach widzimy proces rozmnażania. Istota ta może wszczepić ofierze symbionta, dzięki któremu sprawuje nad daną osobą mentalną kontrolę. Po 3-5 latach, jeśli symbiont dotrwa, zaczyna się proces przemiany. Zainfekowana osoba znajduje chłodną i wilgotną niszę w której zapada w letarg trwający kolejne 5 lat. W tym czasie przyjmuje powoli formę larwy (części ciała zlewają się w jedną masę) by na koniec odrzucić zbędny kokon, pod którym ukształtowała się dorosła forma. Larwy obudzone z letargu są groźnymi przeciwnikami, usiłującymi zniszczyć każde zagrożenie mentalnymi mocami.
04-08-2013 14:30
jakkubus
   
Ocena:
0
Z tego co pokazałeś, mózgożerca to taki illithid o powierzchowności muminka.
04-08-2013 20:42
jesykh
   
Ocena:
0
poniekąd, są różnice w trybie życia i zachowaniach. Moim zdaniem plugawsza istota.
04-08-2013 20:52
jakkubus
   
Ocena:
0
Z Twojego, powyższego materiału można raczej wywnioskować, że tryb życia i zachowania są bardzo podobne. A plugawość ta w czym przejawia?
04-08-2013 23:17
jesykh
   
Ocena:
0
  • w tym, że zamiast głowy ma wielką bryłę mięcha z oczami?
  • w sposobie rozmnażania?
  • w tym, że mózgożerca nie snuje długofalowych planów zawładnięcia podmrokiem/światem, a jedynie chce kolejnych mózgów i kolejnych larw?
  • w tym, że jest zdegenerowanym potomkiem rasy sprzed eonów?
  • w tym że otacza się kultem utworzonym przez zainfekowanych sług (którzy w etapie przed wpadnięciem w letarg są tak mocno związania z mózgożercą, że umierają jeśli on zginie)?
  • w tym wreszcie, ze nie jest zabawnym ludkiem wyglądającym jak wychudzony cthulthu bez skrzydeł, służącym wielkiemu mózgowi?
Nie ukrywam, że podobieństwo spore jest, ale idea, która mi przyświecała, to stworzenie czegoś mniej... "komiksowego'?
05-08-2013 02:37
jakkubus
   
Ocena:
0
  • ...która jest jego głową.
  • ... który jest bardzo podobny do illithidzkiego.
  • Pierwszy sensowny argument.
  • Drugi sensowny argument.
  • ...podobnie jak illithidzi półillithidami.
  • ... za to jest zabawnym ludkiem, wyglądającym jak muminki :P .
Z grubsza rzecz biorąc to takie zdegenerowane illithidy. Wyszło mniej komiksowo, a bardziej komicznie.
05-08-2013 21:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.