string(15) ""
» Blog » Przemyślenia o grach i kolekcjonowaniu
13-12-2014 13:09

Przemyślenia o grach i kolekcjonowaniu

Odsłony: 554

Kiedyś...

Były sobie kiedyś lata 90-te. To czas, kiedy mały Iselor (około 10 letni) zaczynał swoją przygodę z grami PC (wcześniej był nieśmiertelny Pegasus). W okolicach roku 1996 grałem w mnóstwo gier. Głównie starych FPSów i RTSów, ale nie tylko. Był to czas kiedy ostro piraciłem! Tzn. nie ja, bo tata owe piraty kupował. Co tydzień jeździło się na bazar i kupowało jedną, dwie, a czasem więcej gier. Czasem, co ciekawe, można tam było natrafić na oryginały. Nikt się oczywiście wtedy żadnymi prawami autorskimi nie przejmował, skoro można było mieć coś taniej  korzystało się z okazji. Były to czasy gdy zarobki były trzy razy mniejsze niż dzisiaj a ceny gier  trzy razy wyższe. Bazar zapewniał więc możliwość kupowania tańszych gier (o czymś takim jak internet mało kto mógł marzyć). Oczywiście, można też było kupić tańsze ciuchy, tańszy telewizor, konsolę, tańszy samochód, a miejską tajemnicą poliszynela jest to, że jak się dobrze zagada można kupić tańszy pistolet albo tańszy dyplom wyższej uczelni. Ale wracając. Skoro można było na bazarze kupić tańsze gry z okazji się korzystało. Sklepów z grami było wtedy co prawda sporo, ale z tych co znam do dziś żaden się nie utrzymał (a jeśli to nie handluje grami). No i nie wiem kto w nich kupował. Był to jednak wspaniały czas najlepszych gier video jakie powstały w historii i znakomity czas dla polskiej prasy o grach (z miejsca wymienię przynajmniej 10 tytułów na sam PC). Iselor kupował wtedy śp. Gamblera. Z wypiekami na twarzy czytałem o grach, które chciałem mieć, które miałem i które zdobyłem czasem po wielu latach;) Gambler uczył mnie rozróżniać gatunki, nauczył grać (w pewnym sensie) w cRPG (i pokazał czym jest zarówno cRPG jak i RPG), pokazał najważniejsze gry w historii. Nauczył trochę pisać o grach. I co najważniejsze: sprawił że Iselor zechciał kupować oryginały i zrozumiał że piractwo jest be i fe.
Powoli więc rozpoczął się proces pozbywania się piratów. Lądowały na śmietniku, rzadziej u znajomych. Pojawił się jednak problem. Gry na których się wychowałem człowiek chciał by mieć wciąż przy sobie. Trzeba było więc znaleźć oryginalne wersje owych gier. Zadanie niełatwe. Choć pojawiły się iskierki nadziei:) W 1999 roku CD-Action dał pełną wersję Dark Colony. Jeden z moich najukochańszych RTSów. Ów egzemplarz Dark Colony w stanie idealnym służy mi do dziś. Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Trzeba było odzyskać nie tylko gry dawniej pirackie, ale też np. Diablo czy Księcia i Tchórza, które miałem oryginalne, a w wyniku młodzieńczej głupoty przepadły. Nie było ważne w jakiej będą edycji. Ważne by były oryginalne. Mniej więcej wtedy też postawiłem sobie cel ambitny acz chyba wykonalny co można zobaczyć po mojej kolekcji (patrz: sam dół): uzbieranie nie tylko gier, które kiedyś miałem w wersji tańszej, ale też najlepszych gier z moich ulubionych gatunków (cRPG, przygodówki, RTSy) oraz najważniejszych gier z innych gatunków, głównie z lat 90-tych. A potem przejście ich, albo chociaż tzw. "zaliczenie". Wydanie gry bez znaczenia: byle oryginał. Oczywiście, im ładniejsze wydanie (z radością premierowe:)) tym lepiej, ale bez przesady.
Gry, które zbieram nie są na sprzedaż. Są elementem powrotu w przeszłość, mają wartość: ale sentymentalną, nostalgiczną. Inne, na których się nie wychowałem, a które są stare mają dla mnie wartość, hm, historyczną. Wszystkie gry trzymam dla siebie i ewentualnie dla potomnych.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że często przepłacam na aukcjach. Niektórzy twierdzą, że ceny na aukcjach są zbyt wysokie, zwłaszcza reedycje. Nie zgadzam się. Nawet jeśli bowiem jakaś miała reedycję ładnych parę lat temu, a premierę np. 10- 15 albo więcej należy się liczyć z tym, że egzemplarzy danej gry może być niewiele, bez względu na edycję. Część płyt wylądowało na śmietniku, inne się zarysowały, połamały, parę rozsadził czytnik (sam miałem przypadek gdy płyta z Heroes of Might and Magic III po prostu mi eksplodowała w czytniku). Jakaś ilość pewnie została zutylizowana. Pozostałe trzymają gracze. Niekoniecznie kolekcjonerzy. Jednak należy się liczyć z tym, że im gra starsza tym z roku na rok jest coraz mniej egzemplarzy: zarówno reedycji jak i (zwłaszcza) wydań premierowych. Ceny więc rosną, zwłaszcza w przypadku tzw. unikatów. I to nie dotyczy tylko polskich aukcji. Nawet na ebayu z niektórymi tytułami jest piekielnie ciężko (np. strasznie ciężko kupić grę Killing Time, fajnego FPSa z lat 90-tych; gra zjawia się na aukcjach rzadko, jeśli już to za spore pieniądze: sam kupiłem zafoliowany egzemplarz w wersji na Macintosha, gdyż wersja na 3DO została mi sprzątnięta sprzed nosa, a wersji na PC na oczy na aukcji nie widziałem). Sytuacja jest już na tyle nieciekawa, że nawet trylogia Ishar, którą mam z czasopisma (!) Gambler stała się unikatem!
Tak jest i będzie. Gdyby ktoś mnie walnął w głowę i gry przestałyby mnie interesować na pewno moja kolekcja nie poszłaby za psie pieniądze. Ci, którzy mieli kupić ważne dla siebie gry w dużej mierze już to zrobili. O dobre tytuły na polskich aukcjach będzie coraz ciężej bo ci, którzy są w posiadaniu unikatów niechętnie będą je sprzedawać, a jeśli to - nie za małe pieniądze. To dotyczy nawet reedycji, które także są coraz rzadsze i coraz droższe, bo wiem że wielu ludzi oddałoby wiele za pierwsze Diablo z Hellfire, albo jakąś Ultimę nawet jeśli to goły CD albo reedycja. Sam kupiłem Albion  "goły" CD za 50 zł i wiecie co? Nie żałuję. Bo ile osób w Polsce posiada tę grę i jak często pojawia się na allegro? A to przecież jeden z najwybitniejszych cRPG ever!
W mojej opinii nic się nie zmieni. Ceny będą stać na takim poziomie jak teraz. Na koniec zaś pierwszej części tego wpisu: nie dziwię się że gry w big boxach są tak drogie. Big boxy są symbolem epoki, która minęła, starych lepszych gier/czasów. Są znakiem, że gra, którą kupujemy jest w pełnej edycji, jest niczym Pan Tadeusz w twardej oprawie ze złoceniami;) Nie ma bowiem nic przyjemniejszego niż oglądanie kolekcji big boxów:) Oczywiście, z kupowaniem wersji big box nie należy przesadzać w kwestii ceny, ale jeśli nas stać czemu nie?

Dzisiaj...

Ostatnio zastanawialiśmy się ze znajomymi, czy obecne czasy są dla graczy dobre czy nie. Cóż, mój przyjaciel narzeka na wiele rzeczy. Najbardziej na steam. Ów cholerny steam także mnie denerwuje. Czy jednak należy faktycznie narzekać? Z jednej strony są powody do niepokoju dla ludzi (np. dla mnie), którzy steama i wszelkich innych "aktywacji gry przez internet" nie uznają (to są dla mnie kajdany, w dodatku regulamin mówi że gry ze steama wypożyczam, nie kupuję - no i ja chcę móc instalować grę i grać jak kiedyś: wkładam płytę i już, bez zakładania kont bo takie jest widzimisię producenta). Obecnie na 10 gier to tak na oko 8 wymaga steama czy czegoś w tym rodzaju. Sporo. Jednak steam zaczął się na dobre "rozpychać" w świecie gier dopiero około roku 2006 jeśli się nie mylę. Co to oznacza? Ano oznacza to tyle, że gry z ponad 25 lat historii (liczę od 1980 do 2006) go nie posiadają a i spora część (większość?) od owego 2006 też go nie wymaga, a sytuacja zmieniać się zaczęła dopiero w ostatnim czasie. Czyli reasumując tysiące gier bez steama wciąż spokojnie może nam zapewnić tysiące godzin rozrywki. Mało? Wg mnie nie. Bo nawet jeśli od jutra 100% gier będzie na steamie ja wzruszę ramionami: gier bez steama bowiem starczy mi do końca życia.
Inny argument, że dzisiejsze czasy są be jest tzw. casualizacja. Rankin twierdzi, że coś takiego nie istnieje. Ja twierdzę że wprost przeciwnie. Casualizacja istniała od początku istnienia gier. Pierwsze gry nie były tworzone dla hardkorów, tylko dla szarych ludzi. Gry, proste, łatwe i przyjemne. Tytuły naprawdę bardziej ambitne to dopiero lata 90-te. Gry wciąż były jednak medium niszowym. Niewielu było hardkorów, ale też niewielu relatywnie było casuali. Dopiero od nowego millenium zaczęła bardzo rosnąć liczba graczy. Pojawiło się nowe pokolenie graczy, urodzonych już w latach 90-tych, starsi mieli już ponad 30 lat i często od gier odeszli. Równomiernie zaczęła rosnąć liczba graczy tak zarówno tych "niedzielnych" jak i "hardkorów". Oczywiście, tych pierwszych więcej w świecie graczy:) Jednak jeśli ktoś chce zagrać w coś tzw. ambitnego to naprawdę nietrudno znaleźć coś wartego uwagi!
Obecnie bowiem widzę dwa ogromne plusy współczesnych czasów. Po pierwsze: masowa emulacja i kupowanie często przez graczy zarówno komputera jak i przynajmniej jednej konsoli. Pozwala to grać w zasadzie w gry ze wszystkich platform jakie kiedykolwiek się pojawiły. Zainteresowała cię gra na konsolę 3DO? Nie ma sprawy! W sieci bez trudu znajdziesz emulator i gry na tę "martwą" konsolę!
Inny pozytywny przejaw dzisiejszych czasów to świadomość graczy. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Powiem tak: wielu graczy zaczyna interesować się historią gier video i starymi grami. Sprawia to, że teksty o starych grach (starych czasach) są czytane, stare gry są wciąż używane, nie pogardzane. Ogólnie pojęty retrogaming w Polsce zaczął niedawno raczkować, ale nie jest źle. Blogi o starych grach, turnieje starych gier, fora o starych grach, profile na serwisach społecznościowych itd. itp.
Czy jest źle? Nie! Jest świetnie! Do wyboru, do koloru: grasz gdzie chcesz, w co chcesz i na czym chcesz. Nie podobają ci się stare gry, grasz w nowe i na odwrót: nowości to syf: cofasz się do przeszłości. Albo nie patrzysz na wiek gier. I choć osobiście nie wróżę większości dzisiejszych gier sukcesu i wiecznego życia (zawsze będę powtarzał, że najlepsze gry komputerowe i konsolowe powstały w latach 90-tych), nie narzekam. I życzę Wam i sobie, aby wciąż było przynajmniej tak dobrze jak jest teraz (choć niektórzy mówią że niedługo na rynku gier czeka nas krach jaki miał miejsce w latach 80-tych, ale...zobaczymy:)). 

Mały bonus:

W 1994 roku miałem Pegazusa. Mija więc w tym roku 20 lat od czasu gdy Iselor dołączył do środowiska graczy. Z tej okazji zrobiłem pokaz slajdów z moją kolekcją. Część zdjęć jest co prawda lipnej jakości, ale ponad 95% tytułów spokojnie jest do odczytu.

https://www.youtube.com/watch?v=cWU_1JbUsj4

2
Notka polecana przez: Anioł Gniewu, Gawk
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
0

Gadać warto z każdym, choć nie z każdym się da.

14-12-2014 17:07
Gawk
   
Ocena:
0

Oksymoron.

14-12-2014 18:40
Iselor
   
Ocena:
+1

Nie ma sensu robić jakiejś gównoburzy:) Ja nikogo nie mam zamiaru obrażać/atakować bo czegoś nie lubi - czym innym jest stwierdzenie "Might and Magic jest do dupy bo jest głupi" a czym innym "Nie lubię tego typu rozgrywki". Moich przyjaciół na ten przykład przekonałem do M&M, ale żaden nie przekonał się do Wizardry - ja to rozumiem, bo gra wybitna, ale typ rozgrywki i masakryczny poziom trudności mogą odstraszać. Podobnie tylko jeden towarzysz polubił jak ja VtM: Bloodlines. Innych (w tym ojca, który też nawala w erpegi) odstręcza klimat. Ale ja np. nie trawię serii Deus Ex - ja wiem, wybitne, podobne do Wampira ale trzeba by mnie popychać do tego widłami, bo nie trawię tych klimatów.

A co do zbierania gier - robię to dla siebie i dla potomnych. Nie wszystko co się w historii gier pojawiło ląduje na gogu czy steamie, a nie chcę by pewne gry wylądowały na śmietniku. Trzymając ich oryginalne wersje w jakiś sposób ratuję je od zapomnienia wśród graczy i fizycznego unicestwienia. 

A tak po trzecie: czekajcie i czytajcie moje teksty! Może jakieś fajne nieznane tytuły wam pokażę (nie tylko cRPG).

14-12-2014 22:11
Adeptus
   
Ocena:
+2

Nie ma sensu robić jakiejś gównoburzy:) Ja nikogo nie mam zamiaru obrażać/atakować bo czegoś nie lubi

To bardzo fajnie, ale w takim razie proponuję na przyszłość unikać podziałów na "graczy i graczy świadomych", używać sformułowania "fanboj bioware" jako wyzwiska, czy sugerować, że osoba, która nie ma ochoty grać w M&M, albo nie uznaje ich za arcydzieło, nie ma prawa się nazywać fanem cRPG ;) Bo to właśnie brzmi z lekka obraźliwie i jest prowokowaniem gównoburzy jak ta lala.

Trzymając ich oryginalne wersje w jakiś sposób ratuję je od zapomnienia wśród graczy i fizycznego unicestwienia. 

Nie obraź się (a jeśli masz ochotę się obrazić, to proszę, poczekaj z tym zanim doczytasz post do końca), ale nie wydaje mi się, żeby to było ratowanie. Lubisz kolekcjonować, to bardzo fajnie, kolekcjonuj, życzę żeby twoja kolekcja rosła i rosła, ale to, że Iselor będzie miał na honorowym miejscu u siebie jakąś grę nijak nie pomoże uratować jej od zapomnienia... Traktuj to jako hobby, nie misję dziejową ;) Co innego twoje artykuły - one jak najbardziej mogą pomóc w "walce" z zapomnieniem. Dlatego, choć nierzadko denerwuje mnie twój sposób bycia i mierżą niektóre wypowiedzi, jak najbardziej doceniam i uznaję za godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne to, że starasz się pokazywać ludziom nieznane/zapomniane gry i życzę powodzenia w tym dziele.

W sumie to twoja działalność dała mi nieco do myślenia i myślę nad tym, żeby samemu wysmarować jakąś notkę o ukochanej starej/nieznanej grze, bo to trochę głupio, że ciągle się czepiam, a do dawna sam niczego merytorycznego nie napisałem...

14-12-2014 22:34
banracy
   
Ocena:
0

@Iselor

Aż dziwne, bo klasyczne M&M są już dosyć archaiczne, a przedzieranie się przez hordy potworów i zdawkowe dialogi może odstraszyć fanów nowszych RPG. Wizardry 8 ma już w miarę przyzwoitą grafikę, bardziej elegancki system walki i dialogi jak z nowoczesnego RPG.

15-12-2014 00:50
Iselor
   
Ocena:
0

@ banracy

Nie mam pojęcia, ale to jest pewnie kwestia tzw. klimatu:) 

15-12-2014 10:00
XLs
   
Ocena:
0

Dobra... Stare gry łatwe? Dzisiaj walka z jakimkolwiek bossem to góra pół godziny... Kiedyś to były batalie po parę godzin... 

15-12-2014 16:35
Iselor
   
Ocena:
0

Ok, z tym stare - łatwe to mój zonk. Nie wiem czemu to napisałem, przecież sam to widzę na samym przykładzie cRPG. Teraz - z innej beczki - gram w Doom II na poziomie Ultra Violence i poziom trudności jest masakryczny.

15-12-2014 16:46

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.