string(15) ""
» Blog » Przemyślenia o grach i kolekcjonowaniu
13-12-2014 13:09

Przemyślenia o grach i kolekcjonowaniu

Odsłony: 554

Kiedyś...

Były sobie kiedyś lata 90-te. To czas, kiedy mały Iselor (około 10 letni) zaczynał swoją przygodę z grami PC (wcześniej był nieśmiertelny Pegasus). W okolicach roku 1996 grałem w mnóstwo gier. Głównie starych FPSów i RTSów, ale nie tylko. Był to czas kiedy ostro piraciłem! Tzn. nie ja, bo tata owe piraty kupował. Co tydzień jeździło się na bazar i kupowało jedną, dwie, a czasem więcej gier. Czasem, co ciekawe, można tam było natrafić na oryginały. Nikt się oczywiście wtedy żadnymi prawami autorskimi nie przejmował, skoro można było mieć coś taniej  korzystało się z okazji. Były to czasy gdy zarobki były trzy razy mniejsze niż dzisiaj a ceny gier  trzy razy wyższe. Bazar zapewniał więc możliwość kupowania tańszych gier (o czymś takim jak internet mało kto mógł marzyć). Oczywiście, można też było kupić tańsze ciuchy, tańszy telewizor, konsolę, tańszy samochód, a miejską tajemnicą poliszynela jest to, że jak się dobrze zagada można kupić tańszy pistolet albo tańszy dyplom wyższej uczelni. Ale wracając. Skoro można było na bazarze kupić tańsze gry z okazji się korzystało. Sklepów z grami było wtedy co prawda sporo, ale z tych co znam do dziś żaden się nie utrzymał (a jeśli to nie handluje grami). No i nie wiem kto w nich kupował. Był to jednak wspaniały czas najlepszych gier video jakie powstały w historii i znakomity czas dla polskiej prasy o grach (z miejsca wymienię przynajmniej 10 tytułów na sam PC). Iselor kupował wtedy śp. Gamblera. Z wypiekami na twarzy czytałem o grach, które chciałem mieć, które miałem i które zdobyłem czasem po wielu latach;) Gambler uczył mnie rozróżniać gatunki, nauczył grać (w pewnym sensie) w cRPG (i pokazał czym jest zarówno cRPG jak i RPG), pokazał najważniejsze gry w historii. Nauczył trochę pisać o grach. I co najważniejsze: sprawił że Iselor zechciał kupować oryginały i zrozumiał że piractwo jest be i fe.
Powoli więc rozpoczął się proces pozbywania się piratów. Lądowały na śmietniku, rzadziej u znajomych. Pojawił się jednak problem. Gry na których się wychowałem człowiek chciał by mieć wciąż przy sobie. Trzeba było więc znaleźć oryginalne wersje owych gier. Zadanie niełatwe. Choć pojawiły się iskierki nadziei:) W 1999 roku CD-Action dał pełną wersję Dark Colony. Jeden z moich najukochańszych RTSów. Ów egzemplarz Dark Colony w stanie idealnym służy mi do dziś. Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Trzeba było odzyskać nie tylko gry dawniej pirackie, ale też np. Diablo czy Księcia i Tchórza, które miałem oryginalne, a w wyniku młodzieńczej głupoty przepadły. Nie było ważne w jakiej będą edycji. Ważne by były oryginalne. Mniej więcej wtedy też postawiłem sobie cel ambitny acz chyba wykonalny co można zobaczyć po mojej kolekcji (patrz: sam dół): uzbieranie nie tylko gier, które kiedyś miałem w wersji tańszej, ale też najlepszych gier z moich ulubionych gatunków (cRPG, przygodówki, RTSy) oraz najważniejszych gier z innych gatunków, głównie z lat 90-tych. A potem przejście ich, albo chociaż tzw. "zaliczenie". Wydanie gry bez znaczenia: byle oryginał. Oczywiście, im ładniejsze wydanie (z radością premierowe:)) tym lepiej, ale bez przesady.
Gry, które zbieram nie są na sprzedaż. Są elementem powrotu w przeszłość, mają wartość: ale sentymentalną, nostalgiczną. Inne, na których się nie wychowałem, a które są stare mają dla mnie wartość, hm, historyczną. Wszystkie gry trzymam dla siebie i ewentualnie dla potomnych.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że często przepłacam na aukcjach. Niektórzy twierdzą, że ceny na aukcjach są zbyt wysokie, zwłaszcza reedycje. Nie zgadzam się. Nawet jeśli bowiem jakaś miała reedycję ładnych parę lat temu, a premierę np. 10- 15 albo więcej należy się liczyć z tym, że egzemplarzy danej gry może być niewiele, bez względu na edycję. Część płyt wylądowało na śmietniku, inne się zarysowały, połamały, parę rozsadził czytnik (sam miałem przypadek gdy płyta z Heroes of Might and Magic III po prostu mi eksplodowała w czytniku). Jakaś ilość pewnie została zutylizowana. Pozostałe trzymają gracze. Niekoniecznie kolekcjonerzy. Jednak należy się liczyć z tym, że im gra starsza tym z roku na rok jest coraz mniej egzemplarzy: zarówno reedycji jak i (zwłaszcza) wydań premierowych. Ceny więc rosną, zwłaszcza w przypadku tzw. unikatów. I to nie dotyczy tylko polskich aukcji. Nawet na ebayu z niektórymi tytułami jest piekielnie ciężko (np. strasznie ciężko kupić grę Killing Time, fajnego FPSa z lat 90-tych; gra zjawia się na aukcjach rzadko, jeśli już to za spore pieniądze: sam kupiłem zafoliowany egzemplarz w wersji na Macintosha, gdyż wersja na 3DO została mi sprzątnięta sprzed nosa, a wersji na PC na oczy na aukcji nie widziałem). Sytuacja jest już na tyle nieciekawa, że nawet trylogia Ishar, którą mam z czasopisma (!) Gambler stała się unikatem!
Tak jest i będzie. Gdyby ktoś mnie walnął w głowę i gry przestałyby mnie interesować na pewno moja kolekcja nie poszłaby za psie pieniądze. Ci, którzy mieli kupić ważne dla siebie gry w dużej mierze już to zrobili. O dobre tytuły na polskich aukcjach będzie coraz ciężej bo ci, którzy są w posiadaniu unikatów niechętnie będą je sprzedawać, a jeśli to - nie za małe pieniądze. To dotyczy nawet reedycji, które także są coraz rzadsze i coraz droższe, bo wiem że wielu ludzi oddałoby wiele za pierwsze Diablo z Hellfire, albo jakąś Ultimę nawet jeśli to goły CD albo reedycja. Sam kupiłem Albion  "goły" CD za 50 zł i wiecie co? Nie żałuję. Bo ile osób w Polsce posiada tę grę i jak często pojawia się na allegro? A to przecież jeden z najwybitniejszych cRPG ever!
W mojej opinii nic się nie zmieni. Ceny będą stać na takim poziomie jak teraz. Na koniec zaś pierwszej części tego wpisu: nie dziwię się że gry w big boxach są tak drogie. Big boxy są symbolem epoki, która minęła, starych lepszych gier/czasów. Są znakiem, że gra, którą kupujemy jest w pełnej edycji, jest niczym Pan Tadeusz w twardej oprawie ze złoceniami;) Nie ma bowiem nic przyjemniejszego niż oglądanie kolekcji big boxów:) Oczywiście, z kupowaniem wersji big box nie należy przesadzać w kwestii ceny, ale jeśli nas stać czemu nie?

Dzisiaj...

Ostatnio zastanawialiśmy się ze znajomymi, czy obecne czasy są dla graczy dobre czy nie. Cóż, mój przyjaciel narzeka na wiele rzeczy. Najbardziej na steam. Ów cholerny steam także mnie denerwuje. Czy jednak należy faktycznie narzekać? Z jednej strony są powody do niepokoju dla ludzi (np. dla mnie), którzy steama i wszelkich innych "aktywacji gry przez internet" nie uznają (to są dla mnie kajdany, w dodatku regulamin mówi że gry ze steama wypożyczam, nie kupuję - no i ja chcę móc instalować grę i grać jak kiedyś: wkładam płytę i już, bez zakładania kont bo takie jest widzimisię producenta). Obecnie na 10 gier to tak na oko 8 wymaga steama czy czegoś w tym rodzaju. Sporo. Jednak steam zaczął się na dobre "rozpychać" w świecie gier dopiero około roku 2006 jeśli się nie mylę. Co to oznacza? Ano oznacza to tyle, że gry z ponad 25 lat historii (liczę od 1980 do 2006) go nie posiadają a i spora część (większość?) od owego 2006 też go nie wymaga, a sytuacja zmieniać się zaczęła dopiero w ostatnim czasie. Czyli reasumując tysiące gier bez steama wciąż spokojnie może nam zapewnić tysiące godzin rozrywki. Mało? Wg mnie nie. Bo nawet jeśli od jutra 100% gier będzie na steamie ja wzruszę ramionami: gier bez steama bowiem starczy mi do końca życia.
Inny argument, że dzisiejsze czasy są be jest tzw. casualizacja. Rankin twierdzi, że coś takiego nie istnieje. Ja twierdzę że wprost przeciwnie. Casualizacja istniała od początku istnienia gier. Pierwsze gry nie były tworzone dla hardkorów, tylko dla szarych ludzi. Gry, proste, łatwe i przyjemne. Tytuły naprawdę bardziej ambitne to dopiero lata 90-te. Gry wciąż były jednak medium niszowym. Niewielu było hardkorów, ale też niewielu relatywnie było casuali. Dopiero od nowego millenium zaczęła bardzo rosnąć liczba graczy. Pojawiło się nowe pokolenie graczy, urodzonych już w latach 90-tych, starsi mieli już ponad 30 lat i często od gier odeszli. Równomiernie zaczęła rosnąć liczba graczy tak zarówno tych "niedzielnych" jak i "hardkorów". Oczywiście, tych pierwszych więcej w świecie graczy:) Jednak jeśli ktoś chce zagrać w coś tzw. ambitnego to naprawdę nietrudno znaleźć coś wartego uwagi!
Obecnie bowiem widzę dwa ogromne plusy współczesnych czasów. Po pierwsze: masowa emulacja i kupowanie często przez graczy zarówno komputera jak i przynajmniej jednej konsoli. Pozwala to grać w zasadzie w gry ze wszystkich platform jakie kiedykolwiek się pojawiły. Zainteresowała cię gra na konsolę 3DO? Nie ma sprawy! W sieci bez trudu znajdziesz emulator i gry na tę "martwą" konsolę!
Inny pozytywny przejaw dzisiejszych czasów to świadomość graczy. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Powiem tak: wielu graczy zaczyna interesować się historią gier video i starymi grami. Sprawia to, że teksty o starych grach (starych czasach) są czytane, stare gry są wciąż używane, nie pogardzane. Ogólnie pojęty retrogaming w Polsce zaczął niedawno raczkować, ale nie jest źle. Blogi o starych grach, turnieje starych gier, fora o starych grach, profile na serwisach społecznościowych itd. itp.
Czy jest źle? Nie! Jest świetnie! Do wyboru, do koloru: grasz gdzie chcesz, w co chcesz i na czym chcesz. Nie podobają ci się stare gry, grasz w nowe i na odwrót: nowości to syf: cofasz się do przeszłości. Albo nie patrzysz na wiek gier. I choć osobiście nie wróżę większości dzisiejszych gier sukcesu i wiecznego życia (zawsze będę powtarzał, że najlepsze gry komputerowe i konsolowe powstały w latach 90-tych), nie narzekam. I życzę Wam i sobie, aby wciąż było przynajmniej tak dobrze jak jest teraz (choć niektórzy mówią że niedługo na rynku gier czeka nas krach jaki miał miejsce w latach 80-tych, ale...zobaczymy:)). 

Mały bonus:

W 1994 roku miałem Pegazusa. Mija więc w tym roku 20 lat od czasu gdy Iselor dołączył do środowiska graczy. Z tej okazji zrobiłem pokaz slajdów z moją kolekcją. Część zdjęć jest co prawda lipnej jakości, ale ponad 95% tytułów spokojnie jest do odczytu.

https://www.youtube.com/watch?v=cWU_1JbUsj4

2
Notka polecana przez: Anioł Gniewu, Gawk
Poleć innym tę notkę

Komentarze


wolf_schwarzenatter
   
Ocena:
+3

Pierwsze gry nie były tworzone dla hardkorów, tylko dla szarych ludzi. Gry, proste, łatwe i przyjemne.

Tylko, że nie. Po pierwsze - co znaczy "pierwsze gry"? Jak rozumiem, mówisz o latach 80tych. Ówczesne gry były (w sporej części) absurdalnie wręcz trudne i irytujące. Owszem, były popularne ale poziom trudności był nieporównywalny do współczesnego.

13-12-2014 14:55
banracy
   
Ocena:
+6

Fajnie, może się wtrącę. Poziom wydawania gier spadł zatrważająco. Jeśli ktoś nie kupuje jakiejś ful-wypas edycji kolekcjonerskiej dla psycho-fanów to w większości przypadków dostanie jedno wielkie guano. Pamiętam jak kiedyś kupowałem BG 2 z Tronem Bhaala, nie jakąś wypasioną wersję, a w wielkim pudle była gruba instrukcja i mapa. CD Projekt wydawał gry w extra grze i dodawali porządne pudełko do samodzielnego złożenia. Dzisiaj nawet edycje premierowe to po prostu DVD Box + broszurka + płyta. Oczywiście są chlubne wyjątki jak pudełkowe wersje Wasteland 2 i Might and Magic X, ale większość to zwykły syf. 

13-12-2014 16:05
Iselor
   
Ocena:
+2

Dlatego ja w zasadzie nie kupuję już nowych gier *tzn. kupuję ale głównie brakujące tytuły z lat 90 i pierwszej dekady XXI wieku).

13-12-2014 16:11
Vukodlak
   
Ocena:
+3

Nie mogę się zgodzić z oceną niskiej trudności starych gier. To właśnie były gry dla hardkorów, bo głównie hardkorowcy wtedy grali. Manual do Realms of Arkania ma 75 stron, Cluebook całe 121. Bez przeczytania tego będziesz się tylko frustrował i odbijał od podstawowych elementów gry. Druga część RoA ma to samo. Manual Privateer Gemini Gold to kolejne 84 strony. Tutoriala nie uświadczysz, nic nie będzie prowadzić Cię za rączkę, jak we współczesnych grach. Trzeba siąść na dupsku i przerobić materiał w instrukcji, bo nie ruszysz. To w żadnym razie nie były proste, łatwe gry dla szarych ludzi. Chyba, że mówimy o Pongu.

Kiedy byłem młody i piękny, to nie rozumiałem sensu gier typu Pirates, Daggerfal, sandboxowych, otwartych światów, eksploracji, gier ekonomicznych i handlowych, złożonych erpegów bez głównych wątków, skomplikowanych strategii turowych itp. To zaś był trzon gier tamtego czasu, a nie proste platformówki, mordoklepy, gry sportowe i jakieś wyścigi.

Co zaś do GoGów, Steama i innych platform tego typu - nie lubię ich. Nie lubię, ale korzystam, bo tak naprawdę znacznie ułatwiają radość z uprawiania tego hobby. Nigdy nie zgubię płyty/pudełka z grą, nigdy nie zajadę nośnika, mam ją zawsze przy sobie - wystarczy ściągnąć na dysk po zakupie nowego kompa, są przystosowane do obecnych systemów operacyjnych i nigdy nie muszę grzebać w programie i/lub bebechach, by coś takiego odpalić. Twój CD w końcu odmówi posłuszeństwa, gra nie odpali mimo symulatorów zainstalowanych na komputerze, a każde pudełko zajmuje swoje miejsce na półce. Sentyment sentymentem, ale IMO opcja gier cyfrowych wygrywa i nie warto dla podróży do dzieciństwa wydawać kupy szmalu na stare gry w oryginalnych wersjach.

13-12-2014 19:22
Gawk
   
Ocena:
+1

"Stare" gry wcale nie były łatwe. Już pomijając mechanizm save/load i inne ułatwienia, to większość z nich była po prostu trudna do opanowania i wymagała nadzwyczajnego timingu.

13-12-2014 20:27
leto_ii
   
Ocena:
+1

@Vukodlak

Odnośnie "Co zaś do GoGów, Steama i innych platform tego typu - nie lubię ich." - ja rozumiem za co można nie lubić Steam, ale GoG? Co z nim jest nie tak? Dla mnie to idealna platforma - ma to co chcę (dobre starsze gry), za tyle ile chcę (tanio) i w formie takiej jak chcę (czyli są moje i mogę z nimi robić co chcę). Dlaczego GoGa nie lubisz?

13-12-2014 23:43
Vukodlak
   
Ocena:
0

@leto_ii

Because I'm evil.

13-12-2014 23:57
Gawk
   
Ocena:
0

Właściwie każdy ma swój własny "old school". Dla jednego "stare" będą gry na Commodore, a dla innego dopiero te na Pegasusa.

Ja osobiście od Pegasusa zaczynałem, a że był to japoński wynalazek, dodatkowo podbijało to poziom trudności. Japońskie gry do łatwych przecież nie należą, a często poziom trudności jest do tego stopnia obłędny, że niektóre gry po prostu trzeba przechodzić na pamięć, bo nikt nie dysponuje takim refleksem...

Niemniej, gry jak to gry, jedne sprawiały frajdę, inne nie.

 

Kolekcjonowanie gier, to hobby jak każde inne, ale zbieractwo jest p prostu mało wygodne. Chyba, że ktoś ma własny dom, naprawdę dużą powierzchnię do zagospodarowania na swoje zachciewajki, albo prowadzi jakąś świetlicę tematyczną, gdzie można przy okazji zorganizować ciekawe ekspozycje.

W innym wypadku miejsca zawsze brakuje. Dlatego wirtualne biblioteki gier czy dyski internetowe, to bardzo dobre rozwiązanie, nie wolne jednak od mankamentów.

Przede wszystkim rozchodzi mi się tutaj o PUPy, które potrafią się bardzo często instalować z grami pobieranymi przez serwisy typu Steam, oraz okazjonalne skanowanie naszych maszynek przez programy wykrywające oszustwa czy inne takie. Nie jest to rzecz, na jaką chciałbym sobie pozwalać, ale każdy użytkownik Steama chociażby jest do tego zmuszony.

Po drugie, osławiony już VAC czy inne "inteligentne inaczej" programy do wykrywania oszustów, które w praktyce szkodzą bardziej zwykłym graczom. A że bany często lecą na cała grupę danych tytułów, to bardzo niefajnie jest potem opłakiwać setki złotych wydanych na oryginalne gry...

 

14-12-2014 00:02
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Iselor

I choć osobiście nie wróżę większości dzisiejszych gier sukcesu i wiecznego życia (zawsze będę powtarzał, że najlepsze gry komputerowe i konsolowe powstały w latach 90-tych), nie narzekam.

Przekonanie, że to, co najlepsze już było, że lepsze powstać nie może i że postępu nie ma, jest trochę.... smutne. I oczywiście, mylisz się. Już dziś, gdyby dzisiaj spytać graczy np. o "klasykę cRPG", więcej wymieniłoby Gothica niż twoje kochane M&M, o Wizardry nie wspominając. I za 20 lat jakiś Iselor junior będzie pisał artykuły o cRPG wszechczasów Gothicu, butnie deklarując, że najlepsze gry to wyprodukowano w pierwszej dekadzie XXI wieku. A gry z lat 90 będą miały dla niego mniej więcej takie znaczenie, jak dla ciebie, dajmy na to, Dungeon Master z 1987.

Wszystko sprowadza się do zdania, które napisał Gawk - "Właściwie każdy ma swój własny "old school""

@ banracy

Fajnie, może się wtrącę. Poziom wydawania gier spadł zatrważająco. Jeśli ktoś nie kupuje jakiejś ful-wypas edycji kolekcjonerskiej dla psycho-fanów to w większości przypadków dostanie jedno wielkie guano. Pamiętam jak kiedyś kupowałem BG 2 z Tronem Bhaala, nie jakąś wypasioną wersję, a w wielkim pudle była gruba instrukcja i mapa. CD Projekt wydawał gry w extra grze i dodawali porządne pudełko do samodzielnego złożenia. Dzisiaj nawet edycje premierowe to po prostu DVD Box + broszurka + płyta.

Może dlatego, że większość klientów wcale nie oczekuje pudełek? Ja wszystkie kartonowe pudełka od gier wyrzucałem po rozpakowaniu. A drukowane instrukcje fajnie się czyta, ale to tak naprawdę kosztowny bajer, który mało wnosi, bo większość współczesnych gier da się bez problemu opanować dzięki samouczkowi, opisom zawartym w samej grze itd. Przy starych grach były one bardziej potrzebne - czasem jak odpalisz jakąś skamielinę, to nawet nie wiesz, co zrobić, żeby się postać zaczęła ruszać.

14-12-2014 00:02
banracy
   
Ocena:
+1

@Adeptus

Kiedyś instrukcje do gier to nie była tylko klawiszologia + ostrzeżenie o epilepsji. Co do pudełek to jest wybór wydawców, ale przecież oczywiste jest, że nie będę kupował premierowej edycji za 100+ złotych, żeby dostać wydanie porównywalne z ekstra klasyką, skoro mogę poczekać 2-3 lata i kupić na STEAMie ze wszystkimi DLC, za cząstkę ceny premierowej.

14-12-2014 04:35
Iselor
   
Ocena:
0

ja rozumiem za co można nie lubić Steam, ale GoG?

Jestem kolekcjonerem. Ja muszę mieć grę w wydaniu pudełkowym. Nie mam nic do GOGa, uważam że jest fajny, ot, DLA MNIE nieprzydatny.

Kolekcjonowanie gier, to hobby jak każde inne, ale zbieractwo jest p prostu mało wygodne.

Mam trochę wydań niepełnych (głównie z tego względu że inaczej się nie dało), trochę reedycji (głównie niebieska extraklasyka i beżowa Kolekcja Klasyki - po pierwsze je lubię, a po drugie patrzę też na funkcjonalność - te wydania często są już dopaczowane, spolonizowane i zawierają wszelkie dodatki) a reszta to premierówki, w tym 93 big boxy. Czasopismówek mam około 50 tytułów (z ponad 600 - to niedużo), większość to rzeczy zdobyte przypadkiem, otrzymane w prezencie, głównie tytuły mało dla mnie istotne.

Jestem graczem retro, oldskulowcem, nie wstydzę się tego. To mój , hm, własny styl. Zaczynałem od Pegazusa, ale jeszcze przyjdzie u mnie czas na jego kupno i gry, póki co koncentruję się na PC i śladowo na PSX i PS 2.

Przekonanie, że to, co najlepsze już było, że lepsze powstać nie może i że postępu nie ma, jest trochę.... smutne.

Tu by należało dokonać analizy każdego gatunku z osobna. Nikt mi nie wmówi że teraz powstają lepsze strategie i symulatory bo to jest absurd. A np. takie przygodówki stoją w miejscu, zaś FPSy oferują tylko bajery graficzne (brak choćby tytułów naprawdę oryginalnych jak Hexen).

I oczywiście, mylisz się. Już dziś, gdyby dzisiaj spytać graczy np. o "klasykę cRPG", więcej wymieniłoby Gothica niż twoje kochane M&M, o Wizardry nie wspominając.

W Polsce? Tak. Na tzw. Zachodzie? Nie. Poziom trudności skomplikowania starych gier cRPG (nawet wliczając w to gry Black Isle i Troiki) zdecydowanie przewyższa to co jest dzisiaj. Typowy fanboj Bioware umarłby na zawał od poziomu walk w Might and Magic czy ŚPZ, nie mówiąc o często skrajnie trudnym Wizardry..

Dla mnie to jest też rozróżnienie na "graczy" i "świadomych graczy". Tak jak kinoman i świadomy kinoman. Ten pierwszy do klasyki sf wrzuci Avatara i Interstellar, ten drugi Odyseję kosmiczną i Terminatora.

Ale pewnie prawda jest w tym, że każdy ma swój własny oldskul. A ja dalej będę pisał recki starych gier, bo lubię w nie grać i o nich pisać (bo goście z retroage zamknęli się we własnej klatce i piszą chyba sami dla siebie, a tu chodzi o to żeby stare gry opisywać też młodszym; ,żebym nie musiał czytać kfiatków - autentyk - że Gothic to prekursor cRPG).

14-12-2014 12:50
Gawk
   
Ocena:
0

Dla mnie to jest też rozróżnienie na "graczy" i "świadomych graczy". Tak jak kinoman i świadomy kinoman. Ten pierwszy do klasyki sf wrzuci Avatara i Interstellar, ten drugi Odyseję kosmiczną i Terminatora.

 

A dla mnie to jest przedłużanie prącia za pomocą grupowania ludzi w szlachtę i elitę szlachty.

To nie jest kwestia żadnej tam wydumanej świadomości, tylko gustów. I nikogo nie obchodzi to, że jakaś tam klasyka, bo każdy ma swój własny old school i nawóz, na którym dorastał.

Wiem, że Tolkien napisał Władcę Pierścieni i wiem, że uznano to za klasykę. Dla mnie to jest miałka opowieść o walce dobra ze złem. Banalna, przewidywalna i nieciekawa, napisana językiem nudnym i rozwlekłym. Często skupiająca uwagę czytelnika na rzeczach mało istotnych do tego stopnia, że się przy niej p prostu zasypia.

Co mi więc po klasyce, która dla mnie osobiście jest bezużyteczna?

Historia jest dziedziną zbyt obszerną, żeby dała się pomieścić w pojedynczym życiu następnych pokoleń, dlatego na powrót do przeszłości zwyczajnie mają czas jedynie nieliczni. Tych jednak można by śmiało nazwać maniakami, zamiast jakimiś tam świadomymi...

 

Co do poziomu trudności, to weź pod uwagę to, z czego on wynikał. Często powodem wysokiego poziomu trudności były liczne błędy, złe rozwiązania techniczne czy niedoróbki, uprzykrzające graczowi życie. 

A że ludzie na błędach się uczą, i dążą do ułatwiania sobie życia, współczesne produkcje były właśnie o ten bagaż doświadczeń łatwiejsze. Co oczywiście niekiedy pociągało za sobą kolejne błędy, jak choćby zbytniego ułatwienia, co owocowało brakiem wyzwań i uczuciem samogrającej się gry. Tak jak to było z Dungeon Siegie, gdzie na swoje czasy bardzo dobrą grę położyła nuda, bo gracz tam był praktycznie zbędny. Wszystko robiło się samo.

14-12-2014 13:14
Iselor
   
Ocena:
0

W pewnym sensie to jest świadomość. Nie trzeba lubić klasyki ale wypadałoby wiedzieć że takowa istnieje i co się do niej wlicza - najlepiej byłoby by taki delikwent powiedział czemu nie lubi tytułu X. Bo potem wychodzą kwiatki że "Gothic to prekursor gatunku" albo że "Baldurs Gate to korzenie gatunku". Bzdury. Nie twierdzę że trzeba lubić klasykę, ale znać, wiedzieć że istnieje, co się wlicza - owszem (ja sam na przykład niecierpię zaliczanego do klasyki Betrayal at Krondor). Nie piszę recenzji serii M&M dla siebie, piszę dla innych, bo podejrzewam że jest sporo ludzi, którzy tych gier nie znają a tak może kogoś to zaciekawi, ktoś zagra..
 

Co do poziomu trudności, to weź pod uwagę to, z czego on wynikał. Często powodem wysokiego poziomu trudności były liczne błędy, złe rozwiązania techniczne czy niedoróbki, uprzykrzające graczowi życie. 

Ani w przypadku Wizardry, ani M&M ani ŚPZ ani żadnego innego RPG poziom trudności nie wynikał z błędów - ot, o to chodziło żeby gry stanowiły wyzwanie. Dzisiejsze cRPG przechodzą się same (Wizardry było trudne, bo tam duży wpływ na to miał element losowości spotkań). 

14-12-2014 13:55
Gawk
   
Ocena:
+1

Jeżeli ktoś grał w Ghotica, to dla niego jest to prekursor, a inne nie maja znaczenia, bo nawet jeżeli słyszał o tym i czytał, to nie grał i nie wie. I świerawno go one obchodzą.

Nie trzeba ani lubić, ani wiedzieć, bo nie każdy ma czas na pierdoły. Archiwizowanie klasyki jest jak gromadzenie cudzych rzeczy w swojej szafie. Ani to wygodne, ani użyteczne. Przez to robi się tylko bałagan i nie ma miejsca ani czasu na inne rzeczy.

Ludzie mają prace, rodziny, hobby, sport jakiś uprawiają. wybierają to, co lubią, i jakąś impertynencką bezczelnością jest nakazywanie im się zapoznawania z klasyką, która nie jest im potrzebna do szczęścia, ale tak wypada ją znać przecież... Gdyby to była wiedza ogólna, nie polemizowałbym, bo ta się może przydać zawsze, i lepiej ją mieć, a nie użyć, niż nie mieć, a potrzebować.

14-12-2014 14:09
Iselor
   
Ocena:
0

Jeżeli ktoś grał w Ghotica, to dla niego jest to prekursor

Tzn. że jeśli ktoś oglądał Avatara jako pierwsze sf to jest to dla niego prekursor kina sf? Bez przesady:)

Nie trzeba ani lubić, ani wiedzieć, bo nie każdy ma czas na pierdoły. 

Super, ale to nie jest fan gatunku, tylko zwykły gracz. Z takowym nie mam o czym rozmawiać.

Archiwizowanie klasyki jest jak gromadzenie cudzych rzeczy w swojej szafie. 

Ja archiwizuję (i nie tylko ja)...ponieważ...

Ludzie mają prace, rodziny, hobby, 

To jest właśnie moja pasja, hobby, zachowuję te gry dla potomnych i piszę o tym dla innych ludzi. Na szczęście nie jestem sam.

i jakąś impertynencką bezczelnością jest nakazywanie im się zapoznawania z klasyką, która nie jest im potrzebna do szczęścia, ale tak wypada ją znać przecież

Nie nakazuję. Nie oczekuję tego od zwykłego gracza, ale od fana - tak. Nie lubisz Władcy Pierścieni (ja też nie uważam tego za najlepsze fantasy), ale FAN fantasy poiwnien to znać czy mu sie podoba czy nie. Człowiek dla którego fantasy nie jest ulubionym gatunkiem (albo wogóle leje na ten gatunek) może sobie Władcę Pierścieni schować w buty.

14-12-2014 14:21
Adeptus
   
Ocena:
0

@ banracy

Kiedyś instrukcje do gier to nie była tylko klawiszologia + ostrzeżenie o epilepsji.

Wiem, dlatego napisałem, że miło się je czyta(ło).

@ Iselor

Nikt mi nie wmówi że teraz powstają lepsze strategie i symulatory bo to jest absurd.

O symulatorach się nie wypowiem, bo nie grywam, ale strategie? Jeśli chodzi o hardkorowe strategie, to są rozwijane choćby serie Europa Universalis czy Civilization - a jeśli masz na myśli bardziej zręcznościowe RTS-y to mamy choćby Starcraft 2, który jest nie jest w niczym gorszy od swego poprzednika (przynajmniej "mechanicznie", bo ocena fabuły to rzecz subiektywna), a jest lepszy np. graficznie.

Poza tym, to, że stare gry sprawiają TOBIE większą przyjemność, nie znaczy, że są lepsze od nowych. Komuś bardziej się podobają nowe i dla niego absurdem jest twierdzenie, że kiedyś powstawały lepsze.

Poziom trudności skomplikowania starych gier cRPG (nawet wliczając w to gry Black Isle i Troiki) zdecydowanie przewyższa to co jest dzisiaj. Typowy fanboj Bioware umarłby na zawał od poziomu walk w Might and Magic czy ŚPZ, nie mówiąc o często skrajnie trudnym Wizardry..

Powiedzmy, że się zgadzam ("powiedzmy" bo w twe kochane dungeon crawlery nie grałem i grac nie będę, więc roboczo zdaję się w tym względzie na twoje zdanie jako eksperta, czego nie kwestionuję). Ale ze stwierdzenia "stare gry są bardziej skomplikowane/trudniejsze od nowych" w żaden sposób nie wynika, że stare gry są lepsze i że dla każdego to one są klasyką. Ty gardzisz grami Bioware za niższy stopień trudności i skomplikowanie - dla "fanboja Bioware" te gry są lepsze od M&M i Wizardry, bo biją je na głowę dialogami, interakcjami w drużynie, charakterystyką postaci itd (to znaczy ciężko mówić o biciu w dziedzinie, w której jedna ze stron w ogóle nie bierze udziału w konkurencji).

Analogicznie, jeśli ktoś lubi humorystyczne dialogi, częściowo zręcznościowy model walki i klimat... ciężko to określić "przemykania się pomiędzy silniejszymi wrogami, modląc się, żeby cię nie zauważyli, do momentu kiedy mocno podpakujesz", to dla niego Gothic będzie lepszą grą niż Wizardry i koniec.

Zachowujesz się trochę jak wielbiciel filmów sensacyjnych, którzy z butą i pychą probuje wmówić fanowi kryminałów, że jego filmy to szajs, bo reżyser najwyraźniej nie potrafi stworzyć porządnej sceny pościgu czy strzelaniny. Albo na odwrót - jak fan kryminału, którzy miesza z błotem akcyjniaki za to, że bohater przeciwnika pokonuje giwerą, a nie mędrca szkiełkiem i okiem.

Jeśli M&M nie sprawia mi żadnej przyjemności, to po co mam w nie grać? Dla dobra idei? Jakiej? Jeśli już człowiek ma znosić trudy i przeznaczać czas na coś, co go męczy, to naprawdę jest dużo o wiele bardziej pożytecznych zajęć niż granie w nielubiane przez siebie gry.

I nie chodzi o jakąś niechęć do "starych gier". Lubię dużo takich trochę starszych gier, w tym cRPG - najlepsze tytuły dla mnie to dla BG (który dla ciebie też już się łapie pod każual), Arcanum, Torment czy dwa pierwsze Fallouty. Ostatnio nawet się przekonałem się w pewnym stopniu do Icewind Dale (choć zmodowanego). Ponadto uważam, że takie gry jak Darklands czy Betrayal at Krondor wyglądają zachęcająco i może kiedyś, jak będę miał nadmiar czasu, się z nimi bliżej zapoznam.

Ale czekam na nowe gry - np. duże nadzieje pokładam w Pillars of Eternity i Torment: Numenera. Lubię też część nowszych gier, które już wyszły - np. bardzo lubię Dragon Age 1. I zdecydowanie wolę go od twoich dungeon crawlerów - akceptując fakt, że mogą być one pod względem skomplikowania mechanicznego i trudności dużo bardziej rozbudowane. Ale nie obchodzi mnie to. Dla mnie DA1 jest lepsze, w moim osobistym (innego być nie może!) kanonie jest DA1, nie ma M&M. Co nie znaczy, że jestem gotów wygłaszać idiotyczne tezy w rodzaju "DA1 jest lepsze do M&M, absurdem jest twierdzić inaczej", bo rozumiem, ze dla kogooś innego, o innym guście, hierarchia przedstawia się inaczej. I ani moja, anie jego hierarchia nie jest obiektywna.

M&M nie jest grą źle zrobioną, ale jest grą totalnie nie w moim guście. Gdybym miał do wyboru grać w Gothica albo Dragon Age 2 (podpowiedź - cRPG, które uważam za kiepskie) albo w Szczytowe Osiągnięcie Gatunku Ludzkiego z Serii Might and Magic, wybrałbym jedną z tych pierwszych gier. Gdybym miał komputer, na którym jedynymi zainstalowanymi grami byłyby tytuły ze składanki M&M, to poczytałbym książkę albo poszedł na spacer.

 

Dla mnie to jest też rozróżnienie na "graczy" i "świadomych graczy". Tak jak kinoman i świadomy kinoman. Ten pierwszy do klasyki sf wrzuci Avatara i Interstellar, ten drugi Odyseję kosmiczną i Terminatora.

Zgadzam się, takie rozróżnienie istnieje - przy czym różnica nie polega na tym, że "świadomy gracz" gra w lepsze gry od "gracza", bo to, co jest lepszą grą, to wyłącznie rzecz gustu. Różnica polega na tym, że "świadomy gracz" tego do wiadomości nie przyjmuje i uparcie twierdzi, ze gry, w które jemu się lepiej gra, są obiektywnie lepsze i koniec.

Nie przepadam za Gombrowiczem, ale za tę jedną scenę, kiedy nauczyciel tłumaczy uczniowi, że "Jak to Gałkiewicza Słowacki nie zachwyca, jak tłumaczę, że zachwyca! Bo Słowacki wielkim poetą był!" postawiłbym mu pomnik. Doskonale to podsumowuje wszelkiego rodzaju "klasyki" i "kanony" we wszystkich dziedzinach sztuki - także grach - i ludzi, którzy te kanony i klasyki innym wciskają do gardła.

A ja dalej będę pisał recki starych gier, bo lubię w nie grać i o nich pisać (bo goście z retroage zamknęli się we własnej klatce i piszą chyba sami dla siebie, a tu chodzi o to żeby stare gry opisywać też młodszym; ,żebym nie musiał czytać kfiatków - autentyk - że Gothic to prekursor cRPG).

Ależ nikt ci nie broni - wręcz przeciwnie, bardzo fajnie, że o nich piszesz, dzięki temu ludzie dowiadują się o tych grach i może komuś sposoba się tytuł, o którym bez ciebie by się nie dowiedział. Ale fajnie żeby było tak, jak w wyżej przytoczonym z tego postu cytacie - abyś pisał recki starych gier, bo lubisz w nie grać i o nich pisać, a nie dlatego, że "Stare gry są LEPSZE i koniec i macie zaakceptować ten fakt, bo ja nie, to jesteście czarodzieje, fanboje Bioware i głosicie absurdy". Informuj o starych grach, zachęcaj do grania w nie, ale nie traktuj tego jako Jedynie Słusznej Drogi. Bądź fanem, nie fanatykiem ;)

Super, ale to nie jest fan gatunku, tylko zwykły gracz. Z takowym nie mam o czym rozmawiać.

On nie gra w stare gry, bo woli nowe, więc nie jest fanem gatunku. Ty nie grasz w nowe gry, bo wolisz stare - i jesteś Wielkim Guru. Jego nie interesują korzenie gatunku, ciebie nie interesuje rozwój tego gatunku i aktualne trendy. Tyle, że wkrótce to ty nie będziesz miał o czym rozmawiać innymi graczami, poza międleniem na okrągło wspominków w gronie retrofanatyków.

Nie oczekuję tego od zwykłego gracza, ale od fana - tak. Nie lubisz Władcy Pierścieni (ja też nie uważam tego za najlepsze fantasy), ale FAN fantasy poiwnien to znać czy mu sie podoba czy nie.

Tyle, że ty też nie grasz we wszystkie cRPG jak leci, tylko dobierasz tytuły pod swoje gusta. Co jest kompletnie normalny zachowaniem, tylko po co dorabiać do tego jakąś teorię.

I nie, wcale nie trzeba przeczytać Władcy Pierścieni, żeby być fanem fantasy. Można przeczytać mnóstwo innych tytułów.

Fan to osoba, która coś lubi, a nie ekspert akademicki z danej dziedziny, ani krytyk. Fan obcuje z tymi dziełami, które lubi, bo obcuje z nimi dla przyjemności. Ekspert/krytyk obcuje ze wszystkimi dziełami z danej dziedziny, bo jego celem jest zdobycie wiedzy na ich temat i ocena.

Większość graczy nie ma pieniędzy i czasu, żeby zagrać we wszystkie tytuły, które ich interesują, a wg ciebie powinni zużywać te cenne zasoby na męczenie się z grami, które należą do nielubianego przez nich typu?

Już nie mówiąc o tym, że gdybyś oczekiwał, że każdy fan cRPG będzie grał w antyki , żeby sobie wyrobić zdanie, to miałoby to wiecej sensu (choć wciąż byłoby bzdurne), ale ty sugerujesz, że każdy powinien zagrać w antyki i uznać je za arcydzieło.

 

Abstrahując od tego, że oczywiście masz rację wyśmiewając zdanie, że Gothic to prekursor gatunku. Jeśli ktoś powie, że Gothic to prekursor cRPG - masz pełne prawo mu zaprzeczyć, bo to to jest kwestia obiektywnej wiedzy. Jeśli ktoś powie, że dla niego Gothic to najlepszy cRPG i M&M nie ma do niego startu - to możesz co najwyżej powiedzieć "DLA MNIE jest odwrotnie".

 

14-12-2014 14:28
Iselor
   
Ocena:
0

1. Nie gardzę wszystkimi grami Bioware - bardzo lubię Baldura 2, Mass Effecty czy Jade Empire.

2. SC 2 - ok, ale dziś strategii jest jak na lekarstwo. Z turówek - Herosi, civka, Kings Bounty....Koniec? 

3. Posiadam w domu około 120 gier cRPG (wliczając hack and slashe). Trudno powiedzieć żebym grał tylko w to co mi podchodzi:) cRPG ma być dla mnie dobre, a to czy jest łatwe (Mass Effect), trudne, dungeon crawler, hack and slash czy story driven a la Baldur - to nie ma znaczenia.

4. Chciałbym żebyś ty czy gawk czy inni chociaż zagrali w to M&M czy inne gry czy recenzuje. A nuż ci się spodoba? :(

14-12-2014 14:56
Gawk
   
Ocena:
+1

@ Iselor

 

Mylisz fana z masochistą. Jeżeli coś się komuś nie podoba/nie lubi tego, to po prostu to odrzuca, nie interesuje się tym. Tylko masochista robi to, czego nie lubi, bo to mu sprawa przyjemność. Z kolei idioci mają w zywczaju interesować się czymś, bo tak wypada, bo to dżezzy, bo chcą być w TWA. Dlatego obwieszają sobie półki w domu książkami czy grami, że by inni mogli podziwiać ich skromność i elitaryzm w jednym.

Prawdziwy fan po prostu gra w to co lubi, i nie musi się z tym obnosić, jednocześnie znając wszystko od podszewki. Fan muzyki słucha muzyki, i nie musi jeździć na koncerty. Fan RPG - na zloty i mieć tony podręczników z KC na czele, bo tak wypada, bo tak nakazuje mu jakiś samozwańczy bóg klasyki...

To że jestem fanem FPSów, nie znaczy, żę muszę znać Dooma i w niego grać, jeżeli mi nie sprawia przyjemności.

 

I tak dalej.

 

Ja raczej nie mam o czym rozmawiać z ludźmi, którzy dyskredytują mnie tylko dlatego, że nie mam KC na półce, albo nie zbierałem, nie czytałem MiMa... bo takich uważam za zaściankowych idiotów, którzy zamiast rozkoszować się swoim hobby propagując je, tworzą samozwańczą elitę, żeby sobie podbijać ego na tle "casuali".

14-12-2014 15:37
Adeptus
   
Ocena:
+1

Nie gardzę wszystkimi grami Bioware - bardzo lubię Baldura 2, Mass Effecty czy Jade Empire.

Ale pogardzasz ludźmi, którzy przedkładają gry Bioware nad twoje kochane M&M, albo o zgrozo grają w gry Bioware nie wykazując żadnego zainteresowania M&M.Nie chodzi o to, że odmawiasz nam prawa grania w gry Bioware, tylko, że "odbierasz" nam prawo niegrania w M&M.

 

2. SC 2 - ok, ale dziś strategii jest jak na lekarstwo. Z turówek - Herosi, civka, Kings Bounty....Koniec? 

Wspomniałem o serii Europa Universalis - nie wiem, czy ją klasyfikować jako turówkę, w teorię nie jest, w praktyce można się kłócić. Zresztą, generalnie "symulatory rządzenia" są obecnie na dużo wyższym poziomie, niż kiedyś, są bardziej złożone itd. Wspomniane już EU czy Civilization, ale także niszowe... eee... bardziej niszowe serie jak "Democracy" czy "Supreme Ruler".

Z lżejszych turówek warta uwagi jest darmowa (i bez przerwy rozwijana - do niedawna przez producenta i fanów, od niedawna tylko przez fanów) Battle for Wesnoth.

Dalej są rozwijane takie znane serie jak Total War, Twierdza, Age of Wonders czy też mniej znane jak np. Tropico. Już nie mówiąc o tym, że co roku mamy premiery naprawdę niszowych gierek, które przechodzą zupełnie bez echa, ale znajdują swoje grupki fanów, jak np. różnego rodzaju kosmiczne 4x.

Wydaje mi się, że gier strategicznych nie wydaje się obecnie mniej - tylko mniej proporcjonalnie w stosunku do ogólnej liczby gier. Kiedyś np. praktycznie nie miałeś FPS (i First Person Zręcznosciówek-ale-nie-Shooterów, jak np. Assasin's Creed). Obecnie wydaje się ich mnóstwo, a dla wielu "strzelanka" to pierwsze skojarzenie z frazą "gra komputerowa" (dla niektórych - zwłaszcza Autorytetów Moralnych wypowiadających się w mediach, jest to skojarzenie jedyne). To nie znaczy, że nie wydaje się strategii, tylko, że stanowią one mniejszy segment rynku i są mniej widoczne na tle ogólnego gamingu.

Sądzę - choć głowy nie dam - że podobnie jest z symulatorami. Zresztą, one chyba od dawna (zawsze?) były trochę niszowym gatunkiem (ewentualnie pomijając symulatory wyścigów samochodowych) - mam 25 lat, a jedynym znanym mi graczem-fanem symulatorów samolotów jest mój ojciec.

Posiadam w domu około 120 gier cRPG (wliczając hack and slashe). Trudno powiedzieć żebym grał tylko w to co mi podchodzi:) cRPG ma być dla mnie dobre, a to czy jest łatwe (Mass Effect), trudne, dungeon crawler, hack and slash czy story driven a la Baldur - to nie ma znaczenia

Tyle, że widzisz to, czy cokolwiek jest "dobre" to jest czysty subiektywizm. Jak oceniasz, czy to jest dobre cRPG, czy nie?

4. Chciałbym żebyś ty czy gawk czy inni chociaż zagrali w to M&M czy inne gry czy recenzuje. A nuż ci się spodoba? :(

Pierwsza rzecz - chyba wyleciał ci kawałek posta, ale jeśli miałeś na myśli "zagrali w to M&M czy inne gry, które recenzuję", to jak najbardziej grałem w część gier, które recenzowałeś i to zanim przeczytałem twoje recenzje - mam na myśli Diablo i Daemonicę - i w obu przypadkach mamy opinie dosyć zbieżne, bo ja też je lubię.

Natomiast co do samego M&M - nie, nie spodoba mi się, a twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że tak właśnie jest. Lubię cRPG, które są, jak ty to określasz "story driven" z niego głębiej nakreślonymi przez twórców postaciami, z interakcjami w drużynie, z rozbudowanymi dialogami - tego wszystkiego w tej serii nie ma. Oczywiście, nie jest tak, że nie potrafię grać, jeśli nie mam romansów w stu dwudziestu konfiguracjach i filozoficznych rozmów o pupie Maryni. Jeśli poza tym gra mi się bardzo podoba, to mogę grać bez tego (np. teraz sobie zacząłem pogrywać w Diablo II - przyznaję, że częściowo na skutek twojego artykułu - może bym i w jedynkę pograł, ale nie umiem jej poprawnie uruchomić na windows 7). Ale to nie dotyczy M&M. Przyznaję, tę serię nie grałem - ale grałem w Wizardry i wiem, że ten sposób rozgrywki mi kompletnie nie pasuje - mam na myśli połączenie "turowa walka-drużyna-widok z pierwszej osoby". Jest to dla mnie jakoś nienaturalne, nie potrafię się wczuć, po prostu męczy mnie to.

Do tego dochodzi kwestia, którą wcześniej poruszałem - mam ograniczone zasoby czasu i pieniędzy. Zwłaszcza tego pierwszego. Brakuje mi czasu na zagranie w wiele tytułów, które mnie interesują i które sprawiają wrażenie gier, które by mi się spodobały (już nie mówiąc o filmach, książkach i innych rozrywkach) - mam marnować ten cenny wolny czas na rozrywkę, która nie sprawi mi żadnej przyjemności? W imię czego? I przykre jest, jeśli ktoś odmawia mi miana fana cRPG, tylko dlatego, że nie poświęcam swojego życia misji zagrania we wszystko, w co się da. Tobie daje satysfakcję kolekcjonowanie gier w i granie w nie nawet, jeśli ci nie pasują - widocznie daje ci to przyjemność, nie posuwałbym się aż daleko jak Gawk z posądzeniem o masochizm, wydaje mi się, że bardziej chodzi o samą żyłkę kolekcjonera plus żądze uchodzenia za eksperta (co widać wyraźnie po twoich agresywno-pogardliwych reakcjach ilekroć ktoś zasugeruje, że nie masz monopolu wiedzy w dziedzinie cRPG). Mi daje satysfakcję granie w gry, które lubię.

I zauważ, że ja nie krytykuję M&M. Nie twierdzę, że to zła gra - to byłoby niesprawiedliwe, skoro nie grałem. Twierdzę tylko, że należy do klasy gier, który mnie kompletnie nie interesuje. I może to być arcydzieło w tej swojej klasie - skoro fanboje tej klasy, jak ty, tak twierdzą, to zapewne tak jest - ale nawet jeśli to przyznam, nie zmieni to faktu, że w moim kanonie cRPG nie ma dla tego arcydzieła miejsca. A jeśli chodzi o kanon twój, czy leśnych dziadków z rpgcodex - miło się z nim zapoznać, bo zawsze fajnie dowiedzieć się, co myślą inni, ale nie ma on wpływu na mój kanon, kanon Gawka czy kogokolwiek innego. Chyba, że ktoś ma słabą asertywność i jest podatny na obrzydliwe, idiotyczne argumenty w rodzaju "To jest KLASYKA! Jeśli ci to nie pasuje, to coś jest nie w porządku z tobą, a nie z KLASYKĄ!".

To jest trochę tak, jakby fan hip-hopu przekonywał fana rocka, że muzyka DJ Ziutka to jest absolutna klasyka muzyki nowoczesnej i nie możesz się nazywać fanem muzyki, jeśli jej nie słuchasz. A fan rocka może przyznać, że DJ Ziutek to najlepszy wykonawca hip-hopowy - ale cóż z tego, skoro on lubi rocka, a hip-hop to dla nie katorga.

Więc spoko, masz pełne prawo być fanbojem starych "kwadraciaków", czy jak się ten typ nazywa i uważa, że łykają one bez popity Gothica i większość gier Bioware, ale weź pod uwagę, że dla innych może być odwrotnie i jedno stanowisko nie jest gorsze od drugiego.

 

14-12-2014 16:02
Gawk
   
Ocena:
0

Masochizm czy też fanatyzm, bo fanatycy mają w zwyczaju gardzić wszystkimi, którzy nie oddają czci przedmiotowi ich uwielbienia.

Maniactwo może być dobre lub złe. Hobbystyczny maniak, który kolekcjonuje coś tam, jest godny podziwu. Siłą rzeczy mogę z nim pogadać tylko na tematy, które są dla nas wspólne. Jeżeli on jest normalny, to nie będzie miał mi za złe. Jeżeli jednak jest psychofanem, to uzna mnie za heretyka, bo jak to mogę się interesować tą samą dziedziną, ale nie znać X czy Y... A weź mu powiedz, że ci się ten Xlbo Y nie podoba. Spłoniesz!

Z takimi nie warto gadać.

 

14-12-2014 16:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.