string(15) ""
» Blog » Przeczytane marzec 2015: Musashi, Zelazny, Platon
04-04-2015 00:06

Przeczytane marzec 2015: Musashi, Zelazny, Platon

W działach: książki | Odsłony: 117

Przeczytane marzec 2015: Musashi, Zelazny, Platon

Marzec był całkiem udanym miesiącem pod względem przeczytanych książek. Planowałem zakończyć go z dużo lepszym wynikiem: dziwięciu przeczytanych pozycji, niestety tradycyjnie już zaklinowałem się na Fionawarskim Gobelinie, co niestety zmusiło mnie do rezygnacji z co ambitniejszych planów. Podobnie czytanie jednej z książek popularnonaukowych okazało się niemożliwe z przyczyn zewnętrznych w czasie tak szybkim, jak miałem nadzieję. Tą zakończę prawdopodobnie po wielkanocy. Mimo to udało mi się pochłonąć aż siedem pozycji, z których znaczna część była dość gruba oraz jeden komiks. Pozostałe komiksy jakie miałem nadzieję zmęczyć również zginęły w walce z Fionawarem. Na szczęście jednak ich ofiara nie poszła na darmo i „Wielka Przeszkoda” została sforsowana.

Tym razem moimi ofiarami były:

7e1242c0730cf7dafdcd3d19eebc1f53eb5d

Wyprawy wikingów:

Ocena: 6/10

Powiem uczciwie: kupiłem tą książkę, bo A) kosztowała mniej niż 10 złotych B) po opisach w Internecie byłem przekonany, że będzie to pozycja o najazdach wikingów i podbijaniu, czyli, że tak powiem ich działalności statutowej. Niestety po jej bliższym przyjrzeniu okazała się ona pozycją o odkrywaniu Ameryki przez owych. Czyli tak naprawdę o epizodzie w dziejach, który pozostał dla świata zupełnie bez znaczenia. Książka ta leżała więc u mnie prawie dwa lata nim zabrałem się za jej lekturę.

I powiem szczerze: miałem rację zwlekając. Niestety Wyprawy Wikingów są po prostu próbą rozebrania na drobne bardzo mało znaczącego wydarzenia, w której autor de facto analizuje linijkę po linijkę każdy ustęp Sagi o Grenladczykach. Efekty tego nie są porywające.

Tak naprawdę najciekawszymi elementami książki są dodatki, choć i to nie wszystkie. Obok bowiem geograficznej analizy wybrzeża (nudnej jak diabli) otrzymujemy bowiem rozdział o normańskich statkach oraz metodach nawigacji, które rzucają jakieś tam światło na okres. Niemniej jednak nie wystarczy to, by uczynić lekturę pasjonującą.

Może dla nie-historyków szukających sensacji w rodzaju „to nie Kolumb odkrył Amerykę” będzie to lektura ciekawa. Mnie osobiście wynudziła.

ksiega-pieciu-kregow-b-iext11084657

Księga pięciu kręgów:

Ocena: 6/10

Cytując notę redakcyjną: „Zachodni wydawcy Gorin-no sho nie przepuścili żadnej okazji, by przyciągnąć uwagę możliwie szerokiego grona odbiorców. Na obwlucie pojawiło się nowe hasło skierowane do biznesmenów, twierdzące, jakoby „Księga pięciu kręgów” była „japońską odpowiedzią na harwardzkie podręczniki biznesowe dla amerykańskich elit korporacyjnych”. Kanoniczny charakter dzieła potwierdza tekst z tylnej okładki mówiący, iż „japoński przedsiębiorca nie korzysta z azjatyckiego odpowiednika Harwardzkiej Szkoły Biznesu, tylko uczy się, pracuje i żyje według wskazań zawartych w mitycznej niemal książce napisanej w 1645 roku przez wielkiego samuraja, Miyamoto Musashiego”. To śmiałe zdanie, niewątpliwie godne nagrody w dziedzinie twórczości przejaskrawionej, każe nam wierzyć, że Gorin-no sho to co najmniej japoński odpowiednik „Czerwonej książeczki” przewodniczącego Mao.”

Faktycznie „Księga pięciu kręgów” stała się popularna w Japonii kilka lat po tym, jak zyskała sławę na zachodzie. Nie trudno się temu dziwić wiedząc jakiego rodzaju jest wynalazkiem. To tajny testament pragmatycznego samotnika przeznaczony wyłącznie dla uczniów. Nie zawiera niczego odkrywczego ani nowego, a tym bardziej sekretnego. To po prostu przesłanie dla uczniów, uzupełnione o krótki regulamin szkoły walki i zupełnie bazowy elementarz szermierki. Lektura tego nie urzeka. Mimo to była ciekawym doświadczeniem.

Powoduje to główny morał książki, zupełnie inny od narosłych wokół niej legend. Głosi on „sztuki walki pełne są ezoterycznego bełkotu, a spora część nauczycieli to hochsztaplerzy próbujący sprzedawać Wam kit. Zachowajcie sceptycyzm i nie dajcie sobie robić wody z mózgu.”

Jak widać po pierwszym akapicie tej opinii: przesłanie to nie zdezaktualizowało się od czasów Musashiego ani o jotę. Niewątpliwie mądrość ta może być przydatna zarówno w biznesie jak i w każdym innym aspekcie życia.

ksiezyc_nad_soho_d

Księżyc nad Socho:

Ocena: 8/10

Kontynuacja bardzo przyjemnych „Rzek Londynu”. Ponownie przyjdzie nam śledzić losy służącego w brytyjskiej policji czarodzieja. Tym razem okazja ku temu trafi się w związku z trwającym w tytułowym Socho śledztwem dotyczącym serii tajemniczych, nie do końca naturalnych zgonów muzyków jazzowych.

O ile w wypadku pierwszego tomu miałem mieszane uczucia, bowiem styl, w jakim był napisany był odrobinę nierówny, mimo, że sama powieść była wyjątkowo wciągająca, tak w tym tomie autor rozwija w pełni swoje zdolności, a śledzenie fabuły pozbawione jest zgrzytów. Sama akcja książki staje się bardziej wielowątkowa i przy tym gęstsza, atmosfera nabiera powoli owego mrocznego charakteru typowego dla czarnych kryminałów (choć nadal pozostajemy w kolorowym świecie urban fantasy rodem z Harrego Pottera). Wielkim atutem ksiąski są też barwne postacie i atmosfera Londynu: miasta w którym historia i tradycja splatają się w jedno z nowoczesnością i nurtami wielu kultur.

O ile poprzedni tom wydawał mi się godnym, lecz mimo wszystko słabszym konkurentem cyklu o Harrym Dresdenie, tak ten moim zdaniem jest dlań równym przeciwnikiem. Z niecierpliwością czekam więc na kolejne części.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.