string(15) ""
» Blog » Prawdziwe niebezpieczeństwa netu
20-07-2015 00:42

Prawdziwe niebezpieczeństwa netu

W działach: Wredni ludzie | Odsłony: 224

To, że Internet pełen jest niebezpieczeństw wie chyba każdy. Niemniej jednak typowy użytkownik, mimo iż jest doskonale zorientowany w poczynaniach NSA, seryjnych morderców z portali randkowych i największych hakerów okazuje się wyjątkowo niefrasobliwy i nieudolny jeśli chodzi o sprawy drobne. Z myślą o takich osobach pisany będzie ten post.

Niestety mam wrażenie, że „typowy użytkownik” jest osobą traktującą elektronikę co najwyżej jako rodzaj biżuterii, a wyłączenie lampy błyskowej przerasta ich kompetencje (btw. kto mi wyjaśni po co ludzie kupują lustrzanki za 5 tysięcy z obiektywami za drugie tyle, skoro nie potrafią nawet takich podstaw?). To, co niekiedy dzieje się z komputerami i innym sprzętem tego typu osób sprawia, że ręce człowiekowi opadają. W szczególności dedykuje go koledze, który przez kilka dni nieświadomy niczego rozsyłał ze swojego konta na Facebooku zaproszenia na stronę o łechtaczkach.

Tak więc: co tak naprawdę grozić nam może w sieci?

Utrata danych

Pierwszym zagrożeniem, na jakie jesteśmy narażeni jest i była utrata danych. Z jakiegoś powodu większość średnio rozgarniętych użytkowników wyobraża sobie, że polega ona na tym, iż NSA albo Zły Haker włamią mu się do komputera i osobiście go wyczyszczą. Faktycznie jednak wygląda to tak, że z powodu takiego lub innego zrządzenia losu stracimy dostęp do zasobów zgromadzonych przez nas na komputerze lub jakimś nośniku. Powody takiego stanu rzeczy mogą być różne. Osobiście mam wrażenie, że najczęstsze przyczyny to: awaria techniczna, zasyfienie kompa wirusami i innym szajsem do takiego stopnia, że praca w komfortowych warunkach stanie się niemożliwą lub też (to jest trzecia możliwość) zapomnienie hasła, w efekcie czego odzyskanie danych przestanie być możliwe. Najczęstszym powodem utraty danych jest jednak chyba format dysku spowodowany stawianiem systemu od nowa.

Powiem uczciwie: jeśli naprawdę posiada się jakieś, szczególnie wartościowe dane to należy również posiadać ich kopię zapasową przechowywaną najlepiej w innym miejscu np. zgraną na płytę, dysk przenośny lub twardy dysk innego komputera. W szczególności ufać nie należy pendrivom, bowiem są to urządzenia kapryśne, lubiące się gubić, a często też tandetnie wykonane i łatwo ulegające awariom.

Co jakiś czas należy też wykonywać backup danych, czy tworzyć ich kopię zapasową przechowywaną w bezpiecznym miejscu.

A i jeszcze jedno: dysk można dzielić na partycje. Na jednej partycji należy trzymać system operacyjny, na drugiej pozostałe dane. W ten sposób, w trakcie formatu „informatyk” nie skasuje wam wszystkiego.

Wyciekdanych

Kolejny problem z jakim możemy się zmierzyć jest „wyciek” danych. Pod nazwą tą rozumieć należy każdy moment, w którym ktoś wchodzi w posiadanie jakichś, naszych danych, których posiadać nie powinien. W 90% przypadków „wycieki” danych nie są żadnymi „wyciekami” a wynikają z czystej niefrasobliwości użytkowników.

Niestety, tak samo, jak nie zdradzamy wszystkich naszych tajemnic nieznajomym, tak samo nie powinniśmy ujawniać ich w Internecie, bo diabli wiedzą, kto to przeczyta? A nóż ludzie, którzy tego zrobić nie powinni?

Problem ten był relatywnie mały jeszcze kilka lat temu, kiedy nie było serwisów społecznościowych, a ewentualni dyskutanci udzielali się na forach pod ksywkami. Namierzenie kogokolwiek po nazwisku było trudne lub niemal niemożliwe, w szczególności dla zwykłego, szarego użytkownika, każdy bowiem cieszył się (względną) anonimowością.

Co oczywiście nie znaczyło, że dla osoby upartej było to niemożliwe. Wręcz przeciwnie: bardzo często jegomościa można było zidentyfikować nawet za pomocą Google i dokładnego czytania poszczególnych wpisów w różnych częściach netu. O bardziej wyrafinowanych narzędziach nie wspominając...

Obecnie znalezienie kogoś, kto założył konto na Facebooku i pisze pod swym prawdziwym imieniem oraz nazwiskiem jest tak naprawdę łatwe. Przykładowo o jednej z naszych koleżanek z pracy wiedzieliśmy prawie wszystko na dobre dwa tygodnie, nim formalnie została przyjęta. Wszystkie te dane zgromadziła inna koleżanka zwyczajnie wchodząc na profil Facebookowy owej dziewczyny.

Znam też przypadek kobiety, która na skutek głupkowatego wysyłania na Facebooku komentarzy w rodzaju „Jak ja się nudzę w pracy! Nie mam co robić!” trafiła na dywanik do dyrektora swojej firmy. Na jej korzyść działa fakt, że przynajmniej nie miała go wśród znajomych. Za to mieli go jej znajomi (z pracy) którzy klikali w „Lubię to!” pod tym statusem.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
+1

Obecnie znalezienie kogoś, kto założył konto na Facebooku i pisze pod swym prawdziwym imieniem oraz nazwiskiem jest tak naprawdę łatwe. Przykładowo o jednej z naszych koleżanek z pracy wiedzieliśmy prawie wszystko na dobre dwa tygodnie, nim formalnie została przyjęta. Wszystkie te dane zgromadziła inna koleżanka zwyczajnie wchodząc na profil Facebookowy owej dziewczyny.

Nie wiem, czy to anegdota, czy prawda, ale podobno jakaś osoba nie posiadająca facebooka dostała odpowiedź na CV z firmy "Niestety, nie byliśmy w stanie zweryfikować Pana danych w oparciu o profil na Facebooku, w związku z czym, zgodnie z polityką naszej firmy, nie przeszedł Pan do dalszego etapu procedury rekrutacyjnej".

Dużo bardziej niebezpieczne jest stanie się bohaterem mema (i pośmiewiskiem netu), co prawdopodobnie przyniesie podobnego poziomu ujmę.

Zależy jakiego mema i jak kto do tego podchodzi. Np. bohaterka mema Overly Attached Girl akceptuje wykorzystywanie swojego wizerunku, a nawet zdarzało się jej nagrywać filmiki, w których odgrywała rolę psychozazdrośnicy przypisywaną jej w memie.

Popularny mit twierdzi, że najczęstrzym miejscem infekcji są strony z pornografią, choć osobiście mam wrażenie, że w czasach współczesnych za więcej infekcji odpowiadają różne, amatorskie stronki, strony z pirackimi filmami, domorosłe blogi etc.

A także różnego rodzaju asystenty pobierania, które w najlepszym przypadku oprócz wybranego pliku ściągną także różnego rodzaju syf (a w najgorszym sam syf).

20-07-2015 17:03
Kaworu92
   
Ocena:
0

Najlepiej korzystać z Linuksa, a nie z Windowsa - syf się nie uruchomi :P

To tak na boku dyskusji :P 

20-07-2015 17:33

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.