» Blog » Prawda i fałsz o Mrocznych Elfach
28-02-2012 15:25

Prawda i fałsz o Mrocznych Elfach

Odsłony: 32

Stareńki tekst napisany ongiś dla zabawy na portal grupy Wartribe


Przez wieki nagromadziło się wiele fałszu i zakłamania w opowieściach o Mrocznych Elfach, ich Władcy, religii, historii i dniu dzisiejszym. W rozprawie tej przedstawimy sprostowanie wszystkich krzywdzących ten dzielny i szlachetny naród stereotypów.

Nie jest prawdą, że istnieje obecnie więcej niż jedna rasa elfów. Różnice dzielące tzw. Mroczne, Leśne, Morskie czy Wysokie elfy nie mają podłoża rasowego, a co najwyżej podłoże polityczno-geograficzne. Wprawdzie Mroczne Elfy wyglądem zewnętrznym różnią się nieznacznie od tzw. Wysokich Elfów, ale różnice te wynikają jedynie z różnic w zamieszkiwanych terenach. Adekwatnie zresztą jak mieszkańcy mroźnej Norski różnią się od mieszkańców słonecznej Estalii, a przecież nikt nie waży się zaliczać ich do różnych ras!

Jak wspomniałem podział na "rasy" jest w rzeczywistości podziałem polityczno-geograficznym i wynika z historii Elfów. Nazwa Mroczne Elfy pojawiła się podczas wojny domowej jaka wybuchła w Ulthuan - ojczystej krainie wszystkich elfów. Aby właściwie przedstawić etiologię tej (krzywdzącej) nazwy, niezbędne jest naświetlenie historii elfów.

Elfy żyjące na Ulthuan od tysiącleci pozostawały w marazmie i skostnieniu spowodowanym systemem społecznym narzuconym przez rządzące elity. Władcy, zadowoleni ze status quo, zdecydowanie przeciwstawiali się jakiemukolwiek postępowi. Pochwalana była bylejakość i wtórność, karana wszelka innowacyjność. W tej sytuacji niemożność samorealizacji na terenie ojczyzny spowodowała dużą emigrację (czego dowodem są liczne, niezależne od metropolii kolonie na terenie całego świata) jednostek nie godzących się z panującym "ładem".

Zastój, miernota i miałkość intelektualna panująca w Ulthuan była wyzwaniem dla grupy młodych, niepokornych elfów, o aspiracjach wyższych niż oferowane przez system. Stworzyli oni grupę inicjatywną, mającą za zadanie przywrócenie elfom ich dawnej wielkości i ponowne skierowanie tej wspaniałej rasy na drogę rozwoju.

Grupa obrała na swą nazwę określenie nie mające swojego odpowiednika w Reikspielu, bardzo niedokładnie można nazwę przetłumaczyć jako "kult przyjemności tworzenia i dawania". Niestety propaganda reżimu zaczęła posługiwać się określeniem "Kult Przyjemności" co jest bardzo zwulgaryzowanym i niedokładnym tłumaczeniem. Grupa inicjatywna zaproponowała program, w którym zakładała pokojową zmianę panującego ustroju oraz wspieranie ożywienia społecznego i intelektualnego.

Pomimo represji rewolucyjny program grupy szybko znalazł nowych zwolenników. Wśród nich Malekitha - wielkiego wodza i odkrywcę, osobę o wielkiej wiedzy i inteligencji, wspaniałego mówcę i wizjonera. Malekith, będący krewnym rodziny panującej, nie godził się na jej autokratyczny styl rządzenia. Pod jego wodzą do ruchu masowo zaczęli przystępować nowi zwolennicy. Wszystko wydawało się biec ku dobremu i wtedy niespodziewanie zmarł ówczesny władca elfów (okoliczności tej śmierci są niezwykle tajemnicze; światło na tą sprawę może rzucić fakt, że stary władca pozostawał pod "ochroną" gwardii dowodzonej przez swego niezwykle ambitnego syna Caledora, który zresztą w momencie śmierci ojca pozostawał w niełaskach!).

W zaistniałej sytuacji, pomimo braku przygotowania, Malekith uznał, iż należy wystąpić z roszczeniami do tronu (jako członek rodziny królewskiej miał on prawo wysunąć swoją kandydaturę).

Niestety nie docenił on swego przeciwnika - Caledor w zadziwiająco krótkim czasie powrócił do Ulthuan, co więcej przywiózł ze sobą oddziały fanatycznie oddanych sobie siepaczy. Rozpoczął się okres terroru i szykan skierowanych w zwolenników Malekitha. Caledor, nie zważając na liczne protesty, postępując wbrew tradycji i zwyczajom politycznym, szybko ogłosił się królem wszystkich elfów.

Od tego momentu sprawy potoczyły się w tragicznym kierunku - jeszcze bardziej nasiliły się represje i szykany, ruszyła propaganda rozsiewająca fałszywe informacje o rzekomym powiązaniu zwolenników Malekitha z mrocznymi bóstwami. Coraz częściej miały miejsce lincze i pogromy inspirowane przez zwolenników "prawowitego" króla. Sam Malekith musiał się ukrywać.

W tej sytuacji zupełnie naturalna stała się potrzeba samoobrony. Zwolennicy Malekitha samorzutnie tworzyli zbrojne oddziały mające za zadanie ochronę swoich rodzin i dobytku. Ulthuan pogrążył się w niepokojach, elfy było o krok od wojny domowej. Malekith nie ustawał w wysiłkach uspokojenia sytuacji. Na znak dobrej woli zaproponował swemu kuzynowi spotkanie - oferta została przyjęta, ustalono warunki spotkania, wydawało się, że wszystko zakończy się pomyślnie.

Niestety na miejscu spotkania zamiast Króla pojawiła się jego gwardia z jasnym celem: zabić wszystkich "buntowników". Rozgorzała bitwa - pomimo liczebnej przewagi gwardia królewska nie była w stanie pokonać świetnie dowodzonej i wyszkolonej świty Malekitha.

W bitwie tej zrodziły się dwie nowe legendy: Wiedźmy (znów występuje tu nieadekwatność tłumaczenia - bardziej pasowało by Dziewice-wojowniczki) i Czarna Gwardia.

Otóż swemu przywódcy towarzyszyła grupa kobiet z wysokich rodów, które przyłączyły się do orszaku w nadziei, że ich obecność zapewni bezpieczeństwo negocjatorom. Widząc jak podle zwabiono ich w zasadzkę wystąpiły one, by na równi z mężczyznami bronić swych ideałów. W bitewnej zawierusze, gdy stale walcząc oddziały Malekitha wycofywały się z pola bitwy, grupa kobiet została odcięta. Nie było dla nich ratunku. Zanim w heroicznym zrywie udało się ponownie połączyć oddziały, wszystkie kobiety wymordowano, a ich ciała odarto z przyodziewku. Na znak żałoby gwardziści Malekitha poczernili swoje płaszcze sadzą dając początek oddziałom Czarnej Gwardii, a w szeregach armii zawsze walczyć mogą kobiety - które obnażają swe ciała by pokazać, że honor nie mieści się w przyodziewku!

W Ulthuan rozgorzała wieloletnia wojna. Caledorowi udało się przekonać masy, że zwolenników Malekitha trzeba eksterminować. Ci ostatni doszli do wniosku, że jedynym dla nich ratunkiem jest opuścić rodzinną wyspę i udać się na wygnanie. Zebranie wszystkich uciekinierów i stworzenie floty, która mogła by ich przetransportować, musiało siłą rzeczy zająć trochę czasu. W tym okresie stale toczono bitwy obronne, ochraniano konwoje uciekinierów i wykonywano ekspedycje po materiały do budowy floty.

Był to ciężki czas - wiele miast spłonęło w bojach, wielu dzielnych elfów zginęło broniąc swych rodzin i ideałów.

Gdy flota wygnańców była już prawie gotowa okazało się, że ciągnie na nich wielka armia dowodzona przez samego króla. By dać uciekinierom czas na załadunek, Malekith postanowił wyruszyć w pole ze swymi oddziałami - mało kto spodziewał się, że ktokolwiek z nich wróci. To co historia nazywa Wielką Bitwą było w praktyce serią bitew, w których wielokrotnie liczniejsza armia Króla była powstrzymywana przez zdeterminowane oddziały wygnańców.

Po licznych starciach, gdy do Malekitha dotarła wiadomość, że kobiety, dzieci i starcy odpłynęli, zarządził on odwrót. Jego dzielna armia stopniała do tego stopnia, że wszyscy ocaleni wojownicy i wojowniczki zmieścili się na jeden statek. Resztę statków musiano spalić. Idące w pościgu wojska króla dopadły przystani z płonącymi statkami, tylko po to, by zobaczyć wychodzący w morze, osmalony pożarem, statek uciekinierów. Wtedy to zrodziła się kolejna legenda: Czarna Arka unosząca ocalałych z rzezi.

Wtedy też Malekith wypowiedział słowa, które dały nazwę jego ludowi: "Tak jak sadza pokrywa mą twarz, tak mrok smutku pokrywa mą duszę. Bez światła Ulthuan, wszyscyśmy pogrążeni w mroku... teraz wszyscyśmy Mrocznymi Elfami".


Komentarze


sskellen
   
Ocena:
0
Oj to chyba musi być stare, nie widziałem tego wcześniej. Dawno, dawno to napisałeś?
28-02-2012 17:54
Swietlo
   
Ocena:
0
będzie z 8-9 lat temu
28-02-2012 19:03
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Polecę, jak poprawisz wielbłąda w drugim akapicie.
28-02-2012 19:14
Swietlo
   
Ocena:
0
dzemeuksis -> załatwione
28-02-2012 20:04
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Słowo się rzekło.
28-02-2012 20:23
Headbanger
   
Ocena:
+1
"Prawda i fałsz o Mrocznych Elfach" - czy one tak... jakby... nie istnieją? ;)
29-02-2012 00:30
Swietlo
   
Ocena:
+1
Headbanger -> Faktycznie, jak jechałem do tyrki to żadnego nie widziałem. No ale wirusów żadnych też nie widziałem a ponoć istnieją;)
29-02-2012 10:17
Headbanger
   
Ocena:
+1
Ja widziałem wirusy... mikroskop elektronowy roxx.
29-02-2012 10:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.