string(15) ""
» Blog » Polski WoD ma swojego Uwe Bolla?
26-04-2008 00:28

Polski WoD ma swojego Uwe Bolla?

W działach: Śmieszne Inaczej, Machanie Szabelką | Odsłony: 2

No i mamy za sobą kolejny flejm z serii "Kastor Krieg versus Redakcja wod.polter.pl". Tym razem poszło o Crone a.k.a. Pramatkę a.k.a. Wiedźmę. Kto miał rację, osądzi historia i wyniki sprzedaży Wampira: Requiem. Momentami poziom dyskusji po obu stronach był tak niski, że od spodu pukała już tylko Frytka (to ta, której stara klaszcze u Rubika), ale nie o tym chciałem, bo na marginesie właściwego flejmu wydarzyło się coś ciekawszego.

Pod tryumfalną notką obwieszczającą uzyskanie błogosławieństwa developerów Wampira dla Pramatki vanderus zaproponował nieśmiało zbieranie podpisów pod petycją do Wydawnictwa ISA w sprawie zwolnienia Kastora z funkcji szefa zespołu tłumaczy (komentarz ten jest już skasowany). Od razu skojarzyło mi się to z głośną ostatnio petycją przeciwko Uwe Bollowi. To przypadkowe z pozoru skojarzenie uparcie się mnie trzyma, więc chciałbym się nim podzielić z szerszym gronem. Proponuję Wam grę.




Znajdź dziesięć podobieństw między tymi dwoma obrazkami:



Obrazek Pierwszy:


Publiczna dyskusja o przekładzie jest w polskim fandomie pomysłem do bani. Zbyt wiele osób nie potrafi jej uszanować i podejść do niej ze spokojem i pokorą, wykorzystać kontaktu z "pracą na żywym tekście" do poprawy jego jakości.


Ogromnej pewności siebie, buty i właśnie braku pokory wymaga zdolność powiedzenia tysiącowi ludzi, że jeśli nie są w stanie przejść przez tekst w oryginale, albo wolą przechodzić przezeń w języku ojczystym, to JA ich poprowadzę, JA znam drogę, MOJA droga będzie ich drogą, jest słuszna, zbawienna i prowadzi do celu.


- Bartosz "Kastor Krieg" Chilicki


To tylko cytaty z komentarzy do ostatniego wpisu, odnoszące się do pracy tłumacza i jej odbioru. Dla wytrwałych poszukiwaczy na blogu można znaleźć więcej danych do studium przypadku.



Obrazek Drugi:




Nie życzę Kastorowi źle i nie kwestionuję jego kwalifikacji zawodowych (a Pramatka mi się podoba), tym niemniej nie mogę przestać się zastanawiać...


Uwe Boll ogłosił, że zrezygnuje z uprawiania zawodu, jeśli pod petycją znajdzie się milion podpisów. Ciekawe, ile podpisów trzeba by zebrać, żeby Kastor zrezygnował z tłumaczenia WoDa... a ile, żeby ISA zrezygnowała z Kastora.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


18

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Przykład copernicusa pokazuje różne podejścia różnych wydawnictw zagranicznych

Znasz szczegóły umów Copernicusa z BI i ISY z WW? Wątpię. Sądzę, że jedynie spekulujesz, w dodatku moim zdaniem pudłujesz. Wydaje mi się, że Copernicus nie bez powodu wydał Warhammera w tak wysokiej cenie, ale tak wcześnie - osoby, które chciały kupić system nie musiały czekać na niego latami. Mając wybór między oryginałem a fajnie przetłumaczoną polską edycją, nawet w tej samej cenie, większość graczy chyba wybrałaby polską edycję.

W Polsce do 100 tyś. sprzedanych podręczników ciężko będzie dojść.

Po co wydawać 100 tysięcy podręczników? Nie lepiej wydać grę w 10-tysięcznym nakładzie w takiej formie, by kupno dodatków było czymś oczywistym i wręcz wymaganym? Niestety, na tą chwilę brakuje a) systemu, który mógłby zgarnąć 10-tysięczną publikę b) wydawnictwa na tyle odważnego, by zdecydowało się na taki krok c) autora, który zaprojektowałby taką grę.

Ja klient ja pan - oczywiście, ale bez przesady.

Myślę, że w z "ja klient, ja pan" nie da się przesadzić. Po prostu - głosujesz portfelem. Nie ma w tym żadnej filozofii, puszenia sie, czy też w drugą stronę, skromności. Wydawnictwo celuje w moje potrzeby - kupuję ich produkt. Jeśli nie spełnia moich wymagań - szukam innego. Jeśli mam chore wymagania - mój problem, portfel zostanie z mamoną, ale ja będę się nudził. ;)

CC wydałby i WODa sam wcześniej, gdyby to było możliwe, a jakoś tego nie zrobił, czyli dla niego też to było niemożliwe, albo nieopłacalne

Stawiam, że nieopłacalne. Stawiam też, że nWoD dla ISY może stać się szybko nieopłacalny. Podobnie jak Modern.

Bo niestety tak to trzeba przyrównać.

Dziwne, bo ja Twoje wpisy (z tym przerostem wielokropków nad treścią) odbieram jako puste slogany promujące ISĘ. "To nie nasza wina, że wydajemy z poślizgiem", "nie atakuj ISY, jeśli nie znasz kosztów licencji" - jasne, ale ja nie muszę znać kosztów licencji, nie muszę się przejmować, z jakich powodów pojawił się poślizg. Ani ja, ani ktokolwiek inny.
26-04-2008 17:40
13918

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tytuł boski masz +1 Armand
26-04-2008 19:36
Armand de Morangias
   
Ocena:
0
Dzięki, Borejko :)

Ja się podpisuję pod ostatnim postem Enca. Jako klient nie muszę wiedzieć, z jakimi problemami boryka się wydawnictwo. Obchodzi mnie finalny produkt i tyle.
26-04-2008 20:47
JoAnna
   
Ocena:
0
Wiecie, dzięki temu komentarzowi na blogu Kastora dowiedziałam się, iż uprawiam zawód misyjny, ba, proroczy i mesjanistyczny. No nic. Kastor popracuje troszeczkę dłużej, odbije się parę razy od redaktorów, nie zapłacą mu w terminie albo zapłacą tyle, ile zazwyczaj płacą i albo zmieni zawód, albo będzie się parał tzw. chałturami. Nic tak nie ustawia tłumacza misyjnego do pionu, jak konieczność tłumaczenia instrukcji spawania tytanu, by zapłacić za prąd, by nadal móc poświęcac się pracy nad Dziełem. Tak, jestem zgryźliwa. Jestem też 14 lat w tym zawodzie.

I uważam zabieg z "konsultacjami społecznymi" za jeden z najgorszych, jakie można było wymyślić. Primo, stawia to pod znakiem zapytania umiejętności zespołu - co, sami sobie z tym nie poradzą? Secundo, budzi wątpliwości natury moralnej (moje przynajmniej). Czy mam bowiem prawo podpisywać swoim nazwiskiem tłumaczenie konsultowane z osobami, które nie podpisały umowy wydawniczej i nie dostaną wynagrodzenia? Tertio, znacznie spowalnia pracę. Konsultacje robi się w swoim, wąskim gronie, nie dyskutuje, bo można wyjść na lebiegę, wydaje to, co się zrobiło i przyjmuje na klatę krytykę. Ale przynajmniej oszczędza to nerwów wszystkim zaangażowanym.
A, i słucha redakcji, a nie twierdzi, iż redaktorzy wypaczają tłumaczy i narzucają im swoje rozwiązania. Redaktorzy nie wypaczają, redaktorzy są od doprowadzenia tekstu do perfekcji. Prawda, Stingu? ;)

Ale dzięki temu było parę fajnych flejmów ;)

A o wartości Kastora jako tłumacza wypowiem się, jak przeczytam wreszcie podręcznik. Dotychczas nie miałam ochoty, bo czytałam wersję angielską.

26-04-2008 21:25
~Inkwizytor

Użytkownik niezarejestrowany
    Jo...
Ocena:
0
"Konsultacje społeczne" to jeszcze, ale wyłącznie jako hmmm... burza mózgów? Choć w sumie masz rację, wytrawny tłumacz powinien mieć multum różnych wersji i skojarzeń...

Dla rozluźnienia, kilka autentycznych kwiatków tłumaczeniowych popełnionych przez "naszych":

"Warriors of Virtue" - "Wirtualni Wojownicy"
"Life fire exercises" (czyli "trening z bronią ostrą") - "Ćwiczenia przeciwpożarowe"
27-04-2008 08:44
Sting
   
Ocena:
0
Redaktorzy nie wypaczają, redaktorzy są od doprowadzenia tekstu do perfekcji. Prawda, Stingu? ;)

Święta prawda moja droga JoAnno, święta prawda. :)

Słuchajcie Jo, po primo - jest tłumaczem i zna się na temacie. Secundo była najlepszym redaktorem w historii tego serwisu. Tertio, dzięki niej właśnie sam zająłem się redakcją i odniosłem jakieś tam, niewielkie, sukcesy. :)
27-04-2008 10:29
JoAnna
   
Ocena:
0
ad secundo: nieprawda, najlepsza była Malta, tylko jej się zazwyczaj nie chciało krzyczeć, tylko robiła swoje. Ja robiłam hałas ;)
ad tertio: no, czy one są takie niewielkie...

ad kwiatki: z filmu na TVP1
- Masz ochotę na herbatę? Postawiłam tam czajnik.
(to put the kettle on - wstawić wodę na herbatę)

Life fire exercises zabiło mnie z kretesem.
27-04-2008 13:04
uelf
   
Ocena:
0
myślę, że spora część problemu rozbija się o pozycję na jakiej sam siebie usadowił Kastor. Pozycje człowieka najbardziej kompetentnego, według własnych standardów.

Jak to?

Ano tak. Jeśli przeciwko jakiemuś tłumaczeniu argumentuje ktoś, kto np. jest tłumaczem z papierem, w dodatku np. antropologiem to łatwo usłyszeć zarzut "że owszem coś tam wiesz.. ale do tego tłumaczenia potrzebny jest ogromny bagaż doświadczeń fanowsko-erpegowych, którego nie posiadasz w odpowiednim stopniu".

Jeśli jednak argumentuje przeciwko np. ktoś kto zjadł zęby na WoDzie, grał jeszcze na oryginalnych podręcznikach pierwszej edycji, to kontra pójdzie "owszem grałeś i to wszystko ciekawe spostrzeżenia, ale masz mizerne pojęcie o skomplikowanej, wymagającej wrażliwości na niuanse, sztuce tłumaczenia".

Ale skoro autorytet wszystkich dyskutantów można tak łatwo podważyć.. to rzeczywiście.. jaki jest sens to w ogóle konsultować?


Jeszcze co do argumentów "zobaczymy jak już wyjdzie". Otóż podstawka wyszła. Ale jaki de facto jest sens teraz pisać do ISY, że "w podstawce nie podoba mi się tłumaczenie x? "

Nie dziwię się, że w takim wypadku ludzie przechodzą na (może i słuszną) pozycję pt. "nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem".
27-04-2008 15:18
Sting
    Malta...
Ocena:
0
...była ekstremalnie dobra. :) Czasami sam nie wiem, która z was była numerem jeden korekty. Przyznaje więc wam obywdu pierwsze miejsce :)

Teraz zaś trochę emo będzie - po prostu was kocham moje Panie :) Bez was pewnie byłbym dzisiaj człowiekiem, który zamiast wykorzystać swoją młodość do czegoś sensownego i rozwijać się w stronę profesjonalnej korekty, byłby kimś o znacznie bardziej ograniczonych horyzontach umysłowych.

uefl:
Ale skoro autorytet wszystkich dyskutantów można tak łatwo podważyć.. to rzeczywiście.. jaki jest sens to w ogóle konsultować?


Na wielu forach faktycznie niewielki. Brałem udział w wielu polterowych flejmach i część dyskutantów (nie wszyscy oczywiście) będzie broniła swoich tez (często mylnych) aż do upadłego wymyślając najróżniejsze rzeczy w celu zdyskretytowania rozmówcy. Internetowe fora mają już to do siebie - podczas spotkania twarzą w twarz szybciej można dojść do porozumienia w wielu kwestiach.



27-04-2008 16:07
JoAnna
   
Ocena:
0
Redakcji, mój drogi, redakcji ;). Choć, prawdą a Boginią, było to Wash&Go.
Ale osoby nienawykłe do tego typu niuansów językowych potrafiły się nabzdyczyć i wrzeszczeć, że "nie będzie mi korektorka tekstów poprawiać! Nie ma ku temu odpowiednich kompetencji i to ja wiem, co chciałem napisać!" (temu, kto trafnie poda autora cytatu, stawiam piwo przy najbliższej interpersonalnej okazji).

My też Cię kochamy ;)
27-04-2008 16:33
Brat_Draconius
    Taki totalny offtop
Ocena:
0
Ja jestem dziwny chyba bo zawsze doceniałem dobrą redakcję. Samemu nigdy nie wyłapiesz wszystkich potencjalnych kwiatków swojego tekstu... To jest niemożliwe.

A jak osoba która masakruje twój tekst robi to naprawdę rzeczowo i bez zbytniej złośliwości to już jest bardzo fajnie.

A ludzi z olbrzymim przerostem Ego nigdy nie rozumiałem.
27-04-2008 17:00
~bolo bis

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kastor wykasował się. Na nic to, i tak pozostanie już legendą. Kastor Zindabad!
27-04-2008 18:24
Sting
    Jo...
Ocena:
0
...czy ksywka tej osoby zaczyna się na S a kończy na Q? :P
27-04-2008 19:01
JoAnna
   
Ocena:
0
Pudło. Nawet on nie jest tak pozbawiony instynktu samozachowawczego (to pierwsza wskazówka).

EDIT: And the winner is Szczur, który ma pamięć jak... no, jak Szczur, wspomaganą ;)
27-04-2008 20:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.