» Teksty » Polecamy / Odradzamy » Polecamy / Odradzamy w maju

Polecamy / Odradzamy w maju


wersja do druku
Autor:
Książę Persji: Piaski Czasu
2010-05-28
plus


Przyznaję, bez bicia, że nie grałam w żadną odsłonę Księcia Persji. Z wczesnej podstawówki, z lekcji zpt, pamiętam moich kolegów, którzy skakali, pokonując kolejne przeszkody i fascynowali się grą. Na film Książę Persji: Piaski Czasu szłam więc bez żadnych oczekiwań, nastawiona na kolejną, po Starciu tytanów, wielką chałę za gigantyczne pieniądze. Jakże przyjemnie było się rozczarować! Wyszłam z kina zachwycona, rozbawiona i przyznam szczerze, że chętnie poszłabym jeszcze raz, a film niewątpliwie zagości w mojej kolekcji DVD. Moja pierwsza opinia brzmiała: "Piraci z Karaibów bez Deppa, ale na pustyni". Skojarzenie jasne – podobny humor, podobna energia, podobna zabawa na seansie. Największą zaletą filmu jest to, że nie udaje czegoś, czym nie jest – od początku wiadomo, że to kino stricte rozrywkowe, w którym nie trzeba, ba – nawet nie należy, szukać drugiego czy piątego dna. Świetne dialogi, widoczna chemia między bohaterami, widowiskowe sceny akcji, dużo dobrego humoru, ładne zdjęcia ładnych widoczków i świetnie dopasowana do obrazu ścieżka dźwiękowa. Bardzo dobrze wypada Jake Gyllenhaal jako tytułowy bohater – dzielny, zwinny, pomysłowy, trochę Indiana Jones, który wie, jak unikać wszelkich pułapek. Gemma Arterton wygląda dobrze, a jej postać jest barwna, energetyczna i stanowi idealny balans dla księcia Persji. Na drugim planie Ben Kingsley, który gra dobrze, ale nie powala, ale przede wszystkim jak zawsze znakomity Alfred Molina – już dla niego warto ten film obejrzeć, obserwowanie jego uczucia do strusi dało mi naprawdę dużo radości. Krótko mówiąc: proste, świetnie zrealizowane kino rozrywkowe – nie przegapcie! [Marigold]

Niania i wielkie bum
2010-05-28
plus / minus


Lubię film Niania z 2005 roku z wielu powodów – scenariusz jest zgrabny i zabawny, pełen magii kojarzącej się z Mary Poppins, w rolach głównych Emma Thompson i Colin Firth. Nie mogło mi się nie podobać. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam zatem pojawiające się od jakiegoś czasu spoty i plakaty, reklamujące pojawiającą się po pięciu latach kontynuację przygód Nianii McPhee. Największą wadą tej produkcji jest jej wtórność. Fabuła powiela niemal dokładnie tę z 2005 roku. Mamy gospodarstwo domowe w rozsypce, rodzica, który nie radzi sobie z prowadzeniem domu, a przede wszystkim z ogarnięciem temperamentu swoich pociech. Matka, pani Green (Maggie Gyllenhaal), ma pod opieką całą gromadkę pociech, gdyż na jej farmę z powodu zagrożenia bombardowaniami trafiają też dzieci krewnych. Piątka szaleje, dokazuje się, kłóci. Czy jest jakiś ratunek dla przerażonej matki? Ależ oczywiście! Niania McPhee przybywa z odsieczą. Wszystko od razu zaczyna się układać – między dziećmi zawiązuje się przyjaźń, współpracują, bawią się razem, uczą się wspólnie rozwiązywać problemy. Pani Green zyskuje chwilę oddechu, ba, koleżance po fachu Mary Poppins udaje się powstrzymać zakusy złego wujka Phila i ocalić farmę. Oglądając ten film, należy włączyć dziecięcą wyobraźnię i naiwność – jeśli tego nie potraficie, odpuśćcie sobie seans, na pewno będziecie się nudzić. Jeśli jednak posiedliście tę umiejętność, na ekranie ujrzycie kilkoro świetnych aktorów, którzy bawią się, tworząc sielską rzeczywistość, pomnik Nelsona, który kłania się Niani McPhee i prosiaczki, które uprawiają pływanie synchroniczne. [Marigold]

Bracia
2010-05-21
plus / minus


Najpierw zafascynował mnie minimalistyczny plakat dwóch mężczyzn i kobiety. Potem przeczytałam, że w rolach głównych zobaczymy troje aktorów, których bardzo lubię. Przede wszystkim na ekranie pojawił się Tobey Maguire (jeden z moich ulubieńców od czasów Cider House Rules), a towarzyszyć mieli mu Jake Gyllenhaal i Natalie Portman. Film to remake skandynawskiego tytułu, którego niestety nie widziałam, ale – powodowana wielką sympatią do kina z północy – założyłam, że nie może być źle. Historia pewnego trójkąta. On, ona i jego brat. Małżeństwo, dwoje dzieci, codzienne radości i smutki, brak stabilizacji emocjonalnej, gdyż on wyjeżdża z tajną misją. Pewnego dnia rząd powiadamia bliskich, iż ojciec rodziny zginął. Wtedy w domu pojawia się brat, który zajmuje miejsce zabitego żołnierza, remontując wnętrza, zastępując ojca, a z czasem i męża. Obserwującego rozwijający się romans widza, twórcy informują, iż żołnierz nie zginął, a został jedynie pojmany i walczy o życie oraz powrót do rodziny. Kiedy młodej wdowie i jej szwagrowi zdaje się, iż wszystko biegnie do szczęśliwego końca, rodzinę elektryzuje wiadomość – mąż i ojciec żyje i wraca do domu. Ciekawa historia, teoretycznie napakowany emocjami scenariusz, ale zabrakło mi czegoś w tym filmie. Zdawałoby się, że wszystkie elementy idealnie do siebie pasują – troje bardzo dobrych aktorów, ciekawa historia, dwa dopracowane wątki, ale ogląda się Braci z obojętnością, nie potrafimy się utożsamić ani z więzionym żołnierzem, ani z jego pogrążoną w bólu rodziną, która szuka ukojenia. Oglądacie na własną odpowiedzialność. [Marigold]

Samotny mężczyzna
2010-05-14
plus


Czekałam na ten film od chwili, kiedy ogłoszono, że Colin Firth dostał za niego nominację do Oskara®. George Falconer, profesor uniwersytecki, traci wielką miłość i stwierdza, że nie ma już powodu, żeby żyć. Postanawia popełnić samobójstwo, jednak co chwilę coś rujnuje jego plany – a to pojawienie się gosposi, a to telefon od przyjaciółki, a to młody mężczyzna i rodząca się powoli fascynacja. Samotny mężczyzna to film niezwykle piękny i wysmakowany wizualnie. Każde ujęcie jest niezwykle plastyczne i dopracowane – idealnie dopasowana kolorystyka każdego elementu, od odcinających się na śniegu ciemnych śladów stóp po makijaż oka. Świetnie zgrane kolorowe sceny współczesne z czarno-białymi retrospekcjami. Colin Firth, którego cenię za wiele ról, w filmie Toma Forda stworzył chyba najlepszą w swoim dorobku kreację, gdyż słowo ”rola” nie oddaje tego, co oglądamy. Znakomita, jak zawsze zresztą, jest także Julianne Moore, której nie można nie zapamiętać. Matthew Goode balansuje postać Falconera, wprowadzając element lekkości i zabawy. Piękne scenografie i kostiumy, ale biorąc pod uwagę nazwisko reżysera, to nie powinno dziwić. Najbardziej zapadła mi w pamięć niezwykła scena makijażu oka w wykonaniu Julianne Moore – nie da się opowiedzieć, jak wysmakowana jest estetyka tego fragmentu filmu, to trzeba zobaczyć. [Marigold]

Jaśniejsza od gwiazd
2010-05-14
plus


Lubię filmy kostiumowe, zawsze z ciekawością oglądam dziewiętnastowiecznych bohaterów, którzy budują przyszłość w świecie konwenansów i utartych tradycji. W szkole przegapiłam poezję Johna Keatsa, ale jeden z moich przyjaciół podsuwał mi jego wiersze. Kiedy na ekranach kin pojawił się film o wielkiej miłości poety i młodziutkiej Fanny Brown, nie mogłam go przegapić. Jane Campion zrobiła film piękny wizualnie – kwitnące wrzosy, mgiełka w lesie, znakomita scenografia – wszystko aż cieszy oczy. W pamięć zapada kilka fantastycznie zrobionych scen, szczególnie wyróżniłabym tę, gdy oddzieleni ścianą zakochani dotykają murów, by być bliżej siebie. Nie zawiodło także aktorstwo. Abbie Cornish stworzyła kompletny portret młodej dziewczyny, która zmuszona okolicznościami, a przede wszystkim wielkim uczuciem, szybko dorasta, stając się kobietą zdolną do ogromnych poświęceń. Partneruje jej Ben Whishaw (możecie go pamiętać z Pachnidła), któremu udało się pokazać złożoną osobowość Keatsa – poety, nie tworząc z niego bóstwa na piedestale, w końcu był także młodym, zakochanym człowiekiem, któremu dane było wyrażać uczucia słowami, jakie do dzisiaj zachwycają czytelników. Po seansie nie dziwię się, ze Tarantino określił najnowszym film Campion najlepszym, jaki w życiu obejrzał. Zdecydowanie polecam. [Marigold]

Zakochany Nowy Jork
2010-05-07
plus / minus


Nie podobał mi się film Zakochany Paryż i to powinno być dla mnie jasną wskazówką, by ominąć Zakochany Nowy Jork, ale skusiła mnie długa lista znanych nazwisk na liście płac. Jak wyszło? Średnio. Najciekawszy był epizod o balu maturalnym – młody, nieśmiały chłopaczek, który marzy, by zaliczyć piękność, idzie na imprezę z dziewczyną na wózku. Nic więc nie zapowiada, by jego pragnienie mogło się urzeczywistnić. A jednak! Twórcy pokazali jedną z najciekawszych scen erotycznych – ekwilibrystyka, pomysł i niezła realizacja. Zdecydowanie – zapada w pamięć. Bardzo ciekawa jest też nowelka o hotelu, ze względu na aktorów. Zaskoczył mnie przede wszystkich Shia LaBoeuf, który nie ucieka przed robotami i nie czai się na kolejne artefakty, natomiast GRA i to całkiem nieźle. Partneruje mu znakomita jak zawsze Julie Christie. Pozostałe epizody są nieco rozczarowujące. Ukazanie tradycji i tego, jak potrafi przytłoczyć i zdeterminować czyjeś życie w wykonaniu Natalie Portman to znakomity pomysł na nowelkę (albo i cały film), ale wykonanie jest średnie, obserwujemy aktorów ze sporą obojętnością. Można obejrzeć, ale jeśli mam do wyboru zestaw epizodów zrobionych przez wielkie nazwiska, zdecydowanie wolę sięgnąć po raz kolejny po Kocham kino. [Marigold]

Dobra wróżka
2010-05-07
plus / minus


Kiedy zobaczyłam zwiastun i opis Dobrej wróżki, stwierdziłam, że nie mogę tego filmu nie zobaczyć. Wiem, że może się to wydać co najmniej dziwne, ale przegapić Dwayne’a Johnsona w uroczej sukieneczce i ze skrzydełkami oraz jedną z moich ulubionych aktorek – Julie Andrews? Za nic. Obejrzałam i ze zdziwieniem skonstatowałam, że jest lepiej niż myślałam! Jak na film familijny, z zacięciem pedagogicznym, bazujący na amerykańskim popkulturowym micie o Zębowej wróżce, oglądało się to całkiem nieźle. Historia stereotypowa – narcystyczny ojciec rodziny, a przy okazji hokeista, który bliskimi zajmuje się tylko od święta (podobnie jak główny bohater filmu Klik: i robisz, co chcesz) pewnej nocy dostaje misję – musi dawać dzieciom prezenty, zbierając w zamian ich mleczaki. Niby nic ciekawego, ale Johnson radzi sobie całkiem nieźle, ucząc się, co oznaczają słowa rodzina, bliscy i miłość. Misję zleca mu Lily (jak zawsze niezawodna i ciągle piękna Julie Andrews), zaś jego działania nadzoruje Tracy – ciamajdowaty pracownik, który pragnie być wróżką. Panowie wiele się od siebie uczą, nabywając coraz to nowe umiejętności, a wszystko biegnie do szczęśliwego końca. Urocza bajka, którą można spokojnie pominąć, ale jeśli ktoś Was zmusi do oglądania, nie protestujcie zanadto – oglądanie ‘The Rocka’ w satynowej kiecce rozbawi Was tak, że seans od razu zyska na wartości. [Marigold]
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę



Czytaj również

Książę Persji: Piaski Czasu [DVD]
Niezapomniane piaski
- recenzja
2010: TOP 5 filmów
Czyli redakcyjne podsumowanie najlepszych filmów minionego roku

Komentarze


neishin
   
Ocena:
+1
OMG! Jaśniejsz od gwiazd to plus? Jeden z najgorszych filmów jakie widziałem, 2 godziny straconego czasu. Aż dziw, że to coś wyszło spod ręki twórczyni Fortepianu. Zero erotyzmu, zero napięcia, zero scenariusza. Straszliwe zło. W pewnym momencie zacząłem okładać się po przyrodzeniu żeby umilić sobie film :D
30-05-2010 08:25
Vukodlak
    No, no...
Ocena:
0
Czego ja się tutaj nie dowiem o ludziach ze środowiska i sposobach na umilanie sobie czasu. :p
30-05-2010 13:43
neishin
   
Ocena:
0
Poczekaj na mój komentarz do gry planszowej The Witcher of Salem (going to Polter near you) :D
30-05-2010 14:09
Umbra
    No wiesz
Ocena:
0
Są ludzie którym film się podoba nawet bardzo, są też tacy reżyserzy nawet Tarantino mimo iż napisał, że nie lubi takich filmów bardzo go chwalił. Ja też średnio takie lubię ale obejrzę na pewno.
30-05-2010 14:56
neishin
   
Ocena:
+1
Umbra, oczywiście że są ludzie, którym ten film się spodoba. Tak samo jak są ludzie, którzy uwielbiaja Tokyo Gore Police czy Human Centipede:D

A Tarantino lubi bardzo słabe filmy jak się okazuje - vide Sukiyaki Western Django czy seria Tarantino poleca (chyba był to Hostel? czy Motel? Jeden kit w każdym razie:P)
30-05-2010 16:05
Umbra
   
Ocena:
0
Hostel jest dramatyczny nie będąc dramatem to fakt, ale to był jakiś kumpel ze szkoły i o to chyba poszło bo kurde nie uwierzę, że ten film komukolwiek się naprawdę podobał
30-05-2010 19:51
Malaggar
   
Ocena:
0
A ja uwierzę, że Kłentinowi mógł się podobać gniot - koleś który wypuszcza takie piardy jak on musi mieć coś nie tak z gustem.
30-05-2010 21:01
Alkioneus
   
Ocena:
0
A ja uwierzę, że Kłentinowi mógł się podobać gniot - koleś który wypuszcza takie piardy jak on musi mieć coś nie tak z gustem.

Mal, zdajesz sobie sprawę, że krytykując pojedyncze rzeczy - Twoja krytyka jest cenna i godna uwagi, nawet jeżeli się ktoś z nią nie zgadza. Krytykując prawie wszystko naokoło - Twoja krytyka staje się czymś tak powszechnym, że pozbawionym znaczenia.
30-05-2010 21:46
Malaggar
   
Ocena:
0
Alkioneus: Po prostu ostatnio się udzielałem w dużej ilości miejsc ;) A w QT nawalałem już w temacie o filmach o których chcielibyśmy zapomnieć ;)
30-05-2010 21:50
Umbra
   
Ocena:
0
To nie forum o tym reżyserze więc nie będę rozwijał każdy ma gust jaki ma, pozdrawiam.
31-05-2010 09:15
Dan Meidros
   
Ocena:
0
A ja się zgadzam z Malaggarem, że QT słabe filmy robi!
31-05-2010 10:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.