» Artykuły » Felietony » Pisarz jak bóg

Pisarz jak bóg


wersja do druku

Czyli: "Nie zrozumiałeś, boś głupi!"

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek

Pisarz jak bóg
Jaki jest Dukaj, każdy widzi. A jeżeli ktoś nie widzi, to może poczytać, bo – chyba jak żadnego innego polskiego twórcę – poprzedza go swoista legenda (dość powiedzieć, że dział forum Nowej Fantastyki, poświęcony literaturze, ma podtytuł: "I co Dukaj miał na myśli?"). Wszyscy znają Sapkowskiego, Kresa czy Ziemkiewicza; popularnymi można nazwać Grzędowicza, Ćwieka lub Pilipiuka, jednakże to właśnie autora Lodu rzesze fantastów chcą nieść niczym sztandar na czele swojego pochodu ku uznaniu przez tak zwany główny nurt. Dla wielu Dukaj przestał być po prostu utalentowanym pisarzem, a stał się niemalże bóstwem. Jak każde szanujące się bożyszcze, ma on swoich wyznawców, do utraty tchu opiewających jego wielkość, a także (a może przede wszystkim?) walczących z hordami heretyków ośmielających się krytykować ich obiekt kultu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że Dukaj ma nie tylko swoich wiernych fanów (jakkolwiek dziwnie by to brzmiało w odniesieniu do czytelników), ale też przeciwników. Jest to zjawisko powszechne i naturalne, bo przecież jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Niemniej, dziwi mnie traktowanie tej drugiej grupy niczym bandy bezmyślnych, pogańskich barbarzyńców, taplających się w lubieżnych przyjemnościach tak zwanej literatury rozrywkowej, nie chcących nawrócić się ku jedynej słusznej wierze – "dukaizmowi".

Bo jeżeli na forum internetowym napiszesz, że nie lubisz Sapkowskiego czy Tolkiena, częstokroć kwitowane jest to zwykłym wzruszeniem ramion: "Nie podoba ci się? Twoja sprawa". Inaczej rzecz ma się w przypadku tekstów autora Perfekcyjnej niedoskonałości. O prozie Hala Duncana masz prawo powiedzieć, że jest ciężka w odbiorze, o opisach u Łazarczuka, że są zagmatwane i miejscami niezrozumiałe, a o Huberacie, że jest zbyt poważny; tymczasem, jeżeli o języku Dukaja napiszesz: "jakiś taki dziwny, ciężki"*, to odpowiedź będzie brzmiała: "To się nazywa: kwiecisty i wysmakowany". Dochodzimy nawet do paranoidalnej sytuacji, gdzie o recenzencie, Marcinie Sendeckim, któremu Lód niespecjalnie przypadł do gustu (Przekrój 03/2008), użytkownicy piszą: "Recenzent, który nie może przebrnąć przez "Lód", to […]** nie recenzent – szczególnie w gazecie o takim zasięgu i schedzie jak "Przekrój". Po prostu wstyd". A ja uważam, że większym wstydem jest krytykowanie recenzenta za jego gusta, nie zwracając uwagi na stronę merytoryczną samego tekstu.

Dobrym przykładem opisywanego przeze mnie podejścia do twórczości Dukaja jest artykuł Niegotowi na arcydzieło? Macieja Guzka (Nowa Fantastyka 05/2008). Już w pierwszym akapicie autor daje wyraz swojemu stosunkowi do wszelkiej krytyki, informując: "Tak, Jacek Dukaj, pisząc Lód, stworzył powieść wielką. Ale nie wszyscy to zauważyli", po czym przez ponad dwie strony łopatologicznie tłumaczy czytelnikom, za co autora Innych pieśni wielbić trzeba i dlaczego: "Dukaj wielkim pisarzem jest!" (bardzo dobrze zanalizował to Michał Foerster w swoim tekście:Dorabianie gęby Dukajowi, opublikowanym na łamach Esensji). Ogólny wniosek, jaki przychodzi mi na myśl po przeczytaniu artykułu pana Guzka, jest taki: "Nie lubisz, boś nie zrozumiał. Nie zrozumiałeś, boś głupi!".

Z takiego podejścia rodzi się dziwny podział na czytelniczą elitę, czyli tych, którzy Dukaja docenić potrafią, i wspomnianych wcześniej barbarzyńców – niegotowych na arcydzieło. Czytelnikom odbiera się prawo do osobistego de gustibus, skutecznie propagując przekonanie, że wszelka krytyka jest objawem nieoczytania bądź ignorancji krytykującego. Najgorsze jest to, że owa kampania przynosi skutki. Efektem są wypowiedzi typu: "ja głupie stworzenie jestem i Perfekcyjnej doskonałości przetrawić nie mogę" lub pisane przepraszającym tonem (jakby własne zdanie było zbrodnią!) nieśmiałe oceny: "Postacie faktycznie mogłyby być lepiej zarysowane, czasem irytowało ich poprowadzenie (ale to już moje osobiste odczucie i nie można traktować go jako jakiś ogólny zarzut)".

Taka niezdrowa sytuacja najbardziej rzutuje na tych, którzy z twórczością Dukaja styczności nie mieli bądź też – tak jak ja – dotychczas przeczytali zaledwie kilka opowiadań. Dla takich osób proza tego pisarza urasta do rangi swoistego sprawdzianu, testu własnej inteligencji. Bo skoro, na przykład Lód jest arcydziełem, to co będzie, jeżeli mi się nie spodoba? Co, jeśli będzie zbyt ciężki? Czy to miałoby oznaczać, że jestem głupi? Coś ze mną nie tak?

Taka gloryfikacja twórczości tego pisarza nadaje jego książkom niepotrzebnego ciężaru. Wspomniane wcześniej dzieło Dukaja, oprócz tego, że samo w sobie stanowi niezłą cegłę, dodatkowo ciąży na półce brzemieniem "guzkowatych" opinii, nadających mu charakter nie książki, a relikwii. Nie dziw więc, że na forach internetowych czytamy: "mit Dukaja do niedawna skutecznie zniechęcał mnie do zapoznania się z jego twórczością". Zjawisko to najbardziej szkodzi samemu pisarzowi, zniechęcając do niego wielu potencjalnych odbiorców. Bo pisząc, że dana proza jest inteligentna i oryginalna, możesz zachęcić czytelników do sięgnięcia po nią. Ale jeżeli pojawiają się opinie, że czyjeś teksty to twórczość dla elit, skutkuje to tym, że spora część niepewnych siebie odbiorców waha się. W końcu nikt nie chciał by pewnego dnia dowiedzieć się, że jest głupi albo nie dość inteligentny.

W tym wszystkim pocieszające są dwie rzeczy. Po pierwsze i najważniejsze, Dukaj jest poza tym – to czytelnicy robią z niego bóstwo, on sam pozostaje skromny. Widać to w wywiadach, widać i w licznych recenzjach. Nawet najbardziej krytyczne oceny pisane są z punktu widzenia czytelnika, a nie "kogoś, kto potrafi lepiej". Tym samym autor pokazuje klasę, jakiej brak niektórym z jego wyznawców, i chwała mu za to! Z drugiej strony, należy zdecydowanie podkreślić, że artykuł ten nie odnosi się do wszystkich fanów szanownego pisarza. Zdecydowana większość z nich okazuje się być godnym swojego Mistrza i poprzez rzeczowe wypowiedzi skutecznie propagują jego twórczość pośród młodych fantastów.

Skąd więc ten tekst? Po co marudzić, skoro zarówno pisarz, jak i lwia część jego entuzjastów nie jest niczemu winna? Otóż, obawiam się, że zadziałać tu może efekt kilku zgniłych jabłek, które zatruć mogą cały koszyk. Jak widać, ów ferment "dukaizmu" rozprzestrzenia się wśród czytelników (widać to chociażby po cytowanych wyżej wypowiedziach), skutecznie psując opinię samemu twórcy. Można by całą rzecz zbagatelizować, uznając, że głos kilku osób zostanie zagłuszony pośród internetowego zgiełku, jednakże przykład Macieja Guzka pokazuje, że niekiedy propagatorzy nienaturalnego podziału na elitę i barbarzyńców dopinają swego i przemawiają do tłumów (w końcu Nowa Fantastyka to nie żadne zaściankowe pisemko).

A wszystko to szkodzi Dukajowi, bo chęć idealizowania jego twórczości przynosi odwrotny skutek. Jego książki są wręcz demonizowane, przez co na przykład mój egzemplarz Lodu od Gwiazdki stoi na półce i czeka, aż będę gotowy na arcydzieło. Na razie czytam Hala Duncana, za sobą mam Huberatha i Chianga, w planach Iana R. McLeoda – może takie przygotowanie mi wystarczy? W końcu nie chcę ryzykować, że książka mi się nie spodoba – ergo, dowiedzieć się, że jestem zbyt głupi, jak na twórczość Dukaja.

*) Cytaty pochodzą z forum magazynu „Fahrenheit” (temat Już tak nie Dukaj.) i z forum „Nowej Fantastyki” (temat Jacek Dukaj)
**) W tym miejscu autor owej wypowiedzi umieścił niemożliwy do błędnego zinterpretowania emotikon

Komentarze


Garnek
    olej opowiadania,
Ocena:
+2
przeczytaj Lód i Inne Pieśni.

Jak się spodobają, to będziesz dwie dobre książki do przodu. Dukaj, czy nie Dukaj :-)
01-07-2008 15:07
Miroe
    Problem wcale nie nowy...
Ocena:
+6
...ale w widoczny sposób narasta.

Bodaj w zeszłym roku ukazał się na łamach NF felieton Łukasza Orbitowskiego, w którym przestrzegał on przed robieniem z Dukaja brązowego pomnika, obok którego przejść nie można bez zdjęcia czapki. I niestety niektórzy wpychają zapierającego się autora na cokół i karzą stać nieruchomo w glorii chwały.

Mam dziwne wrażenie, że cała afera jest pokłosiem specyficznego kompleksu niższości polskich fantastów wobec głównego nurtu. Większość z tego co u nas w fantastyce powstaje, to literatura czysto rozrywkowa, niepodejmująca żadnych "problemów", "zagadnień" etc., bo jej to do niczego nie potrzebne. Stąd pojawiająca się u niektórych potrzeba wskazania sztandarowego twórcy, udowadniającego, że fantastyka może być "ambitna", a Dukaj, do tego absolwent filozofii, jest idealnym kandydatem. A skoro wciągnięto go już na tyczkę i na wietrze powiewa, to staje się świętością, której szargać nie wolno, co daje w efekcie sytuację mocno paranoiczną.

P.S. To pisał wielki fan twórczości JD (z wyjątkiem "Czarnych oceanów").
01-07-2008 15:14
~Neratin

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Stąd pojawiająca się u niektórych potrzeba wskazania sztandarowego twórcy, udowadniającego, że fantastyka może być "ambitna", a Dukaj, do tego absolwent filozofii, jest idealnym kandydatem."

A co mamy robić, skoro mainstream zabrał nam Lema (nie żeby Lem jakoś protestował)? ;)

Padło na Dukaja...
01-07-2008 15:48
Miroe
   
Ocena:
0
>A co mamy robić, skoro mainstream zabrał nam Lema (nie żeby Lem jakoś protestował)? ;)

Nie wydaje mi się, żeby stawianie ołtarzy i formowanie Hiszpańskiej Inkwizycji (Ha! Nie spodziewałeś się!) było najlepszym wyjściem. A część dukajowych kultystów niestety tak robi.
01-07-2008 16:02
malakh
   
Ocena:
0
Ale dziwne, że Huberath nie jest tak gloryfikowany - a przeciez tez bardzo "ambitnie" pisze...

@ Garnek
W tej chwili na półce lezy "Xavras..." i czeka na swoją kolej.
Pierwszym tekstem Dukaja, z którym się spotkałem była świetna "Korporacja Mesjasz" (antologia "Czarna msza") - zrobił na mnie duże wrażenie.
01-07-2008 16:45
Siman
   
Ocena:
0
Obszerny komentarz do artykułu zamieściłem na swoim blogu.
02-07-2008 03:13
assarhadon
   
Ocena:
0
Chcesz czy nie, ale sam przyczyniasz się do utrwalenia "dukaizmu" - jak to sprytnie nazwałeś. A Dukaj pewnie siedzi i.... nie zawija w sreberka, tylko się śmieje....
A teraz na poważnie. Gość czasami utrudnia sprawę, przedstawiając genialny pomysł w zbyt cięzkiej formie, jak to było w prypadku "Perfekcyjnej...". nie boję się przyznać, że tej książki po prostu nie mogę i już!!! Tego się czytać nie da.
Kilka opowiadań też jest nieludzko ciężkich, tyle że chyba tylko on może sobie pozwolić na taki styl.
02-07-2008 09:55
Ausir
   
Ocena:
0
Ale to właśnie forma, w jakiej przedstawia swoje książki jest częścią tego genialnego pomysłu. Wolałbyś, żeby pisał przeźroczystym językiem "Fabrykantów"?
02-07-2008 12:50
assarhadon
    @Ausir
Ocena:
0
Zgadzam się, forma albo "morfa" jak najbardziej na miejscu. To decyduje o sile i powodzeniu Dukaja. Ale czasem chyba przechodzi sam siebie albo.... przecenia czytelników;) Sam często męczę sie z jego tekstami, choć do idiotów się nie zaliczam. Przynajmniej jak dotąd nikt mnie tak nie określił........ Język to zawsze mocna strona jego pozy i za każdym razem zaskakuje czymś nowatorskim. Już niedługo trzeba pewnie będzie stworzyć nową dziedzinę prozy - dukaizm.
Sami to nakręcamy. nie wiem tylko, czy to właściwa droga.....
02-07-2008 13:38
assarhadon
   
Ocena:
0
Jeszcze jedno....czy bóg przez małe "B" jest zamierzone? Bo z treści felietonu - ta jest ok - jakos mi to nie wychodzi..... właściwie to troszkę nawet tytuł nietrafiony.... Ale to moja skromna opinia.
02-07-2008 14:09
Mandos
   
Ocena:
0
Zawsze istniały podziały na literaturę elitarną i dla mas. Jak widać obok granicy między "ambytną literaturą głównonurtową", a fantastyką powstaje nowy wewnątrz naszego ulubionego gatunku. Nie popieram ale rozumiem mechanizm.

Jednocześnie nie zgadzam się z tezą, że ikoniczność Dukaja straszy nowych czytelników. Oczywiście na pewno znajdzie się grupa czytelników którą przez to będzie się wahała czy siegnąć po jego książki, ale dla równowagi znajdą się również tacy których to przyciągnie. Tak jak było to z Lemem.
06-07-2008 15:08
JoAnna
   
Ocena:
0
Hmmm...
Dawno, dawno temu stało u mnie na półce Dzieło. Nazywało się "Ulisess" i popełnił je pan James Joyce. Dopełzłam do strony 222 i z westchnieniem ulgi pozbyłam się go na zawsze, kiedy ktoś młody i naiwny zapytał, czy może pożyczyć. Nie żałuję, może przeczytam, kiedy będę na emeryturze.

Poza tym zastanawiam się, czy owi zwolennicy Dukaja, gotowi bić barbarzyńców, rzeczywiście wszystko rozumieją, czy też tylko lansują się na wybitnie inteligentnych, bo przeczytali Dzieło, a rozumieją tyle samo, co inni (lub jeszcze mniej).

W sumie jest to dość straszne. Ale też dość charakterystyczne dla starej gwardii fandomu polskiego, do której Guzek, mimo, iż raptem w okolicach trzydziestki, zdecydowanie się zalicza.

No nic. Mamy swojego Joyce'a...
07-07-2008 15:55
~Ina

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nie chcę tutaj nikogo obrażać, albo co, ale mnie się zdaje, że to jest sztuczka.
To znaczy, gdyby Dukaj podawał swoje pomysły w sposób, o zgrozo, klarowny, nikt by może nie zauważył, że one tam w ogóle są. A tak zmusza do skupienia uwagi. Może to i dobra taktyka.
Tak sobie teoretyzuję.
07-07-2008 23:57
~flamenco108

Użytkownik niezarejestrowany
    Odnoszę się do cytatu wyrwanego z kontekstu.
Ocena:
0
Autor tego artykułu pozwolił sobie mnie zacytować cytatem wyrwanym z kontekstu. Do tego pozwolił sobie nadinterpretować moje słowa, choć nie widzę w cytacie do tego żadnych podstaw.

Tymczasem wygląda na to, że wypowiedź moja nie dotyczyła Pana Sendeckiego (o ile przeczytał "Lód"), bo (przeczytałem jego recenzję ponownie do celów niniejszego komentarza) chyba "Lód" przeczytał. Jednak cytat jest wyrwany z kontekstu i stawia pewną spójną tezę, którą niniejszym podtrzymuję: recenzent pisma tej klasy co "Przekrój", nie ma prawa powiedzieć, że nie zdołał przeczytać książki, którą recenzuje. No, ja bardzo przepraszam, ja nie ubóstwiłem w ten sposób Dukaja, tylko ewentualnie zmierzwiłem recenzenta. I w tym wyrwanym z kontekstu cytacie nie ma nic o gustach recenzenta, jeno o mojej opinii na jego temat, gdyby okazało się, że nie przeczytał książki, którą recenzuje.

Oczekuję przeprosin lubo sprostowania od autora powyższego artykułu.

Dla dokładności, niżej daję link do pełnej cytowanej wypowiedzi, która zawierała również cytaty przedmówców, co przecież winno wpływać na interpretację moich słów, bo pisałem je w odpowiedzi:

http://www.fahrenheit.net.pl/forum /viewtopic.php?p=158339#158339
11-07-2008 08:50
malakh
    @flamenco
Ocena:
0
Twoja wypowiedź odnosiła się do tego fragmentu recenzji pana Sendeckiego:
Napracował się też z pewnością nad archaizacją języka i nasyceniem go rusycyzmami, ale to akurat spokojnie mógł sobie chyba darować, bo efekt tego mozołu do olśniewających nie należy. Jest, bo jest, i tyle

A oto twoja odpowiedź:
Jo, ziom ;-)
Recenzent, który nie może przebrnąć przez "Lód", to (_|_) nie recenzent - szczególnie w gazecie o takim zasięgu i schedzie jak "Przekrój". Po prostu wstyd.
"Do olśniewających nie należy" - jak się ktoś stylizuje na samego siebie, to tak ma.
Ale mu powiedziałem...


W recenzji z "Przekroju" nie widzę podstaw do oskarżenia pana Sendeckiego o nieprzeczytanie "Lodu", a w twojej forumowej wypowiedzi na dobrą sprawę nie widzę takiego oskarżenia (pojawia się dopiero teraz).

Oto, co widzę: recenzent pisze, że "Lód" czytało mu się mozolnie, a Flamenco odpowiada, że:Recenzent, który nie może przebrnąć przez "Lód", to (_|_) nie recenzent.

Jak dla mnie nie dotyczy to ewentualnego nieprzeczytania, a jedynie tego, że pan Sendecki "śmiał" skrytykować powieść Dukaja.

Może źle zinterpretowałem twoje słowa, ale jak miałem inaczej je zrozumieć? Powtarzam, ani w recenzji, ani w twojej wypowiedzi z 18 lutego nie widzę podstaw do wnioskowania, iż można recenzenta oskarzyć o nieprzeczytanie lektury.

Owszem, jeżeli z kontekstu wyrwać tylko ten fragment: Recenzent, który nie może przebrnąć przez "Lód"..., można by tak to zrozumieć, ale uwierz mi, po przeczytaniu recenzji pana Sendeckiego w życiu nie przyszło by mi do głowy zarzucenie mu braku profesjonalizmu.

Jeżeli źle zrozumiałem twoje słowa, to przepraszam, ale nawet na dzień dzisiejszy, po kolejnym przeczytaniu recenzji nie widze uzasadnienia dla tych słów:
Jednak cytat jest wyrwany z kontekstu i stawia pewną spójną tezę, którą niniejszym podtrzymuję: recenzent pisma tej klasy co "Przekrój", nie ma prawa powiedzieć, że nie zdołał przeczytać książki, którą recenzuje.

Pan Sendecki nigdzie takiego czegoś nie napisał (chyba, ze ja coś przeoczyłem, w takim razie prosze o cytat), dlatego też trudno mi było doszukać się w twojej wypowiedzi owej "tezy".
11-07-2008 12:46
~flamenco108

Użytkownik niezarejestrowany
    @malakh - Odnoszę się do cytatu wyrwanego z kontekstu.
Ocena:
0
Rękę do zgody wyciągnąłem na forum fahrenheita:
http://www.fahrenheit.net.pl/forum /viewtopic.php?p=179210#179210

:-)
11-07-2008 19:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.