» Recenzje » Dodatki i podręczniki » Pathfinder: Inner Sea Bestiary

Pathfinder: Inner Sea Bestiary


wersja do druku
Pathfinder: Inner Sea Bestiary
Pośród rozlicznych bestiariuszy wydawanych przez rozmaite firmy na licencji systemu d20, niemałą część stanowiły kolekcje monstrów przeznaczonych do wykorzystania w realiach określonych settingów. Minions of the Shadow do Midnighta, Monsternomicon do Iron Kingdoms, nie wspominając już o Potworach Faerunu do najbardziej znanego z dedekowych światów. Tak samo do Pathfindera, przez wielu uważanego za prawdziwego spadkobiercę D&D w wersji 3.x, oprócz wydanych przez Paizo bestiariuszy "ogólnoużytkowych" (które swego czasu przybliżałem już czytelnikom Poltergeista), ukazało się przynajmniej kilka potwornych kompendiów zawierających nie przypadkowo dobrane kreatury, a stworzenia dopasowane do konkretnych settingowych realiów (jak choćby Monsters of the Shadow Plane).

Mimo że podręcznik opisujący oficjalny pathfinderowy świat, Golarion, przynosił opisy i charakterystyki kilku istot charakterystycznych dla regionu Wewnętrznego Morza, a kolejne zawierały wydawane kampanie i suplementy opisujące konkretne krainy (część z nich znalazła się później w podręcznikach Bestiary 2 i Bestiary 3), to zaskakująco długo Mistrzowie Gry prowadzący swoje przygody i kampanie w realiach domyślnego settingu Pathfindera musieli czekać na podręcznik poświęcony monstrom egzystującym właśnie w tym uniwersum. Co więcej, gdy ówże już się ukazał, zaskakiwał niewielką objętością – podczas gdy systemowe dodatki opisujące różnorodne potwory były sążnistymi tomiskami, liczącymi sobie po trzysta stron z okładem, wydany w 2012 roku Inner Sea Bestiary to cienka, zaledwie 64-stronicowa broszura, przynosząca opisy niespełna pół setki nowych istot.

A właściwie nie do końca nowych, jak możemy dowiedzieć się z otwierającego dodatek Wprowadzenia. Niemal wszystkie zawarte w nim stworzenia pojawiły się już wcześniej w takiej czy innej formie w różnorodnych podręcznikach i książkach osadzonych w realiach Golarionu. Demony wspominane w legendach, potwory widniejące na starych rycinach, boscy słudzy uwiecznieni na freskach w zrujnowanej świątyni – te i inne istoty znalazły się na kartach golarionowego bestiariusza.

Niestety, nie będąc zbyt pilnym czytelnikiem powieści wydawanych przez Paizo, nie śledząc historii opowiadanych w odcinkach w kolejnych seriach z cyklu Adventure Path, nie byłem w stanie rozpoznać żadnego z monstrów czy nieludzkich ras opisanych w tym podręczniku. W żadnym momencie lektury nie było mi dane ucieszyć się ze spotkania dawno niewidzianego znajomego, ze zdumieniem skonstatować, że moje wyobrażenie na temat jakiegoś stworzenia odbiegało od oficjalnej wizji autorów z wydawnictwa, lub choćby nawet tylko przypomnieć sobie nazwę przeczytaną dawno temu w jakiejś pathfinderowej powieści lub suplemencie. Dlatego też mój odbiór podręcznika odbiegać mógł znacząco od tego, który założyli sobie jego twórcy – dla mnie Inner Sea Bestiary był bowiem tylko jeszcze jednym zbiorem potworów, do którego podchodziłem bez jakiegokolwiek sentymentu czy specjalnych oczekiwań.

Opisywanie kolejno wszystkich stworzeń zamkniętych na kartach tej pozycji nie miałoby większego sensu, na szczęście można je podzielić na kilka ogólnych kategorii. Pierwszą z nich są nowe rasy, przynajmniej potencjalnie dostępne także jako postacie graczy. Tych jest w sumie pięć, choć mi osobiście do gustu przypadła zaledwie jedna z nich. Ani świadome rośliny, ani ludzie-sowy, ani pochodzące z innej planety pseudo-elfy z czułkami obdarzone psionicznymi talentami nie zaskarbiły sobie mojej sympatii, jedynie dla na poły mechanicznych androidów pochodzących z Numerii widziałbym miejsce w golarionowych kampaniach, a i to wyłącznie, jeśli miałyby one koncentrować się właśnie na tej krainie (jak oficjalny Shattered Star Adventure Path, którego pierwszą część nie tak dawno recenzował Radnon). Wszystkie opisane tu rasy stworzone zostały z wykorzystaniem zasad zawartych w podręczniku Advanced Race Guide, na szczęście nie jest on niezbędny do ich wykorzystania. Inaczej jest z kilkoma innymi suplementami, takimi jak Advanced Player's Guide, Bestiary 2 i 3, The Inner Sea World Guide oraz Ultimate Combat i Ultimate Magic, do których odniesienia co jakiś czas pojawiają się w opisach i mechanicznych rozpiskach potworów, na szczęście wszystkie potrzebne zasady spokojnie można znaleźć na stronie wydawcy. Tylko z jednym monstrum może być niejaki problem, odwołuje się ono bowiem do zasad z podręcznika Rise of the Runelords Anniversary Edition, na szczęście nawet bez dostępu do nich można go wykorzystywać nie uszczuplając znacząco jego mocy.

Drugą grupę stanowią szablony. Tych jest zaledwie trójka, ale oceniam je zdecydowanie lepiej. Baśniowe istoty splugawione demoniczną emanacją przenikającą Puszczę Kłów (Fangwood), stworzenia nasycone niestabilną magią Pustkowi Mana (Mana Wastes) i orientalne wampiry czerpiące z mitologii Indii – wszystkie one prezentują się ciekawie tak pod względem fabularnym, jak i mechanicznym.

Trzecią kategorię tworzą nie pojedyncze istoty, a całe ich grupy. Trójka nowych psychopompów niespecjalnie przykuła moją uwagę, być może przez fakt, iż tych sług Pharasmy aż nadto przyniosła mi kampania Carrion Crown, natomiast bardzo pozytywnie przyjąłem zestaw robotów, na jakie natknąć się można przemierzając Numerię. Choćby dla nich samych niniejszym podręcznikiem powinni zainteresować się wszyscy prowadzący, którzy zamierzają prowadzić kampanie (oficjalne lub nie) osadzone w tej krainie.

Kolejny zestaw tworzyłyby istoty będące wariacjami stworzeń już opisanych w pathfinderowych bestiariuszach. Wodny upiór (water wraith) to na przykład, wbrew nazwie, nie rodzaj nieumarłego, lecz ośmionogi jaszczur przypominający nieco behira, żyjący na bagnach i dysponujący zdolnością zmiany kolorów. Podobnie oronci to swego rodzaju wariant dridera, łączący nie mrocznego elfa z pająkiem, a orka z gigantyczną stonogą. To chyba najciekawsza, a pod pewnymi względami najprzyjemniejsza do poznawania kategoria stworzeń – doszukiwanie się podobieństw do znanych już potworów to dobra zabawa, a bez problemu znajdziemy nowy wariant aboletha, goblina czy bełkoczącego paszczowca.

Nie zabrakło też nowych odmian monstrów standardowych dla gatunku fantasy –golemy, smoki, nieumarli czy demony, olbrzym i ogromne robactwo to właściwie standard. Na koniec zostają już tylko potężne, unikalne byty, jak prawie-arcydiabły, oraz garść rozmaitych stworzeń, które ciężko byłoby zakwalifikować do wcześniej wymienionych grup. Te dwie ostatnie kategorie oceniłbym zdecydowanie najsłabiej na tle pozostałych elementów podręcznika. Epickie istoty tego rodzaju, jak opisane tutaj, trudno wykorzystać inaczej niż jako główną oś kampanii, w której występują, stąd nawet dwustronicowy opis, jaki otrzymała każda z nich, będzie raczej niewystarczający; zaś spora część potworów, które zbiorczo zaliczyłbym do ostatniej grupy, to raczej niezbyt grywalne losowe zlepki macek, skrzydeł i zębatych paszcz. Na szczęście w stosunku do całej zawartości podręcznika stanowią one zdecydowaną mniejszość i przy odrobinie dobrej woli można potraktować je jako niezamierzone wypadki przy pracy autorów, którym po prostu trafił się gorszy dzień.

Jakkolwiek lubię bestiariusze (co podkreślam chyba przy recenzji każdego podręcznika należącego do tej kategorii), to raczej nie spodziewam się, by ten akurat dołączył do grona moich ulubieńców. Nie zaprzeczam, że stanowi przykład dobrej, w większości solidnej roboty, ale trudno w nim równocześnie znaleźć coś, co mogłoby zainspirować do stworzenia ciekawej przygody, nie mówiąc o kampanii. Pomimo kilku jaśniejszych punktów (jak choćby roboty), w znacznej części nie wybija się on ponad szarą przeciętność, a słabsze kawałki równoważą ciekawsze pomysły na potwory, przybliżając ocenę do zaledwie średniej.

Choć sądziłem, że ten suplement będę mógł spokojnie polecić wszystkim Mistrzom Gry, którzy swoje sesje osadzają w krainach Wewnętrznego Morza, to z żalem muszę stwierdzić, że jedyną grupą, której naprawdę mogę doradzić zakup Inner Sea Bestiary są kolekcjonerzy pathfinderowych pozycji, dla których świetną zabawą samą w sobie może być odkrywanie źródeł, z których zaczerpnięte zostały poszczególne stworzenia – oni do wystawionej przeze mnie oceny spokojnie mogą dopisać oczko albo półtora. Wszystkim innym Mistrzom Gry prowadzącym swoje sesje na mechanice Pathfindera, polecam raczej wyeksploatowanie do maksimum wcześniej wydanych bestiariuszy, które tworzą część materiałów udostępnionych na stronie wydawnictwa Paizo – dopiero gdy one przestaną wystarczać, warto moim zdaniem rozważyć zakup Inner Sea Bestiary.

Dziękujemy wydawnictwu Paizo za udostępnienie podręcznika do recenzji.
6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Pathfinder: Inner Sea Bestiary
Linia wydawnicza: Pathfinder
Autorzy: Jim Groves, James Jacobs, Rob McCreary, Erik Mona, Jason Nelson, Patrick Renie, F. Wesley Schneider, James L. Sutter, Russ Taylor, Greg A. Vaughan
Okładka: Tyler Walpole
Ilustracje: Dave Allsop, Dmitry Burmak, Mauricio Herrera, Kate Maximovich, Brynn Metheney, Scott Murphy, Jim Pavelec, Jean-Baptiste Reynaud, Tyler Walpole, Ben Wootten
Wydawca oryginału: Paizo Publishing
Data wydania oryginału: 2012
Miejsce wydania oryginału: USA
Liczba stron: 64
Oprawa: Miękka
Format: A4
ISBN-13: 978-1-60125-468-9
Numer katalogowy: PZO9251
Cena: 19,99$



Czytaj również

Pathfinder: Shattered Star – Beyond the Doomsday Door
Klasycznie i bez sztampy
- recenzja
Pathfinder Campaign Setting: Dragon Empires Gazetteer
Orientalna wycieczka objazdowa
- recenzja
Pathfinder: Shattered Star – The Asylum Stone
Krwawa groza w mieście osobliwości
- recenzja
Pathfinder Chronicles: Heart of the Jungle
Egzotycznie i niebezpiecznie
- recenzja

Komentarze


Tyldodymomen
   
Ocena:
+2
Widać Adamie nie zrozumiałeś do końca schematu wydawniczego Paizo- zawsze przed nowymi kampaniami wychodzą dodatki które korespondują z nową ścieżką vide opis Varisii przed Shattered Star czy Isles of the Shackles przed kampanią Skulls&Shackles . Ten bestiariusz jest zbiorem monstrów które się w większości się POJAWIĄ -gracze usilnie molestują Paizo o kampanię w stylu swords & sorcery/i lub z wykorzystaniem "distant worlds". Liczba mięsa armatniego związanego z tą stylistyką wyraźnie sugeruje że prace w tym kierunku.
Sugerowanie się nazwą przy ocenie jest nieprofesjonalne. To trochę tak jakby mieć żal do WFRP że wbrew nazwie gracze nie są domyślnie żołnierzami z młotem.


24-04-2013 20:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.