» Biblioteka Jedynego » Księgi o Dominium » Pamiętniki Dolores

Pamiętniki Dolores

Część 2

Pamiętam tamten ranek. Łąka pełna sierpniowych kwiatów, słońce przeświecające prze mgłę jak przez welon panny młodej, ciężki, pełny zapach mokrego zielska. Ciepłe łóżko wypełnione naszymi ciałami. Jego dłoń w moich włosach. Świeży opatrunek ciasno owinięty wokół moich żeber. Tępy ból ran. Wczorajszych? Dawniejszych? Nie wiem, ile czasu minęło od tamtej nocy, pełnej deszczu i śmierci. Obejmuję ostrożnie leżącego obok mnie mężczyznę i wtulam twarz w jego ramię. Znajomy zapach spowija mnie jak jedwab.

– Dolores? Żyjesz?
– Żyję, braciszku. Już dobrze.
Przytulił mnie mocniej.
– Ile czasu?
– Cztery doby. Myślałem, że umrzesz. Nie chciałem cię zostawiać samej, ale zasnąłem w końcu. Wybacz...
Uśmiechnęłam się.
– Czułam, że jesteś ze mną. Dziękuję.
– Co tam się stało?
Westchnęłam.
– Wiesz po co wynajął mnie markiz?
– Nie do końca. Jakaś kobieta?
– Nawet trzy. – Uśmiechnęłam się.

Nic jej nie mogło uratować. Żadne pieniądze, żadna miłość, może cud… Umierała, wtulona w moje ramiona, a deszcz rozmazywał na jej twarzy smugi krwi. Gnałam przez las, błoto pryskało spod kopyt Aresa, mokre gałęzie smagały mnie po twarzy. Jak bardzo nie poganiałabym konia i tak było już za późno. Wiedziałam, że nie zdążymy. Dziewczyna dygotała w moich ramionach i zanosiła się kaszlem. Gruźlica, późne stadium, gorączka. Pościg za nami nie ustawał. Gałęzie łamały się z trzaskiem, żwir strzelał spod podków koni. Zaciskałam zęby, ból świdrował ciało, ale jeszcze trzymałam się mocno grzbietu wierzchowca. Kaftan kleił się do pleców ciepłą, lepką plamą krwi. Deszcz był błogosławieństwem. Nikt już do mnie nie strzelał.

– Daleko jeszcze? – Wyszeptała.
– Nie, już nie, wytrzymaj jeszcze chwilę – moja prośba była kłamstwem. Nadzieja jest potężną siłą, a chciałam, żeby jeszcze odrobinę powalczyła ze śmiercią.

Ares potknął się po raz pierwszy. Zaklęłam. Utrzymałyśmy się w siodle, koń ustał, polecieliśmy dalej. Daleko przed nami zamajaczył skraj lasu i prześwit, w jaki wpadała droga. Księżyc w końcu wychynął zza chmur. Wypadliśmy na łąki wokół pałacu markiza. Ares potknął się po raz drugi. Zawróciłam go, jeszcze w biegu zeskakując na ziemię. Jak najszybciej ręce bezwładnej dziewczyny związałam wodzami wokół końskiej szyi. Klepnięty w zad Ares potruchtał posłusznie w kierunku dalekich świateł dworu, unosząc na grzbiecie półmartwe ciało. Mądre zwierzę wiedziało co robić, nie musiałam się nim martwić. Schiavona znalazła się mych rękach w ułamku sekundy, pozycja do walki była mi niemalże naturalna. Czekałam.

Nadjechali we trzech, rozciągając szyk w tyralierę. Nie oglądałam się za siebie, by nie dostrzegli zbyt wcześnie Aresa. To ja miała stać się celem ich ataku, przynajmniej na chwilę. Ryzyko było duże, lecz cóż pozostawało? Zresztą ryzyko towarzyszyło mi od zawsze.

Ostrym krzykiem zwróciłam na siebie ich uwagę. Posłusznie zwrócili się ku mnie, gotując broń do szybkiego ataku. Skoczyłam na pierwszego, który nadjechał, zrzucając go z siodła mocnym, celnym pchnięciem. Przebity sztychem brzuch zalał me dłonie krwią, drugi cios wszedł pod obojczyk. Kolejny z napastników dopadł mnie zaraz potem, przejeżdżając wprawnie pałaszem po plecach. Rzuciłam się na ziemie, lecz o sekundę za późno. Paląca pręga przecięła wcześniejszą ranę, potęgując ból. Trzeci jeździec niespodziewanie wyciągnął już spod płaszcza pistolet.

– Szlag – sapnęłam. To był dwulufowy kołowiec, na patencie z Agarii. Wiedziałam, że wystrzeli, pomimo deszczu. Tylko, czy jeździec zdoła wycelować w tej ciemności? Zebrałam siły. Z jękiem przeturlałam się pod brzuchem konia pierwszego z przeciwników. Kula trafiła mnie w bark, płasko, orząc skórę lecz nie tykając kości. Koń chrapał i tańczył nade mną nerwowo, jednak sprytnie wymknęłam się spod kopyt i znajdując osłonę za jego cielskiem przebiegłam w stronę drugiego z napastników. Ten na szczęście nie dostrzegł mnie zza konia. Szybkim ruchem ściągnęłam kaftan i rzuciłam za siebie, robiąc wypad w przeciwnym kierunku. Już prawie sięgnęłam jeźdźca, kiedy trzeci strzelił do mnie z drugiej lufy. Na nic była sztuczka z kaftanem. Trafił w bok, zgięłam się i upadłam, końcem ostrza tnąc nogę drugiego i bok jego konia. Koń kwiknął i stanął dęba, jeździec spadł z niego, niemal wprost na mnie. Nadziałam go sztych uniesionej schiavony. Złamała się pod jego ciężarem.

Ten od pistoletu był nawet nie draśnięty, a ja nie miałam już broni i sił, by walczyć.
Spiął konia i rzucił się galopem w kierunku dworu. Na szczęście było już za późno.
Unosząc z trudem głowę, ujrzałam że Ares dotarł do bram pałacu, gdzie służba właśnie zdejmowała dziewczynę z siodła. Chyba już martwą.

Ostatni z przeciwników zawrócił i podjechał do mnie. Rapier dotknął mojej piersi. Nie miałam już siły, by walczyć i odtrącić ostrze. Zdjął kapelusz i zsunął chustę z twarzy. Spojrzały na mnie najzimniejsze oczy, jakie widziałam w życiu. Oczy kochanki markiza, hrabiny Rizzi. Sztych wbił się w moją skórę.

– Ty suko – szepnęła – musiałaś ją przywieźć? Zniszczyłaś moją przyszłość!

Wzruszyłam ramionami. Markiz kazał sprowadzić swoja nieślubną córkę z klasztoru, gdzie odumarła ją matka, jego dawna kochanka. Wypełniłam tylko zadanie, jakie mi polecił. Nie wdawałam się w sprawy rodzinne zleceniodawcy. Nawet, jeśli oznacza to, że obecna kochanka, mająca nadzieje na majątek markiza, będzie chciała zabić swoją małą rywalkę.

Ostrze wbiło się głębiej.

– Kochałaś kogoś, karyjska szmato? – Zapytała – Będzie ktoś płakał po tobie?

Spojrzałam na nią. Nie chciało mi się nawet odpowiadać. Było mi zimno, krew wsiąkała w trawę. Z daleka doszło mnie echo strzału. Rusznica. Koń kobiety poderwał się spłoszony, kula uderzyła niedaleko. Przyłożyłam dłoń do świeżej rany na sercu i zamknęłam oczy. Cisza otuliła mnie jak kołdra. Tylko gdzieś w głowie ktoś ciągle powtarzał pytanie hrabiny - Kochałaś kogoś kiedykolwiek?

"Tak" pomyślałam.

Ocknęłam się obok Tristana.



Czytaj również

Czyli nawet w Redeście można znaleść przyjazny kąt.
Kraj płonących krzyży, Inkwizycji i ciężkiej jazdy
Lokacja do Monastyru

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.