string(15) ""
» Blog » Ostrza i podwiązki... 2
29-08-2011 21:05

Ostrza i podwiązki... 2

Odsłony: 10

   Astrulian biegł szybko przez szpitalny ogród. Ponad więdnącą trawę wystawały tylko czarna para uszu, zakończonych małymi pędzelkami. Kocisko nie widziało nic ponad żółknącymi źdźbłami, ale drogę do celu znał bezbłędnie. Wszakże Boski Posłaniec nigdy nie myli drogi. Czy to śnieg, czy to deszcz, zamieć lub inna cholera, zawsze trafiał z przesłaniem do odbiorcy.

   Nagle zatrzymał się w pół kroku. Zdawało mu się, że coś słyszy. Zesztywniał, nawet koci ogon nie drgnął. Coś małego krzątało się w trawie jakiś metr przed nim. Powoli wciągną powietrze w nadziei, że coś wyczuje.

   Tak, to mysz, pomyślał. Przeklęte kocie wcielenie, nie mogę jej się oprzeć, przeklął w duchu swoją sytuację. Mysz! Nie, obowiązek, ale myszka…

   Astrulian złożył się do skoku. Niespełna metr dzielił go od ofiary. Jeden szybki ruch i gryzoń będzie konał przebity ostrymi zębami. W tej jednej chwili Posłaniec poddał się instynktowi ciała, jakie przybrał. Zapomniał o swoich powinnościach i stał się ułomnym czarnym kotem.

   Skoku nie zapamiętał, wykonał go machinalnie, niesiony kocią rutyną. I już po chwili ciepła strużka krwi spływała wprost do jego pyszczka. Wyprężył w zadowoleniu czarny ogon i ruszył w stronę poskręcanej jabłoni, rosnącej obok wschodniego skrzydła szpitala. Wchodził sprawnie, bez trudu odnajdując oparcie w popękanej korze. Stara jabłoń wyrosła wysoko. Jej najsolidniejsze konary sięgały do pierwszego piętra. Astrulian wybrał ten chylący się w kierunku otwartego okna. Wdrapał się na niego, ale nie do końca. Może był chuderlawym kotem, ale suche gałęzie załamałby się pod nim z pewnością. Spojrzał w dół. Od twardej, wyschniętej ziemi dzieliły go niemal cztery metry. Posłaniec przełknął gęstą ślinę zmieszaną z posoką.

   To by był nieprzyjemny upadek, pomyślał. Przydałaby się teraz kocia brawura.

   Przymierzył się raz i drugi. Ogon drgał zdradzając zdenerwowanie kota. Aż w końcu zdecydował się na skok. Przednie łapki sięgnęły parapetu, lecz tylnie niestety wierzgały w powietrzu szukając oparcia.

   Jasna cholera, pomyślał spanikowany Astrulian.

   Na szczęście udało mu się wczepić pazurami w spoiny łączące cegły. Posłaniec zdobył się na ostatni wysiłek i wciągną resztę kociego ciała na parapet.

 

óóó

 

   Jimmy leżał na szpitalnym łóżku, owinięty w pościel. Był potwornie zmęczony. Ciężkie powieki nie chciały się podnieść. Na jego twarz padały promienie słońca, grzejąc skórę niemiłosiernie. Krople potu uporczywie spływały po ciele, a na domiar złego czuł znajomy tępy ból w brzuchu. To wszystko go irytowało. Miał ochotę zedrzeć z siebie pościel, wywrócić lóżko i okładać ściany wyłamaną nogą z drewna. W dodatku, przylepił się do jego prawego ucha dźwięk przypominający szybko powtarzający się plusk. Jeśli można było go przyrównać do czegokolwiek, to właśnie do upierdliwej muchy siadającej na nosie. Raz za razem, nie przejmując się protestami właściciela nosa.

- Kurwa – wycedził przez zęby, a miarowy dźwięk ucichł.

- Nie kurwa, a dziwka, konkretnie Mel. Miałeś ją zostawić w spokoju.

   Talbota nie zdziwił nieoczekiwany odzew. Konkretnie nic z tego nie zrozumiał. Kojarzył tylko, zresztą jak przez mgłę, imię. Mel…

- Kurwa, Mel – wybełkotał nieco w zdziwionym tonie.

- Na Wieczność! Kurwa, znaczy dziwka! Nieważne. Schrzaniłeś sprawę, bardziej niż ona. O mały włos, a byście oboje zginęli.

   Talbot pomyślał, że śni, opcjonalnie… zwariował. Z trudem przechylił głowę na bok, w kierunku głosu i powoli otworzył oczy. Na stołku, obok szklanicy z wodą siedział czarny kot. Parszywie wyglądający zwierz. Futro miał polepione brudem, kły różnej długości, a lewe ucho poszarpane. Z połamanych wąsisk zwieszały się krople wody.

- I co się tak jopisz Talbot?

- Umarłem, zwariowałam czy śpię?

- Ludzie, padają na twarz przed kamiennymi posągami Bogów, a jak któregoś zobaczą to wątpią  - powiedział Astrulian z wyraźną pogardą w głosie – Słuchaj mnie uważnie, żebyś znowu nie schrzanił. Twój los i tej małej zostały splecione na zawsze. Od tej pory macie się trzymać razem. Jak rodzina.

   Talbot gapił się na kota miną wyrażającą całkowite niezrozumienie. Posłaniec machnął dwa razy ogonem i rozpłynął się w ciemności. Jimm poddał się zmęczeniu i zasnął.

 

óóó

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
No wlasnie. Jak bym byl w Warszawie, to bym poszedl za niego, ale nie mam jak :(
kbender, wiemy ze jestes rozrywany, no ale przeciez idże na to piwo.
Zobaczysz, jak Malaggar będzie zazdrosny :)
31-08-2011 15:42
kbender
   
Ocena:
0
Szczerze mówiąc, cały przyszły tydzień siedzę w Sztokholmie, dopiero w sobotę wieczorem będę w Warszawie. Ale generalnie piwo - dobry pomysł, zapraszam ;)
31-08-2011 20:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.