string(15) ""
» Blog » Ori and the Blind Forest - recenzja:
13-12-2015 00:07

Ori and the Blind Forest - recenzja:

W działach: gry wideo | Odsłony: 119

Ori and the Blind Forest - recenzja:

Fabuła: za górami, za lasami żyły sobie gry indie. Były małe, ale zabawne oraz posiadały bardzo ciekawy dla inwestorów model biznesowy: zrób małą grę za jeden procent sumy, której potrzebuje konkurencja, ale zarób tyle co ona. Wielka i zła korporacja (Microsoft) pozazdrościła im owego modelu, postanowiła więc wypuścić własną grę w tym stylu. Tak oto zrodził się Ori and the Blind Forest.

Zgodnie z zapowiedziami miała to być urocza platformówka o pięknej, rysunkowej grafice przywodzącej na myśl bajki Miyazakiego, nagranej przez orkiestrę symfoniczną muzyce oraz ogromnej grywalności. Słowem: uczta dla oczu, uszu i serca gracza.

Czy jest to dziecko udane?

Pierwsze wrażenie:

Moje pierwsze wrażenie po odpaleniu gry dało ująć się w jedno zdanie. Brzmiało ono: „Na Youtube ładniej wyglądało”!

Ogólnie rzecz biorąc Ori and the Blind Forest posiada bardzo interesującą grafikę, na którą składają się głównie ręcznie malowane tła i podobnie wykonane animacje postaci. W efekcie otrzymujemy platformówkę 2D, w której znaczna część grafiki faktycznie jest dwuwymiarowa (choć większa część obiektów pierwszego planu jest wykonana w klasycznym 3D). Połączenie to wypada bardzo dobrze, sprawiając, że graficznie Ori and the Blind Forest wypada bardzo ładnie, choć uczciwie mówiąc czegoś mi w niej brakuje. Grafika, a zwłaszcza tła wydają się jakieś pustawe i statyczne, dużo jest w nich też jednakowych elementów.

Ogólnie rzecz biorąc to, mimo, że kompozycyjnie jest to gra bardzo ładna, to widywałem już ładniej wyglądające platformówki, a dokładniej: serię Trine. Z drugiej strony: taka sytuacja ma swoje zalety. O ile kupując Ori and the Blind Forest poważnie obawiałem się, czy gra będzie poprawnie działać na moim, niemłodym już komputerze (oraz czy zwyczajnie ruszy), tak w trakcie gry ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że działa płynnie na pełnych detalach. Zważywszy na fakt, że mój komputer w tym roku szedłby do szkoły podstawowej jest to wynik nader dobry.

Gameplay:

Ori and the Blind Forest jest klasyczną platformówką 2D, taką, w jakie grać można było na Amidze. Rozgrywka polega więc na bieganiu, wspinaniu się po ścianach, walce z wrogami i skakaniu z platformy na platformę oraz nad rowami z wodą i najeżonymi kolcami przepaściami.

W odróżnieniu od wielu innych platformówek świat Ori and The Blind Forest nie został podzielony na poziomy, ale składa się z jednej, rozległej krainy po której w teorii możemy podróżować swobodnie. W praktyce jednak fabuła jest liniowa, bowiem najczęściej nie posiadamy odpowiednich, specjalnych zdolności, by poradzić sobie z częścią przeszkód. Do starych etapów warto wracać choćby dlatego, by dobrać się do skrytek ze skarbami, które wcześniej opróżniliśmy.

Niestety oczyszczone poziomy nie są miejscem bezpiecznym, bowiem cały czas napotkać nań możemy liczne przeszkody, zwłaszcza pod postacią respawnujących się wrogów. W odróżnieniu od większości współczesnych platformówek nie ma też chekpointów, na których nagrywane są autosave. Checpointy tworzymy samodzielnie.

Uczciwie mówiąc nie jestem pewien, czy pomysł z samoodnawiającymi się wrogami jest dobry, tym bardziej, że odnawia się też loot, a w szczególności doświadczenie. Jestem pewien, że pewnie z połowa graczy zdobyła maksymalne poziomy umiejętności właśnie dzięki pierwszej, napotkanej w grze galaretce, odnawianej milion razy.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.