string(15) ""
» Blog » Optimum - Krótki tekst.
09-06-2012 00:08

Optimum - Krótki tekst.

W działach: fantasy, rpg, światotworzenie, Optimum | Odsłony: 6

To krótkie opowiadanko wprowadza w realia powstającego settingu Optimum, o którym więcej można znaleźć tutaj. Nie twierdzę, że jest szczególnie wartościowe pod wzgledem literackim, ale zachęcam do lektury - być może kogoś zainteresuję lub zachęcę w ten sposób do współpracy. Opowiadanie stanowi swoista zapowiedź tekstu o kaście Magobójców, który pojawi się już niebawem.

 

Jak pewnie niektórzy zauważą, opowiadanie było już wczesniej dostępne w wątku o Optimum na forum WTS, jednak przeredagowałem je oraz zmieniłem nomenklaturę. Dzięki z góry za komentarze.

 

Ten i inne wspisy w, mam nadzieję, ładniejszej formie graficznej można przeczytać również tutaj.

 

Pozdrawiam

B."A."D.

 


 

 

Ariusz Sykstus Kalimh von Orienburh, Magobójca drugiej klasy na służbie u Cesarza, Władcy Świata i Proroka Optimum, od lat dziesięciu i czterech miesięcy, szedł teraz powoli przez Stazę Konglomeratu Królestw Zachodnich, spoglądając z wyższością na otaczających go oficerów wroga. Duma biła od niego gorącem Słonecznego Snu, przekaz był jasny – niech te śmiecie wiedzą, gdzie ich miejsce. Większość była, w mniejszym lub większym stopniu, magami – przysposobionymi do walki na księżycowych frontach przez kosztowne i bolesne terapie genetyczne, co dawało im nieraz naprawdę wielką moc w wąskiej dziedzinie. Oj, wszyscy razem byli niesłychanie potężni, zdolni do dziesiątkowania w krótkim czasie armii, o ile byłyby one pozbawione magicznego ekranowania, ale wobec niego – wobec niego, wyposażonego w błogosławieństwo Cesarza i ochronę jaką dawała mu Apatia – byli niczym.


Mogliby się początkowo bronić, nawet w tej ciasnocie rzucić się na niego z niemagiczną bronią – każdy, noszący w sobie choć iskrę magii transmutacyjnej, oręż rozpadłaby się w ciągu chwili na atomowy pył. Musiałby odpierać ich ciosy jedynie przez chwilę, co przy jego wprawie i przy ich braku umiejętności prawdopodobnie nie stanowiłoby najmniejszego problemu. Potem Apatia oplotłaby ich swoimi lodowatymi mackami, miażdżąc każdego, kto posiada Czynnik. Padaliby jak muchy w cierpieniu, dławiąc się własną, tryskającą ze wszystkich otworów ciała krwią, doznając ataków epilepsji. Gdyby którykolwiek z nich próbował rzucać jeszcze jakieś zaklęcia – co, biorąc pod uwagę nietykalność Ariusza było pozbawione sensu – Czysta Moc spaliłaby napastnika, nim zdążyłby się zorientować. Magobójca nie przyjechał tu dziś, aby ich zabijać. Wbrew wszelkiej logice, jednak w zgodzie z mającym rangę boskiego nakazu kaprysem Władcy Świata Ariusz Sykstus Kalimh von Orienburh miał być dziś posłem.


Sala do której wszedł była centralnym punktem stazy, prawdopodobnie to tutaj zwykle mieścił się sztab. Teraz jednak wnętrze powiększono xenomantycznie zaś większość mebli wyniesiono. Pozostał tylko jeden, bogato zdobiony midohebanowy stół. Ustawiono sejf na przesyłkę i ułożono starannie potrzebne dokumenty. Tak, te gnojki znów przejmują kolejny archipelag Synergid, w zasadzie cztery duże wyspy wyspy i tuzin mniejszych, o znikomym dużym strategicznym.. Wielkie lasy midohebanu. Dlaczego Cesarz ciągle zgadza się sankcjonować te traktaty? Przecież Synergidy należą do nas, zresztą ziemie Rady także.

 

Z drzwi na przeciwnym krańcu sali wyłonił się Ambasador. Mag Wysoki znaczącej rangi – bogate, uszyte zgodnie z najnowszą frankońską modą szaty, diadem Urobora na wysokim, zachodnim czole, pobłyskujące złotym, drogim pigmentem oczy. Ariusz wyczuł od niego delikatny, ledwie wyczuwalny, słonawy zapach interfejsu DEMON (kilka lat temu Magobójca sam wyłożył niemałe pieniądze na operacyjne podpięcia ośrodków zmysłów magicznych do wzroku, węchu i smaku, aby zwiększyć pewność ich spostrzeżeń). Był niemal pewien, że Ambasador ma do dyspozycji w swojej Matni całe rzesze wirusów mózgowych, które może desantować do komnaty skinieniem palca. Musiał być już grubo po dwusetce, choć środki odmładzające utrzymywały go w wieku około dwudziestu lat. Tak, on stanowiłby wyzwanie. Prawdopodobnie przynajmniej częściowo był zabezpieczony przed działaniem Apatii, a jego zaklęcia nie musiały bezpośrednio atakować Ariusza, aby zrobić z niego mielonkę. Ambasador Rady, gdyby tylko Magobójca pozwolił sobie na moment dekoncentracji w walce, zmiażdżyłby go w osobliwości. Ale dziś sługa Cesarza był posłem.


- W imieniu Rady Konglomeratu Królestw Zachodnich i mających się z nią sprzymierzyć Synergid Falkolna witam Cię Pośle Cesarstwa Odrodzonego Bizancjum, Magobójco drugiej klasy, najznamienitszy sługo Władcy Świata, Proroka Optimum i pana na Szafirowym Pałacu, Cesarza Inveniciusa II Wiecznego. - Mag zgiął się przed Ariuszem w głębokim ukłonie. „Najznamienitszy sługa” nawet nie drgnął, z przyjemnością pozwalając trwać niezręcznej ciszy przez kilka sekund. Wreszcie odezwał się, wolno, dbając, by jego głos brzmiał możliwie jak najbardziej obojętnie.


- Nie przybyłem tu po to, aby wymieniać się uprzejmościami, a aby podpisać złodziejski traktat proponowany przez twoje państwo, magu. Mam także przesyłkę, o którą prosiliście. Nie myślcie, że to podarunek. Cesarz nie ma i nigdy nie będzie miał dla was darów. O tę pożyczkę upomnimy się w swoim czasie. - Ariusz czując jak w miarę mówienia wzbiera w nim Apatia, jak barwy szarzeją, a emocje blakną Ariusz sięgnął za poły szerokiego płaszcza i wyjął niewielką szkatułę, którą powoli postawił na stole. Midoszafirowa skrzyneczka rozjarzyła się błękitnymi runami szyfru ukurrpian.

 

- Przed spotkaniem powinniście otrzymać od małpoludów klucze do szyfru, możecie sprawdzić, czy artefakt rzeczywiście pochodzi z naszych wykopalisk na Egidzie. Wiedzcie jednak, że odbiorę to jako obrazę majestatu mojego Cesarza.

 

- Dobrze w takim razie, że to nie do ciebie należy obowiązek oceny takich kwestii, a do cesarskich jurystów, pośle. - Ambasador odpowiedział tonem równie obojętnym co magobójca i położył dłoń na szkatule, która rozbłysła błękitem, pieszczona odpowiednią częstotliwością mocy. Zamki puściły z cichym szczękiem, a szkatułka otworzyła się. - Oczywiście nie kłamałeś, pośle. Tego wymagała jedynie formalność. - posłał mu sztuczny uśmiech.

 

„Oczywiście, że nie skurwysynu”, zawarczał w myślach Ariusz, „nie było nawet formalności, wszystko wiedziałeś. Po prostu nie mogłeś sobie odmówić przyjemności okazania wyższości. Znam was, czaroploty.”

 

W szkatule leżała obsydianowa spirala, pozbawiona jakichkolwiek znaków, lekko ukruszona w kilku miejscach, na pierwszy rzut oka całkowicie zwyczajna, bezużyteczna. Jednak Ariusz czuł moc. Obcą, starą, niezrozumiałą – tak charakterystyczną dla starożytnych korytarzy Egidy. Planetoida była pełna podobnych artefaktów. Zgodnie z ustaleniami Szczytu Praskiego dzielono je sprawiedliwie pomiędzy wszystkie państwa zrzeszone, więc zarówno Cesarstwo jak i Konglomerat miały ich na pęczki. Dlaczego więc zachodniakom tak zależało na tym konkretnym? Nie miał pojęcia. Mag sięgnął po artefakt z nieruchomą twarzą, ale Magobójca, wyciszony przez Apatię wyczuwał jego emocje – ekscytację, radość... strach. Palce starca w skórze młodzika nie dotknęły obsydianu, zadrżały jakiś milimetr nad jego powierzchnią. Jeden z oficerów za jego placami zbladł, wyprężył się i wystąpił przed szereg, łypiąc na posłów nerwowo.

 

- Panie Ambasadorze... - wyjąkał, spoglądając na sufit ze strachem.

 

- CZUJĘ. - W głosie przedstawiciela Rady pobrzmiewała złość, powieka zadrżała mu nieco – Wygląda na to, że nasze rokowania skończone. Dyplomacja będzie musiała poczekać. - Oczy ambasadora zmatowiały błyskawicznie, gdy aktywował DEMONA. Wydał rozkazy już poprzez interfejs, a oficerowie rozbiegli się we wszystkich kierunkach. Chwilę trwało nim się poruszył, kiedy jednak to zrobił Ariusz po raz pierwszy w tym miejscu został naprawdę zaskoczony.

 

W ciągu kilku chwil, bez najcichszego dźwięku, zamigotawszy lekko opadła potężna iluzja kryjąca całą stazę. Ceglane mury z których jak wydawało się Magobójcy zbudowano bazę Rady zniknęły ustępując miejsca przezroczystym, drgającym jak rozgrzane powietrze komorom stazy. Magiczne ściany rozbłysnęły nagle ekranami sterowania systemami obronnymi. Magowie zasiadali do nich naprędce materializując sobie fotele. Jedynie ambasador nie ruszył ku nim spoglądając gdzieś daleko, w stronę skalistego, szarosrebrnego horyzontu. Oślepiająca jasność wychylała się zza niego zabójczym kwiatem.

 

- Sygnatura ma już 23 megaselimdy, jest dwadzieścia kilometrów stąd, ciągle rośnie. - zameldował mag przy jednym z ekranów.

 

- Sprawdzaj czy to Fioderewicz. Niech ktoś wyśle ostrzeżenie do kopalni vitriolu, mają się ewakuować i zabezpieczyć złoża. Odbezpieczyć cztery Sny. - Wysoki Mag rzucał na głos komendami, podczas gdy jego oczy migotały dziesiątkami innych wydawanych pospiesznie za pomocą DEMONA. Oficerowie wykonywali polecenia płynnie, bezbłędnie – na księżycu podobne rzeczy zdarzały się często. Poszczególne stazy, starając się przejąć cudze złoża vitriolu często wymieniały się ciosami za pomocą potężnych zaklęć i Snów. Jedynie poszarzałe, idealnie nieruchome oblicze ambasadora pozwalało twierdzić, że tym razem coś mocno nie gra.

 

-50 megaselimdów i wciąż rośnie, kopalnie ewakuowane. Kontakt za dwie minuty. Nic nie wskazuje, że to Fioderewicz.

 

- Więc, kurwa, niby co? - Oczy ambasadora stały się na chwilę całkiem białe, gdy obraz z DEMONA przesłonił mu rzeczywistość do reszty - Ależ to wielkie... Ustawić wszystkie Sny na kopalnie. Odpalać w momencie kontaktu.

 

- Ale reakcja łańcuchowa... Jak Sny miałyby to powstrzymać? - wymamrotał bardziej do siebie, niż do dowódcy, jeden z oficerów.

 

- A macie jakieś inne pomysły? W tej chwili i tak nie mamy szans na ucieczkę. Przygotować się, pełna moc na stazę.

 

Ariusz nie miał zamiaru czekać na rozwój sytuacji. Ile pozostało? Czterdzieści sekund? Zdąży dobiec do swojej Arki, jej konstrukcja powinna wytrzymać chwilę nawet w takiej anomalii, jego osłoni Apatia. To może się udać, zniknęły już wszelkie kolory, jest niemal poza światem, da radę. Biegł przez mielące teraz niewyobrażalne ilości mocy korytarze stazy. Panował chaos, nikt nie zwracał na niego uwagi. Był niemal zaskoczony karnością wojsk Konglomeratu. Mimo malującej się na twarzach paniki wszystko chodziło jak w zegarku...

 

Ziemia zatrzęsła się i nawet grawitacyjna izolacja stazy nie była zdolna tego wytłumić. Gdzieś w głębokich kopalniach błękitnego vitriolu eksplodowały Słoneczne Sny. Wyzwolona moc byłaby zdolna zniszczyć cały kontynent, na zawsze pogrążając go w burzach dzikiej, szalonej magii. Ale nie tutaj na księżycu. Moc vitriolu w odpowiednim nagromadzeniu tłumiła samą siebie, chyba, że Sny wybuchały dość blisko. Reakcja łańcuchowa tysięcy ton magicznego minerału sprawiła, że kamienista skorupa naturalnego satelity pękła na długości kilku kilometrów. Załoga stazy padała na posadzki, rozbijała sobie czaszki o ściany. Ariusz ustał jedynie dzięki przytrzymaniu się krawędzi śluzy. Ściany przyciemniły się, by nie przepuścić zabójczej jasności Snów.

 

Wszystko ucichło, kontrolerzy zamarli nad swoimi pulpitami - czekali na odczyty. Jeśli anomalia zatrzymała się – co przy takim nagromadzeniu Czystej Mocy było całkiem możliwe – było po wszystkim, a oni przeżyli kolejny dzień na tym ogromnym polu bitwy. Oglądając się raz po raz przez ramię, w czasie programowania swojej Arkę na szybki start magobójca widział jeszcze rozluźnienie, które przebiegało przez oblicza załogi, jak siadali zwieszając bezwładne ręce wzdłuż ciała. Ale to nie ulga malowała się na ich twarzach. Zalała je, wszystkie co do jednej – bezsilność. Huk rozrywanych korytarzy rozsadził mu bębenki, gorąca krew zalała policzki.

 

Miał być, kurwa, posłem.

 


 

Komentarze


38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Mi się podoba, ale wydaje mi się że jest w opowiadaniu zbyt dużo analogów techniki, zamiast alternatyw.
09-06-2012 00:29
Aravial Nalambar
   
Ocena:
0
Popracujemy nad tym, byłoby fajnie jakbyś wypunktował na forum, które zagadnienia masz na myśli. Widać ciągle jeszcze nie do końca przestawiłem się na odpowiednią stylistykę.
09-06-2012 00:33
poskart
   
Ocena:
0
Muszę przyznać, że klimat opowiadania faktycznie zainteresował mnie settingiem. Odpycha mnie natomiast imię, nazwisko i czymkolwiek są te wszystkie człony. To celowy zabieg? Świat jest miksem kulturowym?
09-06-2012 01:22
Aravial Nalambar
   
Ocena:
0
W sumie to hm... stwierdziłem, że tak będzie ciekawie. Niemniej pewna kosmopolityczność Cesarstwa ciągle chodzi mi po głowie. To największe państwo na świecie - cała Azją, duża cześć Oceanii, fragment Europy. Zapewne nie takie potworki mogłyby tam powstawać. Ale to, że nią mam telentu do nadawania nazw i imion nie ulega dyskusji.
09-06-2012 01:24
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Może byc na przykład Zhang Shu Pantokriptos Al-Asiff Yuschenko :)
09-06-2012 16:43
earl
   
Ocena:
0
Niezłe opowiadanie.
11-06-2012 07:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.