James Islington, Cień utraconego świata
» Recenzje » Ogrody księżyca - Steven Erikson

Ogrody księżyca - Steven Erikson


wersja do druku

Monumentalne otwarcie

Autor: Redakcja: Marysia 'merryadok' Piątkowska

Ogrody księżyca - Steven Erikson
W naszym kraju niedawno pojawił się ostatni rozdział olbrzymiej historii Stevena Eriksona: Malazańskiej Księgi Poległych. Dla tych, którzy nie zdążyli wcześniej spotkać się z bohaterami tej monumentalnej opowieści, Wydawnictwo MAG przygotowało miłą niespodziankę - reedycję tomu pierwszego, Ogrodów księżyca.

________________________


Wojska Imperium pustoszą Pale, jedno z ostatnich Wolnych Miast. Ich kolejnym celem jest Darudżystan, najpotężniejsza aglomeracja kontynentu i jego polityczne serce. Walka byłaby prosta, gdyby nie Odprysk Księżyca – potężny twór, który wisi nad miastem i roztacza nad nim ochronny parasol. Zresztą, w samym Imperium też nie jest najlepiej – armia coraz wyraźniej próbuje zasugerować Dujekowi Jednorękiemu otwarty bunt, a w Siedmiu Miastach szykuje się rebelia. Czy sytuacja mogłaby wyglądać gorzej? Oczywiście! W to wszystko wmieszają się bogowie.

W wielu recenzjach i omówieniach poświęconych Malazańskiej Księdze Poległych zwraca się uwagę na olbrzymią skalę wydarzeń, o których pisze Erikson. Monumentalizm całej opowieści można wyczuć od samego początku Ogrodów księżyca. Pisarz rozpoczyna mnóstwo wątków, przedstawia czytelnikowi ogromną liczbę bohaterów (zarówno ludzkich, jak i boskich), splata ze sobą losy najprzeróżniejszych postaci i krain. Wielką zaletą powieści jest jej wielopoziomowość: wydarzenia dotyczące pojedynczych ludzi okazują się ważne dla losów całego kontynentu, a te z kolei wpływają na rzeczywistość boską. Rozplątywanie tych skomplikowanych supłów i odkrywanie ukrytych koneksji sprawia mnóstwo frajdy i czyni Ogrody księżyca szalenie satysfakcjonującą lekturą.

To wszystko byłoby oczywiście mało ważne, gdyby Erikson nie potrafił połączyć klocków w jedną spójną i wciągającą całość. Na szczęście, fabuła powieści jest naprawdę fascynująca. Wojna pustosząca kontynent, bunt w centrum Imperium, starcia bogów, walki politycznych przeciwników na szczytach władzy Darudżystanu i całego kraju – to wszystko składa się na wypełnioną zwrotami akcji opowieść. Wystarczy dodać do tego doskonałą końcówkę z klasycznym cliffhangerem, aby otrzymać fabułę idealnej powieści fantasy.

Niestety, dzieło tej skali nie może być pozbawione wad. Wraz z ogromem elementów świata przedstawionego przychodzi mrowie mniej i bardziej istotnych szczegółów, nad którymi Erikson momentami traci panowanie. W tok opowieści wkrada się czasami chaos, skutecznie wybijając czytelnika z rytmu i, poprzez rozproszenie uwagi, psując wrażenia płynące z lektury. Zdarza się, że bohaterowie nagle przypominają sobie sytuacje, o których odbiorca nie wie i wyciągają z nich wnioski ważne dla dalszego toku fabuły. Konia z rzędem temu, kto podczas pierwszego spotkania z Ogrodami księżyca nie będzie musiał ani razu wracać do poprzednich rozdziałów, aby zrozumieć o co, do diaska, chodzi.

Pierwszy tom Malazańskiej Księgi Poległych to powieść świetna niemal pod każdym względem, ale tym, co odróżnia ją od większości innych tekstów fantastycznych, oprócz olbrzymiej skali przedstawionych zdarzeń, są bohaterowie. Erikson zapełnił stworzony przez siebie świat prawdziwymi majstersztykami. Każda postać to kreacja na granicy realizmu psychologicznego i wpływu potężnych sił nadnaturalnych. Weźmy na przykład Loczka: mag jest człowiekiem złośliwym, pewnym siebie i bezlitosnym. Groty Chaosu sprawiają, że dotyka go obłęd, który dodatkowo wyostrza jego przyrodzone cechy, a podkreślana nieustannie chwiejna lojalność dodaje mu głębi. To tylko jeden z wielu przykładów naznaczonych przez niepewność postaci: każdy bohater Ogrodów księżyca dręczony jest przez swoje demony i każdy ma swoje dylematy. Jeżeli pojawia się heroizm, to na ludzką skalę – na terenach skażonych wojną nie ma miejsca dla chodzących ideałów. W powieści dominuje ideologiczna szarość; Erikson mógłby uczyć młodych autorów, jak unikać wyraźnego podziału bohaterów na zupełnie białych i czarnych. To wszystko sprawia, że właściwie każda z głównych postaci może zostać faworytem czytelnika – nawet ta, która sprzymierza się z najmroczniejszymi z bóstw.

Warto zwrócić uwagę na to, iż pisarz, mimo ogromu opisywanych szczegółów, bez problemu potrafi zachować językową klarowność. W tekście zdarzają się dłuższe opisy, ale nie pojawiają się one zbyt często; dominuje raczej prostota i zrozumiałość, co nie znaczy, że styl Eriksona ma nikłą wartość artystyczną. Uwagę zwracają przede wszystkim dialogi, do których autor ma niezwykłe ucho: postaci, nawet te znaczące, mówią bez śmiesznej podniosłości, dzięki czemu rozmowy wyglądają naprawdę naturalnie. Jedynym, do czego można by się przyczepić, jest zdarzający się niekiedy potok nazw własnych (szczególnie, kiedy mowa o grotach i historii), który sprawia, że poszczególne zdania stają się mniej klarowne. To jednak bardzo drobna bolączka.

Dużą wadą nowego wydania Ogrodów księżyca są natomiast literówki. Szczególnie tragiczny jest początek, kiedy wyrazy nagminnie łączone są z poprzedzającymi je spójnikami. Czasami zdarzają się również przestawienia, czy brak znaków diakrytycznych, ale prawdziwą zmorą jest niezdecydowanie dotyczące wielkich liter: Imperium czasami zamienia się w imperium, a Szpon ze szponem wymienia się regularnie. Początkowo można podejrzewać, że rozróżnienie ma jakieś znaczenie, ale to złudzenie szybko znika.

Ogrody księżyca to doskonała powieść. Fabuła, bohaterowie, świat – wszystko to składa się w oszałamiającą całość. I choć nie jest pozbawiona pewnych wad (chaos, literówki), to każdy miłośnik fantasy powinien znać tę klasyczną pozycję.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
7.95
Ocena użytkowników
Średnia z 21 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Ogrody księżyca
Cykl: Malazańska Księga Poległych
Tom: 1
Autor: Steven Erikson
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 13 lipca 2012
Liczba stron: 596
Oprawa: miękka
Format: 165 x 230 mm
ISBN-13: 978-83-7480-258-1
Cena: 49 zł



Czytaj również

Ogrody Księżyca - Steven Erikson
Każdy epos ma swój początek
- recenzja
Ogrody Księżyca - Steven Erikson
Początek długiej drogi
- recenzja
Ogrody Księżyca – Steven Erikson
Dla tych, którzy lubią magię
- recenzja
Okaleczony Bóg
Wielkie zamknięcie
- recenzja
Myto Ogarów
Początek końca
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~ja

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Każda postać to kreacja na granicy realizmu psychologicznego "

wybacz, ale albo czytaliśmy rózne powieści,albo masz wyjątkowo niewielkie wymagania co do kreacji bohaterow. Bo tych akurat Erikson stworzyl beznadziejnych, papierowych, niewiarygodnych. Polecam tu recenzje w esensji (nota bene, dojrzałością bijące polterowskie na głowę nie tylko w przypadku tej powieści).
06-09-2012 02:56
~ja

Użytkownik niezarejestrowany
    ps.
Ocena:
0
identycznie rzecz ma się z dialogami, nieważne żołdak czy bóg, wszyscy mówią tak samo.
06-09-2012 02:57
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Wystarczy dodać do tego doskonałą końcówkę z klasycznym cliffhangerem" - ?!

Jaki cliffhanger?o_O
Normalna końcówka, jak to w przypadku cyklu - to oczywiste, że wszystkich wątków nie mógł zakończyć w pierwszej części. O cliffhangerze można by mówić, gdyby np. przerwać to końcowe zamieszanie w połowie i resztę zostawić 'na potem'.
06-09-2012 10:44
~fan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Bo tych akurat Erikson stworzyl beznadziejnych, papierowych, niewiarygodnych"

To znaczy który jest bohater niewiarygodny?

Absolutnie się nie zgadzam. Po postu u Eriksona motywacje bohaterów nie są podane - jak zresztą wiele innych ciekawych rzeczy - czytelnikowi wprost na tacy. Trzeba je odkryć, często stają się one jasne dopiero gdy dotrzemy do odpowiedniej części opowieści i poskładamy pewne jej elementy w całość.

"identycznie rzecz ma się z dialogami, nieważne żołdak czy bóg, wszyscy mówią tak samo"

Bzdura wierutna. Ile razy w dziesięcioksięgu czytamy żołnierskie przaśne „konwersacje obozowe” ? Dialogi Theola i Buga są słabe? Czy wypowiedzi Kruppego? Faktycznie czytaliśmy różne książki. Może Twoja ocena wynika pośrednio z faktu, że w świecie Eriksona żołdak może stać się bogiem, a sami żołdacy są przeważnie kimś znacznie więcej niż zwykłymi trepami. Cała saga mówi przecież o tym, że armia Malazańska składa się z zupełnie niezwykłych ludzi lub zwykłych ludzi zmienia w niezwykłych. Takich co mogą wejść w dyskusje z bogiem.
06-09-2012 12:05
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Swoją drogą: 'Ogrody Księżyca', znaczy, duże K.
06-09-2012 13:06
Scobin
   
Ocena:
0
Polecam tu recenzje w esensji (nota bene, dojrzałością bijące polterowskie na głowę nie tylko w przypadku tej powieści).

Wolno Ci oczywiście wyrażać taką opinię, ale mnie również wolno spytać: dlaczego? To nie złośliwość – jeśli masz jakieś konkretne spostrzeżenia co do tego, jak powinny wyglądać polterowe recenzje, chętnie posłucham. Jestem szefem korekty w tym serwisie, więc czasami mam jakiś wpływ na kształt tekstów (choć bez przesady).

A co do samego Eriksona, przyznam szczerze, że odpadłem w połowie powieści. Niestety było to parę lat temu, więc pewnie trudno mi będzie sprecyzować, dlaczego tak się stało.
08-09-2012 16:25
~ja

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Dlatego, że poziom większości recenzji poltera, zarówno językowy jak i merytoryczny, wskazuje, że autorami są nastolatkowie (język rodem z wypracowań szkolnych, niby poprawny, ale...; zachwycanie sie błahymi historyjkami właśnie do nastolatkow skierowanymi). Mowiąc ogólnie, z waszych recek czuć niedojrzałość.

Do tego absolutnie nie mam do was zaufania jesli chodzi o recenzje książek polskich autorów, bo są pisane tak, by broń Boże autor się nie obraził - każdy szajs wywołuje tu orgazm recenzenta, jako przykład mogę podać opowiastki Komudy. Tenże autor ma tylko jedną zaletę - znajomość realiów epoki, poza tym jego książki są słabe pod każdym względem.
11-09-2012 13:48
~ja

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Wlasnie zauważyłem ostatnią (o dziwo krytyczną) recenzję ksiażki Komusy, ale jedna jaskołka wiosny nie czyni, a do tego niedawno została tu obsmiana inna, etuzjastyczna recka komudowego "dzieła", co bez wątpienia mialo wpływ.

Teraz cytat z ostatniej recki Komudy, coby było wiadomo co mam na myśli pisząc o języku rodem z wypracowań szkolnych:

"Książka, jak już wspomniałem, stanowi zbiór pięciu opowiadań. W pierwszej części poznajemy Samuela Zborowskiego i jego drużynę i przekonujemy się, że jego życie naprawdę nie jest łatwe."
11-09-2012 13:52
Scobin
   
Ocena:
0
OK, w niektórych miejscach zarzuty są już konkretne (np. ten o zbyt przychylne ocenianie polskich autorów). Abstrahując od tego, z czym się zgadzam, a z czym nie – sądzę, że lepiej posłuchać nawet kontrowersyjnych zarzutów niż trwać w samozadowoleniu. Dzięki zatem za opinię, może uda się nam coś z niej wynieść.
11-09-2012 15:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.