» Blog » Odkrywanie tajemnicy.
15-04-2010 23:09

Odkrywanie tajemnicy.

W działach: Eintopf, Pedagog z przypadku | Odsłony: 0

Odkrywanie tajemnicy.
O tym, co jest, a czego miało nie być...
Jutro miałam siedzieć na trybunach stadionu San Siro i zajmować się podziwianiem tego, co odbywa się na murawie ( pal sześc, że klęłabym pewnie w żywy kamień, łamiąc barierę językową w jedynym miejscu, w którym potrafię tego dokonać), opluwaniem dresu i szalika oraz śpiewem.
Nie będę. I choć czekałam na ten wyjazd prawie tak, jak na moje kolejne marzenie - festiwal wagnerowski na żywo - nie żałuję. Zapewne będę.
I tak nie mogłabym się tym cieszyć, nie w tym czasie. Ale o żałobie pisać nie chcę, wystarczy, że ona jest i jeszcze trochę pobędzie. Przynajmniej pod moim dachem i w moim sercu, bo z tym, jak to wygląda ogólnie, bywa różnie. Mogę tylko rzec, że nie podoba mi się to, co się dzieje dookoła, a jeszcze bardziej nie podoba mi się perspektywa tego, co zapewne nastąpi, gdy skończy się nadszarpnięta już bardzo mocno żałoba narodowa.

Mam okazję odkryć tajemnicę. Mam przy tym do czynienia z przedmiotami dla mnie niezmiernie cennymi i trudnymi - bo aby napisać coś o przodkach, muszę zmierzyć sie z ich wspomnieniami. Co jest niełatwe, ze względu na formę - zapisy na zdjęciach z końca XIX i początku XX wieku są niekiedy wielce zagadkowe. I nawet wytrwała nauka "nauk pomocniczych" kilka lat temu nie pomaga.
Zazdroszczę przepięknego, choć niezmiernie trudnego w odczycie pisma, wszystkim kolegom pradziada mego,żołnierzom Legionów, mej prababce i jeszcze tym z kilkoma pra- przed słowem dziadek/babcia. Stylu prowadzenia pamiętnika jednej z mych antenatek również zazdroszczę. Tego, co tam wyczytałam, nie spodziewałam się po czasach, ludziach, miejscach. Prawie jak powieść.
Stare zdjęcia mają swój szczególny urok i wagę. Może dlatego, że niegdyś fotografia była czymś szczególnym, bo rzadkim, trudno dostępnym, niepowszednim, jak dziś. I tę szczególną wartość, rangę, widać na tych zdjęciach. W pozach, w strojach ludzi, w wyrazach ich twarzy. Często fotografie mają formę pocztówek, na których coś zapisano. To właśnie "coś" - dedykacje, nazwiska, daty, miejsca, osoby - odcyfrowuję żmudnie, starając się zdążyć. Nie jest to łatwe, ale w końcu człowieka przygotowano w pewnym sensie do pracy z zabytkami. Skoro nie realizuję zawodowo, realizuję prywatnie. Ucząc się przy tym wielu rzeczy.

Dziś, kiedy po raz kolejny wałkowałam wraz z panną wspomnianą w poprzedniej notce kwestie średniowieczne a później kwestie żydowskie w literaturze, przekonałam się, jak czasem małą wartość dla ludzi ma przeszłość ich rodzin. Panna owa, widząc segregator ze zdjęciami, spytała co zacz. Tłumaczę dziewczęciu. I słyszę, ze u niej w domu takie "stare fotki" pałętają sie również, ale w piwnicy, na strychu... I ona nie widzi sensu w przechowywaniu ich, bo po co. Skoro nie wiadomo i tak, kto na nich widnieje. Bo oni już nie żyją, więc po co.
Skręca człowieka, gdy słyszy takie dictum. Nie wiem, na ile takie przypadki są częste, ale jak ma się to do szacunku dla historii w wymiarze kraju czy świata, skoro nie zawsze się szanuje tę sobie najbliższą. A skoro to dzieje ludzi nam bliskich, to jak można oczekiwać, by ktoś chciał jeszcze poznać historię kraju, Europy, świata w stopniu choć podstawowym? I już mnie nie dziwi, że coraz mniej osób wybiera ten przedmiot jako maturalny( wnioskuje tak na podstawie znanego mi środowiska uczniów).
Czego oczekiwać, kiedy chce się upchnąć taką historię do pudełka po butach pod łózko, do kąta szafy, na strych? Oddać do muzeum- ale w muzeach eksponaty też zalegają, nie ma środków/chęci/ zapotrzebowania, by je odkurzyć i odpowiednio wyeksponować. O moim skromnym zdaniu odnośnie muzealnictwa polskiego kiedy indziej napiszę, ale ono też nie staje zawsze na wysokości zadania. Pod wieloma względami.
Kiedy byłam uczennicą, uwielbiałam historię. Każdą epokę, z jednym wyjątkiem. Historię mi osobiście najbliższa poznaje dokładniej dopiero teraz i jest to dla mnie wielkie odkrycie. Jeżeli człowiek ma możliwość zachowania własnej, małej historii, znanej z opowieści starszych krewnych, ze starych fotografii w kolorze czerni i bieli czy sepii, niech nie marnuje takiej szansy. Bo może to i mało ciekawe niekiedy, ale można odkryć rzeczy niezwykle, tak blisko siebie.

Na zdjęciu- jakośc mizerna, niestety - oswojony dzik, sępiący pożywienie od małżonki jednego z braci pradziadka.
4
Notka polecana przez: Bajer, Ifryt, Tetryky
Poleć innym tę notkę

Komentarze


~Karola

Użytkownik niezarejestrowany
    ..
Ocena:
0
Bardzo ciekawie to ujęłaś. Cały tekst mi się podoba... a temat interesująco przedstawiłaś.
Pozdr.
16-04-2010 01:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.