string(15) ""
» Blog » Odkrywając RPG-ową Amerykę...
27-07-2012 21:31

Odkrywając RPG-ową Amerykę...

W działach: rpg, Fanboj i Życie, Wredni Ludzie | Odsłony: 45

Mam takiego internetowo-realowego kolegę spod Torunia, który na potrzeby tego tekstu będzie nazywany Kolegą (bo inaczej się obrazi. Kolega jest RPG-owcem... Znaczy się: podaje się za RPG-owca i faktycznie kiedyś w RPG grał (dokładniej w Zew Chtulhu) jednak miało to miejsce pewnie z dziesięć lat temu. Nadal pozostaje jednak metalem. Jakiś rok temu z owym Kolegą gadaliśmy o RPG, a konkretnie o Exalted. Mi Exalted podoba się bardzo, co chyba wszyscy już zaobserwowali. Kolega kręcił nosem. W końcu padło sakramentalne pytanie:
- Ale, skoro oni tacy potężni, mogą bić bogów i niszczyć miasta, to jak wywołać u nich strach?

Jaki morał z tej historyjki?

Nie jest to nic szczególnie odkrywczego i chyba o tym pisałem, ale warto powtórzyć. Otóż, jak można domyślić się samemu patrząc na nie: różne systemy RPG to zupełnie różne gry i mają różne zasady. Odkrycie to raczej nie zapewni nikomu nagrody Nobla, jednak mam wrażenie, że jest kilka osób, którym to niewielkie w końcu spostrzeżenie ustawicznie umyka.

Gry RPG mają różne zasady, różne światy, różne cele i założenia, ponadto gra się w nie różnymi postaciami. Podobnie też prowadzenie ich wymaga zupełnie innego podejścia. Tak samo, jak będąc jedwabistym szachistą nie mamy pewności, że dobrze poradzimy sobie grając w inną planszówkę, jak na przykład Setlers of Catan, Battlestar Galactica, Munchkin czy inne Carcassone, tak samo będąc świetnymi mistrzami w Warhammerze, Zewie Chtulhu, RuneQueście czy Earthdawnie nie musimy być dobrymi prowadzącymi w 7th Sea, Dungeons and Dragons, Exalted, WoD-a, Marvel Super Hero czy Legendę 5 Kręgów. Czy vice versa.

To nie znaczy, że te gry są dla dzieci, upośledzonych, durniów, nerdów albo fanów planszówek. Oznacza to zwyczajnie, że jesteśmy kiepskimi Mistrzami Gry. Przynajmniej, jeśli przychodzi do 7th Sea, Dungeons and Dragons, Exalted, WoD-a, Marvel Super Hero czy Legendę 5 Kręgów.

Powiem szczerze: przeorientowanie się ze stylu gry, jaki wypracowałem sobie pod wpływem MiM-ów w latach 90-tych, na ten, na którym można było prowadzić DeDeki zajęło mi trochę czasu. Podobnym wyzwaniem było przeorientowanie się na styl Exalted, gdzie bohaterowie w kilka chwil mogli rozwalić miasto, de facto żaden śmiertelnik nie stanowi dla nich wyzwania, a całe armie giną tylko dlatego, że obok nich trwa prawdziwa walka... Podejrzewam, że podobnych przeorientowań musiałbym dokonać pod All Flesh Must Be Eaten, Zew, Twilight 2000, Toon-a czy Paranoję...

Nie znaczy to, że te gry są złe, mało ambitne, uproszczone czy przesadnie skomplikowane. Oznacza to, że są one inne. Wymagają od prowadzących opanowania innych umiejętności i przyjęcia innej taktyki, niż ta do której się przyzwyczaili. Jednak nadal mogą, a raczej – po opanowaniu ich – powinny przynosić satysfakcję. Owszem, w trochę inny sposób i na innych zasadach, niż w pozostałych grach RPG, jednak nie jest to ich wadą, ale właśnie zaletą. Oferują bowiem inny styl zabawy. Tak więc o ile:

- w Pokerze bawimy się układając karty w kombinacje i zabierając innym graczom oszczędności
- w Pokerze rozbieranym bawimy się układając karty w kombinację i patrząc jak koleżanki zdejmują ciuchy
- w Monopoly bawimy się kupując miasta i budując na nich domki
- w Warhammerze 40.000 bawimy się udając, że figurki strzelają do siebie
- w Szachach bawimy się próbując zabić króla przeciwnej strony
- w Statki bawimy się próbując zgadnąć, gdzie przeciwnik umieścił swoje okręty
- a w Carcassone układając puzzle tak, żeby utrudnić życie innym graczom

Tak w RPG:

- W L5K, WoDzie czy nWoDzie bawimy się (mógłbym się o to kłócić, ale taka wersja pasuje mi do tezy) odgrywając postacie i wczuwając się w nie.
- W Jesienno Gawędnym Warhammerze bawimy się udając, że taplamy się w błocie.
- W KaCetach, DeDekach, Patchfinderze i pre-gawędziarskim Warhammerze gramy rąbiąc potwory i grabiąc ich skarby.
- Dodatkowo w DeDekach 3ed+ i pochodnych postaci nie odgrywamy, za to kombinujemy jak je tu maksymalnie dopakować pod względem mechanicznym.
- Ponadto systemach tych, podobnie jak w Savage Worlds używa się figurek
- W 7th Sea i Savage Worlds Bohaterowie Graczy są nieśmiertelni lub przynajmniej bardzo trudni do ubicia.
- Natomiast Zewie Chtulhu lub Kulcie postacie powinny zakończyć sesje martwe lub obłąkane.
- A w Paranoi kilkukrotnie zabite, ale wciąż żywe...
- W Exalted rzuca się na wynik rozmów.
- A w Amberze w ogóle nie rzuca się na nic!

I wiecie co? To wszystko są gry RPG i we wszystkie gra się jedwabiście. Gdyby grało się kiepsko, to przecież ludzie by na to nie tracili czasu. Bo przecież gry nie są po to, żeby się nimi znękać. A to, że coś nie działa zwykle znaczy, ze nie umiemy w nie grać, a nie, że grający w nią ludzie są głupsi od nas.

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
+7
Polecam za pełne zrozumienie z kim należy grać w rozbieranego pokera.
27-07-2012 21:50
gacoperz
   
Ocena:
+1
Co prawda stwierdzasz oczywistość, ale fandom daje dowodów na to, ze nie jest to oczywistość dla każdego oczywista.
Polecajka i moralne wsparcie w tej krucjacie :P
A nawet ci +1 dałem, co mi tam.
27-07-2012 21:53
Kamulec
   
Ocena:
+8
"- Dodatkowo w DeDekach 3ed+ i pochodnych postaci nie odgrywamy, za to kombinujemy jak je tu maksymalnie dopakować pod względem mechanicznym."
To tylko w Descent RPG.
27-07-2012 22:09
Kamulec
   
Ocena:
+2
Jakkolwiek chciałeś przekazać więcej, z tezą, że wywoływanie strachu jest nieistotne, się nie zgodzę. Do wytworzenia napięcia potrzebne jest poczucie ryzyka, choć nie musi być ono tożsame z szansą na utratę postaci. Półbóg może lękać się, iż zginą ludzie z pobliskiej wioski (z perspektywy gracza bardziej: lubiany BN mieszkający w danej wiosce), bohater dramy być niepewnym, czy jego luba również darzy go afektem, zaś w przypadku 7th Sea starczy, iż gracz ma poczucie, że przejście po linie między statkami podczas sztormu jest niebezpieczne.
27-07-2012 22:18
FireFrost
   
Ocena:
+1
Oczywista oczywistość, ale poruszona od słusznej strony - mianowicie potrzeby przestawienia się na inny system. Sam się ździwiłem swego czasu, jak po długim okresie gry w Zew nagle postanowiłem poprowadzić Neuroshime. Moja pierwsza sesja w Neuro to była totalna porażka i dopiero po niej dotarło do mnie, że jak chcę prowadzić Neuro to muszę - przynajmniej na początku - zdrowo się przygotowywać do sesji, bo to co robiłem niejako z automatu w Zewie tu zwyczajnie nie pasuje i muszę sobie wypracować nowe nawyki.
27-07-2012 23:55
zegarmistrz
   
Ocena:
+5
Posty bez logicznego związku z notką zostały zmoderowane. Znaczy się usunięte.

Korzystając z okazji chciałbym zauważyć, że świat nie kręci się wokół Zigzaka (a już w szczególności nie kręci się wokół niego Zegarmistrz).

27-07-2012 23:59
Vukodlak
   
Ocena:
0
Od strony gracza to też może być zabawne. Pamiętam gdy dość długo graliśmy w Maskaradę (MG przerobił na Wampira Maski Nyarlathotepa właśnie). Po masakrycznie długiej kronice przesiedliśmy się na Warhammera. Po sesji, na której każda postać siedziała przy ognisku tak, by mieć wszystkie inne na oku (ze sztyletem ukrytym pod kocem) i spiskowała daliśmy sobie chwilę oddechu - na przypomnienie sobie innych nawyków.
28-07-2012 00:48
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Od strony gracza to też może być zabawne. Pamiętam gdy dość długo graliśmy w Maskaradę (MG przerobił na Wampira Maski Nyarlathotepa właśnie). Po masakrycznie długiej kronice przesiedliśmy się na Warhammera. Po sesji, na której każda postać siedziała przy ognisku tak, by mieć wszystkie inne na oku (ze sztyletem ukrytym pod kocem) i spiskowała daliśmy sobie chwilę oddechu - na przypomnienie sobie innych nawyków.
28-07-2012 01:01
Avaron
   
Ocena:
+2
Cały pic polega na tym, żeby znaleźć sobie taką grę/mechanikę, która drużynie i prowadzącemu pasuje i zacząć w nią grać.

Swego czasu byłem wprost oczarowany mechaniką Savage Worlds. Graliśmy na SW we wszystko co się tylko dało. Ale z czasem zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, że moja drużyna gra w stylu, który nie jest wspierany dostatecznie przez SW. Po prostu lubimy narracyjny styl gry i przerzucamy się na odchudzony Basic.

Ale nikt w związku z tym faktem nie zamierza się na SW obrażać i pomstować. Ba, my nawet dedekowców szanujemy :)
28-07-2012 01:37
KRed
   
Ocena:
+2
Lubię obserwacje przyrodnicze więc początek mi się podobał. Ale brakuje tu czegoś więcej niż truizm. Choćby analizy.

Problemem bywa to, że w RPG mechanika gry często nie współgra z tematem. Gry nie realizują deklaracji twórców. A na dodatek beletrystyka, oparta na grach, buduje oczekiwanie na opowieść, którego gra właściwie nie realizuje.

Twórcy gier często też sami wydają się nie zdawać sobie sprawy, że gra może mieć temat lub konwencję, a mechanika może wspierać ten temat. Stąd mechaniki pełne reliktów z epoki bitewniaków (wielkie rozdziały o walce, a tam kilkusekundowe rundy, inicjatywa, rzut na trafienie, rzut na obrażenia itd.). Stąd tysiące gier, w których można przeżywać przygody "jakie zapragniesz", a "jedynym ograniczeniem jest twoja wyobraźnia".

Są oczywiście inne powody: niechęć do uczenia się nowych mechanik i zachowań, albo konflikt między oczekiwaniami gracza a ofertą systemu.

A w ogóle jak się cofasz w przeszłość, rozmawiać z ludźmi sprzed wieków, to warto pamiętać, że ich wierzenia bywają odmienne od współcześnie rozpowszechnionych.
28-07-2012 02:02
FireFrost
   
Ocena:
0
Systemy bez konwencji czy mechanika kłucąca się z settingiem to osobne problemy i temat na długą notkę.

Smuntne jest to, że wiele osób ubóstwia takie potworki bez wyrazu i motywu przewodniego, z neutralno-bitewniakową mechaniką, na których można poprowadzić wszystko, pod warunkiem, że człowiek sobie to wszystko sam opracuje.
28-07-2012 07:29
Krzemień
   
Ocena:
+6
L5K i odgrywanie? Czytając podstawkę odniosłem wrażenie, że jest to raczej gra o rąbaniu potworów w Krainach Cienia i radosnym pojedynkowaniu się. Jak się spojrzy na ekran MG to też nie ma na nim kwitnących wiśni i romantycznych widoczków tylko nawalanka z potworami jak w D&D. Klimaciarskie podejście do L5K ciągnie się chyba od czasów MiM tak jak jesienna gawęda za WFRP.

Z resztą wpisu się zgadzam i ubolewam, że polterowi reformatorzy tych oczywistych oczywistości nie dostrzegają.
28-07-2012 09:32
Siriel
    @ Krzemień
Ocena:
+2
Nie zapominajmy też o czarodziejach i mam-dwa-scimitary-drizztopodobnych-emoSmokach. :)
28-07-2012 12:50
Avaron
   
Ocena:
+3
Cóż, prawie za każdym systemem wydanym w latach 90 ciągnie się taki ogon. Warhammer miał swoje trzewiczkowe gawędy, L5K miał swoją "krakowską szkołę grania", z Kurosawą w tle, a Zew dla niektórych do dziś ciągnie za sobą oświęcimski krzyż.

Czy to źle? O ile nie generuje głupawych flejmów o to czyj styl grania jest bardziej mojszy to wszystko jest ok. Co prawda do dziś można spotkać ludzi, którzy twierdzą, że MG źle prowadzi Młotka, bo karczmarz nie powinien wpuszczać ludzi do gospody, a jak już to na pewno nie powinien z gośćmi rozmawiać. Bo świat gry jest przecież zły i paskudny :)
28-07-2012 19:12
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
28-07-2012 19:38
Cubuk
   
Ocena:
+1
"W Jesienno Gawędnym Warhammerze bawimy się udając, że taplamy się w błocie." - to jest zwyczajnie piękne. :)

Jeśli zaś chodzi o pytanie Kolegi, które stało się motywem notki - nie sądzę by ów Kolega miał na myśli wprowadzenie konwencji horroru - w tego typu systemach bardziej bym rozumiał jako poczucie zagrożenia życia postaci, co by mieć potem większą satysfakcję z wrzuceniem głównego złego do wulkanu, uprzednio wiążąc go Magiczną Taśmą i tnąc go przez bite godziny po kilkaset.

W sumie nie wiem po co to przytaczam, ale jak sam tytuł wspomina "Odkrywając RPGową Amerykę". Zawiodłeś mnie, oczekiwałem jakiegoś wpisu na temat sposób RPGowania w Ameryce. :(
29-07-2012 18:50
~Cynik

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Mi Exalted podoba się bardzo, co chyba wszyscy już zaobserwowali"

Dziwne, zupełnie bym się nie domyślił tego patrząc na znaczną część twoich pozostałych tekstów o tym systemie.
03-08-2012 22:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.