string(15) ""
» Blog » O źródłach braku obycia:
17-06-2015 00:37

O źródłach braku obycia:

W działach: Wredni ludzie | Odsłony: 988

W ostatnich dniach los zrządził tak, że musiałem zanieść coś (bo sekretarce się nie chciało) do burmistrza mojego miasta. Poszedłem więc do jego miejsca urzędowania. W recepcji powitała nie pani, o której skądinąd wiadomo, że jest jego kochanką. Oraz lokalną celebrytką, bowiem pierwszą rzeczą, którą zrobił jaśnie panujący nam Burmistrz było wylanie z roboty jej poprzedniczki. Pani również mnie zauważyła i powitała mnie grzecznie słowami:

Ona: - Czy jest pan może kolegą (!!!) pana burmistrza?

Ja: - Niestety nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

Ona:- To szkoda, bo pan burmistrz interesentów przyjmuje jedynie w czwartki! – odpowiedziała. – A tak normalnie, to tylko znajomych...

Powiedziałem: „acha!”, oddałem jej papier i wróciłem do pracy. Niemniej jednak cała sprawa mnie gryzła.

Zanim przejdę do dalszej części przeproszę was drodzy czytelnicy za choas i skróty myślowe. Post pisany jest w stanie wzburzenia emocjonalnego, a pozatym mam na głowie rodzinę z USA. Nie bardzo więc mam jaj go zredagować.

Widzicie, nie mam pretensji do pani kochanki, bo każdy kręci lody, tak jak potrafi. Jestem w stanie też zrozumieć, że ktoś ma potrzebę, żeby płacić za sponsoring (zwłaszcza, jeśli wygląda jak nasz burmistrz), rozumiem też, że lepiej robić to pieniędzmi samorządowymi, niż z własnych. Jednakże w ratuszu są zapewne miejsca pracy mniej ostentacyjne i przez to lepsze do zainstalowania kochanki, niż recepcja.

Rozumiem też, że jaśnie panu Burmistrzowi nie chce się z tłuszczą spotykać, a może nawet jest zajęty. Są jednak lepsze sposoby, by to przekazać, niż informować wszystkich o tym, że „dziś widuje tylko kolegów”. Można na przykład kłamać, że pan burmistrz jest na spotkaniu albo zapoznaje się z ważnymi dokumentami, albo ma telekonferencję i przeszkadzać mu nie można.

To czego zrozumieć nie potrafię to fakt, że w sumie normalnemu, uczciwemu człowiekowi w ciągu kilku zaledwie miesięcy tak odwaliło. Bo to, że nasz burmistrz był takim jeszcze w zeszłym roku wiem z pierwszej ręki. Owszem, nie znam go osobiście, jednak Ciemnogród nie jest dużym miastem, tak więc nietrudno znaleźć jego sąsiadów, kolegów z pracy i ludzi, z których dziećmi posyła swoją dziatwę do klasy. Jakim cudem więc zwykły człowiek popełnia gafę za gafą?

Bo my, Polacy nie korzystamy z kultury!

Myślę, że wynika to z faktu, że Pan Burmistrz jest z jednej strony jakiegoś tam rodzaju (pożal się Boże) wybrańcem narodu, a z drugiej tego narodu kawałkiem. Natomiast my, naród, społeczeństwo i zbiorowość pozbawieni jesteśmy kultury. Zwyczajnie: brak nam ogłady towarzyskiej, światowości, obycia i zwykłego okrzesania w stosunkach międzyludzkich. Wynika to z prostego faktu: w żaden sposób w kulturze nie uczestniczymy, więc skąd mamy ją mieć? Widać to zresztą po statystykach:

20% Polaków nie słucha radia, 37% nie korzysta z Internetu, 48% nie było w ciągu ostatniego roku w restauracji, ani nawet w fast-foodzie, 52% nie uprawia żadnego sportu (i nagle okazało się, że należę do fizycznej elity narodu), 53% z nas nie chodzi do kina, 60% z nas nie czyta książek, analogiczna liczba nie gra też w gry komputerowe, nie bierze udziału w imprezach sportowych i dokładnie tyle samo nie chodzi do kościoła (Niezłe, nie? A niby tacy katoliccy jesteśmy!), 63% nie było w zeszłym roku na koncercie, 72% nie odwiedziło w zeszłym roku muzeum ani galerii, 80% nie chodzi do teatru, a 87% z nas nie kupiło w zeszłym roku żadnej płyty z muzyką, książki ani gry komputerowej.

Innymi słowy: jesteśmy narodem abnegatów. Nie wiem, czy inne narody są od nas bardziej, czy mniej wychowane, ale szczerze mówiąc guzik mnie to obchodzi. Interesuje mnie tu i teraz. Abnegatami są też nasze elity i wszyscy wąsaci prezesi, politycy i dyrektorzy, z których większa część jest mniej bywała w świecie, niż wchodzący w życie, 24 letni glazurnik dorabiający w Niemczech.

A wygląda ono tak, że stronimy od siebie, stronimy od ludzi, nie potrafimy cieszyć się życiem. Nie lubimy muzyki, książek, jedzenia, ani żadnej innej rozrywki. Nie kochamy ani przyrody, własnego kraju, ani zagranicy i brakuje nam ciekawości świata: ledwie 54% Polaków podróżowało w zeszłym roku dla przyjemności choćby do obcego miasta.

Ogromnej większości z nas wystarcza telewizja (tą ogląda 99% z nas) i najprostsze teleturnieje, najprymitywniejsze seriale i zupełnie pozbawiony głębi przekaz, jakiego dostarcza.

Ciąg dalszy na blogu zewnętrznym.

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1

O tych i innych cechach tzw. "polactwa" pisał już Rafał Ziemkiewicz w wydanej w 2004 roku książce o tym właśnie tytule. Dodam od siebie, że jedną z cech polskiego chamstwa jest traktowanie własności publicznej jako niczyjej, a więc takiej, którą można sobie bezkarnie przywłaszczyć. Stąd mamy chociażby takie drobiazgi jak zabieranie z pracy do domu ryz papieru do drukarek, długopisów firmowych, teczek, skoroszytów i tonerów czy też traktowanie laptopów służbowych jako wyłącznej własności. Stąd mamy naciąganie publicznego grosza na fikcyjne wydatki, jak przedstawianie faktur za rzekome delegacje czy za przejechane kilometry samochodem w rzekomo służbowym celu. A spróbuj takiemu powiedzieć, że źle robi, że jest to złodziejstwo, to w najlepszym razie zostaniesz uznany za "persona non grata" w towarzystwie, w najgorszym możesz się spodziewać dostanie po zębach lub donosu do szefa, że nie nadajesz się do pracy w kolektywie.

17-06-2015 08:44
Olórin
   
Ocena:
0

Z tego co wiem, pan Burmistrz powinien mieć wyznaczony przynajmniej jeden dzień w tygodniu tzw. dyżuru, podczas którego winien spotykać się z petentami.

17-06-2015 09:07
earl
   
Ocena:
0

To ma - we czwartki.

17-06-2015 09:55
Adeptus
   
Ocena:
+3

Nie lubimy muzyki, książek, jedzenia, ani żadnej innej rozrywki.

Wielokrotnie słyszałem teksty w rodzaju "No, pod koniec urlopu to już się człowiekowi nudzi, bo mieszkanie wyremontowane, podwórko odszykowane, nie ma co robić" albo "Szukam drugiego etatu, nie, pieniędzy mi nie potrzeba, ale mam za dużo czasu i nic do roboty". A już najbardziej mnie wkurzają teksty "O, masz dzień wolny? to pewnie nie masz nic do roboty, co będziesz się nudził, pomóż mi malować pokój". I to jest dla mnie lekko szokujące - nie to, że ktoś jest pracowity, że chce albo musi więcej zarabiać, że w czasie wolnym wykonuje prace domowe, że ktoś prosi o pomoc itd. - tylko to, że jest tylu ludzi, którzy po prostu nie mają w życiu NIC do roboty poza pracą (i żyją w przekonaniu, że tak jest ze wszystkimi innymi osobami) - jak nie pracujesz albo nie śpisz, to gapisz się w ścianę. Praca jest potrzebna nie po to, żeby mieć z czego żyć, tylko żeby czymś to życie wypełnić i zabijać czas w oczekiwaniu, aż coś wreszcie zabije ciebie.

Tyle, że mnie to szokuje, ale nie gorszy. Jest to dla mnie dziwne, ale nie jest złe. Tak Ci ludzie chcą żyć, tak sobie żyją, może nawet są bardziej wartościowymi jednostkami niż taki ja, który pracę traktuje jak dopust Boży i jest szczęśliwy dopiero, gdy może z niej wyjść (nie zabierając jej ze sobą).

Nie wiem, czy inne narody są od nas bardziej, czy mniej wychowane, ale szczerze mówiąc guzik mnie to obchodzi. Interesuje mnie tu i teraz. Abnegatami są też nasze elity i wszyscy wąsaci prezesi, politycy i dyrektorzy, z których większa część jest mniej bywała w świecie, niż wchodzący w życie, 24 letni glazurnik dorabiający w Niemczech.

Ale zaraz - to na jakiej podstawie oceniasz, że jesteśmy abnegatami, skoro odrzucasz porównanie z innymi narodami? Wedle czego to oceniasz? Jakiegoś abstrakcyjnego, kosmicznego Metrycznego Wzorca Kultury?

Zwłaszcza, że potem wbrew deklaracjom i tak porównujesz Polskę do innych krajów - i nic dziwnego, bo inaczej pisać na ten temat nie ma sensu.

Ogromnej większości z nas wystarcza telewizja (tą ogląda 99% z nas) i najprostsze teleturnieje, najprymitywniejsze seriale i zupełnie pozbawiony głębi przekaz, jakiego dostarcza.

A skąd przekonanie, że czytanie książek/słuchanie radia/granie w gry to z założenia wyższa forma kultury, niż teleturnieje i seriale? Jest wiele głupich książek, gier itd. A już założenie "Polacy nie chodzą do restauracji, nawet fast-foodów, tylko oglądają seriale, więc są abnegatami" jest wyjątkowo dziwne.

Fakt, że brakuje nam obycia i ogólnej ogłady przekłada się na ogólne stosunki międzyludzkie. Dokładniej: chamstwo na ulicach, chamstwo w urzędach, chamstwo w sklepach, chamstwo pod domem i chamstwo za kierownicą. Oraz ogólny bród, szpetotę, opieszałość i głupkowatość decyzji, bezduszność urzędników i resztę otaczającego nas bajzlu. (....) po drugie: przekłada się to na jakość naszych rządów. Jeśli ktoś nie wierzy, że kulturowe obycie ma na nie wpływ, to przytoczę dwa słowa, które sprawią, że zmieni zdanie: Bronisław Komorowski.

Czytam od groma książek (umiejętność szybkiego czytania+dojazdy do pracy pociągiem=średnia przeczytanych książek co najmniej 8 miesięcznie, zaniżając), a i tak jestem chamem i głupkiem. Można obcować z wysoką kulturą i być chamem i głupkiem, można być wyżej opisaną "osobą, która nie lubi żadnych rozrywek" i jednocześnie mądrym i dobrym człowiekiem.

Naprawdę uważacie, że ktokolwiek będzie traktował poważnie państwo, którego głowa na wizycie dyplomatycznej zachowuje się jak podpity kmiotek na Krupówkach? I bardziej niż gospodarzem interesuje się tym, żeby mieć fajne, pamiątkowe zdjęcie?

No tak, bo to wszystko wynika z tego, że Komorowski za mało słucha radia i nie uprawia sportu.

Na co komu majątek i bogactwo, złota wanna, siedem domów i sto samochodów, jeśli wszędzie dookoła jest brud, szpetota, wszechobecne chamstwo, zła wola i egoizm?

Niechęć do rozrywek jako przyczyna chamstwa, złej woli i egoizmu?

Konsumpcja i uczestnictwo w kulturze jest kluczem do kształcenia ustawicznego i ciągłego podnoszenia kwalifikacji.

Są ludzie, którzy się kształcą, ale jednocześnie nie lubią rozrywek - np. są ludzie, którzy czytają wiele branżowych książek, ale od literatury pięknej ich odrzuca.

Zapewnia też konkurencyjność na rynku pracy, obniża poziom stresu i wpływa na ogólne zdrowie iraz dobre samopoczucie narodu.

Nie obchodzi mnie, że zamiast iść do teatru wolisz się wybyczyć na kanapie! Masz iść i koniec! To polepszy Twoje samopoczucie i obnizy poziom stresu!

W ekonomii nazywa się to „Paradoksem Wspólnego Pastwiska”. Opisywany jest on na prostej zasadzie: jest wioska licząca stu mieszkańców, w której każdy ma po jednej krowie. Wioska ma pastwisko pozwalające wypaść idealnie sto krów, pod warunkiem, że mieszkańcy będą pilnowali, żeby żadna krowa nie zjadła zbyt wiele paszy.

Jeden z wieśniaków jest jednak aspołeczny i pozwala swojej krowie jeść więcej o (powiedzmy) 10%. Pozwala… I okazuje się, że nic się nie dzieje. Jego krowa je więcej, inna krowa je mniej, ale zmiana jest za mała, żeby zakłócić cały układ.

Jeśli aspołecznych jest 10 zaburzą układ, bo żarcia nie starczy dla jednej krowy. Jeśli jest 100: paszy nie starczy dla 10 krów, te padną z głodu i wioska poważnie zbiednieje.

Bardzo to ciekawe, ale jaki ma związek z chodzeniem do kina?

dokładnie tyle samo nie chodzi do kościoła (Niezłe, nie? A niby tacy katoliccy jesteśmy!)

Po trzecie istnieje bardzo wyraźna korelacja między poziomem czytelnictwa w państwie, a innowacyjnością i wydajnością gospodarki tego państwa. Kilka tygodni temu serwis ekonomiczny Forsal poświęcił temu tematowi artykuł. Nie widzę sensu, by go tutaj przepisywać, ciekawych zapraszam do linka. W skrócie: istnieją biedne państwa, w których ludzie dużo czytają. Nie ma jednak bogatych państw, których populacja nie czyta w ogóle.

Ale chwila, przecież w państwach, w których panuje dobrobyt gospodarczy mało ludzie uczęszcza do kościołów. A zatem, idąc Twoim tokiem rozumowania, powinieneś się smucić, że w Polsce jest zbyt dużo churchgoerów.

Nie kochamy ani przyrody, własnego kraju, ani zagranicy i brakuje nam ciekawości świata: ledwie 54% Polaków podróżowało w zeszłym roku dla przyjemności choćby do obcego miasta.

To co? Mam się zmusić do miłości? Bo jak nie, to będę hamulcowym postępu?

A co do podróżowania - nie lubię podróżować, owszem. Jak jeszcze byłem wyciągany na weekendowe wycieczki, to tego nie cierpiałem, bo dla mnie "w ten weekend jedziesz do Krakowa" znaczy tyle co "w tym tygodniu nie masz weekendu". Obniżenie stresu i polepszenie samopoczucia? Takiego wała.

 

 

 

17-06-2015 10:46
oddtail
   
Ocena:
0

@Adeptus:

"Wielokrotnie słyszałem teksty w rodzaju "No, pod koniec urlopu to już się człowiekowi nudzi, bo mieszkanie wyremontowane, podwórko odszykowane, nie ma co robić" albo "Szukam drugiego etatu, nie, pieniędzy mi nie potrzeba, ale mam za dużo czasu i nic do roboty". A już najbardziej mnie wkurzają teksty "O, masz dzień wolny? to pewnie nie masz nic do roboty, co będziesz się nudził, pomóż mi malować pokój". I to jest dla mnie lekko szokujące - nie to, że ktoś jest pracowity, że chce albo musi więcej zarabiać, że w czasie wolnym wykonuje prace domowe, że ktoś prosi o pomoc itd. - tylko to, że jest tylu ludzi, którzy po prostu nie mają w życiu NIC do roboty poza pracą (i żyją w przekonaniu, że tak jest ze wszystkimi innymi osobami) - jak nie pracujesz albo nie śpisz, to gapisz się w ścianę."

Pozwolę sobie na cytat - "you don't stop playing when you get old. You get old when you stop playing". Jeśli rozszerzyć "zabawę" na kulturę i rozrywkę, to niestety polskie społeczeństwo jest pełne staruszków. Dlatego nerdów i geeków (czyli ludzi, którzy potrafią się ekscytować rzeczami jak gówniarze) uważam za specjalny, dość uprzywilejowany, bardzo pozytywny podgatunek człowieka ;P

Mnie to nie szokuje, i nie gorszy, ale budzi moje lekkie przerażenie i sporo współczucia. Nie wyobrażam sobie życia zamykającego się w pracy (zawodowej). Chyba, że jest to praca nad wyraz kreatywna i rzeczywiście stanowiąca ogromną pasję. Tylko że to co opisujesz nie dotyczy chyba takiej sytuacji, skoro wspomniani przez Ciebie ludzie nie potrafią nic robić w dzień wolny.

Co do innych rzeczy, jakie piszesz - (intelektualny) apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czytanie, sport, nawet podróże (których też nie cierpię) otwierają człowieka na nowe opcje. Mówisz, że można być dobrym człowiekiem, oglądając seriale i telenowele? Można. Ale przy wszystkim innym równym, lepiej więcej wiedzieć, więcej umieć, więcej rozumieć i większą liczbą rzeczy się interesować, niż się ograniczać. Bo to może człowieka rozwijać w zaskakujących kierunkach i potencjalnie, owszem, być *jednym* ze sposobów zostania lepszym człowiekiem.

EDIT: i przecież nie jest tak, że każdy musi robić wszystko. Jak ktoś woli grać w gry na konsoli niż podróżować, to spoko. Jak ktoś woli czytać książki niż chodzić na siłownię, to spoko. Jak woli zwiedzać świat niż słuchać muzyki, fajnie. Ale jak ktoś nie czyta, nie pisze, nie gra, nie podróżuje, nie chodzi na siłkę, nie gra w ping-ponga, nie pije wina, nie robi nic albo prawie nic - to nie jest za dobrze. Każdy ma coś, co mógłby znaleźć i w czym odnaleźć swoją niszę, ale nie poszukanie i nie znalezienie jest zmarnowaniem ogromnego potencjału, na wielu różnych poziomach.

17-06-2015 11:19
Adeptus
   
Ocena:
+2

@ oddtail

Jeśli rozszerzyć "zabawę" na kulturę i rozrywkę, to niestety polskie społeczeństwo jest pełne staruszków. Dlatego nerdów i geeków (czyli ludzi, którzy potrafią się ekscytować rzeczami jak gówniarze) uważam za specjalny, dość uprzywilejowany, bardzo pozytywny podgatunek człowieka ;P

Ale dlaczego uprzywilejowany? "nienerdy" nie są nieszczęśliwe z tego powodu, że się nie bawią, bo bawić się nie chcą.

Mnie to nie szokuje, i nie gorszy, ale budzi moje lekkie przerażenie i sporo współczucia. Nie wyobrażam sobie życia zamykającego się w pracy (zawodowej).

Też sobie nie wyobrażam, ale przyjmuję do wiadomości, że są ludzie, którzy czerpią satysfakcję ze swojej pracy. Zapewne oni też nie potrafią sobie wyobrazić, jak można lubić np. czytanie/oglądania wymyślonych historyjek.

Mówisz, że można być dobrym człowiekiem, oglądając seriale i telenowele? Można. Ale przy wszystkim innym równym, lepiej więcej wiedzieć, więcej umieć, więcej rozumieć i większą liczbą rzeczy się interesować, niż się ograniczać. Bo to może człowieka rozwijać w zaskakujących kierunkach i potencjalnie, owszem, być *jednym* ze sposobów zostania lepszym człowiekiem.

Ale może też działać w drugą stronę - człowiek żyje wyłącznie w świecie rozrywek, a o życiu nie wie nic.

Aczkolwiek generalnie się zgadzam - tyle, że dla zegarmistrza tu zachodzi prosta korelacja - nie "uczestniczysz w kulturze"= jesteś be. Nie ma mowy o "jednym ze sposobów". Nie chodzisz do kina/teatru=odpowiadasz za korupcję, egoizm, złą wolę i kiepską sytuację gospodarczą.

Ale jak ktoś nie czyta, nie pisze, nie gra, nie podróżuje, nie chodzi na siłkę, nie gra w ping-ponga, nie pije wina, nie robi nic albo prawie nic - to nie jest za dobrze.

A jak ogląda seriale i teleturnieje? ;)

A tak na serio, to uważam, że najprzyjemniejszą rzeczą w życiu jest spanie. Wielokrotnie w wolny dzień, kładąc się do łóżka, przeklinałem swoją głupotę "robiłem rzeczy, a przecież mogłem spać"!

@ Earl

A spróbuj takiemu powiedzieć, że źle robi, że jest to złodziejstwo, to w najlepszym razie zostaniesz uznany za "persona non grata" w towarzystwie, w najgorszym możesz się spodziewać dostanie po zębach lub donosu do szefa, że nie nadajesz się do pracy w kolektywie.

To ostatnie brzmi absurdalnie... ale jest zgodne z prawdą.

Jadę sobie pociągiem i słucham rozmowy dwóch facetów, którzy strasznie bluzgają na swojego kolegę, który nie pozwala im okradać supermarketu, w którym wszyscy pracują... i finał jest taki:

"Ale wiesz, poszedłem do szefa i mówię mu jak jest i on mi odpowiada - Tak, ja wiem, też tego konfidenta nienawidzę, długo on u nas nie popracuje". Prawdopodobnie szef też okradał sklep, stąd zrozumienie dla pracowników, którym jakiś popapraniec przeszkadza w korzystaniu z benefitów.

Tutaj się akurat łączą dwie cechy stanowiące polską specyfikę - brak szacunku dla własności i niechęć do donosicielstwa. Zwłaszcza ta druga jest polskim ewenementem. Zgodnie z polskim kodeksem moralnym w zasadzie nie ma sytuacji, które by uzasadniały donosicielstwo - no ok, ewentualnie jak Ci matkę ktoś siekierą zarąbie, to możesz iść na Policję... ale wiesz, mimo wszystko, to jakieś takie nie do końca słuszne. Widziałem czytankę w jakimś polskim elementarzu, w którym jedno dziecko powiadamia nauczyciela o tym, że drugie coś przeskrobało... po czym pierwsze dziecko dostaje burę za skarżenie.

 

 

 

17-06-2015 11:36
oddtail
   
Ocena:
+7

"Tutaj się akurat łączą dwie cechy stanowiące polską specyfikę - brak szacunku dla własności i niechęć do donosicielstwa. Zwłaszcza ta druga jest polskim ewenementem. Zgodnie z polskim kodeksem moralnym w zasadzie nie ma sytuacji, które by uzasadniały donosicielstwo - no ok, ewentualnie jak Ci matkę ktoś siekierą zarąbie, to możesz iść na Policję... ale wiesz, mimo wszystko, to jakieś takie nie do końca słuszne. Widziałem czytankę w jakimś polskim elementarzu, w którym jedno dziecko powiadamia nauczyciela o tym, że drugie coś przeskrobało... po czym pierwsze dziecko dostaje burę za skarżenie."

Zabory i PRL to w sumie prawie dwieście lat uczenia ludzi, że władza jest elementem obcym. Władza - czyli autorytet. Skarżenie - czyli wmieszanie w sytuację autorytetów. Na Sycylii, gdzie wiele osób czuje, że mafia działa dla ich dobra i na ich korzyść, donoszenie jest postrzegane podobnie. Władza, element nieludzki, obcy, jest zła. Stanowi element przemocy.

Co jest oczywiście debilne. Jest cokolwiek chore, że mam wrodzoną i nabytą niechęć do narzuconej/silnej władzy, aż do stopnia nieco anarchizujących poglądów politycznych, i często staję w obronie "donosicielstwa" (serio, powinienem być ostatnią osobą, która staje po stronie władzy i "systemu"... w teorii). Ale nigdy nie rozumiałem polskiej mentalności, że lepszy ten kto robi coś złego, niż ten kto o tym mówi głośno. To się zaczyna już, kurczę, w szkole podstawowej. Powszechna akceptacja np. ściągania - które nawet ma własną nazwę, co samo w sobie dużo mówi na nasz temat, Brytyjczycy mówią na to po prostu "cheating", czyli oszukiwanie - jest pierwszą lekcją dla młodego Polaka, że lepiej być nieuczciwym niż trzymać z władzą.

17-06-2015 13:14
zatapatique
   
Ocena:
0

Mi od jakiegoś czasu zupełnie przeszła ochota na narzekanie na Polski rząd jako pierwszą przyczynę naszej niedoli. Najpierw polaczki nauczcie się słów "dziękuje", "proszę" i "przepraszam" (ostatnie to słowo niemal magiczne u nas, objęte tabu, wydawałoby się, że zakazane) a później oczekujcie dobrobytu ;)

Na szczęście spora cześć naszych rodaków jest zmuszona do życia "zagranico". Tam, po zdobyciu dyplomów i certyfikatów, po odbyciu odpowiednich szkoleń i kursów, możne w końcu się nauczą trzech magicznych słów, i wrócą na ojczyzny łono budować ją w zgodzie i dostatku :3

17-06-2015 13:23
   
Ocena:
0

Tutaj się akurat łączą dwie cechy stanowiące polską specyfikę - brak szacunku dla własności i niechęć do donosicielstwa. Zwłaszcza ta druga jest polskim ewenementem.

Oddtail w zasadzie przedstawił moje zdanie w tej materii, więc ja tylko zarzucę parafrazą: "W efekcie wykształcił naród szereg cech pomagających przetrwać okupację, a utrudniających normalne życie".

17-06-2015 13:40
earl
   
Ocena:
0

Na szczęście spora cześć naszych rodaków jest zmuszona do życia "zagranico". Tam, po zdobyciu dyplomów i certyfikatów, po odbyciu odpowiednich szkoleń i kursów, możne w końcu się nauczą trzech magicznych słów, i wrócą na ojczyzny łono budować ją w zgodzie i dostatku :3

Ciężko zdobyć odpowiednie szkolenia czy kursy albo nauczyć się dobrego wychowania pracując w kuchni, na budowie, przy wywózce śmieci czy sprzątaniu toalet. A później taki polaczek jeden z drugim uważa się za lepszego, bo "un był za granicom".

17-06-2015 14:24
Adeptus
   
Ocena:
+1

Na szczęście spora cześć naszych rodaków jest zmuszona do życia "zagranico"

Bo zagranicą wszyscy są uprzejmi?

17-06-2015 14:29
oddtail
   
Ocena:
0

Dodam, że za granicą Polakom włącza się jakiś pseudopatriotyzm i, przynajmniej z mojego doświadczenia, Polacy są o wiele grzeczniejsi u siebie niż gdy wyjeżdżają.

Co ciekawe, z innymi nacjami mam doświadczenie odwrotne... Francuzi czy Niemcy bardzo starają się zachowywać supergrzecznie, gdy są "obcy" albo "gośćmi" w jakimś kraju. Polacy zaczynają demonstrować swoją polskość przez chamstwo. Dziwaczne.

17-06-2015 14:33
earl
   
Ocena:
0

Najzabawniejsze jest to, że Polaków za ich zachowanie za granicą karcą ci, co sami zachowują się jak buraki i prostaki. Przykład niejakiego Kuźniara jest tutaj ewidentny. Nawet ktoś o tym cwaniaczku wierszyk wymyślił:

https://www.youtube.com/watch?v=hERPLosGY8E

17-06-2015 14:44
Vukodlak
   
Ocena:
+1

@ oddtail

Nie zawsze, pijackie wybryki Brytoli w Krakowie przeszły już do legendy. Widać mamy z Wyspiarzami więcej wspólnego, niż chcielibyśmy razem przyznać.

@Adeptus

I to jest dla mnie lekko szokujące - nie to, że ktoś jest pracowity, że chce albo musi więcej zarabiać, że w czasie wolnym wykonuje prace domowe, że ktoś prosi o pomoc itd. - tylko to, że jest tylu ludzi, którzy po prostu nie mają w życiu NIC do roboty poza pracą (i żyją w przekonaniu, że tak jest ze wszystkimi innymi osobami) - jak nie pracujesz albo nie śpisz, to gapisz się w ścianę.[...]Też sobie nie wyobrażam, ale przyjmuję do wiadomości, że są ludzie, którzy czerpią satysfakcję ze swojej pracy. Zapewne oni też nie potrafią sobie wyobrazić, jak można lubić np. czytanie/oglądania wymyślonych historyjek.

Nie. Nie przyjmuję do wiadomości, nie szanuję i nie akceptuję. Gardzę. Jeśli sądzisz, że mówisz o ludziach, którzy "czerpią satysfakcję ze swojej pracy", to jesteś w olbrzymim błędzie. Tam nie ma nic z satysfakcji. Jest tylko praca, a czas nie poświęcony na pracę, jest czasem zmarnowanym. To nie wynika z umiłowania/szacunku do pracy, tylko najzwyklejszej pustki. Ci ludzie w nic nie grają, nie czytają, nie sklejają, nie oglądają, nie słuchają, nie malują, nie zbierają, nawet ryb nie łowią. Nie mają absolutnie nic. Jest tylko praca. 8 godzin przerobione, szybki obiad i do roboty w domu, bo dach trzeba zrobić, bo drewno porąbać, bo kumplowi szalunek na grilla, bo schody malujemy, bo szwagier samochód naprawia, bo cośtam... Tylko, że to cośtam trwa w nieskończoność i ciągnie się od bardzo dawna. Ci ludzie nie mają żadnego hobby i są bandą smutnych, złamanych, jałowych kukieł, które zasypują się tonami roboty żeby o tym nie myśleć.

I każda chwila, każda, nie poświęcona na pracę jest dowodem twojej miałkości i powodem pogardy. Sorry, nie mam krzty szacunku dla takich ludzi i ich pracy.

17-06-2015 14:52
oddtail
   
Ocena:
+2

Ja nie gardzę, bo dopatruję się w takim życiu raczej oznak uzależnienia (i tacy ludzie w moim odczuciu wymagają pomocy tak samo, jak alkoholik czy ćpun, bo nie umieją normalnie funkcjonować), ale z resztą wypowiedzi Vukodlaka się zgadzam. Tak opisane bytowanie to nie jest satysfakcja z pracy. Człowiek z prawdziwą satysfakcją z pracy ma też satysfakcję z życia poza pracą. Jechanie do przodu jak automat raczej tej satysfakcji nie sugeruje.

17-06-2015 15:56
zatapatique
   
Ocena:
0

@Adeptus

Bo zagranicą wszyscy są uprzejmi?

Nie wszyscy, ale np w takiej Anglii gdzie mialem przyjemnosc zyc przez jakies 3 lata, ludzka zyczliwosc - czy to manifestujaca sie "na drodze", czy poprzez znajomosc "magicznych slow" - jest na zupelnie innym poziomie niz u nas.

@earl

Ciężko zdobyć odpowiednie szkolenia czy kursy albo nauczyć się dobrego wychowania pracując w kuchni, na budowie, przy wywózce śmieci czy sprzątaniu toalet.

Fragment do ktorego sie odnosisz to byla ironia. Niestety nie zrobi tego zadna emigracja, ale pokolenia uczace kolejne pokolenia jak czlowiek powinien sie zwracac do czlowieka. Czyli poczekamy sobie troche ;) Sorry za brak polskich znakow.

17-06-2015 15:58
earl
   
Ocena:
+2

@ zatapatique

Jeśli kultury będą uczyć seriale telewizyjne w stylu "Rodzinka.pl" czy pseudodokumentalne szmiry jak "Trudne sprawy", jeśli lansować będzie się programy w stylu "Warsawshore" a filmografia pełna będzie "dzieł" takich jak "Kac Wawa" lub "Chłopaki nie płaczą" natomiast autorytetami będą tak wychowani ludzie jak Wojewódzki czy Lis, to nie ma co myśleć o jakiejkolwiek kindersztubie.

17-06-2015 16:41
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Vukodlak

Nie. Nie przyjmuję do wiadomości, nie szanuję i nie akceptuję. Gardzę. Jeśli sądzisz, że mówisz o ludziach, którzy "czerpią satysfakcję ze swojej pracy", to jesteś w olbrzymim błędzie. Tam nie ma nic z satysfakcji. Jest tylko praca, a czas nie poświęcony na pracę, jest czasem zmarnowanym. To nie wynika z umiłowania/szacunku do pracy, tylko najzwyklejszej pustki. Ci ludzie w nic nie grają, nie czytają, nie sklejają, nie oglądają, nie słuchają, nie malują, nie zbierają, nawet ryb nie łowią. Nie mają absolutnie nic. Jest tylko praca. 8 godzin przerobione, szybki obiad i do roboty w domu, bo dach trzeba zrobić, bo drewno porąbać, bo kumplowi szalunek na grilla, bo schody malujemy, bo szwagier samochód naprawia, bo cośtam... Tylko, że to cośtam trwa w nieskończoność i ciągnie się od bardzo dawna. Ci ludzie nie mają żadnego hobby i są bandą smutnych, złamanych, jałowych kukieł, które zasypują się tonami roboty żeby o tym nie myśleć.

Gardzisz ludźmi za to, że nie mają hobby? Że wolą pracować, zamiast "grać, czytać, sklejać, oglądać, słuchać, malować, zbierać, łowić"? I Ty to mówisz? Człowiek, który za każdym razem, jak ktoś ośmieli się zasugerować, że granie w RPG ma jakąkolwiek wartość, wkracza, żeby oznajmić, że nie, bzdura, nie ma żadnej wartości, niczego nie rozwija, jak ktoś ma dzieci to nie powinien im mówić o RPG, tylko posłać na dodatkowy kurs angielskiego? To nie jest trochę ze sobą sprzeczne?

A pomijając tę sprzeczność, to pogląd, który zaprezentowałeś w ostatnim poście, jest dla kompletnie absurdalne i ohydne wręcz. Gardzić kimś za to, że nie ma pasji? To lekko chore. Od kiedy to, czy ktoś łowi ryby stanowi o tym, czy jest wartościowym człowiekiem, czy pustą podistotą? A już nazywanie ludźmi, którzy pracują i jeszcze w wolnym czasie innym pomagają "jałowymi" to absurd tak absurdalny, że ciężko o gorszy. Za takie słowa ja bym gardził Tobą, gdyby nie to, że pogarda jest zbyt skomplikowaną emocją, żebym był ją w stanie odczuwać. Bardzo żałuję w tej chwili, że nie ma możliwości dawania minusów postom.

A rozpatrywanie braku hobby w kategoriach uzależnienia czy innej ułomności, jak to robi oddtail, również jest bzdurne, choć nie aż tak.

17-06-2015 16:47
Adeptus
   
Ocena:
0

@ etcoposzukiwacz

a wy kim jesteście? Żydami?

Skąd wiesz? Nie tak dawno obraziłeś się za to, że założyłem, że jesteś biały, a teraz zakładasz, że zapatique na pewno jest Polakiem?

Naprawdę aż tak potrzebujecie sobie ego podnieść, że plujecie na rodaków?

Ty plujesz na ludzi, którzy mają inne poglądy i nie chcą się podporządkować Twojej ideologii i jest dobrze.

17-06-2015 17:03
Vukodlak
   
Ocena:
0

@Adeptus

Ciągle lubisz walić długie, jałowe posty. Nie wyszukuj w komciach rzeczy, których tam nie ma. Poprzypominaj sobie lepiej kto i co mówił i w jakim kontekście. I nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie, moja ty słodka, nieskomplikowana istoto.

Sprzeczności doszukuj się gdzie indziej, Sherlocku, bo u mnie jej nie ma. I tak - gardzę. Mogę pogrubić słowo, jeśli chcesz. Bo w tej pracy, w tym mocarnym pomaganiu bliźniemu, nie ma wiele do szanowania. Bo cała ta potrzeba pracy wynika m.in. z tego, o czym pisze oddtail. I nie uważaj tego za bzdurne, tylko przyjrzyj się bliżej ludziom z "syndromem" nadmiernej pracy.

Tu nie chodzi, naiwniaku, o to że pracuś nie gra w moje ulubione erpegi. Tu chodzi o to, że ci ludzie z własnego wyboru nie mają w życiu nic poza pracą. Co gorsza, swoim oddaniem pracy niszczą własne relacje i życie rodzinne. Bo w pewnym momencie robota na dworze jest ważniejsza, niż problemy z żoną, dziećmi, bratem, czy przyjaciółmi. Obserwowałem to wśród moich znajomych i takich ludzi spotykałem kilkukrotnie, więc wiem o czym mówię. A ty lepiej zmień kryształową kulę, bo przestała działać lub sobie z nią nie radzisz, albo zapytaj wprost, zanim zaczniesz wymyślać w co wierzę i jak uważam.

Nie przejmuj się tak, masz tu buziaczka :*

17-06-2015 17:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.