» Blog » O paru wadach korzystania z bibliotek
06-03-2012 20:53

O paru wadach korzystania z bibliotek

W działach: literatura, Jakub Ćwiek | Odsłony: 8

Nie lubię pożyczać książek z biblioteki. Miałem wziąć „Perfekcyjną niedoskonałość” Dukaja. Niestety, nie mieli akurat, albo ja nie potrafiłem znaleźć niczego, co wyszło spod ręki tego autora. To pierwszy powód – ograniczone zasoby. Wizyta w bibliotece zawsze oznacza to samo pytanie: czy uda mi się wziąć to, na co akurat mam ochotę. I kończy się jak z pudełkiem czekoladek Forresta Gumpa. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi.


Plus taki, że pożyczanie (teoretycznie) oznacza ulgę dla portfela. Wszystkich książek i tak nie kupię, a tak to bez poczucia, że piracę ściągając z sieci jakiś tytuł, mogę sięgnąć po coś, za co i tak bym nie zapłacił. No i zawsze może mi się jednak spodobać. Wtedy wydam te parędziesiąt złotych, by książeczka dumnie stała na półce i się na niej kurzyła, pokazując gościom kim jestem i co lubię.


Tym razem skusiłem się na „Liżąc ostrze” Jakuba Ćwieka. Lubię faceta. Lubię jego felietony i – dopóki był regularnie aktualizowany – lubiłem czytać jego bloga. Z prozą się jednak jeszcze nie zapoznawałem, a że ponoć warto, to wziąłem. I tu drugi powód mojej niechęci do bibliotek – choć tu akurat one najmniej winne – zawsze można trafić na coś, co nam się nie spodoba. Takie ryzyko.


Muszę jednak doprecyzować. „Liżąc ostrze” nie tyle mi się nie spodobało, ile liczyłem na więcej. Parę rzeczy nawet do mnie trafiło, jak choćby nawiązania do „Siedem”, Josephine, papieros w ustach diabła. Tylko że to pojedyncze elementy. Zlepione ze sobą rażą przeciętnością, a końcówka... ech, za bardzo naciągana. Widać będę musiał poszukać „Kłamcy”, by przekonać się dlaczego ludzie chwalą Ćwieka-pisarza.

 

Gdzieś wyczytałem, że „Liżąc ostrze” to eksperyment (albo hołd) dla thrillerów i kina grozy. Ktoś zasugerował w jednej z recenzji komiksowość całej historii. Trafiłem również na takie zdanie na blogu Kuby:


„Może i nie napiszę książki lepszej niż taki chociażby Dukaj. Ale swoją potem mogę sam podzielić i część zaśpiewać grając na gitarze, część wyrecytować w stand upie, część wreszcie wystawić na scenie lub skręcić w amatorskim filmiku.


Wiem, wiem – zdaniem niektórych to nie ma znaczenia i nie wpływa na jakość samej literatury, która przecież jako ten Kościół winna być niezmienna w swych zasadach od początku po wieczność. Tyle że…”


I tak sobie myślę, że o ile jako książka „Liżąc ostrze” mnie nie zachwyciło, tak może i dałoby się jeszcze z tej historii wycisnąć „coś” ciekawego. Może właśnie komiks, a może ten stand up z gitarą. Póki co jest fajna okładka i chyba tylko ona zapadnie mi na dłużej w pamięci.


Nie do końca trafione wybory to jednak nie wszystko jeśli chodzi o moją niechęć do bibliotek. O książce Kuby miałem nie pisać. Chciałem przeczytać ją i odfajkować. Ten konkretny egzemplarz zainspirował mnie jednak do tych narzekań. Ktoś zalał go – może w plecaku odkręciła się butelka, a może wszystkiemu winien ulewny deszcz. Co ciekawa książka była przynajmniej u sześciu osób i już pierwszej udało się ją zniszczyć. Wiecie jak to wygląda – napęczniałe karty, pozaginane rogi, pogięta i pofalowana okładka.


Nie chce mi się narzekać na to, że ludzie nie potrafią dbać o wspólne dobro. Może to zresztą faktycznie był nieprzewidziany wypadek, którego nijak nie dało się uniknąć. Istotne jest, że przyjemność z czytania takiego ochłapu jest wyraźnie mniejsza. Być może właśnie stan egzemplarza wpłynął nieco na moją ocenę „Liżąc ostrze”. W każdym razie mamy kolejny powód – książki z biblioteki bywają podniszczone, poplamione i zbyt często wyglądają jak psu z gardła wyjęte.


Szkoda tylko, że trudno się z tego powodu zżymać. To trzeba wkalkulować – każda biblioteczna książka ma swoją historię, trafia w czyjeś ręce, w różne miejsca i siłą rzeczy nie wyjdzie z takich spotkań cało. Kiedyś mi również „udało się” zniszczyć pewien tomik, nawiasem mówiąc pożyczony od nauczycielki. Na pewno nie była zadowolona, gdy jej go ze wstydem oddawałem, ale spodobało mi się, co wówczas powiedziała – że to przynajmniej oznacza, iż był czytany.


Wspomniałem wcześniej, że za książki biblioteczne nie trzeba płacić, przynajmniej w teorii. I tak dochodzimy do kolejnej kwestii – jednak czasem trzeba. Niestety, w pewnym momencie taki tomik musimy oddać (następny powód do niechęci). Terminy zbliżają się nieubłaganie, a i limit przedłużeń kiedyś się kończy. Czasem trzeba płacić karę. Na szczęście rzadko to są duże sumy, chyba że naprawdę przesadziliśmy z przetrzymywaniem. Taką karę płacę jednak z przyjemnością. Dwa lub trzy złote raz na jakiś czas można poświęcić. Jak by wystawili skrzyneczkę na „co łaska” skończyłoby się pewnie na tym samym.


Oczywiście taką książkę można było dawno temu oddać. Przeczytać przykładowe „Liżąc ostrze” to kwestia kilku, no, góra kilkunastu wolnych godzin. Z tym się jednak wiąże największa wada bibliotek. Trzeba się do niej przejść by w ogóle o wypożyczeniu mówić, a człowiek to leniwe zwierzę przecież. Przy tylu powodach trudno więc wymagać ode mnie bym z radością odwiedzał biblioteki. Życzę sobie tylko jednego - by to były jedyne wady tych instytucji. Bo akurat do tych wyżej wymienionych można się przyzwyczaić.

Komentarze


Thronaar
   
Ocena:
0
W Olsztynie wszystkie filie są skomputeryzowane i można sobie sprawdzić czy dana pozycja jest, oraz w której bibiotece, a następnie zarezerwować i spokojnie przejść się odebrać.
Przychodząc jednak do biblioteki najczęściej przeglądam półkę z interesującymi mnie klimatami i coś do czytania się znajdzie.
06-03-2012 23:14
CE2AR
   
Ocena:
0
"Wszystkich książek i tak nie kupię, a tak to bez poczucia, że piracę ściągając z sieci jakiś tytuł, mogę sięgnąć po coś, za co i tak bym nie zapłacił."
Tak swoją drogą, różnicą między ściągnięciem książki z sieci, a pożyczeniem jej w bibliotece jest chyba, tak na chłopski rozum, hmmm... nieduża?

Heh, dostałem wilczy bilet w lokalnej bibliotece, gdy oddałem jakąś lekturę szkolną po 3 czy 4 latach i moje problemy z tym miejsce błyskawicznie się skończyły :D
07-03-2012 00:04
Headbanger
   
Ocena:
+3
Ja uwielbiam biblioteki... ale rzadko z nich korzystam. Wszystkie książki jakie chcę przeczytać, stoją na mojej półce i jeszcze dodatkowo się piętrzą dammit.
07-03-2012 00:06
Indoctrine
   
Ocena:
0
@Thronaar

Właśnie o to chodzi, że w bibliotece nierzadko można się natknąć na ciekawe pozycje, o których wcześniej się nie wiedziało.

Nie ma to jak przeglądanie zakurzonych woluminów w nikłym świetle lampy naftowej... Sigh...

@CE2AR

Zgodnie z prawem, książkę ściągnąć możesz, na własny użytek (to jak film czy muzyka), aczkolwiek to takie balansowanie i moralnie dwuznaczne.
Od wypożyczenia tym się różni, że przyczynia się do likwidacji bibliotek, coraz mniej ludzi korzysta.
To taka sama argumentacja, że zamiast obejrzeć w TV, ściągnę z neta film. Niestety, ale to nie to samo, gdyż przy ściąganiu nie obejrzysz bloków reklamowych, które są wliczone w koszty całego aparatu wytwórczego.

Od lat korzystam z bibliotek, coraz rzadziej ostatnio (brak czasu - wstyd powiedzieć, ale od początku roku przeczytałem może zaledwie z pięć książek). To jest wspaniałe miejsce, tylko nie podoba mi się chrom i szkło. Drewno, kamienna posadzka, ciemne światło, zapach kurzu.... To jest wspaniałe.
07-03-2012 07:48
dzemeuksis
    Drobne uściślenie
Ocena:
+1
ściągnąć możesz, na własny użytek (to jak film czy muzyka), aczkolwiek to takie balansowanie i moralnie dwuznaczne.

Samo ściąganie nie jest ani żadnym balansowaniem, ani moralnie dwuznacznym. Takim staje się dopiero wówczas, gdy właściciel praw majątkowych sobie tego nie życzy. Czasami to wynika z licencji, a czasami po prostu nie wiadomo (np. przy abandonware).
07-03-2012 08:05
dircemari
   
Ocena:
0
Chciałabym mieć tylko taki problem z biblioteką. Niestety moja mała miejska biblioteka przeżyła dawno temu powódź i od tego czasu wszystkie książki przesiąkają zgnilizną. Ten zapach dusi przy czytaniu. tak więc wgre wchodzi wypożyczanie tylko nowych książek.
07-03-2012 09:57
Indoctrine
   
Ocena:
0
@dzemeuksis

Domyślnie każde dobro komercyjne nie jest przeznaczone do darmowego ściągania :) Chyba, że zaznaczy się, że jest.
Abandonware nie istnieje - to raczej "nie ma jak znaleźć twórców albo mają to gdzies i nie będą się plumkać ware".

Ale nie ma co wnikać w detale praw autorskich. Są na tyle gupie, że niedługo i biblioteki będą płatne..
07-03-2012 10:18
dzemeuksis
   
Ocena:
+2
Domyślnie każde dobro komercyjne nie jest przeznaczone do darmowego ściągania :

Po pierwsze to nieprawda (są np. modele dystrybucji typu ściągnij, używaj, testuj a jak będziesz chciał mieć na własność, to zapłać, w przeciwnym wypadku skasuj), po drugie i tak tego nie zaznaczyłeś wcześniej, że mówisz o dobrach komercyjnych.

To, że jakieś dzieło znajduje się w bibliotece, nie oznacza, że jego treść nie może być wolna - ergo dostępna do ściągnięcia legalnie i za darmo. Żeby daleko nie szukać: Wolne lektury.

Jeśli chodzi o abandonware, to powtórzyłeś dokładnie to, co ja napisałem ("czasami po prostu nie wiadomo"), więc się nie odniosę.
07-03-2012 10:27
Galathar
   
Ocena:
0
@ Thronaar

Tak z ciekawości sprawdziłem parę stron bibliotek i miło zauważyć, że większość jest scyfryzowanych w jakimś stopniu, a część z nich umożliwia rezerwację. U mnie w Krakowie też się tak da, ale nie omijasz w ten sposób problemu ograniczonych zasobów. Jeśli chcę coś "teraz", to rezerwacja mi problemu nie rozwiązuje. Ale to użyteczne narzędzie, z którego warto korzystać.

@ CE2AR i Indoctrine

O ile mi wiadomo ściągnięcie każdej "rzeczy" chronionej prawami autorskimi - książki, mp3,
filmu - to piractwo. Nie mówię o licencjach CC, etc. bo to osobna sprawa. Jeśli ściągnę np. "Gotuj z papieżem" Ćwieka - to te prawa naruszam i nie ma tu czegoś takiego jak "na własny użytek", chyba że ściągam od osoby, z którą pozostaję w bliskich stosunkach towarzyskich lub sam posiadam własny egzemplarz (wtedy równie dobrze mógłbym sobie go zeskanować, zgrać, itd.).

Różnica na chłopski rozum wydaje się nieduża, ale trzeba pamietać, że biblioteki za te książki płacą + sporo ostatnio się mówiło o (także wymaganych przez prawo unijne) pieniądzach dla autorów przekazywanych właśnie z racji wypożyczania.
07-03-2012 12:23
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Jeśli ściągnę np. "Gotuj z papieżem" Ćwieka - to te prawa naruszam i nie ma tu czegoś takiego jak "na własny użytek",

A jeśli plik był opisany np. jako "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza, to też naruszyłeś jakieś prawa? Otóż nie. Dlatego w sytuacji opisanej przez Ciebie, to nie Ty naruszasz prawo, lecz udostępniający. Ty przecież nie musisz wiedzieć ani co dokładnie zawiera plik, ani na jakiej licencji jest udostępnione dane dzieło i czy można je ściągnąć legalnie.

Gdyby istniało jakieś centralne repozytorium licencji, do którego można by się w takiej sytuacji odwołać (ale to i tak dopiero po ściągnięciu można by sprawdzić, bo wcześniej, to kot w worku) i ewentualnie skasować plik, to owszem można by dyskutować o penalizacji takich zachowań. Póki co, to jest bez sensu.
07-03-2012 12:44
Indoctrine
   
Ocena:
0
@Galathar

Nie, ściąganie na własny użytek nie jest piractwem, jeśli chodzi o filmy, muzykę czy książki (co innego z programami i grami).
Moralny aspekt jest oczywiście dyskusyjny, ale to już wchodzimy na grunt "czy pożyczenie książki od kolegi to to samo co ściągnięcie z netu" ;)

USTAWA z dnia 4 lutego 1994 r. "o prawie autorskim i prawach pokrewnych"
Rozdział 3 Treść prawa autorskiego

Prawnicy różnie interpretują, ale ogólnie ściągać można. Nie wolno udostępniać innym niż spoza grona najbliższych znajomych itp.

@dzemeuksis

"Gdyby istniało jakieś centralne repozytorium licencji, do którego można by się w takiej sytuacji odwołać (ale to i tak dopiero po ściągnięciu można by sprawdzić, bo wcześniej, to kot w worku), to owszem można by dyskutować o penalizacji takich zachowań. Póki co, to jest bez sensu."

Temu miało służyć między innymi DRM. Nawet do własnej MP3 trzeba by go pakować i wtedy byłoby jasne.
07-03-2012 12:45
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Taaa...., inna sprawa, że w takiej wizji, jak coś nie ma DRM, to staje się nielegalne. A to chore z wielu powodów.
07-03-2012 12:58
Indoctrine
   
Ocena:
0
A jak najbardziej, taka ACTA i SOPA do tego przecież zmierza, aby zwykły użytkownik nie miał prostej kontroli nad niczym, jedynie duże firmy.

07-03-2012 13:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.