string(15) ""
» Blog » O moim graniu v.2
03-06-2012 22:11

O moim graniu v.2

W działach: RPG | Odsłony: 13

O moim graniu v.2
Ponownie usiadłem przed ekranem komputera, aby coś tutaj naskrobać. Może to powód pochmurnej pogody za oknem, a może po prostu chęć podzielenia się pewnymi refleksjami dotyczącymi mojego sesyjnego życia. Tę notkę chciałbym poświęcić przede wszystkim opisaniu mojej opinii na temat przygód jedno sesyjnych, czyli tzw. ,,jednostrzałówek”.


W ciągu lat grania zbierałem doświadczenie i wyciągałem przeróżne wnioski. Nie ukrywam, że okres kiedy sesjowałem najintensywniej dość mocno wpłynął na moje obecne podejście do gier RPGie. Było to jakieś 7 lat temu…

Wszystko zaczęło się jednej pochmurnej nocy (możliwe, że pogoda była wtedy bardzo ładna. A za oknem ptaszki pięknie świergotały. Tylko, czy brzmiałoby to wtedy przekonująco?), pociągnąłem łyk krzepkiego piwa i spojrzałem w oczy graczy zebranych przy stole. Pierwszy błysk burzy przeszył pomieszczenie. Kampania Warhammera na obrzeżach Sylwanii miała się rozpocząć. Czterech śmiałków podróżowało w kierunku malutkiej wioski…


Jeśli pamięć mnie nie myli, kampanię rozpoczęliśmy w marcu, a skończyliśmy po długich bojach w styczniu następnego roku. Bohaterowie zaczynali z dodatkowymi 300 punktami doświadczenia, a po drodze udało im się prawie w pełni skompletować 2 następne profesje. Pokonali wtedy wielu nieumarłych, w tym: zombie, szkielety, licza, smoka i oczywiście kilku wampirów. Rozwiązali wiele zagadek. Stanęli przed mnóstwem dylematów.


Przygoda była w lekkiej konwencji heroicznej. Wybaczałem więc graczom pewne nieudane rzuty, aby mogli zrealizować swoje niespełnione marzenia z wcześniejszych przygód. Tylko pewnie na tym etapie można zadać mi pytanie dlaczego zacząłem temat od opisania kampanii? Powód jest dość prosty, ale wymaga szerszego opisu. Każda z przygód trwała po m.in. 6 godzin. Spotkania odbywały się do 3x w tygodniu. Dało to maksymalnie ok. 720h(!!!) grania . To dość dużo moim zdaniem. Na tyle dużo, aby doszło do dziwnych sytuacji podczas tej długiej gry. Kiedy na zajęciach podczas wykładu siedziałem w ławce, jedyne nad czym się skupiałem to kolejna karta zapisana dziesiątkami pomysłów na następną przygodę. W tym czasie gracze rozpisywali się między sobą, dzwonili do siebie i wymieniali się ciągle refleksjami odnośnie ostatniej sesji. Kiedy zasiadaliśmy do następnej przygody mało rozmawialiśmy, liczyła się sama gra. Teraz na przestrzeni lat przeraża mnie to, jaką rolę w życiu odgrywały wtedy dla mnie sesje. Ten czas minął i właściwie każdy z tamtej drużyny już zapomniał o takim podejściu. Obecnie spotykamy się od czasu do czasu na małą partyjkę, ale nikt nie myśli o długich kampaniach. Poza tym ważniejsze są relacje między nami, a nie sama gra.


Toksyczność pojawiała się jako temat wielokrotnie, ale nie o niej chcę pisać. Raczej napomknąć, aby co poniektórych ocucić jeśli przeczytają moją notkę.


Ilość godzin poświęcona na taką długą kampanię jest straszna, ponieważ dziś pamiętam, że działo się dużo, ale nie pamiętam szczegółów.


Klimat był najistotniejszą częścią całej gry, to on dawał jej siłę. Zastanawiam się, czy tak samo by było jeśli spotkania odbywały się co tydzień. A co dopiero co dwa tygodnie? Nie wierzę, aby to mogłoby się tak samo udać.


Mając ograniczony czas wolę jedną przygodę, którą rozegram w kilka godzin. Sesja podczas spotkania odgrywa dla mnie rolę pewnego elementu -dodatku. Granie w RPGie jest hobby, które istnieje w moim życiu od lat, ale na pewno nie jest już priorytetowe. Nawet nie chcę by było. Chcę natomiast dzielić się, od czasu do czasu, historiami które są opatrzone pewnym morałem. Uczą czegoś, jak i pozwalają się zastanowić. A na koniec pozostaną w pamięci całej drużyny.


Przy moim obecnym doświadczeniu nie potrzebuję wielu godzin, aby przygotować zawiłą przygodę. Nie chcę aby odebrano mnie jako zarozumiałego. Wiem, że jest wielu lepszych, ale chodzi mi po prostu o fakt tego, że poziom w ciągu lat bardzo mi wzrósł. Obecnie średnio spędzam godzinę na przygotowanie jednej opowieści. Karty postaci czasem przygotowuję odbiegając od settingu w jakim będzie sama przygoda. Zależy mi na prostocie i na tym, aby gracze mogli prawie samą wyobraźnią działać w grze. Niestety czasem jest tak, że przygody jednostrzałowe zmuszają do drobnego prowadzenia graczy za rękę. Staram się to robić w jak najmniejszym stopniu, ale mając ograniczony czas ciężko dać pełną swobodę. Dlatego np. dość niedawno prowadziłem przygodę w klimatach Neuroshimy, w której gracze wybrali się do zniszczonej morskiej bazy wojskowej. Tam także, po krótkich perypetiach, gracze dostali się na największą łódź podwodną, która została wybudowana tuż przed wojną. Kolos był naprawdę olbrzymi i to właśnie w nim zostali zatrzaśnięci gracze. Łódź wypłynęła na morze i zaczęła się cała zabawa.


Zamknąłem graczy w pewnej przestrzeni i w niej pozwoliłem im się obracać. Nie czuli specjalnie prowadzenia za rękę, ale pozwoliło mi to na pewne i szybkie rozegranie kilku istotnych scen. Przygoda dość szybko została zakończona. A budowany stopniowo klimat pozwolił na udany finał. Do tej pory gracze są bardzo zadowoleni z tej krótkiej opowieści.


Jeżeli mamy taką przygodę, przygotowaną nawet kilka miesięcy wcześniej, nic nie będzie stało na przeszkodzie by ją poprowadzić któregoś wieczoru przy spotkaniu ze znajomymi. Jeśli w waszych drużynach ciężko o to, aby wszyscy za każdym razem byli na spotkaniu, to właśnie przygody jednostrzałowe są idealne. Do tego nie pochłaniają wiele czasu, a pozwalają dobrze się bawić.


Często zdarza się, że chcemy stworzyć długą i wspaniałą historię. Niestety, do tego potrzeba naprawdę dużo czasu. Dlatego nawiązując do mojej wcześniejszej notki stwierdzę, że chciałbym w spokoju rozgrywać pojedyncze historie które będą w pełni zakończone.

P.s. Bazgroł/ilustracja pochodzi właśnie z okresu kampanii w Sylwanii. Ubrudzona miejscami w stearynie. :)

Komentarze


Headbanger
   
Ocena:
+2
Lepiej mieć krótkie, a zakończone historie niż kilka przydługawych i niedokończonych kampanii. Od zawsze uważam, że finał przygody jest najważniejszy, a jak do niego nie dochodzi to jest to dupa a nie RPG.
05-06-2012 01:19
Wlodi
   
Ocena:
0
U mnie niestety problem często się pojawiał. Kilku graczy chciało prowadzić przygody. Czasem także tych kilku graczy chciało prowadzić swoje kampanie. Efekt był dość oczywisty - około 6 niedokończonych gier, z czego nie pamiętam właściwie każdej.

A tym bardziej jeśli spotkania odbywają się raz na dwa tygodnie.

05-06-2012 08:35
oddtail
   
Ocena:
+3
A ja nie lubię i nigdy nie lubiłem jednostrzałówek... wróć! Lubię, ale w taki sam sposób w jaki lubię suchy chleb z serem, jeśli nie mogę sobie zrobić porządnej kanapki. O normalnym obiedzie nie wspominając.

Jednostrzałówki mnie bawią, ale uważam je za zło konieczne, gdy nie mam możliwości rozegrać kampanii. I nie potrzebuję koniecznie mocnego końca do tej kampanii. Wolę by kampania trwała możliwie długo. Tak prowadzona, jak i grana. Lubię "serialowość" w RPG, a nie małe, wygodne w konsumpcji, ale ostatecznie mnie nie angażujące kawałki. Potrzebuję czasu, by moja postać (jeśli gram) albo moja fabuła (jeśli prowadzę) nabrała "mięsa". Ba - pierwszą sesję z udziałem nowych w kampanii graczy zawsze spisuję na straty. To jest nasz "czas na rozpęd". Pierwsza sesja nigdy nie jest bardzo fajna.

W życiu poprowadziłem jednostrzałówkę może parę razy. Tylko jedna była naprawdę udana. Może wynika to po prostu z tego, że jednostrzałówki prowadzę słabo, a kampanie dobrze, ale gdyby to ode mnie zależało grałbym tylko w kampanie-tasiemce. Niestety, na to brak mi ludzi do grania - od lat praktycznie wcale nie grałem w RPG, nawet w czasach gdy regularnie prowadziłem. Jednostrzałówki są prostsze i praktyczniejsze, ale nie są w stanie mnie zaangażować. Nie odmawiam grania w nie - w ramach substytutu prawdziwej kampanii, na którą jestem wygłodzony od co najmniej trzech lat. Lepszy chleb z serem niż pusty żołądek.

Parafrazując Headbangera - od zawsze uważam, że czas na rozbudowanie własnej postaci, jej relacji z drużyną oraz ciekawej fabuły która ma dla mnie jakiś emocjonalny ładunek jest najważniejszy. A jak tego czasu nie ma, to jest to dupa a nie RPG ;P
05-06-2012 09:29
Wlodi
   
Ocena:
+1
*oddtail
Kampanie mogą ciągnąć się w nieskończoność.
Oczywiście nie neguję to ich pozytywnych stron, jak i również tego, że pozwalają naprawdę wczuć się w bohatera. Problemem jest to, że mało kto ma na takie granie czas.

Nie możesz natomiast oceniać jednostrzałówek tak bardzo negatywnie. Przyznam się szczerze, że to właśnie przygody jednosesyjne spowodowały, że zacząłem dokładniej tworzyć siatki powiązań między motywami w przygodzie. W efekcie na koniec takiej przygody każdy z graczy mówił "A tego to się nie spodziewałem!".

W kampaniach zdaża się, że pojedyncze przygody potrafią nie wiele wnieść do fabuły. Powodem jest ogólne nastawienie graczy, którzy potrafią godzinami między sobą odgrywać postacie. Oczywiście wszystko zależy też od samej drużyny.

A jednostrzałówki nie są łatwiejsze w prowadzeniu, jak i przygotowaniu. Trzeba wybrać najistotniejsze sceny a wszystko powypełniać odgrywaniem BG.

Wiele rzeczy zakładasz z góry, choć sam przyznajesz, że nie umiesz prowadzić przygód jednostrzałowych.

Kiedyś sam średnio za taką formą przepadałem. Obecnie mając do wyboru początek kampanii + może jedną sesję, która nie przedstawi niczego poza początkiem rozwinięcia, to wybiorę coś w pełni skończonego.
05-06-2012 09:54
oddtail
   
Ocena:
+3
"Nie możesz natomiast oceniać jednostrzałówek tak bardzo negatywnie."

Ależ jak najbardziej mogę ;P właśnie to zrobiłem. Która część mojej wypowiedzi jest niewłaściwa? Bo z tego co widzę, w moim komentarzu przeważają prywatne opinie. A żadne z założeń/porównań jakimi się posługuję nie wydaje mi się jakoś szczególnie nie fair. Tak więc napisz proszę, gdzie niby jestem taki negatywny co do jednostrzałówek. Napisałem, że jednostrzałówki nie dają czasu by zżyć się ze swoją postacią i nie dają fabule czasu, by gracze (tacy jak ja) zainwestowali w nią emocjonalnie. I tej wersji się trzymam.

"W kampaniach zdaża się, że pojedyncze przygody potrafią nie wiele wnieść do fabuły. Powodem jest ogólne nastawienie graczy, którzy potrafią godzinami między sobą odgrywać postacie."

I dobrze. Dzięki temu fabuła przydarza się postaciom, które gracze znają i jej wydarzenia są istotne. Chyba, że "fabuła" jest dla Ciebie równoznaczna z "cały czas się coś dzieje". Dla mnei jednostrzałówki to historie, w których jest bardzo dużo "wydarzeń", ale nie za wiele istotnej treści. W krótkiej historii nie ma nawet czasu na poznanie własnego bohatera - o poznaniu INNYCH bohaterów nie wspominając. Grać można tylko kosztem skrótów i pewnej schematyczności, co jest fajne, ale dla mnie jest fajne jako punkt wyjściowy.

W jednostrzałówce nie dowiemy się czegoś zaskakującego o bohaterze albo NPCu. Dlaczego? Bo znamy go na tyle krótko, że nie mamy jeszcze na jego temat żadnych oczekiwań i niczego nie jesteśmy pewni. Kiedy okazuje się, że NPC znany nam od czterech godzin jest seryjnym mordercą jest to plot twist. Kiedy okazuje się to samo na temat NPCa, z którym wchodziliśmy w interakcję od dziesięciu sesji - jest to szok. Co więcej, można już wcześniej pokazywać pewne subtelne sygnały. Na krótkiej sesji stężenie tych subtelnych sygnałów będzie takie, że zamiast określonego rozwoju fabuły przypominać to będzie raczej zagadkę "czy gracze zgadną, że on jest mordercą".

A znajomość własnych postaci? We wszystkich jednostrzałówkach w jakie grałem pojawiało się dosłownie kilka scen. Nigdy mój bohater nie wychodził poza to, jak wyglądałby jego zdawkowy opis. Wcielając się w jednostrzałówce Savage Worlds w studenta z Oxenfurtu wiedziałem że jest studentem, że jest zmiennokształtny i że kocha się w jakiejś tam damie. Nie było czasu na dowiedzenie się co studiuje, na poznanie jego życia studenckiego, nie było czasu ustosunkować się jako gracz do tego, że bohater ma dziwne i nienormalne zdolności. Nie wiedziałem, jak wygląda zainteresowanie bohatera NPCką. Nawet gdyby był czas na scenę wątku romantycznego (a nie było), byłaby to scena balkonowa z Romea i Julii, a nie coś naprawdę ciekawego.

A w kampanii? Moja pierwsza istotna i najbardziej ulubiona postać w RPG zaczęła jako ktoś zupełnie inny niż pod koniec gry. Zaczęła jako karykatura i pewien prosty schemat - bo KAŻDA postać zaczyna jako karykatura i prosty schemat - ale z czasem był czas, bym dowiedział się o bohaterze bardzo wiele. Kiedy ten bohater, człowiek bardzo religijny i cholernie stroniący od przemocy, wpakował zupełnie bezbronnemu bandycie kulkę z Peacemakera w łeb, była to pamiętna scena, której konsekwencje "chodziły" za postacią przez następne dwie sesje. Gdyby to się wydarzyło na pierwszej sesji, na której był to po prostu jakiś tam kucharz z Dodge City z umiejętnością "Wiara 4", scena byłaby może mocna w kino-popcornowym sensie, ale niewiele by znaczyła.

Sceny czy nawet całe sesje obracające się dookoła postaci oznaczają dla mnie moment, gdy RPG wreszcie ma czas stać się fajne. Żadna postać odgrywana przez 5-6 godzin nie ma okazji stać się naprawdę fajna i unikalna - bo wszelkie przygotowania i przemyślenia przed sesją często się nijak nie mają do tego, jak postąć działa na sesji. I nie mówię nawet o jakości odgrywania w sensie aktorskim - odgrywanie w RPG zawsze jest crapne i jest to OK, taka już "uroda" tego medium. Ale na pierwszej sesji odgrywa się cztery-siedem charakterystycznych cech zlepionych do kupy. Na piątej sesji odgrywa się konkretną osobę.

"A jednostrzałówki nie są łatwiejsze w prowadzeniu, jak i przygotowaniu. Trzeba wybrać najistotniejsze sceny a wszystko powypełniać odgrywaniem BG."

To prawda, kampanie są dużo prostsze i w przygotowaniu, i prowadzeniu. I dobrze, bo mniejszym wysiłkeim osiąga się fajniejszy efekt.

"Wiele rzeczy zakładasz z góry, choć sam przyznajesz, że nie umiesz prowadzić przygód jednostrzałowych."

Nic nie zakładam z góry. Wszystko opieram na doświadczeniu w graniu. A to, że nie potrafię dobrze prowadzić nie oznacza, że nie potrafię analizować i oceniać. A moja ocena jest taka, że najfajniejszy element RPG, czyli gracz wcielający się w bohatera, a nie papierową figurkę jest niemożliwością podczas jednostrzałówki.
05-06-2012 10:53
Wlodi
   
Ocena:
+3
Poprzez stwierdzenie, że nie powinieneś tak negatywnie oceniać jednostrzałówek chciałem powiedzieć, że one również mają swoje plusy.
Ocena bez dokładnej analizy jest trochę błędna, a tym bardziej jeśli piszesz, że nie grałeś od lat. Na samej teorii świat się nie opiera.

W tym wszystkim widzę, że mocno jesteś zapatrzony na to, że tylko w kampanii można wczuć się w postać, i tylko w taki sposób można naprawdę rozegrać prawdziwą historię. Nie sztuczną, nie karykaturalną a będącą żywą historią.

Wszystko wspaniale, tylko moim zdaniem wiele zależy od graczy z jakimi masz kontakt. Niektórzy gracze potrzebują długiego czasu by móc poznać osobowość postaci w jaką mają się wcielać. Z drugiej strony część osób z jakimi mam kontakt od ręki potrafi przeanalizować bohatera, którego opis dostaną na A4, i w ciągu chwili wcielić się w niego. Będą dobrze wiedzieć, że np. jeśli wykonają pewne działania, to mogą one mocno odbić się na ich psychice. Dodatkowo również jeśli znają historię swej postaci, to będą szczególnie zwracać uwagę na zdażenia, które miały miejsce w przeszłości tego bohatera.
Dzięki doświadczeniu, jakie mogłem zebrać w przeszłości obecnie nie czuję potrzeby długich kampanii.

Jako MG przed każdą przygodą zawsze bardzo dokładnie opisuję relacje między postaciami. Staram się także, by drużyna nie przekraczała 4 graczy. Jest to dla mnie liczba wystarczająca. W ciągu jednej gry mogą spokojnie prowadzić konwersacje i sobie poodgrywać. Czasem złapie mnie na jakieś szalone pomysły, ale wolę trzymać się pewnych reguł i ograniczać liczbę postaci w historii, aby mogli między sobą kooperować.


Także wiele zależy od tego czego oczekujemy. Każdy ma swoje podejście. Ja potrzebowałem 12 lat, aby znaleźć swoją niszę.
Dlatego wiem, że na 100% nie dojdziemy do porozumienia, ponieważ co innego nas bawi.
Więc fajnie jest posłuchać argumentów drugiej strony, ale też je uszanować. :)
05-06-2012 11:34

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.