string(15) ""
» Blog » O flejmach genderowych i „bańce równościowej”:
31-05-2016 22:39

O flejmach genderowych i „bańce równościowej”:

W działach: gry wideo, wredni ludzie | Odsłony: 826

Dzisiejszym tematem będą flejmy, którymi w ostatnich miesiącach zdawał się żyć Internet, a w szczególności światek growy. Ogólnie rzecz biorąc flejmy genderowe toczą się już od kilku lat, przy czym w ostatnim czasie doszło do ich szczególnego natężenia i mam wrażenie, że sprawa uległa eskalacji. Zaczęło się zdaje się od screenów z Overwatch na których widoczny był wypięty tyłek jednej z bohaterek gry, co wkurzyło jedną ze stron konfliktu. Następnie miał miejsce kontratak drugiej strony, który w dodatku czy może nowej części (bo nie wiem, jak to traktować) Baldur’s Gate wypatrzył postać transseksualisty, zupełnie zdaje się trzeciorzędną.

Wydawało się, że flejm gaśnie, gdy do zabawy włączyli się wydawcy, którzy do tej pory przy okazji tego typu burd raczej milczeli lub zachowywali się nader powściągliwie, unikając ich jak ognia (np. Nintendo zwolniło jedną ze specjalistek od PR za wciągnięcie firmy w tego typu shitstorm). Wizards of the Coast właściciel praw do uniwersum na którym oparte jest Baldur’s Gate wyłamał się jednak z tej tradycji i wydał oświadczenie w sprawie.

O co chodziło WotC, ani jaki efekt chciało osiągnąć nikt nie wie, bowiem oświadczenie owo było bełkotem. Składało się natomiast głównie z chrzanienia o elfich bogach, których jak wiadomo WotC wymyśla na poczekaniu. Otwarło ono natomiast drogę do wystąpień innych studiów. W szczególności ciekawie zachowało się tutaj pracownicy The Chinese Room (twórcy „Everyone Gone to Rapture”), którzy wykorzystali emocje buchające w jedną i w drugą stronę by wbić szpilę CD-Project słowami:

„Cyberpunk ma być większy pod każdym względem niż Wiedźmin, ciekawe czy będzie też bardziej seksistowski?”

czy coś w tym rodzaju.

Wybaczcie, że relacja jest tak nieścisła, ale po prostu nie śledziłem tych wydarzeń, bo powiedzmy sobie szczerze: jest to straszna głupota. Osobiscie wolałbym jednak, żeby The Chinese Room, zamiast wbijać szpile konkurencji starał się dorównać jakością najbardziej nagradzanej grze w dziejach.

Tak naprawdę po raz pierwszy zainteresowałem się sytuacją, gdy na jednym z serwisów, które śledzę wybuchła o to awantura. W tym momencie muszę powiedzieć, że zaimponowała mi postawa tamtejszej moderacji. W szczególności zaimponowały mi takie wypowiedzi, jak:

- Panowie zachowują się tak, jakby bali się, że ktoś im narządy poucina.

Dawno nie widziałem tak profesjonalnej i dojrzałej wypowiedzi ad meritum.

Potem wybuchła kolejna afera, tym razem z udziałem studia Warhorse i tworzonej przezeń gry Kingdom Come: Deliverance traktującej o historii Czech. Afera tym razem dotyczyła równości rasowej, a atakujący twórców dyskutanci posługiwali się takimi argumentami jak:

„Czy uważasz, że w średniowiecznych Czechach nie było murzynów, rasisto?”

Powiew normalności:

W tym samym czasie Marvel podał wyniki sprzedaży swoich komiksów o nowej generacji bohaterów. Są to superbohaterowie stworzeni tak, by reprezentowali płciową, etniczną oraz orientacyjną różnorodność społeczeństwa.

I wiecie co ciekawego dzieje się z tymi komiksami?

Nie sprzedają się.

Dlaczego tak się dzieje?

...wypadałoby teraz zapytać. Być może jest to dowodem mojego zarozumialstwa, ale wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie. Otóż: tak naprawdę nigdy nie interesowało mnie to jakiej narodowości, rasy, płci, wyznania czy orientacji seksualnej są bohaterowie dzieł, które czytałem. Nigdy też nie kupowałem jakichkolwiek dzieł kultury tylko dlatego, że postać jest białym, heteroseksualnym mężczyzną z Polski. Z równą przyjemnością śledziłem losy kobiet i mężczyzn, hetero i homoseksualistów, Afroamerykanów i Japończyków, obywateli kraju rodzimego, państw obcych oraz całkiem zmyślonych.

Jedynym kryterium jakim kierowałem się w doborze dzieł była ich jakość oraz stopień dopasowania do moich zainteresowań i gustów estetycznych. W skrócie: oglądam, gram i czytam to, co uważam za dobre, a inne kwestie pozostają drugo lub trzeciorzędne. Bardziej decydująca była i jest dla mnie interesująca fabuła, styl pisarski lub graficzny, tempo akcji, charyzma bohaterów, ogólna widowiskowość czy pomysłowość twórcy, albo poruszana problematyka. A nie to, czy bohater jest do mnie podobny.

Nie sądzę też, by osoby nie mieszczące się w opisie „biały, heterosekusalny mężczyzna z Polski” miały inne podejście do tematu, bo koniec końców to też są ludzie. Tak więc o ile ja nie kupuje (to przykład, ogólnie bowiem nie kupuje komiksów DC i Marvela, bo nie lubię konwencji superbohaterskiej) komiksów ze Spidermanem lub Supermanem tylko dlatego, że są do mnie podobni, a raczej dlatego, że mają fajne przygody, tak nie ma powodu, by sądzić, że czarna lesbijka z USA będzie kupować komiks o czarnej lesbijce tylko dlatego, że bohaterka jest do niej podobna. Muszą zostać więc spełnione zupełnie inne kryteria.

Problem polega na tym, że w wypadku wielu z tych postaci ich jedyną zaletą jest właśnie kolor skóry, narodowość, płeć czy orientacja. Czyli nic co miałoby znaczenie.

Bo o ile przez moje życie przewinęły się setki osób, to znam tylko jedną, która faktycznie byłaby w stanie dobierać lekturę wedle rasy, religii, narodowości i orientacji postaci. Jest nią trzydziestopięcioletni fanboj NOP-u w naszym mieście noszący ksywkę (z racji ulubionego powiedzonka) „Półidiota”.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

3
Notka polecana przez: Aszhe, earl, jakkubus
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Nuriel
   
Ocena:
+4

W tym samym czasie Marvel podał wyniki sprzedaży swoich komiksów o nowej generacji bohaterów. Są to superbohaterowie stworzeni tak, by reprezentowali płciową, etniczną oraz orientacyjną różnorodność społeczeństwa.

I wiecie co ciekawego dzieje się z tymi komiksami?

Trzy kwestie.

1. Linkowane zestawienie nie uwzględnia wyników sprzedaży cyfrowej i trade'ów. Więc jednoznaczna i stanowcza teza: "nie sprzedają się" jest nieobiektywna, a przynajmniej (bez znajomości wyników sprzedaży powyższych), przedwczesna. 

Ponadto, tamto zestawienie jest słabe także z tego względu, że zdecydowanie mniejsze znaczenie ma to jak się sprzedaje np. Mighty Thor vol 2 (czyli komiks w którym godną dzierżenia Mjolnira okazuje się kobieta) na tle wszystkich innych aktualnych komiksów Marvela niż to jak Mighty Thor vol 2 sprzedaje się na tle ostatniego komiksu z klasycznym Thorem (Thor: God of Thunder vol 1, jeśli dobrze pamiętam). A tak się składa, że Mighty Thor vol 2 sprzedawał się dużo, dużo lepiej.

2. Relatywnie nowa postać Marvela - Kamala Khan tytułowa Ms. Marvel jest szesnastoletnią Amerykanką pakistańskiego pochodzenia, muzułmanka i totalnym geekiem. Pierwszy numer jej komiksu doczekał się jakiś czas temu szóstego dodruku -  a jest to niemały wyczyn, który niewielkiej ilości komiksów udaje się osiągnąć.

Śmiem twierdzić, że jedną z przyczyn sukcesu tej postaci - oprócz tego, że komiksy z jej udziałem, nawet te najsłabsze zasługują najzwyczajniej w świecie na bardzo mocne 8/10 - jest to, że daje nastoletnim dziewczynom (niekoniecznie muzułmankom czy amerykańskim Pakistankom) które interesują się grami komputerowymi, komiksami, fantastyką, RPG itp. itd. postać z którą mogą się identyfikować. Jednym z uroków tej postaci jest właśnie to, że jest kompletnym nerdem, piszącym fanfiki o innych bohaterach z uniwersum:

http://static.comicvine.com/uploads/original/11116/111164620/3967106-ms.+marvel+and+wolverine+01.jpg

Nie wspominając o tym, że kiedy na autobusach San Francisco zaczęły pojawiać się napisy zrównujące islam z nazizmem itd. to zaczęto zamalowywać je właśnie rysunkami z Ms. Marvel z odpowiednim komentarzem:

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/t31.0-8/10830754_348076875385565_8805719012231739861_o.jpg

Taka akcja nie miałaby sensu gdyby postać ta nie zakorzeniła się już na tyle w popkulturze żeby być rozpoznawalną.

3. Zastępowanie starej gwardii nową, bardziej zróżnicowaną płciowo i etnicznie, generacją bohaterów nie jest wcale nowym wynalazkiem. Żeby daleko nie szukać: X-Meni.

Zadebiutowali we wrześniu 1963 roku. Pięć bohaterów, 1 kobieta, co do jednego biali Amerykanie. Co zrobił z X-Menami Chris Claremont w 1975, jakich bohaterów wrzucił? Czarnoskórą Kenijkę wychowaną w Nowym Jorku i Karze, pół dzikiego Kanadyjczyka, Rosjanina, Japończyka, Irlandczyka, Rdzennego Amerykanina i niebieskoskórego Niemca wychowanego w cygańskim obozie. 

Zagadka roku: która wersja X-Menów lepiej się sprzedawała i sprzedaje? 

01-06-2016 11:29
earl
   
Ocena:
+2

Ćwierć wieku temu dużą popularnością wśród młodzieży i dzieci cieszyła się seria "Kapitan Planeta i planetarianie", gdzie bohaterami były osoby z różnych kontynentów: Afryki, Azji, Rosji, Ameryki Południowej (Indianin) i USA. Poza tym mniej więcej był równy skład płciowy - 3:2 dla facetów. Innymi słowy - jeśli coś jest dobrze zrobione lub trafia w gusta odbiorców, to względy rasowe, płciowe czy inne nie mają większego znaczenia. 

01-06-2016 14:22
Vukodlak
   
Ocena:
+3

@earl

Warto też dodać, że nie było to nachalne i sztuczne wciskanie różnych rzeczy, byle tylko zadowolić środowiska walczące o prawa mniejszości. Azjatka i czarny chłopak byli po prostu normalnymi członkami drużyny. Czasami daje się odczuć, że ktoś tworzy postać czarnego geja tylko po to, by spełnić jakieś swoje normy - bo brakuje postaci LGBT, PoC i on teraz tą lukę wypełni. Nawet z Dzikim Gonem idioci mieli problemy, bo ni ma czarnych. Na poletku erpegowym też widać podobne bóle pupki. Na przykład taki Onyx Path (nowy Świat mroku - teraz już Chronicles of Darkness) z uporem dzikiego maniaka eksponuje niemal tylko postaci kobiece i takież zaimki w swoich produktach. Prawie wszędzie znajdziesz tylko she, her itp. Oczywiście część osób korzysta z tego jako zaimka neutralnego, ale dla większości jest on jednoznacznie żeński. Kiedyś wystarczył disclaimer, ewentualnie pisanie he or she lub s/he. Dzisiaj widać, że niektórzy sjw po prostu próbują przepchnąć wahadło w drugą stronę i tylko nazywają to sprawiedliwością.

01-06-2016 17:13
Łodzianin
    @zegarmistz
Ocena:
+2

Z tezą, że ludzie nie zwracają uwagi na wartości i postawy promowane w książkach, nie mogę się do końca zgodzić. Na własnym przykładzie - lubię w zbiorach opowiadań Pilipiuka cechy postaci przedstawionych. Są to zazwyczaj osoby w pewnym stopniu religijne o mocnym kręgosłupie moralnym i konserwatywnym światopoglądzie. Jest to miła odmiana po postaciach makiawelicznych, zdolnych do sprzedania matki za garść miedziaków i ciągle knujących gdzieś po kątach. Te pierwsze wzbudzają we mnie sympatię, te drugie raczej irytują. Zresztą pomyśl, czy ty z całą swoją niechęcią do, jak to określasz, -izmów, chciałbyś czytać książkę o przygodach przedwojennej nacjonalistycznej bojówki?

01-06-2016 20:34
Bakcyl
   
Ocena:
+1

@Łodzianin

 

Ludzie są różni. Na pewno wszyscy zwracają uwagę na treść książki, w tym i aspekty wartości w niej zawartych, bo to wywołuje emocje, a właśnie na emocjach opiera się wartość tego, co sprawia nam przyjemność.

Ale nie każdy z ludzi czyta książki po to, by uzupełniać sobie jakieś braki, przedłużać to i owo i tworzyć drugie życie, na które ich nie stać. Ja na przykład nie lubię Mordimera, ale o jego przygodach chętnie czytam. Z kolei w RPG wcielam się w postaci psychopatów, pedofili, morderców... bo to jest ciekawe, a nie dlatego, żeby spełniać swoje fantazje na ten temat.

02-06-2016 00:31
lemon
   
Ocena:
+1

np. Nintendo zwolniło jedną ze specjalistek od PR za wciągnięcie firmy w tego typu shitstorm

Gwoli ścisłości, to nie za wciągnięcie w shitstorm, tylko za coś związanego z jej drugą pracą. Zupełnie niepowiązane sprawy. Chyba że stoisz na stanowisku "ja wiem lepiej".

A skoro już o ścisłości, to Kingdom Come: Deliverance (bo taki jest tytuł gry Czechów) nie jest strategią, tylko cRPG. Gdzieś też Dragonspear zamienił Ci się w Dragonspire. Drobiazgi, ale jak się ich nazbiera, to trudno patrzeć na notkę przychylnie.

02-06-2016 11:19
ivilboy
   
Ocena:
0

Czyli jak zwykle. Zegarmistrz pisze nieprzemyślaną notkę pełną meytorycznych baboli. Zero znajomości tematu, zero sprawdzonych faktów, za to masa wydumanych "mondruści" doprawionych arogancją ignoranta. Może by tak położyć nacisk na jakość notek zamiast na ilość?

02-06-2016 12:50
Vukodlak
   
Ocena:
+3

@ivilboy

Hej, jakbyś mówił o Z Enterprise! Może zegarmistrz i zigzak to jednojajowe potomstwo, albo dwie części tej samej, szalonej osobowości?

@lemon

Nie byłbym taki pewien, sprawa jest coraz bardziej mętna, a sprawy jednak wydają się być bardzo powiązane. Ona twierdzi, że to dyskryminacja, bo  Nintendo zazwyczaj nie ma problemu z drugimi pracami swoich korposzczurów; Nintendo odmawia klarownych wyjaśnień i zasłania się półsłówkami - wygląda na to, że obie strony mają coś za kołnierzem. Jej druga praca - z którą dotychczas nikt nie miał problemu - spowodowała wciągnięcie ją w shitstorm i w efekcie zwolnienie przez Nintendo. Biorąc pod uwagę, że w jej płaczach często pojawiają się głodne kawałki o tym, że wielkie korporacje boją się seksu i wyzwolonej płciowości, dodając fakt anonimowego wykonywania tej "drugiej pracy", to zaczynam się zastanawiać co ona właściwie robiła. Jako, że Nintendo ma raczej rodzinny charakter, to się nie dziwie, że dali jej kopa w waginę.

02-06-2016 15:06
Bakcyl
   
Ocena:
0

Ja mam raczej wrażenie, że Zegarmistrz nie odrabia lekcji tylko jedzie po łebkach. Mimo wszystko i tak dobrze mu to pisanie wychodzi jak na brak znajomości tematu.

02-06-2016 16:29
lemon
    @Vukodlak
Ocena:
0

Jeżeli nie wiadomo, co to za druga praca, to skąd wniosek, że to ona wciągnęła ją w shitstorm? Wydawało mi się, że shitstorm powstał poprzez wdawanie się w twitterowe pyskówki z hmm... osobami o bardzo odmiennych poglądach (m.in. neonazistami).

03-06-2016 02:25
zegarmistrz
   
Ocena:
+1

Lemon: o ile wiem pani przekonała ich, że z nowego Fire Emblem należy wyciąć pewną minigierkę, bo obraża hooseksualistów i powoduje, że szanse, by program sprzedał się na zachodzie są zerowe.

Wycięli.

Wybuchł shitstorm, że sprzedają wersję okaleczoną w stosunku do japońskiej.

Zwolnili ją.

Pani napisała, że to przez jej drugą pracę. Nintendo odmówiło komentarza (i bardzo mądrze).

03-06-2016 22:22
lemon
    @zegarmistrz
Ocena:
+1

Wszystko jest w linku, który podałem (oprócz charakteru jej drugiej pracy). Rapp uważa, że została zwolniona w wyniku wymierzonej przeciw niej kampanii pewnej grupy internautów, a Nintendo wystosowało jeden zaprzeczający temu komunikat – nie nazwałbym tego odmową komentarza:

Alison Rapp was terminated due to violation of an internal company policy involving holding a second job in conflict with Nintendo's corporate culture. Though Ms. Rapp's termination follows her being the subject of criticism from certain groups via social media several weeks ago, the two are absolutely not related. Nintendo is a company committed to fostering inclusion and diversity in both our company and the broader video game industry and we firmly reject the harassment of individuals based on gender, race or personal beliefs. We wish Ms. Rapp well in her future endeavors.

07-06-2016 12:13

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.