» Artykuły » Felietony » O fantastyce...

O fantastyce...


wersja do druku
Autor: Redakcja: Basia Kostrzewska

Po artykule Jędrzeja 'Bukinsa' Bukowskiego na Polterze wywiązała się dyskusja dotycząca nie tyle poziomu literackiego polskiej fantastyki (o czym pisał autor), lecz znaczenia samego pojęcia "dzieła literackiego" i zapotrzebowania na fantastykę w dzisiejszych czasach. Artykuł ten był jednak dla mnie motywacją do innych przemyśleń – polska fantastyka, choć dobra, jest uważana przez wielu (nawet, a często przede wszystkim – przez intelektualistów) za sztukę drugiej kategorii. Książka fantastyczna może być co najwyżej rozrywką, nie jej konkurować z gatunkami bardziej "szlachetnymi".

W Polsce "przyznanie" się do czytania fantastyki to narażenie się na śmieszność. Rozmawiając z przyjaciółmi o literaturze, w środowisku raczej bibliofilskim, bywam często przyczyną zadziwienia lub pełnych ironii uśmiechów. Gdy deklaruję miłość do fantastyki, obok miłości do prozy Gombrowicza, Cortázara czy Dostojewskiego, najpopularniejszym komentarzem jest – "no tak, trochę prymitywnej rozrywki nie zaszkodzi". Kiedyś próbowałem perswadować i polemizować, dziś jestem już tym zmęczony. Jednakże zainspirowany nieco wspomnianym artykułem Jędrzeja 'Bukinsa' Bukowskiego, wywiadem z Konradem Lewandowskim w ostatniej Lampie (polecam!) i esejem na podobny temat w którejś z najnowszych Nowych Fantastyk, postanowiłem jeszcze raz wgłębić się w nieprzebyte otchłanie grupowej świadomości Polaków, by poszukać przyczyn ostracyzmu dotykającego fantastykę.

Pierwsze pytanie, które się nasuwa – czy tak jest tylko w Polsce? Muszę przyznać, że nie wiem, jak wygląda sytuacja w Hondurasie czy Kamerunie, ale w większości krajów szeroko pojętego Zachodu jest inaczej. Angielscy krytycy i czytelnicy wybrali Władcę Pierścieni jedną z najważniejszych książek wieku, na Wyspach mawia się zresztą, że Szekspir to mistrz snu, a Tolkien – magii. W Rosji czytanie braci Strugackich uchodzi za szczyt intelektualizmu. Co ciekawe – wielu krytyków uznaje Bułhakowa za protoplastę fantastyki. Można to zrozumieć czytając książki Wiktora Pielewina, dla którego autor Mistrza i Małgorzaty jest duchowym przewodnikiem. Również za oceanem sytuacja jest odmienna od polskiej – Neil Gaiman przyczynił się do uznania fantastyki w Stanach za element kultury wysokiej, twórcę Amerykańskich Bogów porównuje się z Edgarem Poe, a o większego amerykańskiego pisarza trudno. Neil Gaiman (wraz z np. Mignolą) przyczynił się do czegoś jeszcze bardziej niesamowitego (w polskich realiach) – pokazał światu piękno sztuki komiksu. Czy wyobrażacie sobie sytuację, w której jakiś polski profesor czy autorytet społeczny przyznałby się do półki z komiksami?

Dlaczego u nas jest inaczej? Może przez czynnik historyczny – twórczość Zajdla i Lema była niewygodna dla władz PRL-u, które czasami wyśmiewały ich i gatunek przez nich "uprawiany". Może przez fakt, że dla wielu być uznanym za marzyciela to grzech? Może winne jest przekonanie, że brak wyobraźni to niemal chluba, a nie ubóstwo duchowe? To bardzo niedobrze, jeśli żyjemy w kraju, gdzie pragmatyzm jest cnotą. A może jest tak przez amerykanizację życia, figurki Legolasa i czapki Harry’ego Pottera? A może winna jest po prostu bezmyślność tłumu i wykorzystywanie każdej sytuacji, by okazać czemuś niezrozumiałemu pogardę i poczuć się przy tym lepszym?

Przeraża mnie fakt, że 70% Polaków od początku tego stulecia nie przeczytało niczego prócz "twórczości" Browna czy jakiejś książki Karola Wojtyły, wydanej na fali Jego śmierci. Może ktoś, kupując dziecku Pottera, coś tam przejrzał, może śmierć Lema i Kapuścińskiego skłoniła kogoś do odwiedzenia Empiku. Większość tej "nieczytającej" części społeczeństwa, choć popada powoli w intelektualny analfabetyzm, uśmiecha się pobłażliwie, patrząc na ludzi, którzy czytają o smokach czy innych elfach. Nazywają ich eskapistami, dużymi dziećmi, spotkałem się nawet z opinią (właściwie jest to opinia pedagoga szkolnego), że sympatia do fantastyki jest formą niedostosowania społecznego i autyzmu. Nie czyta się u nas książek, ale jakże łatwo można poczuć się lepszym od kogoś, kto czyta.

Chciałbym zająć się jeszcze jednym problemem – niesamowitą plastycznością granic tego, co w opinii naszego społeczeństwa jest fantastyką. Doszedłem do całkiem ciekawych wniosków. Gdy jakiegoś przeciwnika uznania fantastyki za literaturę piękną pytałem o jego stosunek do Lema, odpowiadał zazwyczaj – "No, ale twórczość Lema to właściwie nie fantastyka, ona jest tylko formą". Dla wielu dobra książka nie może być fantastyką, w fantastyce nie może być czegoś głębszego, jeśli jednak jest (jak u Lema), to automatycznie fantastyka nie jest fantastyką, lecz tylko formą. A przez to, że jest to forma ośmieszona, nawet wartościowe książki są pogardzane i odrzucane.

Żeby nie być gołosłownym – czy polska fantastyka naprawdę jest na wysokim poziomie? Trochę czytam innej współczesnej literatury i nie uważam, by istniała przepaść między poziomem gatunków "szlachetnych" a fantastyką. Dukaj tworzy rzeczy niewyobrażalne – dla przykładu – posługując się koncepcjami zaczerpniętymi z Witkacego i Platona, tworzy cudowną historię, mądrą, oryginalną i przede wszystkim spójną. Inne Pieśni to tylko jedna z książek Jacka Dukaja, a – moim zdaniem – każda jest na arcymistrzowskim poziomie. Popatrzmy na twórców już klasycznych – Zajdla i Lema. Ich bogaty dorobek nie może zostać uznany za infantylny, także wpływ, jaki wywarł on na Polaków, nie może być nazwany błahym. Osobiście równie wysoko cenię twórczość mało znanego Twardocha, prozy Soboty też nie można pominąć. Polska fantastyka to przede wszystkim oni, a nie Pilipiuk czy Ziemiański. Może problem w tym, że Pilipiuk jest w każdej księgarni, a Dukaja trudno gdziekolwiek uświadczyć?

Na początku tego artykułu przyznałem się do niecierpliwości i zarzucenia "krucjaty" o dobre imię fantastyki. Na pewno moja bierność nie potrwa długo, wkrótce wyciągnę spod szafy miecz (a raczej tarczę) i dalej będę starał się pokazać piękno tkwiące w tym gatunku literackim. Wiele mądrych osób mawia, że wartość książki nie może być definiowana przez formę, w którą autor zamknął treść. Jeżeli ktoś osiągnie sukces i uciszy w kimś uprzedzenia do formy fantastyki, to jestem pewien, że piękno prozy Dukaja czy Soboty załatwi resztę.


Chciałbyś zamieścić felieton lub artykuł? Napisz! wyślij e-mail

Komentarze


Ataullah
   
Ocena:
0
AMEN.
22-06-2007 21:00
Deckard
   
Ocena:
0
Wypada podsumować "jaki naród, takie opinie".

Swoistą pogardę dla literatury innej należałoby (albo inaczej - można) tłumaczyć efektem trampoliny. Inteligencja w czasach głębokiego PRLu była eliminowana z życia społecznego, wypierana wpierw poza sferę opiniotwórczą, następnie neutralizowana przy użyciu mas ("inteligient, k..." - to chyba najbardziej trafny cytat pochodzący z jednego z filmów naszej rodzimej kinematografii, bynajmniej rozrywkowej). W chwili przemian społecznych część ze środowiska postanowiła nadrobić te 50 lat w trzy do pięciu, czego efekty właśnie komentujesz. Ukłon można oddać również europeizacji naszego kraju i tutejszych salonów literackich - dodajmy do tego kompleks "Nie, nie mieszkamy w Polsce, JA mieszkam w Polsce, za oknem jest tłuszcza" i tak oto oczom naszym ukazuje się pełen obraz.

Co ciekawe odsuwanie fantastyki w niebyt jest (tak mi się wydaje) działaniem, które mimowolnie prezentuje PRLowskie zacofanie - w latach `60`-`80 nasz rynek był zasadniczo zamknięty przed literaturą zza Odry, zaś fantastyka radz...syjska? Nigdy, lepsza "translampa" albo 1587 odcinek "smęcąc o Miłoszu".

Felieton interesujący - gratuluję postawienia kilku odważnych tez.

PS: Co ciekawe mi dane było poznać pedagogów nie kryjących przychylnych uczuć wobec literatury fantastycznej. Może dlatego, że byli zbyt biedni na salony nowej polski i zbyt młodzi na 1588 odcinek "Ach jak źle w tej Polsce patrząc z mego paryskiego balkonu". ;)
22-06-2007 22:54
~n

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
jeśli o ciekawostki chodzi, jakoś mi się nasunęło - nie wchodząc w "dyskusję", bo te jakoś w komentarzach na polterze mają dosyć określone tendencje, podam jedynie linka: http://wiadomosci.wp.pl/kat,32154, wid,8949705,prasaWiadomosc.html?tica id=13f90 , hihihi.
23-06-2007 00:41
Deckard
   
Ocena:
0
(za autorem) Powinna zostać zakazana i napiętnowana specjalnym pismem ministerstwa i kuratorium. Wtedy liczba czytelników wzrośnie pięciokrotnie.

Ale kto czyta poza Sekielskim i Morozowskim specjalne pisma ministerstwa? Czy Tolkien, Card albo Clark byli lub są w spisie lektur szkolnych? Nie. Czy oznaczało to, że nikt ich nie czyta? Oczywiście, że nie. Mistrz i Małgorzata nie był (przynajmniej za moich czasów przed reformami) nawet lekturą obowiązkową, a właściwie tylko Bułhakowa mógłbym zaliczyć do przystępnej dla młodego człowieka lektury fantastycznej. O Lemie nie wspominam - jego książki najlepiej smakują długo po latach szkolnictwa podstawowo-średniego ;)

A młodzież i tak wybierze mmorpg, albo grę w piłkę (gdy nie ma PCta)...
23-06-2007 12:06
teaver
    Dziwni są ci ludzie...
Ocena:
0
Z tego co sobie przypominam, to w liceum jako jedyna w klasie czytałam fantastykę. Moja klasa liczyła 28 osób. Jak mnie kiedyś jedna z koleżanek zobaczyła na wakacjach z Tolkienem pod pachą, jej pierwszym pytaniem było dlaczego czytam na wakacjach, a drugim dlaczego takie grube książki. I to była uczennica tzw. piątkowa, teoretycznie nie zasługująca na miano ignorantki literatury.

Moi znajomi uważali Paula Coelho za cudownego pisarza, ale do głowy by im nie przyszło skojarzyć tego z fantastyką, czy baśnią. Toż to prawdziwa literatura a nie jakieś tam bajdurzenie!

Moje rówieśnice zaczytywały się w Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale nie umiały nawet zinterpretować Leśmiana i nie miały pojęcia, że wydał on wspaniałą książkę z baśniami i legendami. Lem na mojej ławce wywoływał zmieszane uśmiechy. Nauczyciele żartowali z tytułów "Wizja lokalna" albo "Lewa ręka ciemności" i uważali, że to jest zabawne.

Jedynym, który potrafił od czasu do czasu tolerować moje lekturowe nawyki, był mój wychowawca (polonista i poeta) - czasami przeglądał mój egzemplarz Nowej Fantastyki i pytał, czy jest coś ciekawego. Nawet znajomi dziennikarze patrzyli na mnie z politowaniem, kiedy wyciągałam fantasy. Nierzadko zdarzyło mi się też słyszeć pytanie: cóż to jest, fantasy?

Na jednej z lekcji angielskiego, którą obserwowałam jako praktykantka, uczennica referowała opowiadanie fantasy, nie wiedząc co to może być, bo "jak na fantastykę to się nie kwalifikowało: brak Obcych, statków kosmicznych i świetlnych mieczy." Ręce opadają...

Spójrzmy prawdzie w oczy: niektórzy Polacy są ignorantami w dziedzinie literatury. Jesteśmy w mniejszości - czytamy.
23-06-2007 18:20
~

Użytkownik niezarejestrowany
    Rewelacje
Ocena:
0
NO, no, niesamowite. A moze jakas bibliografia? Bo nawal niesamowtych odkryc literaturoznawczych przytlacza. Jak chociazby "Neil Gaiman przyczynił się do uznania fantastyki w Stanach za element kultury wysokiej," A ja powiem ze Haldeman albo Heinlein. A nie mlodziutki Gaiman.

PRL tlamsil fantastyke? Jasne! I dlatego ksiazki wychodzily w kilkudziesieciotysiecznych nakladach - ksiazki fantastyczne. Pierwszy tom Trylogii kosmicznej Boruna i Treopki ukazal sie ksiazkowo w 1954.

Brednie, bzdury, zenada. Kto to zatwierdzil do publikacji w ogole?
24-06-2007 13:31
teaver
    Rewelacje?
Ocena:
0
Jeżeli chcesz polemizować, to proszę bardzo, ale może byś się tak łaskawie przedstawił/ przedstawiła? No bo jak mamy się do ciebie zwracać - "drogi ~"?

Chciałabym zauważyć też, że w PRLu książki były masowo drukowane w takich nakładach o jakich wspominasz. Fantastyka czy beletrystyka, książki podróżnicze i albumy - wszystko było drukowane za państwowe pieniądze "na kulturę". Jedynym problemem to było spodobać się cenzorom. Jeżeli się to komuś udawało to miał zapewniony ogromny nakład, za który dostawał psie pieniądze i z którego ponad połowa szła na makulaturę.

A inną ciekawą opinią na temat polskiej fantastyki jest artykuł Dukaja:
http://dukaj.fantastyka.art.pl/pub licystyka/PolskaFantastykaPoLemie.ht ml
24-06-2007 14:49
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zwracaj sie jak chcesz. I chcialem zauwazyc, ze ksiazki tlamszone w PRL sie nie ukazywaly albo wychodzily w drugim obiegu. Wiec brdzenie o poyzcji fantastyki z winy PRL to... bredzenie.

Jak i nazywanie ksiazek Browna "tworczoscia". Co, popkulturowa fantastyka to TWORCZOSC a popkulturowa sensacja to "tworczosc"? LOL. Brednie, brednie, brednie. Ile autor ma lat?
24-06-2007 16:13
rara_avis
    brednie, brednie
Ocena:
0
Autor jest bardzo zadowolony z głosu krytyki, szkoda tylko, że tak anonimowego, a pytając sie kogoś o wiek, wypada się przedstawić.

Choć może "karmię trolla" odpowiem z przyjemnością na Twoje pytania i zarzuty tajemniczy Anonimie.

Lat mam 19, więc doświadczenia w życiu mi brak, PRL-u nawet nie zaznałem. Masz racje - wielki to wstyd, że tak smarkata osoba ma swój własny pogląd na literaturę, oczywistym jest, że powinienem skopiować parę prac magisterskich i z nich skleić godny uwagi artykuł.

Pomimo żenująco młodego wieku, zdarzyło mi się jednak podroż do Ameryki odbyć, gdzie po raz pierwszy z twórczością Gaimana się spotkałem. Spotkałem się jedynie dlatego, że mieszkałem i pracowałem u pewnego starszego pana, miłośnika książki z zawodu i powołania. Byłem wtedy jeszcze młodszy niż jestem dziś (może w ogóle w takim wieku czytać nie powinienem) i zajmowałem się głownie fantastyką (czasem nawet dość marną) - mojego pracodawce to bardzo oburzało i podrzucił mi coś, co według Niego i Jego przyjaciół z collegu, było pierwszą amerykańska fantastyką godną uwagi - czyli "Amerykańskich Bogów". Do dziś nie znam Jego poglądu na Haldemana (którego sam cenię), ale jako, że ów pan stał się dla mnie swoistym obrazem poglądów amerykańskiej inteligencji, odważyłem się napisać się to, co napisałem. Aha, nasz drogi Gaiman intensywnie zbliża się do 50, więc choć wciąż młody duchem, do młodej fali już nie nalezy. Sto lat dla Niego!

Obok trochę niegrzecznej anonimowości muszę jeszcze Ci zarzucić brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. W moim artykule nie pisałem wiele o popkulturowej fantastyce, skupiłem się na fantastyce w moim mniemaniu ambitnej i niekoniecznie popularnej.

"Co, popkulturowa fantastyka to TWORCZOSC a popkulturowa sensacja to "tworczosc"? LOL."

Niestety nie mogę znaleźć w moim artykule żadnego wywyższania fantastyki nad inne gatunki literackie, a szczególnie popkulturowej fantastyki, którą, jak podkreśliłem, nie zajmowałem się. Może jednak istnieje we mnie ukryte poczucie wyższości? Jeśli możesz, odnajdź miejsce w którym jest to widoczne.
Poza tym, słowo "twórczość" odnoszące się do Browna, znalazło się w cudzysłowie z uwagi na niską (moim zdaniem) jakoś tej „literatury”. Może to trochę niegrzecznie z mojej strony, ale trudno mi myśleć o tym inaczej.

Powróćmy jeszcze do PRL-u. Niestety nie znam Trylogii Kosmicznej, ale z tego co słyszałem nie zawiera ona w sobie tak ostrej krytyki systemu socjalistycznego, jak książki Zajdla. Czy przeszła ona tak silna cenzurę jak „Limes Inferior”, czy „Cała prawda...”? Władze PRL-u publikowały fantastykę, ale nałożyły na nią piętno literatury niższej jakości.







A już tak ogólnie - ciekawy ten felieton na WP, ciekawe jest także to, kto jest autorem:). A Dukaj jak za każdym razem imponuję poziomem intelektualnym.
24-06-2007 19:26
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bwahahha wladze nalozyly. Rzuc cytatami, mzoe cos z jakiegos plenum KC PZPR? Gdzie tez zle wladze PRL odciskaly pietno (tak, pietno sie odciskuje, peta sie naklada).

A Trylogia - przez cenzure szlo wszystko, w pierwszej wersji byla ona dosc prosystemowa, potem sami autorzy pozmieniali, bo im bylow styd. I polecam, KAWAL dobrej literatury.

A Gaiman - moze i do 50-tki,a le sprawdz, kiedy wyszla Wieczna wojna albo Obcy w obcym kraju.

Zas wysnuwanie ogolnych wnioskow na podstawie probki jednoosobowej to kpina. Jakbys u tego pana znalazl Mein Kampf to byc stwierdzil, ze Amerykanie to nazisci? ROTFL!
24-06-2007 20:41
~Belgarath

Użytkownik niezarejestrowany
    Ot i ciekawa dyskusja
Ocena:
0
1. Skoro jest mozliwosc wystepowac anonimowo to nie widze powodu dla ktorego "~" ma z niej nie korzystac jesli chce.
2. Jak tam bylo w PRL z fantastyka i jej cenzura to nie wiem. Ale wiem, ze kasiazki Zajdla i innych autorow "fantastyki socjologicznej" sie ukazywaly wiec zapene nie bylo z tym zle.
3. Felieton ciekawy.
4. Ludzie nieraz krytykuja fantastyke choc jej wcale nie znaja. I nic sie na to nie poradzi.
5. Przeswiadczenie ze "wielka literatura" to Joyce albo Proust albo Gombrowicz u niektorych osob jest tak zakorzenione ze sie go w zaden sposob nie usunie. I trudno. Ich strata.

Pozdrawiam.
26-06-2007 17:13
teaver
   
Ocena:
0
Jeżeli zahaczamy już o "popkulturowość" - Sienkiewicz jest według mnie popkulturowy do bólu. Mickiewicz też. Pisali dla poklasku i uznania, czyli po naszemu "ku pokrzepieniu serc". ;)

A Gombrowicz popowy nie jest. Tak jak Dukaj. I jak Lem. I jak mój nieodżałowany, najlepszy felietonista świata - Adam Hollanek.

Czy mamy prawo dyskutować o fantastyce PRLu, mimo tego, że duża część z nas urodziła się już w czasach Solidarności? A czy mamy prawo dyskutować o poezji barokowej, mimo że w baroku nikt z nas nie żył?
26-06-2007 23:07
starlift
    Moim zdaniem
Ocena:
0
tekst jest oderwany od rzeczywistości. Jest taki wiek, kiedy ludzie chcą być poza głównym nurtem, odpowiada im outsiderstwo oraz jakaś taka "awangarda", że to niby zajmują się czymś WIELKIM i POWAŻNYM, a świat tego nie widzi i nie docenia.

To bzdura, a argumenty opierane na "wydaje mi się" to kpina z czytelnika. Żeby to choć błyskotliwe było, ale takich tekstów jest produkowana regularnie cała masa.

Kontrprzykład - na uniwersytecie, kierunek filologia rosyjska z angielską. Pani profesor przedłada studentkom tematy prac magisterskich, jakie mogą pisać. Wiele z nich dotyczy Tolkiena i Pierumowa (pisał kontynuację).

Jeśli z kogoś drwi towarzystwo, z powodu takich czy innych zainteresowań, powinien je zmienić, a nie marnym tekstem starać się udowadniać jaką to wspaniałą dziedziną się zajmuje. Są ludzie, którzy śmieją się z ewolucji, są tacy, którzy za nic mają np. fantastykę. I z jednymi i z drugimi nie warto się zadawać.

Podobny tekst kierowany do fanów fantastyki jaki ma cel? Wesprzeć ich na duchu i pokazać, że nie cierpią swojego męczeńskiego losu sami?
27-06-2007 11:02
senmara
    Moim zdaniem
Ocena:
0
to miejsce jest odpowiednie dla tego tekstu. Oczywiście, autor mógłby próbować na stronach poświęconym zupełnie innym zagadnieniom, ale w zasadzie po co?

Ludzie zainteresowani tym tematem są tutaj. I jak widać autor nie jest wyjątkiem, bo inni też spotykają się z podobnymi sytuacjami.

Lekceważąc autora i czytelników, którzy wypowiadają sie w tym temacie (tak to odebrałam), można zapytać, co masz na celu? Bo wygląda to tak, jakbyś miał do powiedzenia: ten tekst to kpina z czytelników a wy,
którzy sie wypowiadacie pozwalacie z siebie kpić.

Może dla Ciebie ten problem jest nieważny, ale inni chcą o tym podyskutować, więc uważam, że postępujesz nie fair.


27-06-2007 12:24
starlift
    Re
Ocena:
0
Nie chcialem nikogo lekcaważyć. Jeśli tak ktoś to odbiera - przepraszam. Natomiast sam tekst oczywiście lekceważe z uwagi na żałość merytoryczną oraz wydumany problem i podejście od D strony.

Co do tego czy dobre miejsce na publikację czy nie: ja swoje powiedziałem, decyzja redakcji jest decyzją redakcji i nie będę się o to kłócił. :)

Sądzę, że publikowanie takich tekstów utwierdza nastolatków, że wkraczając do światka fanów fantastyki wchodzą do ciemiężonego getta ludzi oświeconych i oczytanych, których reszta gnębi i nie docenia. Co jest jawną bzdurą.

Ja wole podyskutować o tym, że podobne teksty robią z nas dziwaków i dlatego jestem zdecydowanie przeciw publikowaniu w poczytnych miejscach bzdur. To tekst na bloga, gdzie można się wyżalić, że kumple się ze mnie śmieją. Nie pseudopoważna publikacja w jakby nie było poczytnym miejscu.
27-06-2007 12:42
rara_avis
   
Ocena:
0
Specyfiką felietonu jest to, że autor komentuje rzeczywistość przez swój pryzmat w sposób lekki i osobisty. Artykuł mój znalazł się dziale „felietony” – w czym jest tu sprzeczność? Obiektywne i merytorycznie podchodzi się do innych form..

„Jeśli z kogoś drwi towarzystwo, z powodu takich czy innych zainteresowań, powinien je zmienić, a nie marnym tekstem starać się udowadniać jaką to wspaniałą dziedziną się zajmuje. Są ludzie, którzy śmieją się z ewolucji, są tacy, którzy za nic mają np. fantastykę. I z jednymi i z drugimi nie warto się zadawać.”

Śmiem twierdzić, że bardzo się mylisz. To jest jeden problemów, którymi chciałem się zająć– ludzie śmieją się z fantastyki, bo mają mylne wyobrażenie o niej – jako literatury dla odmieńców i dzieci. Sądzę, że obojętność wobec ich ignorancji nie jest rozwiązaniem. To właśnie powoduję, że w stereotypie, fantastyka to literatura kierowana do hermetycznej grupy –bo przecież oni nie zadają się z ludźmi fantastykę olewającymi . Jeśli wśród swoich znajomych nie masz takich którzy „za nic mają fantastykę” to wiele tracisz – nie masz możliwości poznania wielu ciekawych osób tylko przez to, że jakieś czynniki wyrobiły im taki pogląd na fantastykę.

Zarzuciłeś mi dalej, że felieton mój promuje model fantastyki tylko dla dziwaków. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę ale na celu miałem coś zupełnie innego – nawołuję do pokazania społeczeństwu, że fantastyka jest dla każdego. Nasza ignorancja w tym ;przypadku jest równie głupia jak ignorancja, osób uważających fantastykę za dziwactwo.

„Podobny tekst kierowany do fanów fantastyki jaki ma cel? Wesprzeć ich na duchu i pokazać, że nie cierpią swojego męczeńskiego losu sami?”

Celem tekstu było wyrażenie opinii autora, że nie podoba mu się stereotypowy obraz fantastyki w naszym społeczeństwie i uważa on, że można coś robić by to zmienić. Żadnego męczeństwa, żadnych gett i ciemiężeń, tylko uświadamianie i polemika.
28-06-2007 00:35
ShpaQ
    hmmm
Ocena:
0
@sl - czepiasz się. ;)

Ja mam tylko problem ze zrozumieniem niektórych zagadnień przez autora podjętych.

Fantastyka amerykańska była przez wielu doceniana spory kawałek czasu przed narodzinami Gaimana. A gdzie wspomnienie o Campbellu, Asimovie, Wollheimie, Heinleinie? USA to kraj, w którym ten konkretny gatunek literacki zawsze trzymał się mocno i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

Dalej - traktowanie literatury fantastycznej jak jakiegoś dziwoląga. Kurczę - żyję na tym świecie już kawałek czasu, a jakoś nigdy mnie coś takiego nie spotkało. Literatura to przede wszystkim rozrywka - sposób na miłe spędzenie czasu. Fantastyka w tym kraju rozwija się bardzo dobrze, prawie tak dobrze jak za czasów PRL-u. Do dziś stoją u mnie na półce ksiazki wydawane w drugim obiegu i w stopkach wyraźnie widać w jakich nakładach były wydawane. Nierzadko są to liczby sięgające kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. Tak się tłamsi literaturę? Antyradio regularnie obejmuje patronatem medialnym polskich piszrzy fantastycznych, WP też - a to są znane i rozpoznawalne w kraju marki. I to nie tylko wśród fanów fantastyki.

Zamykanie fantastów do getta IMO mija się z celem. Każdy ma własny gust - jednemu podoba się Tolkien innemu Brown. Fantastyka jest dla tych, którzy jej chcą - nie dla każdego.

Podobnie za bzdurę uważam jak to określił autor - "stereotypowy obraz fantastyki" - sorry, ale jak zyję nie przypominam sobie, żeby ktoś się pukał w głowę na słowo "fantastyka". Gatunek jak każdy inny. Nie do końca rozumiem cel autora. Jeśli ludzie nie chcą czytać to ich sprawa, jeśli nie lubia fantastyki - to również jest ich sprawa.
28-06-2007 12:00
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Panowie, przeciez autor tego "tekstu" ma 19 lat. A to jeszcze okres buntu. Przeciez musi poakzac, ze zajmuje sie czyms innym niz "reszta lutkuf", czyms pogardzanym i wysmiewanym, bo on jest INNY niz spoleczenstwo. Poszukuje, cierpi, odkrywa, rpzezywa, wzlatuje nad poziomy.

NIestety, znajomosc 5 naziwsk z 500 to nie ten poziom, tutaj autor nie wzlecial, a zwalil sie na glebe. Bo Gaiman to nie wszystko (Boroughs, Zelazny, Herbert...etc). Ale do buntu i pokazywania, ze jest sie lepszym bo innym nie trzeba sie znac, starczy umiec cierpiec i krzyczec, ze swiat nie rozumie.
28-06-2007 15:46
senmara
   
Ocena:
0
Panowie, przeciez autor tego "tekstu" ma 19 lat.
No i co z tego. Z tego co wiem, nie wprowadzamy żadnych ograniczeń co do wieku :) Nie sądzę też, żeby wiek dawał lub odejmował k10 do ogólnych zdolnosci literackich. Ma tyle lat, ile duża część odwiedzajacych Poltera.

Twoje ocenianie jest pogardliwe nie tylko dla niego, ale i dla tych użytkowników, którzy tez nie mogą wejsć do klubu od 21. Zupełnie jakby nie znali sie na temacie, zupełnie jakby trzeba ich było zamknąć i kazać czytać klasyków aż do trzydziestki, a po wypuszczeniu dawać laurkę.

Odnosnie fantastyki zdarzało mi sie słyszeć rózne opinie, częściej te pochlebne - wynika to z faktu, że o ksiażkach rozmawiam z osobami podzielajacymi moją pasję. Jest natomiast taki problem, że niestety, są to w większosci meżczyźni, więc Twoje zawołanie "Panowie[...]" ma w sobie dużo prawdy. Mam: męską ekipę do grania, robię system z samymi facetami, mejluję w sprawach ogólnoliterackich też głównie z płcią męską, zgroza... nawet popatrzyłam na listę wywiadów - sami faceci. pora to zmienić. Dobrze, ze w redakcji i ogólnie na polterze są dziewczyny, bo mogłabym pomyśleć, ze to cos z genami :)

Wracając jeszcze do ilości ksiażek - felieton może nie zawierać żadnego tytułu i też będzie ok, co komu przyjdzie z wymieniania 500 tytułów oprócz lansu?



29-06-2007 09:02
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jak bedzie mial 13 lat i napisze z sensem, to napisze z sensem. A napisal bez sensu i wylazi jego wiek. Zeby pisac o czymkolwiek - w tym o fantastyce - trzeba sie choc troche na tym znac. A powyzszy tekst rpzypomina mi znawcow LotR, ktorzy widzieli tylko film i piszcza, jaki to Jackson jest cudowny, bo taki film zrobil. Gaimanowi nic nie ujmuje, ale autor powyzszego tekstu musi sie wiele nauczyc. A takze redaktor, ktory to zatwierdzil do publikacji - bo sam sie wykazal niekompetencja.
29-06-2007 15:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.