string(15) ""
» Blog » O co chodzi z tym feminizmem?
29-01-2013 02:21

O co chodzi z tym feminizmem?

Odsłony: 13

Już na samym, nie tak dawnym przecież, początku mojego się tu udzielania, dotarła do mnie informacja, jakoby feminizm był Waszym ulubionym tematem do sporów, przekomarzania, przepychanek, nabijania sobie komentarzy, zdobywania popularności/niepopularności i różnych innych takich . Rozejrzałam się pobieżnie tu i ówdzie (i nie mam na myśli tylko ostatnich notek na blogach) i informacja owa zaiste, potwierdziła się.
Z jednej strony jestem w stanie to zrozumieć. Zagadnienie, któremu przypięto łatkę kontrowersyjnego zwykle intryguje, ale co tak naprawdę kontrowersyjnego jest w feminizmie?
Wojujące feministki, w mojej opinii, nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa i nie dostrzegają, albo nie chcą dostrzec, że styl życia i dążenia kobiet na przestrzeni wieków – aż do dzisiaj – były, są i jeszcze długo będą wynikiem decyzji politycznych i gospodarczych nie kogo innego, jak tylko mężczyzn, którzy rządzą tym światem i nie zanosi się na to, by mieli przestać, tylko dlatego, że ileś tam kobiet zostanie prezesami – o, przepraszam, prezeskami, czy dyrektorkami, a jakaś to może nawet ministrą.

Kobiety w Polsce w XIX wieku poszły do pracy nie bo chciały, tylko bo mężczyzn zdziesiątkowały powstania. Podobnie było po wojnach. A kto wywoływał tak zgubne w skutkach wojny? No przecież chyba nie kobiety! Kobiety wcale nie rwały się do pracy zawodowej, by wejść na głowy tym okropnym samcom, tylko żeby mieć co jeść. Kiedy były potrzebne w PRLu, wzywano je na traktory. Gdy przestały być potrzebne – „Irena, do domu!”. W tej chwili praca zawodowa kobiet również jest koniecznością zarówno z ich punktu widzenia – bo za coś żyć trzeba, jak i z punktu widzenia gospodarki. Kobiety dobrze sprawdzają się w sektorze usług, ponadto są przecież ważną grupą konsumentów. Pracują – kupują. Pieniądz musi krążyć. Dlatego należy sprawić, by kobieta chciała chcieć – pracować i kupować.
Jeśli jakaś bohaterka feministek znalazła się na kierowniczym stanowisku, to znalazła się tam, tak czy inaczej, w wyniku polityki prowadzonej przez mężczyzn. Jeżeli inna bohaterka została górniczką, spawaczką, czy wojskową, to w wielu przypadkach odbywa się to na zasadzie: „niech ma, żeby się nie pluły, o, tacy jesteśmy nowocześni, o!”. Feministki myślą, że robią rewolucję, a mężczyźni dzierżący prawdziwą władzę chichoczą pod nosem. Mnie taki stan rzeczy wcale nie przeszkadza. Kobiety w kulturze zachodniej już od jakiegoś czasu mają to, co (dla mnie) naprawdę ważne: dostęp do edukacji i wolność słowa. Dzięki temu mogę robić teraz - i, mam nadzieję, w przyszłości - to, co naprawdę kocham – zdobywać wiedzę, czytać i pisać.
Wiele kobiet robi karierę, nie myśląc o niej w kategoriach feministycznych, a przynajmniej nie przede wszystkim w tych kategoriach. Żyją w takim świecie, w jakim żyją i chcą coś robić. Nie potępiam samorealizacji. Kobieta to homo sapiens, tak, jak mężczyzna i tak, również ma w nazwie gatunkowej „sapiens” – człowiek rozumny, z całym dobrodziejstwem inwentarza. W tym wypadku biologia nie dzieli mężczyzn i kobiet. Także klasyfikacje potrzeb nie uznają kryterium płci, a jako najważniejsza podawana jest potrzeba samorealizacji (Maslow). Więc niech kobiety się realizują do woli i w czym chcą, jeśli sprawia im to autentyczną radość, ale aż żal patrzeć na te nieszczęsne dziewczyny, które z hasłem „samorealizacja” i „kariera zawodowa” idą codziennie na osiem godzin do biura wykonywać pracę, której sensu same nie rozumieją i której w gruncie rzeczy nie lubią. Żal patrzeć na te, które pchają się gdzieś na siłę, tylko po to, by coś udowodnić.

Radykalne feministki nie dążą do prawdziwej rewolucji i jej nie zrobią. Ich obecna działalność jest w zasadzie niegroźna, a raczej byłaby, gdyby nie społeczeństwo, które do granic rozsądku roztrząsa coś, czego roztrząsać nie trzeba. Większość dyskusji wokół żeńskich końcówek wyrazów, czy wizerunku kobiet w mediach, jest po prostu jałowa i ma na celu tylko bicie piany. To jasne, że ze szkodliwymi stereotypami trzeba walczyć, ale dotyczy to wszystkich zjawisk, których stereotypy dotyczą, a nie tylko tych, które mają związek z kobietami. Kobieta w reklamie jako obiekt seksualny? Może przeszkadzać, może razić. Ale dlaczego żaden facet nie oprotestuje na przykład pokazywania w reklamach produktów spożywczych wyłącznie lapsów? Ja sama bym to chętnie oprotestowała, bo jak w kolejnej reklamie gotowych dań z woreczkami, papirusami, czy innymi gadżetami pokrytymi teflonem, widzę kolejnego lamusa w fartuszku opowiadającego żenujący dowcip i wybuchającego wymuszonym śmiechem z miną, jakby go coś bolało, to mam ochotę rozpocząć kampanię społeczną pod hasłem: mężczyzna-partner NIE RÓWNA SIĘ pizda! Potem się dziwić, że faceci się trzymają z dala od kuchni. Pewnie się boją, że zamienią się w coś TAKIEGO. Tak, wizerunek mężczyzny w mediach również pozostawia wiele do życzenia i w ogóle w dzisiejszych czasach mamy przesrane niezależnie od płci. Kobiety ciągle chcą, a czasami wręcz muszą coś udowadniać, nawet, jeśli nie do końca wiedzą, co. Mężczyznom nieustannie patrzy się na ręce, czy są aby wystarczająco poprawni politycznie… Potrzeba sporo dystansu, żeby się nie zagubić w tej bezsensownej „wojnie”, znaleźć swój model i kogoś „do pary”, z kim da się na tej płaszczyźnie dogadać.

Tak, jak mówiłam – feminizm ogólnie jest nie dla mnie. Po pierwsze jest ideologią, a ja unikam w ogóle wypowiadania się w duchu jakiejkolwiek ideologii. Ponadto tak, jak wspomniałam, uważam, że bazuje on na z gruntu złych założeniach. Zatem feminizm – nie. Postulat równości natomiast, tak, jak najbardziej, jeśli chodzi prawa człowieka, wartości humanistyczne i szacunek okazywany drugiej osobie. W tym zawiera się wszystko, cały stosunek, jaki mężczyźni i kobiety powinni mieć wobec siebie wzajemnie.
Żyjemy w świecie urządzonym i wciąż rządzonym przez mężczyzn. Nie twierdzę, że to dobrze, ale i nie twierdzę, że źle. Tak po prostu w tej chwili jest i odnajdujemy się w tym lepiej, albo gorzej. Są osoby, którym to przeszkadza, ale one do walki o zmianę tego stanu rzeczy zabierają się od dupy strony siejąc niepotrzebny ferment, jątrząc społeczną świadomość. Może nadejdzie kiedyś dzień, w którym zrówna się wpływ mężczyzn i kobiet na kształt światowej polityki, ale ja tego nie dożyję, a pewnie i moje dzieci też nie.
To prawda, że kobiety nie miały łatwo. Późno zyskały prawa obywatelskie, przebyły długą drogę, by znaleźć się w miejscu, w którym są teraz i jeszcze sporo pracy przed nimi, jeśli naprawdę chcą decydować o przyszłości świata. Na razie te najgłośniej krzyczące zachowują się tak, jakby chciały decydować jedynie o miejscu swojej waginy w strukturze społecznej. Żyjąc i pracując tylko dla swojej waginy i w jej imieniu, ma się zaburzony obraz świata i trudno o spojrzenie na sprawy ważne z szerszego, niewaginalnego punktu widzenia. Nie tylko w przypadku feministek i wagin tak jest, oczywiście. Każda ideologia tak działa, dlatego ich nie lubię.

Feminizm nie jest zatem groźny i nie jest kontrowersyjny, właśnie dlatego, że nie jest groźny. A raczej nie będzie groźny, jeśli nie damy się złapać w sidła demagogii, pokrętnej retoryki i nie przyłączymy się do dzielenia włosa na czworo. Zgadzamy się chyba wszyscy, że kobiety i mężczyźni różnią się od siebe, ale zarówno jedni, jak i drudzy są ludźmi, zasługują na taki sam szacunek i na przestrzeganie wobec nich praw człowieka. Praw człowieka, zauważcie, nie praw kobiety i praw mężczyzny. Zgadzamy się chyba, że aby coś osiągnąć, należy na to sobie zapracować, a nie potupać nogami i powiedzieć „chcę, należy mi się, bo jestem kobietą/mężczyzną”. Wiadomo też, że rozstrzygnięcia i działania trzeba dostosować do konkretnej sytuacji i zawsze do rozpatrzenia jest więcej zmiennych, niż tylko narządy płciowe stron konfliktu.
Kobiety, które głoszą naprawdę kontrowersyjne, uderzające nie tylko w mężczyzn, ale i w całe społeczeństwo poglądy, jeszcze długo swoich postulatów nie zrealizują, więc nie są groźne, a te, które chcą dialogu i współpracy – tym bardziej nie są groźne. Feminizm, jako wypaczenie idei równouprawnienia, w chwili obecnej jest „kontrowersyjny”, bo jest medialny. Mówi się dużo, głupio i i tak nic się nie zmieni. Natomiast normalne uczestnictwo kobiet w życiu publicznym - kulturalnym artystycznym, politycznym, czy naukowym nikogo chyba nie razi, o ile po prostu robią swoje, a nie wymachują, metaforycznie oczywiście, waginą jak sztandarem.





W następnej notce: kobiety a fantastyka. I będzie to ostatnia moja tego typu notka, więc korzystajcie teraz i później, jeśli chcecie się posprzeczać o feminizm, bo więcej Wam nie dam okazji. Tak, tak, wiem, bez łaski, znajdziecie sobie inną :D Okazję inną, nie blogerkę, bo mnie nie opuścicie, mam nadzieję :D

Komentarze


etcposzukiwacz
   
Ocena:
0
@Senthe
Nie wiedziałem że jak się odpisuje komuś i z nim próbuje dyskutować to się nazywa ignorowanie?
A może ignorowanie to nie dostosowywanie się do poleceń osoby z którą sie dyskutuje?
Poprostu strzelasz focha niestety. A szkoda bo Twoje wypowiedzi było dotąd w większości rozsadne.
29-01-2013 13:51
Carrie
    Parę słów wyjaśnienia
Ocena:
+8
puella_aeterna, nie wiem, na czym oparłaś swoją definicję feminizmu, ale nie jest ona zgodna z publikacjami feministycznymi, więc tytuł wpisu jest mylący. Powinno być raczej "Co ja sądzę o zjawisku, o którym myślę, że jest feminizmem".

Feminizm, krótko mówiąc, dąży do równouprawnienia płci (tak, płci, i kobiet, i mężczyzn). Do tego, by każdy miał równe prawa i obowiązki. Do tego, żeby każdy miał możliwość samorealizacji. Bez względu na to, czy dla danej osoby samorealizacją będzie praca w korporacji, projektowanie gier indie czy wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem. Każda ścieżka samorealizacji jest dobra, bez względu na płeć osoby, jaka ją wybiera, jeśli tylko została obrana świadomie i wynika z autentycznych potrzeb. Niestety, niekiedy w rozwijaniu się zgodnie z pragnieniami przeszkadza kultura i zakorzenione w niej stereotypy - że mężczyzna zajmujący się dziećmi i domem to pantoflarz i nieudacznik, że kobieta nie będzie nigdy dobrym inżynierem, etc, etc. Takie komunikaty, powielane i nasilone, mogą mieć duży wpływ na osobę i jej decyzje. Stąd się wziął nurt gender studies.

Oczywiście, można uznać, że jeśli komuś będzie dostatecznie mocno zależało/będzie odpowiednio "przebojowy", to i tak zrobi swoje, bez względu na to, czy jest kobietą, czy mężczyzną. Ale nie każdy jest "przebojowy", są też ludzie niepewni siebie, choć utalentowani, i po co ktokolwiek w ogóle musi dowodzić, że mu "aż tak zależy"? Większość z nas ma różne problemy, dobrze byłoby się pozbyć jednego z nich, na przykład tych obciążających stereotypów.

Mityczne "wojujące feministki", reprezentujące raczej mizandrię niż feminizm, to tak naprawdę rzadkość, i nie powinno się przez ich pryzmat postrzegać całości zjawiska. Jeśli popatrzysz na np. projekty Feminoteki, zauważysz, że są tam zarówno badania związane z rynkiem pracy, historyczne projekty (np. o kobietach w powstaniu warszawskim), warsztaty edukacyjne o przeciwdziałaniu przemocy dla uczniów, jak i projekt rozwoju Warszawy, by była ona bardziej przystępna młodym matkom (dostawanie się gdzieś z wózkiem itd). Mogę też podać przykłady projektów poświęconych analizie wizerunku mężczyzny w kulturze, zajęć dla ojców i tym podobnych.

Proszę, zanim napiszesz o feminizmie, zapoznaj się z czymś więcej, niż Ci oferują media, bo nie od dziś wiadomo, że te bazują na sensacji i prędzej opowiedzą o Szczuce niż o debacie na temat sytuacji starszych kobiet w Polsce. A feminizm to dużo więcej niż Manify i żeńskie końcówki nazw zawodów.

Na koniec cytat z Caitlin Moran:
“What is feminism? Simply the belief that women should be as free as men, however nuts, dim, deluded, badly dressed, fat, receding, lazy and smug they might be. Are you a feminist? Hahaha. Of course you are.”
29-01-2013 14:26
42017

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+9
"Do tego, by każdy miał równe prawa i obowiązki."
Jeśli chodzi o nasz kraj, mamy równe prawa i obowiązki (zwłaszcza po zniesienie służby zasadniczej, a i jeszcze po wprowadzeniu urlopu tacieżyńskiego).


"Niestety, niekiedy w rozwijaniu się zgodnie z pragnieniami przeszkadza kultura i zakorzenione w niej stereotypy..."
U nas to będą prawa rynku i złe wychowanie. Od pierwszego wara, a drugie... cóż, swoje potomstwo wychowasz jak chcesz.

"Stąd się wziął nurt gender studies. "
Oby nie z pieniędzy podatników.

" Ale nie każdy jest "przebojowy", są też ludzie niepewni siebie, choć utalentowani, i po co ktokolwiek w ogóle musi dowodzić, że mu "aż tak zależy"?"
I dla tych jednostek, które nie potrafią przerobić swoich problemów choćby z terapeutą, powinniśmy wywrócić wszystko do góry nogami i wyrównać, żeby wszystkim było lepiej.

"Proszę, zanim napiszesz o feminizmie, zapoznaj się z czymś więcej, niż Ci oferują media..."
Tutaj taki wizerunek buduje Wiecie Kto. Wybacz, ale o ile dobrze pamiętam dyskusję, ktoś wspominał, że Wiesz kto była oburzona życzeniami opieki Slaanesha, skierowanymi nie do niej. A takie kwiatki można mnożyć. Jeszcze trochę i Hasour wygra flaszkę od Repka.
29-01-2013 14:41
Tyldodymomen
   
Ocena:
+10
Łzy radości spływają po obliczu starego trolla, który widzi że na Polteru zapanowała w końcu równość. Myśląc o tym otwiera czipsy i colę, z zaciekawieniem przyglądając się , nienadzwyczajnym już przypadkom, sporu między kobietami o kobietach.

edyta- skoro cytujemy klasyczki feminizmu, to ja również dorzucę wynik moich badań:


“I feel that ‘man-hating’ is an honourable and viable political act, that the oppressed have a right to class-hatred against the class that is oppressing them.” – Robin Morgan, Ms. Magazine Editor

“To call a man an animal is to flatter him; he’s a machine, a walking dildo.” -– Valerie Solanas

“I want to see a man beaten to a bloody pulp with a high-heel shoved in his mouth, like an apple in the mouth of a pig.” — Andrea Dworkin

“Rape is nothing more or less than a conscious process of intimidation by which all men keep all women in a state of fear” — Susan Brownmiller

“The more famous and powerful I get the more power I have to hurt men.” — Sharon Stone

“In a patriarchal society, all heterosexual intercourse is rape because women, as a group, are not strong enough to give meaningful consent.” — Catherine MacKinnon

“The proportion of men must be reduced to and maintained at approximately 10% of the human race.” — Sally Miller Gearhart

“Men who are unjustly accused of rape can sometimes gain from the experience.” – Catherine Comins

“All men are rapists and that’s all they are” — Marilyn French

“Probably the only place where a man can feel really secure is in a maximum security prison, except for the imminent threat of release.” — Germaine Greer
29-01-2013 14:48
42017

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Kisielu Ci się zachciewa stary trollu :P
29-01-2013 14:54
Z Enterprise
   
Ocena:
+3
Definicja czegoś stworzona przez samo coś? Wow.
Nie traktuj tego jak dosłowne porównanie, Carrie ale...

Definicja kościoła nt wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej z pewnością różniła się od tej, którą mieli dla nich mahometanie.
Definicja nazizmu też się różniła w zależności, czy mówili o niej ideologowie ruchu, czy np powstańcy warszawscy.

A przecież wystarczy spróbować zrozumieć drugą stronę, to jak się (jako grupa ideowa) jest postrzeganym z zewnątrz, prawda? Stereotypy, sensacja? Być może.

Ale nie uzyskasz platformy komunikacyjnej, nie rozumiejąc tego jak jesteś postrzegana przez drugą stronę.
Wolisz zamiast tego pouczać i powtarzać wewnętrzne slogany? Pewnie, to jest łatwiejsze. Pytanie tylko, kogo próbujesz przekonać do swoich racji? Siebie? Innych? W to pierwsze jestem skłonny uwierzyć, to drugie to raczej kiepski pomysł. IMHO oczywiście.

Patrz, ja też potrafię pouczać.

Edit: To co podesłał Tymen to jest właśnie "generator stereotypów" na temat feministek i ich poglądów. To dzięki takim paniom, i o takich poglądach jesteście (feministki) postrzegane tak a nie inaczej.
My (nie-feministki) nie musimy się z tym mierzyć. Wy zaś, nie odcinając się od takich lub zbliżonych poglądów nie pomagacie w obaleniu stereotypów.
29-01-2013 14:57
banracy
   
Ocena:
+2
@Tyldodymomen
Myślałem, że robisz trolling i wypisujesz spejalnie jakieś skrajne psychopatki, które nikogo nie obchodzą, sprawdziłem więc w wikipedii tę ostatnią: Germaine Greer. Cytat: Germaine Greer (born 29 January 1939) is an Australian academic and journalist, and was a major feminist voice of the mid-20th century. Jak widać feminizm = Islam i KKK z mniej odważnymi członkami.
29-01-2013 15:10
puella_aeterna
   
Ocena:
+16
Gdyby feminizm zakładał równość, byłby równinizmem, a nie FEMINizmem, naprawdę, ja się już dosyć nasłuchałam tego prania mózgu na studiach.
To, że nie wszystkie kobiety są równie przebojowe i nie wszystkie osiągną stanowiska, to prawda. Ale czy nie istnieją też nieśmiali mężczyźni, którym nieśmiałość przeszkadza w karierze? Stwórzmy zatem ideologię zwaną nieśmializmem, zakładającą na przykład określoną liczbę miejsc pracy dla osób nieśmialych, bo po co ktoś ma pracować nad sobą i udowadniać, "że mu aż tak zależy"?

Wojujace feminstki nie są "mityczne". Ja je spotkałam i doznałam z ich strony dyskryminacji większej, niż kiedykolwiek ze strony mężczyzn.
Uczestniczyłam w zajęciach z zakresu gender studies - normalnych zajęciach na normalnym, publicznym uniwersytecie, gdzie podobno panuje równość. Gówność, proszę państwa, za przeproszeniem, a nie równość!
Tam grupa tychże "mitycznych" wojujących feministek, z prowadzącą zajęcia na czele, potrafiła zawrzeszczeć każdego, kto ośmielił się choćby zadawać pytania, a co dopiero miec inne zdanie.
Wszystkie one też głosiły te piekne hasła o równości, o różnych aspektach i tak dalej. Oczywiście ja się chętnie dowiem czegoś o kobietach w różnych epokach, o kobietach na rynku pracy, o kobietach w życiu publicznym, nie publicznym, o zmieniajacym się podejsciu... Tylko że mnie to w tej chwili może interesować wyłącznie z poznawczego punktu widzenia. Wiedza, do której wkradają się ideologie, przestaje mnie pociągać. Mówiłam, ja mam już wszystkie prawa, jakich potrzebuję by się realizować, działać dla siebie i dla innych. Zamiast głosic hasła, wolę pracowac na to, by zrobić coś dobrego - także dla kobiet.
I naprawdę już napisałam się w życiu tendencyjnych prac na zasadzie "która płeć jest lepsza i dlaczego żeńska".

Moje znajome feministki "zaglądały mi do łóżka", oceniały mnie i moje związki przez pryzmat swoich wyobrażeń i polądów, traktowały jak nieświadomą siebie idiotke, bo to niemożliwe, by nowoczesna kobieta sama z siebie chciała założyc opresyjną instytucje rodziny, w dodatku oddawała się czynnosciom przypisywanym sereotypowim kobietom - gotowanie, czasem nawet sprzatanie ;P przyznanie się głośno, że chce i potrzebuje mężczyzny, sympatia do dzieci i chęć posiadania własnych, olewanie żeńskich końcówki wyrazów i brak niezbędnej do życia umiejetniści samodzielnego wniesienia szafy na ósme piętro. Normalnie zacofanie, średniowiecze, Inkwizycję niechby mi jeszcze zrobiły i stos!

Każda ideologia przekroczywszy granicę absurdu staje się fanatyzmem i ja naprawdę miałam do czynienia z fanatycznkami, które w dodatku wcale nie uznawały siebie za feministki radykalne, a zaglądanie ludziom do domów, do życia, do łóżek, uważąły za swój moralny obowiązek i sluszną dzialalność edukacyjną, bo tylko one są świadome, a reszta to ciemnota.

Takie podejście istnieje, feministyczny fanatyzm nie jest zjawiskiem tak marginalnym, jak twierdzi Carrie, a co ciekawe - dziewczyny oburzaja sie, gdy zwracają uwage na problemy podczas sesji RPG i trafiają na podejscie "ja się nie spotkałem/am, więc problem nie istnieje". A teraz, kiedy zwracam uwage na problem fanatycznych feministek wypaczaących ideę równouprawnienia, Carrie reaguje dokładnie w sposób, który u innych potępia: "Mityczne "wojujące feministki", reprezentujące raczej mizandrię niż feminizm, to tak naprawdę rzadkość".
Cóż, za mną ta "rzadkość" wlokła się przez trzy lata i prała mi mózg, a i do tej pory jeszcze mnie czasem dopada.
29-01-2013 16:11
Hastour
   
Ocena:
+2
@puella_aeterna,
jeden plus to za mało :)

Jakoś tak dziwnie bywa, że feminizm bardzo traci przy poznaniu pewnej, wcale nie rzadkiej odmiany feministek, a na uczelniach wyższych ich stężenie rośnie. By być uczciwym - nie tylko feminizmu to oczywiście dotyczy.

W którejś kolejnej edycji femiflejma Aure pisał bardzo podobnie o swoich doświadczeniach, o tutaj: http://rpg.polter.pl/Aure_Canis,bl og.html?14790
29-01-2013 16:46
Carrie
   
Ocena:
+2
@puella_aeterna - nie wiedziałam o Twoich osobistych doświadczeniach, bazowałam na informacjach z notki, czyli odnoszących się do mediów i fandomu. Nie chciałam bagatelizować Twoich przeżyć i teraz lepiej rozumiem Twoje stanowisko. Oczywiście, że problem istnieje. Nie napisałam, że nie. Napisałam, że jest rzadki. Podobnie jak problem agresywnych kiboli istnieje, choć w zbiorze fanów futbolu kibole to, statystycznie, rzadkość. Wyraźna i medialna, ale wciąż rzadkość.

"To, że nie wszystkie kobiety są równie przebojowe i nie wszystkie osiągną stanowiska, to prawda. Ale czy nie istnieją też nieśmiali mężczyźni, którym nieśmiałość przeszkadza w karierze?" - ależ właśnie o tym pisałam. Istnieją i oni również skorzystaliby na równości, bo mieliby lżej bez sporej części lęku społecznego opartego na mechanizmie "oni zobaczą, że jestem nieśmiały, uznają mnie za niepewnego i mało męskiego i wyśmieją".

Zaś nazwa feminizm brzmi tak, a nie inaczej, bo powstała w określonym kontekście społecznym, kiedy sytuacja kobiet była wyraźnie gorsza. Tylko dlatego.

@Ignacja:

Równe prawa i obowiązki istnieją w konstytucji (a i to nie zawsze, czego dowodzi choćby okołoświąteczna debata o unijnej uchwale na temat przeciwdziałania przemocy domowej). W praktyce to rzadko kiedy działa bez zarzutu.

"U nas to będą prawa rynku i złe wychowanie. Od pierwszego wara, a drugie... cóż, swoje potomstwo wychowasz jak chcesz."

Cóż, zapewniam Cię, że wpływ kulturowy istnieje i że wielu ludzi utrwala stereotypy bez wrogich intencji. Wystarczy, że bezwiednie powielają pewne wzorce myślenia. Przykładowo - znam osobę, która nie uważa się za rasistę, ale stosuje epitet "czarnuch" jako synonim dla "frajer". Mimo, że to słowo ma wyraźne konotacje.

Nie widzę też, co jest złego w finansowaniu gender studies z pieniędzy podatników. To gałąź humanistyki, która skupia się na pewnym aspekcie kultury i analizuje go. Oczywiście, że istnieją nierzetelnie prowadzone badania w tym nurcie, od początku nakierowane na udowodnienie jakiejś tezy, ale to kwestia cech osoby, która je prowadzi, a nie dyscypliny jako takiej.

Feminizm nie "wywraca wszystkiego do góry nogami". Wielu osobom sporo ułatwia i to, jak dla mnie, dobre. Nie uważam, żeby tylko osoby patologicznie nieśmiałe i lękowe cierpiały z powodu stereotypów. Na większości ludzi stereotypy się w jakimś stopniu odbijają, gdy skumulują się z innego rodzaju problemami, mogą skutecznie zniechęcić. Dlaczego kogoś mają ograniczać? Po co jeszcze bardziej napędzać wyścig szczurów? Gdzie to jest fair?

Ach, od zacytowanych przez Tyldodymomena pań się odcinam. Ich poglądy, wyrażone w cytatach, nie są zbieżne z moimi.
29-01-2013 16:47
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
Z pewnością zaraz usłyszysz, puello, że jesteś "jednostkowym przkładem", że "wymykasz się statystyce", że "nie jesteś reprezentatywna".
W opcji pesymistycznej otrzymasz pełne politowania i współczucia komentarze o tym, że "biedactwo, coś ci wyprało mózg, przejrzyj na oczy, Siostry z Ligi chciały ci pomóc".

Argument Carrie o "mitycznych feministkach" (ich braku) można zastosowac i tak: "Nie ma mitycznych gwałtów na sesjach". Ja nie widziałem, słyszałem tylko plotki, z pewnością wynikające ze stereotypów dotyczących facetów.

To głupi argument, prawda? Prawda leży pewnie gdzieś pośrodku. Oczywiście to nie przeszkadza Carrie miec własnej opinii o obu stronach, ale już dała poznac, że podwójne standardy nie są jej obce.

Tymenie, dopisz jakiś cytat z Petry do listy. Tak dla Carrie.
29-01-2013 16:48
Tyldodymomen
   
Ocena:
+2
"Nie przerywaj mi, teraz ja mówię"
29-01-2013 17:13
Siriel
    @ Carrie
Ocena:
+3
Podobnie jak problem agresywnych kiboli istnieje, choć w zbiorze fanów futbolu kibole to, statystycznie, rzadkość. Wyraźna i medialna, ale wciąż rzadkość.

Dobre, trafne porównanie. Poszedłbym o krok dalej:

Problem islamskich terrorystów istnieje, choć w zbiorze muzułmanów to, statystycznie, rzadkość. Wyraźna i medialna, ale wciąż rzadkość.

Dostrzegasz konotacje wizerunkowe?
29-01-2013 17:15
Carrie
   
Ocena:
+5
@Siriel - tak, dlatego staram się (głównie poprzez swoje zachowanie i przytaczane przykłady) pokazywać, że są też feministki o poglądach innych niż skrajne, angażujące się w konstruktywne, pożyteczne akcje. Z tego samego powodu, gdy w mojej obecności ktoś wyraża się pogardliwie o dowolnej płci ("wszyscy mężczyźni to buce"/"wszystkie kobiety to idiotki" i różne, mniej lub bardziej łagodne warianty tego), stereotypizuje lub obraża kogoś ze względu na płeć/wyznanie/wygląd/cokolwiek innego, to zwracam tej osobie uwagę. W większości wypadków udaje mi się dogadać, dojść do porozumienia i skierować rozmowę na przyjazne dla jej uczestników tory.
29-01-2013 17:48
Kamulec
   
Ocena:
0
@Carrie
Jeśli nazwa jest anachronizmem, może czas najwyższy przestać ją stosować? Sądzę, że większość osób na Polterze jest za równouprawnieniem. Po co się z tej grupy wyodrębniać przy zbieżności poglądów?
29-01-2013 20:42
Repek
   
Ocena:
0
@Carrie
Przykład z kibolami imo nieco niefortunny [mówię to jako feminista, ale i kibic, chodzący na mecze].

Kibole bardziej szkodzą sportowi i ruchowi fanowskiemu, niż feministki [nawet te skrajnie wojujące - cokolwiek się przez to rozumie, imo to mocno względne] kobietom.

Pzdr.
29-01-2013 20:52
A647
   
Ocena:
+3
Jako osoba płci żeńskiej tkwiąca w represyjnym związku małżeńskim (ze współgraczem) i nie aspirująca specjalnie do stanowisk kierowniczych z czystym sercem polecam notkę i czekam na kolejną :)
29-01-2013 20:58
Carrie
   
Ocena:
+3
@repek - przepraszam, to był po prostu pierwszy przykład, jaki mi przyszedł do głowy. Faktycznie, nienajlepszy.

@Kamulec - zastanawiałam się nad tym nie raz i nie mam jednoznacznej opinii. Z jednej strony, chciałabym "odczarować" słowo "feministka", choćby ze względu na dużo autentycznych, dobrych rzeczy, które feministkom zawdzięcza społeczeństwo. Z drugiej, nie miałabym nic przeciwko czemuś, co brzmi bardziej egalitarnie. Znam wiele dziewczyn, które z powodu braku równouprawnienia w samej nazwie odżegnują się od feminizmu, choć ich poglądy zgodne są z podstawowym postulatem tego nurtu, tym, który streściłam w pierwszym komentarzu. Nie spotkałam się jednak z bardziej uniwersalnym określeniem, nie mam też pomysłu na ładny zamiennik.
29-01-2013 21:22
banracy
   
Ocena:
+1
Jaki jest sens odczarowywać cokolwiek skoro za jakieś dwa tygodnie zaraz wejdzie Petra z nekrofilią i wszystko będzie po staremu?
29-01-2013 21:40
Repek
   
Ocena:
0
@Carrie
Ale za co tu przepraszać. Po prostu nie zrównuj Sióstr z braćmi, bo te pierwsze na to nie zasłużyły. :P Ale to tak żartem. :D

PozdroXY!
29-01-2013 22:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.