» Artykuły » Felietony » O bohaterach. Część 1

O bohaterach. Część 1


wersja do druku

Qchnia artystyczna #6

Autor: Redakcja: Aleksandra 'Zsa-Zsa' Tomicka
Ilustracje: Vermiliona

O bohaterach. Część 1
Jak bardzo bohaterski powinien być bohater? Wbrew pozorom, jest to dosyć trudne pytanie, zwłaszcza gdy stawia je sobie niedoświadczony adept pióra. Młodzi twórcy w szczególności upodobali sobie fantasy, a gatunek ten rządzi się pewnymi niezbywalnymi prawami: zazwyczaj protagonista wykazać się musi umiejętnościami w zakresie sztuk walki. Pojawia się więc dylemat: Jorguś (niech tak, roboczo, nazywa się nasz heros) ma być reinkarnacją Conana, czy raczej ofermą, której co rusz trzeba ratować tyłek?

Wariant pierwszy jest bardzo kuszący. Z karkiem jak Pudzianowski, bicepsem jak Schwarzenegger i dwumetrowym mieczem Jorguś może ratować świat! Efektowne pojedynki, wielkie bitwy, czekające na zgładzenie potwory i zawsze chętne białogłowy to świetny materiał na opowieść. Akcja mknie do przodu, po drodze miażdżąc stopami czaszki kolejnych wrogów, nie trzeba specjalnie wysilać się na wymyślanie jakichś oryginalnych zwrotów fabularnych − wszelkie problemy Jorguś może z łatwością rozpłatać od głowy do krocza. A i często aż nazbyt widoczne emocjonalne przywiązanie autora do bohatera odgrywa swoją rolę, przez co nasz protagonista to chodzący ideał. Łatwo, przyjemnie, a podczas pisania twórca zapewne też się dobrze bawi. W czym więc tkwi problem? Otóż taka postać, oprócz setek wrogów, może także bez problemu zarżnąć sam tekst. Przykłady?

W przypadku debiutanckiej powieści Adama Przechrzty, Pierwszego kroku, większość recenzentów była zgodna, że najgorszym, co przytrafiło się tej książce był główny bohater. Adam de Sarnac startował z pozycji wyśmienitego szermierza i niezwykle utalentowanego maga; czego by się nie podjął, odnosił miażdżące zwycięstwo (porównano go nawet do Chucka Norrisa). Efekt tego był jeden: czytelnicza znieczulica. Co z tego, że kogoś pokonał, rozniósł w pył kilku magów i poprowadził swoje wojska do historycznej wiktorii, skoro podczas lektury nikt nawet przez chwilę nie wątpił, że mu się uda? Podobnie było z Byhtrą, protagonistą większości tekstów składających się na zbiór Głową w mur autorstwa Rafała W. Orkana. Niezniszczalność emerytowanego płatnego zabójcy wprawdzie nie zdołała przyćmić bogatego, oryginalnego i szczegółowo nakreślonego miasta Vekkerby, ale sprawiła, że opinie na temat debiutu Orkana zaczynały się od słów: "Duży potencjał, ale Byhtra wszystko zepsuł". Nawet tak doświadczony twórca, jak Andrzej Pilipiuk zebrał swoje za kreację Marka Oberecha – nauczyciela informatyki, który wiedział tak dużo z zakresu historii, archeologii i chemii, że był aż zbyt idealny i przez to mało realny.

Kolejną skrajnością jest wykreowanie Jorgusia jako ciamajdy, który bez pomocy z żadnych tarapatów się nie wykaraska. Jest to zadanie trudne, ale jak najbardziej wykonalne i, co najważniejsze, przynosi interesujące efekty. Z powodzeniem robi to Joseph Delaney w cyklu Kroniki Wardstone. Tom jest protegowanym stracharza i dopiero uczy się fachu łowcy potworów. W pojedynkę z trudem radzi sobie z wiedźmami, bogianami czy nawet grupką zwykłych werbowników, każdorazowo ledwie wymykając się niebezpieczeństwu. Skutek jest jeden: czytelnik się o niego boi, przeżywa jego przygody, bo ich nieprzewidywalność pozwala mu się zaangażować. Wierzy też, że dręczące go monstra są śmiertelnie groźne. Normalność bohatera, który wyróżnia się szczególnymi cechami, ale nie czynią go one niepokonanym, to spora zaleta tekstu. Bez tego trudno o gęstą, napiętą atmosferę − od dawien dawna wiedzą o tym twórcy horroru, którzy głównymi bohaterami często czynią tak zwanych "przeciętniaków".

Jednakże gdy w pierwszym akapicie pisałem o dylemacie, czy Jorguś ma być Conanem czy ofermą, zapewne większość z was pomyślała: czymś pośrodku. I słusznie. Wspomnijmy znanych i lubianych fantastycznych herosów: Vuko z Pana Lodowego Ogrodu, wiedźmin Geralt, mag Ged Krogulec z Ziemiomorza, a nawet Yatech z wydanych w tym roku Opowieści z meekhańskiego pogranicza… autorstwa Roberta M. Wegnera. Co ich łączy? Oprócz tego, że naprzeciwko żadnego z nich nie chcielibyśmy stanąć na ubitej ziemi, każdy bez wyjątku dostał przynajmniej raz porządny łomot. Drakkainen był drzewem, Geralta już w pierwszym opowiadaniu ostro poharatała strzyga, Ged uciekał przed przywołanym przez siebie stworem, a Wegnerowski młody wojownik wprost mówił o swoich ograniczeniach. Oni zyskali na tym siniaki i głębsze rany, a czytelnik zwątpił w ich niezniszczalność, ergo: zaczął się przejmować.

Adept pióra powinien więc odsunąć na bok sympatię do kreowanego przez siebie bohatera, wystrzegać się wzorowania na grach komputerowych i nie oglądać filmów pokroju Człowieka demolki, który sypie z ekranu one linerami, gdy piszę ten felieton. Pokuszę się o stwierdzenie, że czas Conana przeminął i tworzenie bohaterów na jego wzór to krok bardzo ryzykowny (nawet Rafał Dębski w tekście z pierwszego tomu Kanonu barbarzyńców nieco osłabił Howardowskiego herosa). Może i nie niewykonalny, ale mimo wszystko wykraczający poza umiejętności młodego twórcy. Nie mówię: piszcie o ofermach, albo mało bohaterskich bohaterach, jak chociażby Harry Potter, który bez Hermiony dawno by zginął. Możecie opisywać przygody wielkich wojowników, ale nie zapomnijcie od czasu do czasu spuścić im porządnego lańska, żeby przypomnieć czytelnikom, że heros też krwawi. Bo nikt nie lubi ideałów, przynajmniej nie na dłuższą metę.

PS. Opcja czwarta to pastisz i celowe przerysowanie postaci, jak chociażby w Toy Land Roberta J. Szmidta, ale tego początkującym pisarzom bym nie polecał. Przyjdzie na to czas, ale dopiero, kiedy nabiorą wprawy.



Czytaj również

O marzeniach
Qchnia literacka #15
Z planem czy na żywca?
Qchnia artystyczna #14
Selekcja i dawkowanie informacji
Qchnia artystyczna #13
Mina przeciwpiechotna
Qchnia artystyczna #12
Ucieczka w dialogi
Qchnia artystyczna #11
Pisałem kiedyś powieść. Emocje.
Qchnia artystyczna #10

Komentarze


M.S.
    A ja mam jeszcze jedną radę:
Ocena:
+4
Młodzi twórcy, broń Panie Boże, nie sugerujcie się radami tego z powyższego artykułu!

Jest dobry, ale tylko wtedy, jeśli chce się wpasować w obecnie wiodący nurt w fantastyce. A to niespecjalnie służy pisaniu wiekopomnych dzieł.

malakh, może czas już zakończyć ten cykl? Co najważniejsze zostało już powiedziane, pewnie tylko Singrid ma coś ciekawego do przekazania. Nie ma sensu ciągnąć, chyba że pod szyldem "Qchnia rzemieślnicza". Twoje propozycje mogą posłużyć co najwyżej rzemieślnikom chcącym wiedzieć, co aktualnie jest chodliwe, i nikomu innemu. W pisarstwie nie ma reguł i to jest jedyna reguła. Tak naprawdę jedyna sensowna rada dla młodego twórcy to szukanie własnej drogi czy w przypadku tego tekstu - szukanie własnego bohatera.

Masz ciekawe spostrzeżenia, ale o wiele lepiej czytałoby mi się je w jakimś felietonie podsumowującym aktualne "mody" w rodzimym pisarstwie.
05-12-2009 22:50
Siman
   
Ocena:
+9
"W pisarstwie nie ma reguł i to jest jedyna reguła."

Malarstwo i grafika ma reguły. Aktorstwo ma ich mnóstwo. Podobnie reżyseria. Reguły ma śpiewanie, granie i komponowanie muzyki. Nigdy nie spotkałem się z dziedziną sztuki, która nie wymagałaby opanowania reguł na wielu poziomach zaawansowania. Te reguły można łamać, można je ignorować, naginać i tworzyć im pod prąd. Ale są.

I nagle okazuje się, że pisarstwo jest mistyczną praktyką religijną, której nikt nie może nauczać, bo wymaga ona osobistej medytacji ku oświeceniu? Co takiego jest w prozie, że ludzie mają na jej temat tak bzdurne myślenie?

A akurat ten felieton nie przedstawia żadnych REGUŁ, a jedynie PORADY. Porady mają zaś to do siebie, że czasem się przydają, a czasem nie.
06-12-2009 01:47
M.S.
   
Ocena:
0
Malarstwo i grafika ma reguły. Aktorstwo ma ich mnóstwo. Podobnie reżyseria. Reguły ma śpiewanie, granie i komponowanie muzyki. Nigdy nie spotkałem się z dziedziną sztuki, która nie wymagałaby opanowania reguł na wielu poziomach zaawansowania. Te reguły można łamać, można je ignorować, naginać i tworzyć im pod prąd. Ale są.

To zdradź mi jakąś regułę z każdych tych dziedzin. Będę bardzo kontent.

I nagle okazuje się, że pisarstwo jest mistyczną praktyką religijną, której nikt nie może nauczać, bo wymaga ona osobistej medytacji ku oświeceniu?p

O, pierwsza osoba, która mnie zrozumiała :). Wnioski co prawda bzdurne, ale dobre i to :).

A akurat ten felieton nie przedstawia żadnych REGUŁ, a jedynie PORADY.

A to bardzo przepraszam ;).
06-12-2009 01:56
Siman
   
Ocena:
+3
"To zdradź mi jakąś regułę z każdych tych dziedzin. Będę bardzo kontent."

Hm, ciężko jest wymieniać reguły jakiejś dziedziny sztuki "na sucho", bo oczywiście te dziedziny są ciężkie do ujęcia w jakąś systematykę, nie są, że tak powiem, łatwo kwantyfikowalne (chyba, że mówimy o muzyce. Muzyka jest najbardziej "matematyczną" dziedziną artystyczną i przez cholernie ciężką do opanowania). Stąd nie funkcjonują żadne (sensowne) podręczniki teoretyczne, te reguły poznaje się raczej na warsztatach, one po prostu wychodzą "w praniu". Nie znaczy to jednak, że nie istnieją.

Jeśli jednak miałbym podać jakiś przykład: choćby w aktorstwie wczucie się w rolę/emocję. Brzmi to dosyć banalnie, ale chodzi o to, że aktor, aby przekonująco wypaść na scenie, musi autentycznie czuć emocje które odgrywa, a nie tylko zachowywać się, jakby je czuł (bo taki fałsz zawsze wyjdzie na scenie). Innymi słowy, aktor grający wściekłość musi być autentycznie wściekły, a nie tylko krzyczeć i robić groźne miny. To dosyć oczywista reguła (bo wzięta "from the top of my head"), ale wymagająca dużej pracy, żeby zastosować ją na scenie jak należy. W okół tej ogólnej zasady istnieje jeszcze wiele mniejszych, konkretniejszych, ale one naprawdę wychodzą dopiero "w praniu", ciężko o nich pisać w komentarzu.

Chciałem wymieniać dalej, ale właśnie doszedłem do wniosku, że twoje pytanie jest w zasadzie obraźliwe dla ludzi zajmujących się zawodowo wspomnianymi przeze mnie formami sztuki. Goddamn, moja siostra od prawie 12 lat uczy się w szkole muzycznej. Jak sądzisz, co ona tam robi? Szuka własnej drogi? Kpisz chyba. I nie, nie chodzi tu też tylko o ćwiczenie gry na instrumencie: to robi w domu, po kilka godzin dziennie. Na zajęcia z instrumentu chodzi po to, by dowiedzieć się JAK ćwiczyć. Czyli poznaje REGUŁY grania (gdzie kwestie techniczne: "jak trzymać smyczek, żeby nie mieć operacji nadgarstka za 20 lat" są tylko niewielką częścią całej nauki), to chyba logiczne, prawda? I zobacz: robi to nieprzerwanie od 12 lat, a będzie robić jeszcze 5 (na studiach). W takim kontekście pytanie o "jedną regułę" jest dosyć idiotyczne: to jest cały długotrwały proces naszpikowany regułami, cholernie ciężko wyrwać z kontekstu jedną, dobrą jako przykład dla laika. Zwłaszcza, że jak pisałem, to nie żadna nauka ścisła, gdzie masz sztywne definicje i równania.

A w ogóle to już się naprodukowałem na blogu, tam postarałem się wyłuszczyć, jak widzę tę kwestię. I tam chętnie podyskutuję.

A na razie pozdrawiam o tej pogańskiej godzinie.
06-12-2009 04:33
Ćma
   
Ocena:
0
To może ja zdradzę regułę z "dziedziny aktorstwa", która jest równie podstawowa co nie tworzenie postaci Mary Sue w literaturze (wspomniane w poradach): nie stanie tyłem do publiczności podczas występu w teatrze przy partii mówionej.

Żeby łamać reguły z sensem, trzeba je najpierw znać.

Tym niemniej słyszałam wypowiedzi osób, które chcą grywać takimi postaciami w RPG i o takich bohaterach czytać.
06-12-2009 05:14
Ezechiel
   
Ocena:
+4
@ MS

Złoty podział dla malarstwa i architektury?
Mocne punkty dla fotografii?
Symetrie, proporcje i układ części składowych symfonii (i cała reszta teorii kompozycji)?
Śpiewanie z przepony dla basów operowych?
Poziome paski poszerzają optycznie dla scenografów?

Oczywiście każda z powyższych reguł była i jest łamana. Nie zmienia to faktu, że w momencie nauki danej dziedziny dobrze jest je opanować.

@ Malakh

Z wymienionych przez Ciebie bohaterów tylko Ged wzbudził moją sympatię (Opowieści nie znam). I Geralt, i Vuko (pomimo rys) byli nadal zbyt heroiczni. Ale to kwestia preferencji - ja wolę Kresa.
06-12-2009 10:22
Scobin
   
Ocena:
+2
W literaturze dobrą normą jest przestrzeganie konwencji. Ba! Nawet sposoby wykraczania poza tę normę też są już unormowane. :) Np. zwykle nie należy zawodzić zbyt wielu przyzwyczajeń czytelniczych naraz.

(Celowo piszę "normą", a nie "regułą", bo być może to słowo lepiej oddaje to, co mamy na myśli – reguły są sprecyzowane, normy pozostawiają więcej miejsca na nieokreśloność).

Generalnie wydaje mi się, że M.S. ma rację w odniesieniu do wiekopomnych dzieł (o których zresztą sam pisze), natomiast dla niedoświadczonych autorów reguły i normy będą istotną pomocą. Wilk syty i owca cała?
06-12-2009 12:22
M.S.
   
Ocena:
0
Hm, ciężko jest wymieniać reguły jakiejś dziedziny sztuki "na sucho", bo oczywiście te dziedziny są ciężkie do ujęcia w jakąś systematykę, nie są, że tak powiem, łatwo kwantyfikowalne (chyba, że mówimy o muzyce. Muzyka jest najbardziej "matematyczną" dziedziną artystyczną i przez cholernie ciężką do opanowania). Stąd nie funkcjonują żadne (sensowne) podręczniki teoretyczne, te reguły poznaje się raczej na warsztatach, one po prostu wychodzą "w praniu". Nie znaczy to jednak, że nie istnieją.

Dziękuję, tyle mi wystarczy.

Sam widzisz, że sztuka jest zbyt nieokreślona, by warto było zamykać się z zasadach, schematach, konwencjach czy innych regułach. One istnieją, ale właściwie do niczego nie są potrzebne, o ile naprawdę ma się talent. Można nie znać nut i być genialnym muzykiem, można nie znać terorii malarstwa świetnie malować. Wreszcie można nie mieć pojęcia o historii literatury, a jednak świetnie pisać. Przydaje się tylko jedno - erudycja. Niestety, nie zagra się dobrze, przedtem nie osłuchawszy się z melodiami, czy nie ma szans na dobre opowiadanie, jeżeli nie ma się przynajmniej kilkaset książek na koncie.

Jedyna rada dla przyszłych artystów to ćwiczenie i dokładne poznawanie dzieł w swojej dziedzinie. Reszta to bredzenie "niespełnionych" artystów, że niby bez całej infrastruktury artystycznej nie mają szans na sukces. Może dotyczy to aktorstwa i malarstwa - nie wiem, nie znam się - ale o muzyce i pisarstwie mogę cokolwiek powiedzieć. I śmieszą mnie podobne narzekania. Raczej nie z tej strony należy wypatrywać przyszłych Dostojewskich.
06-12-2009 14:00
malakh
   
Ocena:
0
Jest dobry, ale tylko wtedy, jeśli chce się wpasować w obecnie wiodący nurt w fantastyce. A to niespecjalnie służy pisaniu wiekopomnych dzieł.

A od kiedy to adepci pióra mają zaczynać od wiekopomnych dzieł?

Wybacz, ale w dyskusję o regułach i mistyczności w pisarstwie się nie włączę;) Czułbym się jak ewolucjonista tłumaczący coś kreacjoniście;]
06-12-2009 15:44
M.S.
   
Ocena:
0
A od kiedy to adepci pióra mają zaczynać od wiekopomnych dzieł?

Ale jakieś ambicje trzeba mieć. Jeśli mają ograniczyć do powielenia schematów, a Twoje teksty wyraźnie coś takiego sugerują, to materiału mają dość. Na przykład schemat tworzenia powieści sf z Fantastyki i futurologii Lema.

Wybacz, ale w dyskusję o regułach i mistyczności w pisarstwie się nie włączę;) Czułbym się jak ewolucjonista tłumaczący coś kreacjoniście;]

Najpierw na ten temat coś trzeb wiedzieć. Te wszystkie konwencje czy reguły służą tylko jednemu - poznania danych dziedzin sztuki. Tworzenia zaś nie da się nauczyć. Kto twierdzi inaczej, jego problem. Życie prędko to zweryfikuje.
06-12-2009 16:49
Siman
   
Ocena:
+3
"One istnieją, ale właściwie do niczego nie są potrzebne, o ile naprawdę ma się talent. Można nie znać nut i być genialnym muzykiem, można nie znać terorii malarstwa świetnie malować."

Można też wykonywać dowolnie wysokie obliczenia w ogóle nie używając do tego matematyki (jak ten chłopak). Co to nam mówi o matematyce? Nic. Co to nam mówi o geniuszach? Że są cudownymi dziećmi obdarzonymi przez los. Im, faktycznie, nauka zasad nie jest potrzebna, sami ją opanują. Ale co to nam mówi o wszystkich pozostałych? Ano też nic: nawet utalentowanych ludzi zazwyczaj ktoś musi poprowadzić w dziedzinie, którą się zajmują.

Chociaż można też zostawić ich samym sobie i czekać, aż któreś wymyśli koło.


"Przydaje się tylko jedno - erudycja"

Ale w czym erudycja pomaga w tworzeniu, jak nie w przyswojeniu (często mimowolnym) zasad wg których funkcjonuje dana sztuka? Jeśli przyswoimy sobie tysiąc powieści/filmów/płyt muzycznych, intuicyjnie zaczynamy rozumieć, jak funkcjonuje dany rodzaj sztuki i na czym się opiera.

Weźmy takiego Tarantino. Wystarczy obejrzeć 15 minut jego dowolnego filmu żeby widzieć, że on doskonale rozumie i zna reguły niemal każdej konwencji filmowej (od niemieckiego impresjonizmu po tanie filmy sensacyjne) i bawi się nimi w swoich dziełach.

Oczywiście on jest samoukiem. Tyle że nie każdy jest Tarantino i nie każdy intuicyjnie wyłapie wszystkie zasady rzemiosła, nawet mimo świetnej erudycji. I to wcale nie dlatego, że jest beztalenciem lub debilem, bo nawet utalentowany, inteligentny człowiek potrzebuje wskazówek ludzi bardziej doświadczonych. Każdy twórca ma swoich mistrzów i każdy ma porady, które kiedyś pomogły mu ukształtować się jako artysta. Różni ludzie mają różnych mistrzów i różne porady, ale ten, kto twierdzi, że ani jedno, ani drugie nie jest potrzebne w tworzeniu sztuki, jest dopiero wielkim ignorantem (IMO).


"Najpierw na ten temat coś trzeb wiedzieć. Te wszystkie konwencje czy reguły służą tylko jednemu - poznania danych dziedzin sztuki. Tworzenia zaś nie da się nauczyć."

Mylisz ze sobą dwie rzeczy: tak, każdy pisarz ma swoją unikalną metodę pisarską, do której musi dojść sam (inaczej byłby naśladowcą, nie twórcą). Ale nie zmienia to faktu istnienia ogólnych reguł i porad pisarskich, NA BAZIE których można stworzyć własny styl.
06-12-2009 17:24
malakh
   
Ocena:
+1
Ale jakieś ambicje trzeba mieć.

I być racjonalistą. Nikt od "Lodu" nie zaczyna. Nawet Dukaj.

Pisanie to 5% talentu i 95% ciężkiej pracy, w tym czysto rzemieślnicze szlifowanie warsztatu. Powie ci to każdy twórca.

Wiesz dlaczego pisarz, zanim napisze coś dobrego, musi przeczytać n książek? Żeby samemu wyłapać pewne rzeczy, może nie reguły, ale sposoby na unikanie niektórych błędów. I o tym unikaniu i powielaniu starych błędów traktuje ten cykl.

"Qchnia..." z nikogo pisarza nie zrobi, ale, kładąc nacisk na niektóre kwestie, może pozwoli niektórym zauważyć pewne mankamenty w swojej twórczości.
06-12-2009 18:03
M.S.
   
Ocena:
0
Tyle że nie każdy jest Tarantino i nie każdy intuicyjnie wyłapie wszystkie zasady rzemiosła, nawet mimo świetnej erudycji.

Bo i nie każdy nadaje się na artystę.

Pewne reguły, aby poruszać się w danej dziedzinie, powinno się znać. Na przykład warto trochę wiedzieć o historii literatury, by oceniać powieści. Ale tworzenie to już jest indywidualna ścieżka, którą każdy twórca sam musi przebyć. Każdy, kto myśli, że może się tego od kogoś nauczyć, to... jakby to łagodnie ująć... ktoś naiwny?

Pisanie to 5% talentu i 95% ciężkiej pracy, w tym czysto rzemieślnicze szlifowanie warsztatu. Powie ci to każdy twórca.

Znowu jakieś statystyki. Pentor czy CBOP?

Ciężka praca to konieczna sprawa, ale bez talentu daremna. Poza tym czy ja gdzieś napisałem, że można bez pracy cokolwiek osiągnąć?

"Qchnia..." z nikogo pisarza nie zrobi, ale, kładąc nacisk na niektóre kwestie, może pozwoli niektórym zauważyć pewne mankamenty w swojej twórczości.

No, zwłaszcza po lekturze powyższego artykułu :>. "Mój Jorguś jest zły, ponieważ nie wpasowuje się w aktualne schematy panujące w literaturze".
06-12-2009 20:11
malakh
   
Ocena:
+1
Znowu jakieś statystyki. Pentor czy CBOP?

Nie, sami twórcy. Spróbuj z nimi porozmawiać, może dowiesz się czegoś;)

No, zwłaszcza po lekturze powyższego artykułu :>. "Mój Jorguś jest zły, ponieważ nie wpasowuje się w aktualne schematy panujące w literaturze".

Czytanie ze zrozumieniem. Nie napisałem, jak dokładnie tworzyć postać, ale jak tego NIE robić. Unikać niezniszczalnych bohaterów, odsunąć na bok własną sympatię do protagonisty (poczytałbyś tekst młodych twórców, to byś wiedział, że jest to dla nich charakterystyczne).

Mówiłem: jak ewolucjonista z kreacjonistą.
06-12-2009 20:23
M.S.
   
Ocena:
0
Nie, sami twórcy. Spróbuj z nimi porozmawiać, może dowiesz się czegoś;)

Rozmawiałem z paroma.

Czytanie ze zrozumieniem. Nie napisałem, jak dokładnie tworzyć postać, ale jak tego NIE robić. Unikać niezniszczalnych bohaterów, odsunąć na bok własną sympatię do protagonisty (poczytałbyś tekst młodych twórców, to byś wiedział, że jest to dla nich charakterystyczne).

Wiem. I co z tego? Niech piszą co chcą. A nuż któryś stworzy niezniszczalnego bohatera, który spodoba się czytelnikom?

Mówiłem: jak ewolucjonista z kreacjonistą.

Cicho bądź, ortodokso.
06-12-2009 20:29
malakh
   
Ocena:
+1
Rozmawiałem z paroma.

I co ci powiedzieli? Nie wspominali o przynajmniej 90% roboty, a tylko 5-10% talentu? Gdyby liczył się tylko talent, dobre książki pisałyby już przedszkolaki.

Talent trzeba jednak najpierw oszlifować. Ciężką, rzemieślniczą pracą.
06-12-2009 20:32
M.S.
   
Ocena:
0
Oczywiście, że tutaj masz rację. Czy gdzieś Ci w tej kwestii zaprzeczyłem? Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Jedynie użycie podziału procentowego mnie śmieszy.
06-12-2009 20:41
malakh
   
Ocena:
0
Te procenty to cytat. Chociażby Kres pisał o tym niedawno w jednym z felietonów dla SFFiH.
06-12-2009 20:54
M.S.
   
Ocena:
0
No to się myli.
06-12-2009 20:58
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Chciałem napisać dłuższy mini-esej o bohaterach oraz o istnieniu reguł rządzących literaturą, ale poszedłem po rozum do głowy i przestałem. Znów wyszłoby, że Antavos się czepia. Zamiast tego tak cichutko powiem, że nie jest istotne, czy pisarz jest karkiem, czy też nie jest...Ważne by był wiarygodny. I tyle. A to, czy jest lordem, barbarzyńcą czy wielkim magiem to insza inszość...I de facto dla wielkości literatury zupełnie pozbawiona znaczenia.
06-12-2009 21:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.