» Artykuły » Inne artykuły » Nowa Fantastyka 12/2011 - omówienie

Nowa Fantastyka 12/2011 - omówienie


wersja do druku

Ciężki grudzień

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz

Nowa Fantastyka 12/2011 - omówienie
Grudniowa Nowa Fantastyka przynosi kilka tekstów literackich o ciężkim nastroju. Kilka, bo oprócz stosunkowo długich opowiadań Łukasza Orbitowskiego i Kealana Patricka Burke'a (o nich później) mamy równie duszne utwory zamieszczone w specjalnym dodatku, który pismo przygotowało wspólnie z Narodowym Centrum Kultury z okazji trzydziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.

Zacznijmy od suplementu. W krótkim wstępie Krzysztof Dudek, dyrektor NCK, przypomina przewrotną tezę Zbigniewa Wojnarowskiego, że cała Polska Rzeczpospolita Ludowa była rzeczywistością alternatywną: "coś takiego nie mogło się wydarzyć!" Potem mamy dwa teksty wspomnieniowe autorstwa Macieja Parowskiego i Marcina Wolskiego, obydwa interesujące, chociaż wyżej oceniam pierwszy z nich ze względu na zwięzły przegląd obrazów stanu wojennego w rodzimej literaturze, a także reakcji, z jakimi utwory te się spotkały. Jest też rozmowa z Piotrem Szulkinem, reżyserem kultowej Wojny światów; warto podkreślić, że on i Wolski patrzą na stan wojenny zupełnie inaczej.

Literacką część dodatku otwiera Terytorium Leonida Kudriawcewa: ZSRR jednak zdecydowało się na zbrojną interwencję w Polsce, a teraz jego żołnierzom przychodzi wziąć udział w pewnym drobnym incydencie. Migawki z tego wydarzenia, kontrastujące punkty widzenia paru radzieckich wojaków i jednej Polki, przeplatane są krótkimi fragmentami personifikującymi sowieckie terytorium – zestawienie tej makroperspektywy z lokalnością incydentu to świetny pomysł. Suplement zawiera również komiks Parowskiego i Bogusława Polcha Na białym szumie oraz mikrohistorie alternatywne Wolskiego (Operacja "Renesans") i Rafała A. Ziemkiewicza (Toast), wprawdzie niesprzeczne z politycznymi poglądami tych pisarzy, ale na szczęście dość ciekawe konstrukcyjnie i nie zanadto bezpośrednie; dzięki temu literatura nie zamienia się w publicystykę. Ujął mnie zwłaszcza koncept Toastu, w którym rzeczywiste losy Polski ostatnich trzech dekad rozważane są jako historia alternatywna w wymyślonej Rzeczypospolitej. No i najdłuższy tekst dodatku, Każdy śni swoje Wojnarowskiego: nie licząc komiksu, jedyny przykład ściśle rozumianej fantastyki (reszta to fikcje kontrfaktyczne). Utwór niejednoznaczny, rozmywający granice realności, nadto aż skrzący się od wyobraźni – stanowczo do przeczytania.

Właściwy numer, gdyby pominąć teksty Orbitowskiego i Burke'a, byłby wytchnieniem dla czytelnika. Jest w nim bowiem z jednej strony lekkie opowiadanie Michaela J. Sullivana, z drugiej zaś – ciekawa publicystyka, obejmująca zestaw krótkich materiałów poświęconych komiksom (rozmowy z Simonem Bisleyem i Brianem Azzarello, artykuł o webcomicach, po części także tekst o postaci Supermana) oraz pięć felietonów. Gościnnie dla Nowej… pisze Sullivan, przedstawiając swoje zasady pracy nad powieściami; Jakub Ćwiek omawia Dużą rybę Tima Burtona i tłumaczy się z fikcyjności swoich tegorocznych felietonów; Rafał Kosik narzeka na nadmiernie szczegółowych krytyków niezgodności fantastyki z wiedzą historyczną; Peter Watts znowu sięga po teorię ewolucji, tym razem szukając rozwiązania zagadki świadomości; Orbitowski stwierdza, że w kulturze popularnej "Okres przerażenia kosmosem definitywnie minął", a on sam (autor, nie kosmos) przynależy "do pierwszego pokolenia, które niczego nie będzie zdobywało".

Utwory wspomniane we wstępie zajmują jednak połowę objętości pisma i pominąć ich nie sposób. Narratorem pierwszego z nich (Wszystko o moich matkach) jest główny bohater, a opisy wydarzeń zanurzone są w jego emocjach, wyrażone jego językiem i oparte na jego wiedzy. Sprawia to, że w utworze z początku niełatwo się odnaleźć. Bo co to znaczy, że protagonista wchodzi do pomieszczenia zwanego Pokojem Matek, i skąd się w nim wzięły te trupy? Co łączyło bohatera z matkami i ojcem? Co ich dzieliło? Odpowiedzi na te pytania w trakcie lektury stają się coraz jaśniejsze, zaś znajomość zakończenia skłania do tego, aby raz jeszcze – już w nowym świetle – przeczytać cały tekst. Orbitowskiemu udała się trudna sztuka: nie sięgając po wątki kryminalne bądź sensacyjne, zajmująco przedstawił historię rodzinnej tragedii. Spójny styl narratora pomógł osiągnąć wiarygodność psychologiczną, uzyskaną przy bardzo oszczędnym korzystaniu z konwencji horroru. Nienaturalna groza ugościła się w przestrzeni znakomicie przygotowanej przez człowieka, a rezultatem tych odwiedzin okazał się nie morderczy wampir czy nawiedzony gotycki gmach, tylko bohater i narrator, który nauczył się bardzo sprawnie niszczyć swoje związki z innymi. Nie trzeba mieć tuzina matek w domu, aby dostrzec, że najgorsze zło wyrządzają tutaj zwyczajni ludzie – i właśnie to jest straszne.

Kiedy cienie są zmarznięte i głodne Kealana Patricka Burke'a to utwór skoncentrowany na postaci Bryce'a, zastępcy szeryfa w miejscowości Milestone. Podobnie jak w poprzednim opowiadaniu, nadprzyrodzony horror (najbardziej widoczny jego przejaw to zagadka niewyjaśnionych śmierci na obrzeżach miasteczka) łączy się z obecnymi i dawnymi problemami osobistymi człowieka, którego oczami postrzegamy świat. Stopień spersonalizowania narracji jest jednak niższy, a w związku z tym odnalezienie się w tekście wymaga mniejszego wysiłku i nie ma szczególnych powodów do drugiej lektury. Większa za to wydaje się różnorodność zdarzeń i stylu: makabryczna scena przy rozbitym samochodzie, retrospektywne obrazy dzieciństwa, rozmowy z żoną i kochanką czy też wymiany zdań z szeryfem to bardzo odmienne i na rozmaite sposoby obrazowane części fabuły.

Szkoda, że opisy doznań Bryce'a bywają niezbyt subtelne ("Nagle stał się własnym cieniem, pozbawionym wymiarów, skazanym na ciemność i wszystkie jej obietnice. […] upadł na kolana, porażony przytłaczającym zamętem, strachem i żalem nad sobą"), choć nie brakuje też sformułowań trafnych i dających do myślenia ("Na chwilę stał się znów przerażonym dzieckiem, stojącym na granicy dorosłości, za którą czyhał strach, nienawiść, cierpienie i wszystkie inne mroczne, ohydne rzeczy, które mogą dopaść człowieka, gdy tylko będą zmarznięte i głodne"). Szkoda także, iż intrygujący wątek nadnaturalny został potraktowany po macoszemu i sprowadzony w znacznej mierze do klamry fabularnej; w ogóle można odnieść wrażenie, że Burke chciał zmieścić w dwudziestostronicowym opowiadaniu trochę za dużo. Mimo to utwór stanowczo zasługuje na uwagę.

Trzecie z opowiadań, Wicehrabia i wiedźma Michaela J. Sullivana, przedstawia krótką historię poprzedzającą o jedenaście lat akcję Królewskiej krwi. Hadrian Blackwater i Royce Melborn – para najemnych złodziei, których przygody ostatnio mieli okazję poznać polscy czytelnicy – wplątują się w serię dość zabawnych zdarzeń, a jednocześnie każdy z nich próbuje przekonać drugiego do własnej wizji świata. "Jeszcze zgaszę gwiazdy w twoich oczach", mówi cyniczny Royce; "Jeszcze zrobię z niego człowieka", stwierdza Hadrian, idealista. Rozmowy tej dwójki odgrywają w tekście pierwszoplanową rolę, reszta fabuły jest im wyraźnie podporządkowana. Komizm skontrastowanych charakterów i humor słowny, na które Sullivan kładzie dość duży nacisk jak na autora fantasy, nie są niczym wybitnym, ale kilkakrotnie skłoniły mnie do uśmiechu. Ogólnie mówiąc, mamy do czynienia ze zwięzłym i spójnym tekstem, który miłośnicy Królewskiej krwi bez wątpienia przywitają z otwartymi ramionami, natomiast dla pozostałych czytelników zapewne będzie to miła, ale niezapadająca na dłużej w pamięć lektura.

Nastrój tego wydania Nowej Fantastyki jest równie duszny jak atmosfera stanu wojennego, ale nie powinno to zniechęcać nikogo do lektury. Otrzymujemy bowiem dobry numer (tekst Sullivana ustępuje utworom Burke'a i Orbitowskiego, nie jest jednak złym opowiadaniem), a także godny uwagi suplement (ponownie polecam Każdy śni swoje). To mocny akcent na zakończenie roku – oby przez następne dwanaście miesięcy było podobnie.



Czytaj również

Komentarze


Scobin
   
Ocena:
0
Dodam jeszcze, że suplement jest dość krótki, ma 32 strony w małym formacie (wypożyczyłem go znajomej, więc nie mogę sprawdzić dokładnej wielkości). Zaletę natomiast stanowi graficzne opracowanie dodatku (pełen kolor).
14-12-2011 15:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.