» Artykuły » Inne artykuły » Nowa Fantastyka 07/2012 - omówienie numeru

Nowa Fantastyka 07/2012 - omówienie numeru

Nowa Fantastyka 07/2012 - omówienie numeru
Zbliża się zakończenie Nolanowskiej trylogii o Batmanie, a w kinach gości już Spider-Man z twarzą Andrew Garfielda. Nie pozostało to bez wpływu na publicystykę tego numeru Nowej Fantastyki. Ciężko natomiast wskazać dominantę w opowiadaniach – są niezwykle zróżnicowane. Na szczęście większość stoi na dobrym poziomie.

______________________


Publicystyka

Na początek felietony. Jakub Ćwiek proponuje, aby nie rozróżniać literatury rozrywkowej i problemowej, lecz literaturę pobudzającą intelekt i działającą na emocje. Michael J. Sullivan dzieli się radami na temat tworzenia literackich opisów, a Rafał Kosik przedstawia możliwości manipulowania danymi elektronicznymi (zdjęciami w Picasie, filmami z YouTube…) przez ludzi uprawiających product placement. Petera Wattsa zastępuje Jerzy Rzymowski z tekstem SeriaLove zwJeRzenia, chwaląc "najlepszy serial fantastyczny tego roku": Awake (mnie przekonał). Na koniec Łukasz Orbitowski krytykuje film Robina Hardy'ego The Wicker Tree, a przy okazji ironicznie (czy mimowolnie?) podsumowuje własne felietony słowami "Posiadam niebezpieczną łatwość przechodzenia od szczegółu do ogółu".

Oprócz tego mamy siedem artykułów, z których aż cztery dotyczą konwencji superbohaterskiej. Michał Chudoliński w ciekawej i kontrowersyjnej analizie Nolanowskiej wizji Batmana sugeruje, że "można robić lepsze filmy o tym bohaterze, bez bawienia się w pseudofilozoficzne dywagacje". Chuck Dixon, jeden z twórców postaci Bane'a, w rozmowie z Michałem Hernesem opowiada o swoich komiksach, a Michał R. Wiśniewski przedstawia następną postać z Gotham: Catwoman. O nolanowskich inspiracjach filmu Niesamowity Spider-Man pisze z kolei Marek Grzywacz. W pozostałych tekstach przeczytamy o wspólnej powieści Terry'ego Pratchetta i Stephena Baxtera The Long Earth (Aleksander Daukszewicz), wielu wcieleniach Kuby Rozpruwacza (Andrzej Kaczmarczyk) oraz historii motywu pustej Ziemi (Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz).

Proza polska

Dawno żadne opowiadanie nie przysporzyło mi tyle czystej czytelniczej radości co Bestia najgorsza Michała Cetnarowskiego. Owszem, tekst o Polaku zasiewającym w krajanach własny (chyba) światopogląd zaczyna się od drobnego oszustwa (trudno inaczej nazwać to, że pomimo incipitu "Kiedy walił się Pałac Kultury" upadek warszawskiej ikony nie odgrywa w tekście znaczącej roli). Jak tu się jednak nie rozradować, że głównego bohatera cechuje "odporność na ból niemieckich pływaczek" i "siła woli odchudzających się pracowników McDonalda", jego buty to "ten sam model, w którym umarł Breżniew", a poza tym nosi "spodnie sztruksowe, w których się kulom nie kłaniał"? Jak się nie uśmiechnąć, czytając, że ławki dla kibiców są "przerzedzone […] niby szczęka boksera na rencie", a dziennikarka, której Jan Korwin Maria Pałuba (imiona i nazwisko tak znaczące, że strach) proponuje wodę, odpowiada: "Dziwnie wymawiasz słowo piwo"? Tego jest w tekście pełno, wynotowałem tylko małą część stylistycznych smaczków. Nie przeszkadza mi przy tym, że jedynym związkiem Bestii najgorszej z fantastyką wydaje się osoba autora. A fabuła? Jaka fabuła?

Zapach deszczu różni się od poprzedniego utworu jak niebo od ziemi. Jest równie spokojny co jego bohater: od dwudziestu ośmiu lat pracownik archiwum, od pięciu lat bez urlopu, podstarzały kawaler, który w końcu stanął przed szansą znalezienia towarzyszki życia… i koncertowo wszystko zepsuł. Jak zwykle. Opowiadanie, poprzedzone stricte psychologicznym mottem, mówi o dziwnych przypadkach trafiających się części ludzi w podejrzanie dogodnych chwilach, o zbiegach zdarzeń utrwalających niepomyślne scenariusze życiowe, kiedy w końcu – zdawałoby się – zaistniała szansa, aby na nowo je napisać. Tak można odczytać w tekście nieoczekiwane okazje do wyjazdów za granicę, prześladujący bohatera deszcz oraz wydarzenie, które uniemożliwiło Mikołajowi Ronie wejście w trwały związek. Jednakże w toku akcji protagonista zaczyna radzić sobie z problemami, obracając niezwykłe (wręcz fantastyczne) wydarzenia na własną korzyść. Szkoda, że wszystko to nie jest ani zaskakujące, ani wieloznaczne, ani ciekawe stylistycznie bądź kompozycyjnie, ani bogate w pamiętnych bohaterów. Opowiadanie przyzwoicie ilustruje problematykę psychologiczną (wewnętrzne dialogi, niektóre skutki obniżonej samooceny, a w ostrzejszej wersji teoretycznej – tak zwany masochistyczny rys osobowości) i może dodać niektórym śmiałości w zmaganiach z samymi sobą, ale to główne jego zalety. Literacko – trochę za mało.

Proza obca

Odlatujący Brada R. Torgersena, podobnie jak tekst Cetnarowskiego, mocno przyciągają uwagę pierwszym zdaniem: "Miałem jedenaście lat, kiedy Ziemia spłonęła". Po wybuchu futurystycznej globalnej wojny główny bohater razem z czteroletnią siostrą trafia na statek kosmiczny pełen małoletnich uchodźców. Rozstanie z rodzicami jest tylko pierwszą ze strat, które poniesie chłopiec, i tak już boleśnie potraktowany przez los (paraliż nóg od urodzenia), w długiej drodze przez przestrzeń. W Odlatujących znajdziemy atrakcyjną fabułę, osobiste dramaty, pomysły technologiczne, a nawet wątek niewiary i wiary w Boga. Wszystko to zdaje się dość spójne, brakuje mi jednak głębszej tematyzacji – trudno wskazać w utworze problem, który zostałby potraktowany naprawdę poważnie. Najlepiej ilustruje to sposób ukazania straty, stanowiącej przecież podstawowy motyw kompozycji tekstu. Główny bohater wykazuje nadludzką odporność psychiczną, a jego przeżycia i refleksje są jednorazowe – trwają tylko do chwili, gdy wydarzy się coś nowego. Powierzchowność tematyczna jest moim głównym zarzutem wobec tego, niezłego skądinąd, opowiadania.

Co natomiast powiedzieć o Malaku Petera Wattsa? Ambasador sprzed paru miesięcy był jeszcze krótszy, a zdołał pomieścić zwrot akcji, który całkowicie przemodelował zawartą w tekście refleksję nad przyczynami rozwoju cywilizacji. Tutaj jest skromniej: widzimy Azraela, supernowoczesną maszynę bojową, która z wolna zmienia się pod wpływem wpisanych w nią zasad działania, nagród i kar, a także odgórnych decyzji nakazujących działanie wbrew programowi. Malak to fantastyka o wiele bliższego zasięgu niż Ambasador, mocniej też uwikłana w bieżące problemy społeczne i polityczne (jeden z dwóch cytatów poprzedzających właściwy tekst pochodzi od Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych, dotyczy zaś poziomu strat akceptowalnych na polu walki – komu nie skojarzy się to np. z Irakiem?). Na pewnej płaszczyźnie można odczytać ten tekst jako przeciwrządową interwencję lub ostrzeżenie przed amerykańskim podejściem do wojny, ale to nie oddałoby mu sprawiedliwości. Przede wszystkim bowiem utwór wydaje się próbą ukazania, jak kształtuje się myślenie (funkcjonowanie poznawcze?) inteligentnej maszyny wojennej na polu bitwy. I jest to próba udana, konsekwentnie unikająca uczłowieczenia Azraela oraz ubarwiona tu i ówdzie odwołaniami religijnymi. Być może przemawia do wyobraźni słabiej niż Ambasador, ale także daje do myślenia.

Warto?

Tak, to całkiem dobry numer. Miejcie tylko na uwadze, że proza w lipcowym wydaniu Nowej Fantastyki jest tak zróżnicowana, iż może nie przypaść do gustu osobom o ściśle określonych preferencjach czytelniczych. Mamy tu bowiem stylistyczną ucztę z drugoplanową fabułą, dość przeciętną historię psychologiczną, spójny (choć nieco powierzchowny) tekst o chłopcu w dalekim kosmosie, a wreszcie zdyscyplinowane studium fantastyczne bliskiego zasięgu. Kto jednak lubi różnorodną literacką strawę, ten nie powinien się zawieść.

I jeszcze mały dodatek. W swojej surowej skali opowiadania oceniam tak:

Bestia najgorsza: 7+/10
Zapach deszczu: 5+/10
Odlatujący: 7/10
Malak: 7+/10



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.