string(15) ""
» Blog » Nijakie sesje, cd.
23-03-2015 14:20

Nijakie sesje, cd.

W działach: Prawdziwe RPG, Żywe RPG, RPG41337 | Odsłony: 320

Postanowiłem zbiorczo odpowiedzieć na argumenty i kwestie poruszane przez rozmówców na Polterze, odwołujące się do mojego tekstu blogowego o Nijakich Sesjach. Odwołuję się głównie do postów na Polterze, dlatego ten wpis umieszczam tutaj, a nie na własnym blogu.

Przede wszystkim, przez komentarze przewijało się kilka nieścisłości które pragnę sprostować:

  • "Nijakie Sesje" nie proponują jako alternatywy gier indie, rozumianych jako te ze sztywną strukturą na jedno zastosowane, ani jednostrzałów jako alternatywy wobec rozgrywania kampanii. Po pierwsze, część mainstreamowych erpegów ma swoją strukturę (np.: D&D i przygody/moduły oparte na encounterach i kamieniach milowych), a więc już samo granie z wiedzą jak sesje w kampanii będą wyglądać i jakie będą tematy przewodnie, jest już "rozgrywką w coś konkretnego. Po drugie, odwołuję się do sesji w których nie ma wspólnych ustaleń w rodzaju "gramy w to i w to", "gramy o tym". jedynie jest wrzucane hasło systemu RPG liczenie na to że tym razem rózne (autorskie) wizje spostrzegania rozgrywki w danym systemie XYZ nie będą kolidować na tyle aby przeszkodzić w rozegraniu tych 10, 15, 20, 50+ sesji...
  • "Nijakie Sesje" nie są o wielosesyjnych, wieloletnich kampaniach gdzie samo rozegranie sesji stało się tradycją towarzyską podczas której wszyscy dobrze się bawią. Odnoszę wrażenie, że części rozmówców brakuje właśnie tej perspektywy, jaka mi jest zarzucana w odpowiedzi: brakuje perspektywy bycia w sytuacji w której wielokrotnie podejmowane są próby skonstruowania udanej kampanii i ekipy, lecz z różnych przyczyn te próby spalają się na panewce. Nie zawsze ma się kontrolę nad tym, czy grupa ludzi będzie trzymać się razem, czy prowadzący grę będzie mieć kaprys prowadzić sesję. Przypuszczam, iż w gronie kilku, może do kilkunastu czy nawet puli 20 sprawdzonych przez wiele lat osób, problem reorganizacji grupy grających do nowej/bieżącej kampanii po prostu nie istnieje. Zarzucano mi "brak doświadczenia wielosesyjnych kampanii", mogę odbić piłeczkę i przykładowo zarzucić co po niektórym "brak doświadczenia w szukaniu nowych drużyn i ludzi do gry, w obliczu róznych zdarzeń losowych". W tekscie blogowym postuluję o tym, że ludzie "nijako" rozpoczynają kampanię licząc na to, że w końcu trafi się złoty strzał z ludźmi i uda się rozegrać wspólnie wiele sesji. Akurat nawet nieco łatwiej jest o trafienie akurat na te "mniej fajne" sesje w skali potencjalnych 50 sesji na samym początku kampanii, kiedy ludzie nie znają się, nie wiedzą jak kto gra i co lubi, jak wzajemnie dostosować się, "jak wyczuć MG".
  • Wychodzę z założenia, iż lepiej nie grać, aniżeli grać dla idei siedzenia w drużynie i trwania w erpegowym hobby. Możecie się z tym stanowiskiem nie zgodzić, po prostu staram się dbać o jakość zabawy i nie obce mi jest porzucenie kampanii/grupy ludzi, kiedy od co najmniej paru sesji źle (negatywnie) bawię się w trakcie sesji. Albo nie dołączanie do nowej kampanii z tym samym gronie i w oparciu o ten sam erpeg, jeśli z jakiegoś powodu jestem znudzony systemem RPG/formułą zabawy... "Nijakie Sesje" między innymi opisują takie (pierwsze) sesje, które stosunkowo miernie zapowiadają przyszłą "wspaniałą prawdziwą kampanie". Wychodzę z założenia, że aby kampania się udała, lepiej żeby pierwsze sesje faktycznie były tymi "ciekawszymi i lepszymi" w całej kampanii. [Ktoś mógłby zarzucić mi brak cierpliwości. Nawet jeśli miałby rację, tak czy owak polecam postawić się w skórze osoby która rozegrała z drużyną 3-4 nudne, beznadziejne sesje i cały czas jest mamiona mglistą obietnicą "lepszych sesji" w przyszłości. Stąd już od krok od niesławnej Wickowszczyzny "mój BG jest w więzieniu, siedzę od kilku sesji i czekam na jego uwolnienie"]. Potwierdzone choćby z mojego doświadczenia prowadzenia kampanii, ale i na podstawie kampanii w których uczestniczyłem jako gracz. A propos parafrazy Oddtaila, przytoczę coś od siebie: parokrotnie podczas prowadzenia kampanii spotkałem się ze słowami graczy, iż "wreszcie mogą coś zrobić fajnego bohaterem". Raz była mowa o wzniosłych i dużo wnoszących do świata fikcji czynach i dokonaniach, co najmniej raz po prostu o tym że inicjatywa gracza wprowadziła dużo do fikcji. Nie wiem jak wyglądały poprzednie sesje tamych osób, mógłbym domniemywać o nieciekawych doświadczeniach...
  • "Nijakie Sesje" nie są o tym, aby możliwie każda sesja była lepsza niż przeciętna. Ten tekst nie porusza zagadnienia iż na przestrzeni wielu sesji najzwyczajniej trafiają się lepsze i słabsze sesje. To jakby poza tematem tekstu blogowego.

Zdaję sobie sprawę z tego, że być może po prostu preferuję grać "krótkie do przeciętnych" kampanii (5-15 sesji każda), zwłaszcza jeżeli prowadzę je. Być może oduczyłem się podejścia "przychodzę po jak najwięcej sesji w jednym składzie". Być może przestałem polegać na sile jednego składu erpegowego przez całe życie.

BTW, Enc, mamy rok 2015, a nie 2011, kiedy faktycznie zdarzyło mi się dwukrotnie być przysłowiowym "rakiem" i być współodpowiedzialnym za konflikty w drużynie. Odwoływanie się wyłącznie do tych dwóch przypadków jest nieobiektywne. Jeśli już bardzo lubisz odwoływanie się do tego iż brakuje mi stażu w RPG od 1974 roku, weż pod uwagę to iż przez cztery lata mogło nawet trochę się zmienić. Popatrz choćby na siebie :-)

 

 

1
Notka polecana przez: Bleddyn
Poleć innym tę notkę

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Enc
   
Ocena:
+2

Zarzucano mi "brak doświadczenia wielosesyjnych kampanii", mogę odbić piłeczkę i przykładowo zarzucić co po niektórym "brak doświadczenia w szukaniu nowych drużyn i ludzi do gry, w obliczu róznych zdarzeń losowych".

To do mnie? Nie wiem czy łapię się pod tych niektórych - jeśli tak, to strzał w płot, bo nowych ludzi i drużyn naszukałem się bardzo dużo. Od zupełnych nowicjuszy, przez mieszane ekipy, na weteranach o ściśle określonych gustach kończąc.

Wychodzę z założenia, iż lepiej nie grać, aniżeli grać dla idei siedzenia w drużynie i trwania w erpegowym hobby.

100% zgody. Granie w coś, co mi nie pasuje to marnowanie czasu.

Wychodzę z założenia, że aby kampania się udała, lepiej żeby pierwsze sesje faktycznie były tymi "ciekawszymi i lepszymi" w całej kampanii.

Dziwne - piszesz sam, że łatwiej o słabsze sesje na początku kampanii, a tutaj wymagasz czegoś zupełnie odwrotnego. Moje doświadczenia są jednoznaczne - grupa (choćby znająca się X lat) musi się dotrzeć (z nowym systemem, mechaniką, bohaterami, celami, itd.) i na początku łatwiej o fakap.

Być może oduczyłem się podejścia "przychodzę po jak najwięcej sesji w jednym składzie". Być może przestałem polegać na sile jednego składu erpegowego przez całe życie.

To są ludzie, którzy mają takie podejście? Dziwne zwłaszcza to ostatnie. RPG to nie ślub kościelny.

Enc, mamy rok 2015, a nie 2011, kiedy faktycznie zdarzyło mi się dwukrotnie być przysłowiowym "rakiem" i być współodpowiedzialnym za konflikty w drużynie. Odwoływanie się wyłącznie do tych dwóch przypadków jest nieobiektywne.

Odwołuję się do Twoich wpisów na blogu, nie tylko o tym, co się działo wcześniej. 

23-03-2015 19:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.