string(15) ""
» Blog » Nigdy się nie poddawaj!
05-05-2022 15:14

Nigdy się nie poddawaj!

W działach: pilkanozna, nostalgia | Odsłony: 72

Nigdy się nie poddawaj!
Wczoraj, po emocjonującym rewanżowym pojedynku z Manchesterem City, "Królewscy" rzutem na taśmę zapewnili sobie awans do finału Champions League!

Czasy, kiedy oglądałem praktycznie każdy mecz "Los Blancos" i na bieżąco śledziłem prasowe rewelacje dotyczące ekipy z Santiago Bernabeu już raczej nie powrócą. Niemniej nadal staram się śledzić wyniki i tabele na livescore'ach, a od czasu do czasu oglądam pomeczowe kompilacje bramek.

Wracając do drogi "Królewskich" do finału Ligi Mistrzów − była ona kręta i wyboista. Chociaż Madrytczykom udało się wygrać grupę w pierwszej fazie rozgrywek, nie obyło się bez blamażu. Przed własną publicznością "Los Merengues" dali się ograć 2:1 mołdawskiemu (naddniestrzańskiemu) kopciuszkowi z Tyraspolu.

Natomiast w pierwszym spotkaniu fazy pucharowej ulegli 0:1 PSG w Paryżu. Ta porażka była o tyle bolesna, że bramka dla francuskiego klubu na wagę zwycięstwa padła w doliczonym czasie drugiej połowy. Z kolei w rewanżu jeszcze przed przerwą Paryżanie zdołali wyjść na prowadzenie. Jednak w drugiej części meczu przebudził się Benzema, który niespełna 20 minut skompletował hat-tricka dającego madryckiemu klubowi awans do ćwierćfinału, w którym przyszło im zmierzyć się z londyńską Chelsea.   

W pierwszej potyczce, na Stamford Bridge wygrali gładko 3:1, a kolejnym hat-trickiem popisał się Benzema. Wydawało się, że spotkanie rewanżowe na własnym terenie będzie tylko formalnością. Spokoju "Królewskich" nie zakłóciło nawet to, że goście po kwadransie gry objęli prowadzenie. Nerwowo zrobiło się dopiero, gdy na początku drugiej połowy piłkarze Chelsea strzelili drugiego gola (co oznaczało, że jeśli wynik nie ulegnie zmianie będzie potrzebna dogrywka). Natomiast, gdy Werner podwyższył wynik na 3:0 dla "The Blues" − zaczął się wyścig z czasem. Fortuna sprzyjała gospodarzom − Rodrygo zaliczył trafienie, które doprowadziło do dogrywki, a w niej nie kto inny jak Benzema po raz kolejny zapewnił ekipie z Madrytu awans.

W półfinale "Królewscy" zmierzyli się z Manchesterem City. W pierwszym, wyjazdowym meczu stracili gola w 2.minucie , a po kolejnych dziesięciu przegrywali już 0:2. Chociaż w pewnym momencie (obywatele) prowadzili już 4:1, ostatecznie "Los Blancos" udało się im zminimalizować straty i starcie na zakończyło się wygraną gospodarzy 4:3.

Natomiast we wczorajszym rewanżu rozegranym w stolicy Hiszpanii przez bardzo długi czasu był bezbrakowy remis. Aż do 72. minuty, gdy gościom udało sie wyjść na prowadzenie. Część zrezygnowanych kibiców zaczęła opuszczać stadiom, nie wierząc, że podopiecznym Carlo Ancelottiego uda się odwrócić losy spotkania. Jednak stało się coś niesamowitego. Wprowadzony do gry w drugiej połowie Rodrygo w przeciągu kilkudziesięciu sekund strzelił dwie bramki (w ostatnim minucie regulaminowego i pierwszej minucie doliczonego czasy gry), czym doprowadził do dogrywki, w której Benzema zamienił rzut karny na gola dającego  awans do finału rozgrywek.

Na największego bohatera "Królewskich" wyrósł Benzema. dzięki 10 trafieniom w fazie pucharowej Ligi Mistrzów praktycznie zapewnił sobie tytuł króla strzelców tych rozgrywek (wyprzedził Lewandowskiego mającego na koncie 13 bramek, a Salah z Liverpoolu, który zagra również finale może pochwalić się "tylko" 8 golami) i nadal ma realne szanse na pobicie rekordu Cristiano Ronaldo, który w sezonie 13/14 strzelił 17 goli w LM. Francuz jest również zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców hiszpańskiej Primera Divison (26 goli, zawodnicy z drugiego miejsca mają po 15 bramek, a do zakończenia sezonu pozostały jeszcze cztery kolejki), w której Real Madryt zapewnił sobie już mistrzostwo Hiszpanii. W związku z powyższym 34-letni snajper wyrasta na murowanego kandydata do zdobycia Złotej Piłki.

Dekadę temu nie pomyślałbym, że Benzemie uda się dokonać takich osiągnięć. Przez  pierwsze sezony spędzone w Madrycie raził nieskutecznością, można było wręcz odnieść wrażenie, ze potyka się o swoje nogi. Niewiele zmieniło się po sprzedaniu przez klub jego głównego konkurenta w linii ataku − Gonzalo Higuaina. Francuz, chociaż miewał przebłyski, cały czas znajdował się w cieniu CR7 i dopiero po opuszczenia przez Portugalczyka Santiago Bernabeu zaczął nabierać wiatru w żagle. Jego karierze nie pomagały również pozaboiskowe wybryki: bycie notorycznym piratem drogowym, wybór gry w reprezentacji Francji z pobudek "marketingowych", niechęć do śpiewania Marsylianki, korzystanie z usług nieletnich prostytutek, udział w szantażu reprezentacyjnego kolegi seks-taśmami (z tego powodu 6 lat był nie był powoływany przez selekcjonerów "Trójkolorowych"). Jednak teraz, gdy jest na sportowym szczycie to wszystko poszło w niepamięć.

Awans do "Los Blancos" do finału Champions League ma jeszcze jeden symboliczny wymiar – w pokonanym polu "Królewscy" zostawili PSG, Chelsea i Manchester City, kluby uznawane przez wielu za "sztuczne twory", które swoją wielkość zawdzięczają zasobnym portfelom swoich bliskowschodnich lub rosyjskich właścicieli. Oczywiście Real Madryt nie jest ubogim krewnym, lecz także potężną i prężnie działającą instytucją finansową generującą setki milionów euro przychodów, z których znaczna idzie na utrzymywanie i pozyskiwanie piłkarskich gwiazd. Niemniej mimo pękatego portfela w Madrycie myśli długofalowo – trzon zespołu tworzą gracze, którzy są związani z klubem od wielu lat (Kroos, Modrić, Casemiro, czy wspomniany wyżej Benzema), w tym jego wychowankowie (Nacho, Carvajal, Lucas Vázquez), dzięki czemu udało się stworzyć zgraną ekipę, która mimo tego, że wygrała wszystko co było możliwe do wygrania nie spoczęła na laurach. Co prawda nie wszystkie  inwestycje okazują się trafione (Hazard, Jović, Vallejo), jednak prezes nie daje sobie wejść na głowę, o czym rok temu boleśnie przekonał się zasłużony weteran Sergio Ramos.

Patrząc na fetę po wczorajszej wygranej można było odnieść wrażenie, że zawodnicy i kibice Realu zapomnieli, że przed nimi jeszcze najważniejszy egzamin – finałowe starcie z Liverpoolem, które zostanie w Paryżu. "The Reds" na pewno będą chcieli się odegrać za przegrany 4 lata temu finał w Kijowie i kontrowersje z nim związane. Czy im się uda – przekonamy się w sobotę 28 maja.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Exar
   
Ocena:
+1
Tak się ostatnio złożyło, że obejrzałem ostatnio dwa mecze: jeden gdy Polska grała chyba ze Szwecją, a drugi gdy Monachium grało z jakimś innym zespołem, którego nazwy nie pamiętam.

Obejrzałem, i sobie przypomniałem, czemu tego nie oglądam: 1. tam nie chodzi(ło) o to, żeby wypracować jakąś fajną akcję, tylko żeby wywalczyć karniaka
2. Inna możliwość to kontra - stoi taki na sępa i czeka na piłkę.
3. Oczywiście nic się nie zmieniło w kwestii udawania i płakania jak dziecko gdy ktoś kogoś sfauluje. Połowy fauli w moim odczuciu w ogóle nie powinno się gwizdać. A wręcz karać udających.
4. Dawno temu, gdy jeszcze piłkę oglądałem (nie tak jak dzisiejszy maniacy, ale od czasu do czasu z ojcem) to pamiętam, że była masa bramek ze strzałów z dystansu. Piękne petardy, w okna, przy słupkach. Teraz takich strzałów praktycznie nie ma, a jak ktoś już próbuje, to piłka leci 20 metrów nad bramką.
5. Te smutne twarze po przegranym meczu... Czemu komukolwiek zależy, żeby ktokolwiek wygrał? Dla mnie nie liczy się kto wygra, tylko jakość widowiska.


Może się na tym nie znam, ale obejrzałem te dwa mecze i kolejnych nie planuję:). Aha, i ten Lewandowski to sęp nad sępy. Oglądam czasami sobie na YouTube Ronaldinho i to był mistrz. Podobnie Ronaldo parę lat temu - mam wrażenie, że koleś generuje świetne akcje. A nasz Idol Narodowy stoi na sępa i czeka:).
07-05-2022 20:38
Aesthevizzt
   
Ocena:
0

1. Mecz ze Szwecją był jednym z najlepszych naszej reprezentacji ;)

2. Kontry też mają swój urok ;)

3. Pamiętam klasyk (Real-Barca) za kadencji Mou w Madrycie (czyli ~10 lat temu), w którym każdy kontakt zawodnika Barcy z graczem Realu kończył się efektowną wywrotką i płaczem. Kabaret. Teraz sytuację zmienił trochę VAR (za próbę wyłudzenia karnego można wyłapać żółtko). Z drugiej strony - jeśli zawodnik sprintem wychodzi z kontrą nie trzeba brutalnego faulu żeby go przewrócić.

5. W przypadku zawodników - kasa i dodatkowo emocje.

- kompilacje na YT często zafałszowują rzeczywistość. Taki CR7 w Realu strzelał bramkę z rzutu wolnego mniej więcej  raz na 100 prób. Lewy jest typowym egzekutorem, klasyczną "9", która czyha w polu karnym na swoją okazję od kreowania gry ma kolegów (chociaż z reprezentacji miałem wrażenie, że zaczął bardziej angażować się w rozgrywanie).

07-05-2022 21:13

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.