» Blog » Next-gen wars cz.1 - Wii
11-05-2007 21:56

Next-gen wars cz.1 - Wii

W działach: X360 | Odsłony: 1

Next-gen wars cz.1 - Wii
O ile pamiętam, mamy obecnie siódmą generację konsol. Cóż, latka lecą, czasy się zmieniają, choć wydawałoby się, że jeszcze niedawno odbijało się pokrętłem gigantyczny piksel (albo strzelało do niego z pistoletu - kto pamięta?). Potem były gry z "prawdziwą" grafiką, z kilkoma kolorami, kanciastymi czołgami, bokserami czy piłkarzami. Dalej już z górki: NES (dla nas raczej Pegasus ;) ), SNES (razem z Mega Drive itp.), PSX (Saturn, N64), PS2 (z Xboxem, DS i Gamecube), wreszcie obecne potwory: X360, PS3 i Wii. I choć z prawie każdą generacją miałem jakąś styczność (może to dziwne, ale nigdy nie grałem na PS2, Xpudle, Dreamcaście ani GC), dopiero teraz zdecydowałem się na kupno własnej platformy. A skoro kupno, to i decyzja - który z trzech gigantów dostanie moją ciężko zarobioną forsę? I dlaczego Microsoft?

Odtwórzmy nieco tok mojego rozumowania (uwaga, niezdecydowani przyszli konsolowicze - istnieje szansa, że doszedłem do sensownych wniosków). Zacznijmy od tego sprzętu, który odpadł z wyścigu jako pierwszy - Wii. Z całej trójcy, maszyna Nintendo jest bezdyskusyjnie najmniej wydajna. Nikt (nawet twórcy) nie ukrywa, że pod względem osiągów, to nawet nie do końca jest next-gen. Ot, podrasowany GC. To jednak nie "bebechy" mają decydować o nowo-generacyjności (?) konsolki - ma to robić nowatorski zestaw kontrolerów. Wymachiwanie Wiimotem i Nunchukiem miało wyprowadzić Nintendo na prowadzenie w konsolowym wyścigu zbrojeń. Na dzień dzisiejszy dokładnie to robi. Wii sprzedaje się zaskakująco dobrze, do ludzi trafia nowa filozofia giercowania: mniejsze fajerwerki, za to większa zabawa. Szczerze mówiąc, po cichu kibicuję trochę Wii, bo to jest mimo wszystko jakiś krok ku normalności, powrocie do czasów, kiedy liczył się pomysł i gameplay, nie liczba polygonów i rdzenie procesora. Są niestety dwa "ale", których nie udało się tej konsoli przeskoczyć.

Po pierwsze - sterowanie. Fajny pomysł, świeży, efektowny, tylko... no nie widzę tego w "hardkorowych" grach (nie nawiązuję do branży porno, żeby była jasność ;) ). Pewne tytuły po prostu się z Wiimotem gryzą i trzeba grać w sposób tradycyjny. Przykłady? Mordobicia. Mój ulubiony gatunek, właściwie całkowicie Wiimoto-odporny. Co za różnica czy wykręcę Hadoukena na padzie, czy zrobię młynek ręką? Obejrzyjcie filmiki z nadchodzącego Mortal Kombat - to ma być przełom? Lipa, nie przełom. W symulatorach boksu jeszcze ma to jakiś sens (nawet bardzo), ale tradycyjne mordobicia zupełnie Wiimota nie potrzebują. Inną sprawą jest nieuchronność powielenia pomysłu Nintendo. Ja wiem, że technologia stojąca za Wiimotem jest szczelnie owinięta w patenty, ale wcześniej czy później, jeśli zajdzie taka potrzeba, Sony i Microsoft znajdą sposób na obejście i tej przeszkody. Pierwszy krok już został zresztą poczyniony, wszak kontroler PS3 rejestruje wychylenia pada. A czym jest Wii bez oryginalnego sterowania? Żeby jednak wiedzieć, co tracę, zdecydowałem się niedawno przetestować sprzęt Nintendo. Kilka partyjek w Sports, trochę w Warioware Smooth Moves i... no, fajne to to. Na imprezy. I przez jakiś czas w domu. Ale nie tak dokładne, jak bym chciał i jakoś ogólnie nie takie rewelacyjne. Nie wiem jak inni, ale ja przewiduję, że w miesiąc bym się Wiimotem znudził (może mam coś z głową ;) ).

Druga sprawa - gry. Nie od dziś wiadomo, że to one decydują o sprzedaży konsoli, zwłaszcza tytuły ekskluzywne dla danej platformy. Co takiego ma do zaoferowania Wii? Poza Sports i Warioware, to oczywiście Zelda, Metroid i mnóstwo tytułów, które kompletnie nic mi nie mówią (większość albo po japońsku albo z "Mario" w tytule). Ponoć sporo jest tam perełek, ale to nie zmienia faktu, że zazwyczaj jest to typowa japońszczyzna, na pierwszy rzut oka dla "trochę mniejszych imprezowiczów". Ok, jest kilka ciekawych, bardziej "zachodnich" tytułów (Splinter Cell), ale proporcje wydają się być kompletnie nie w tę stronę, co trzeba. Sprawę ratuje jeszcze Mortal Kombat, pech jednak jest taki, że po części drugiej ta seria przestała mnie interesować (a "czwórka" kompletnie mnie odrzuciła). A Mario skończył się na "Kill'em All" (S, NMSP ;) ).

Wniosek: ja zwyczajnie nie jestem targetem dla Wii. Mogę sobie kibicować filozofii Nintendo, ale kiedy siadam do gry, nie jestem "casual gamerem", nie skaczę żółwiom na skorupy i nie łowię wirtualnych ryb Wiimotem. Moja konsola ma obijać mordy, ścigać się obłędnymi furami i strzelać z rakietnicy w cojones kosmicznych najeźdźców. I właśnie dlatego nie kupiłem Wii.
0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Fingor
   
Ocena:
0
Miałem niewątpliwą przyjemność grać na Wii. Produkt rewolucyjny i dostarczający mnóstwo radochy (szczególnie boks :)). Żyroskopowe pady sprawdzają się zarówno w imprezówkach, jak i choć odrobinę poważniejszych grach. Jednak na dłuższą metę takie rozwiązanie może okazać się zwyczajnie nudne...
12-05-2007 00:18
Darken
   
Ocena:
0
Jak to powiedział Shreck: Wii? Nie ma żadnego Wii, jest tylko ja i moje bagno.

Grałem na ps3 i wiem, że patent z wychylaniem pada jest bardzo fajny. Ale jako dodatkowy bajer. Tu natomiast zrobiono z bajeru główny atut.

Gry które mnie interesują nie potrzebują Pilota do grania. Chcę Final fantasy, God of War, Resident Evil. Jestem tak samo hardcorowym graczem, który wie po co kupił konsolę, a nie graczem z przypadku.
12-05-2007 10:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.