string(15) ""
» Blog » Netflix: przyjdź królestwo Twoje:
25-08-2015 15:33

Netflix: przyjdź królestwo Twoje:

W działach: film | Odsłony: 494

Dziś miało być o Mark of the Ninja, niemniej po drodze po drodze ukazały się znaki, że Netflix wejdzie do Polski i wybuchła z tego afera, podpięcie pod którą może dać więcej wyświetleń. Tak więc o Mark of the Ninja będzie za tydzień albo dwa, a my zajmiemy się tym tematem oraz narosłym wokół niego medialnym szumem.

Co to jest Netflix?

Otóż: Netflix jest to największa na świecie wypożyczalnia filmów wideo. Jako, że czasy mamy takie, że nikt już filmów na kasetach czy nawet płytach DVD nie pożycza, to zajmuje się ona głównie świadczeniem usług Wideo Na Żądanie. Oznacza to, że płaci się pewną sumę (8 dolców w USA lub Euro w UE na miesiąc, czyli niedużo), a następnie ogląda się na komputerze, telewizorze lub smartphonie do oporu.

Baza filmów Netflix jest duża, w każdym kraju niestety tak naprawdę inna i bywa, że wypada kiepsko. Niemniej jednak porównywać się jej z jakimkolwiek innym, polskim VoD-em nie da. Tak naprawdę to nawet spora część serwisów pirackich w tym zestawieniu źle wypada.

Firma jednak oczywiście nie świadczy swych usług w Polsce.

Odrobina historii:

Netflix powstał we wczesnej fazie rozwoju Internetu, a dokładniej w Erze Dotcomowej założony przez właściciela mailowego sklepu wysyłkowego Marca Randolpha i byłego marines Reeda Hastingsa. Inspiracją do dzieła miała być rzekomo kara w wysokości 40 dolarów, jaką Hastings zapłacił za przetrzymanie kasety wideo z filmem Apollo 13. Wymyślił on wówczas, że mógłby założyć internetową wypożyczalnię, opierającą się na miesięcznym abonamencie oraz rozsyłanych i zwracanych pocztą kasetach wideo, a później płytach DVD.

W roku 2007, wychodząc naprzeciw duchowi czasu oraz zmniejszającemu się popytowi na usługi wypożyczalni (stopniowo spychanych w niebyt przez BitTorrenta i internetowe piractwo) Netflix zaproponował klientom usługi Video on Demand świadczone przez Internet. Te okazały się sukcesem, w efekcie czego już w roku 2010 wypożyczalnia stała się największym źródłem ruchu internetowego w USA.

W tym samym roku Netflix rozpoczął swoją ekspansję międzynarodową, najpierw wchodząc do Kanady, następnie atakując Amerykę Południową po czym przekroczył ocean atakując jednocześnie Europę i Australię. Obecnie usługa wdrażana jest w Hiszpanii, Portugalii, Grecji i Japonii.

Dodatkowo około 30 milionów użytkowników z pozostałych krajów korzysta z niej nielegalnie, za pomocą bramek proxy i maskowania VNP.

Od 2011 roku wypożyczalnia tworzy własny kontent telewizyjny. Do tej kategorii należą między innymi popularne seriale nowej generacji jak Orange Is the New Black, Daredevil czy House of Cards. W roku 2014 roku, na potrzeby podboju Japonii zaczęła też gromadzić bazę anime, ale nie wiem, jak jest z ich dostępnością w innych krajach.

Objawienie świętego VoD-a

Jak pisałem: przez cały ten czas usługa omijała Polskę. Niemniej jednak w zeszłym tygodniu doszło do szeregu objawień i znaków świadczących o tym, że taki stan rzeczy ulec może zmianie. Tak więc najpierw zmienił się napis na stronie serwisu z „Sorry, Netflix is not available in your country yet.” na „We'll be available in Poland soon.” (co ciekawe ja w tej chwili znowu widzę pierwszy napis), a następnie jeden z seriali („Daredevil” będący sztandarową produkcją firmy) dorobił się polskich napisów.

Przez prawie cztery dni nikt natomiast nie odnotował, że ubrany w sweter prezio firmy, składając kwartalne sprawozdanie finansowe dla akcjonariuszy oświadczył, że zamierza podbić Chiny. Ale dopiero po tym, jak skończy ujarzmiać Polskę z Indonezją.

Potem serwis technologiczny Spider's Web twierdzi natomiast, że w naszym kraju już działa wroga piąta kolumna pod postacią kolaborujących z Amerykanami sieci sklepowym Media Mark, która ma wprowadzić do sklepów telewizory z funkcją dostępu do Netflix.

I teraz tak...

Wszystko to może oznaczać rożne rzeczy: od wybuchu entuzjazmu spowodowanego standardowym komunikatem, który został nadinterpretowany po początek kampanii wirusowej oraz wycieków kontrolowanych, które mają firmie przynieść darmową reklamę w mediach. Jeśli faktycznie chodzi o to ostatnie, to sądząc z szumu medialnego udało się. Już o tym, pojedynczym, zmienionym zdaniu pisały bowiem wszystkie serwisy technologiczne w naszym kraju.

Polacy chcą oglądać polskie seriale

Jednak pierwszym serwisem, który zdobył się na jakiś, szerszy komentarz była Gazeta.pl. Wyciągnęła ona zeszłoroczne wypowiedzi szefów TVP oraz TVN, udzielone z okazji poprzedniej plotki, w których stwierdzali oni, że nie boją się konkurencji Netfliksa, bowiem „serwis ten nie oferuje polskich treści” oraz „jedynym sposobem na odniesienie sukcesu w Polsce są rodzime seriale”.

W artykule o którym mówię nie było na ten temat ani słowa, jednak we tekście z którego pochodziły cytaty wspominano o przygodach, jakie obydwie stacje miały z hitowymi serialami zagranicznymi w rodzaju The Walking Dead, które (puszczone oczywiście w zaporowych porach oraz losowych momentach ramówki) oczywiście nie odniosły sukcesu.

Netflix nie zmniejszy strat polskich twórców z powodów piractwa

Podobnego zdania jest też cytowany przez Dziennik Internautów Jacek Bromski (reżyser „U pana boga za piecem” i „Kariera Nikosia Dyzmy” oraz prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich) który twierdzi, że wejście do polski Netfliksa nie zmniejszy strat polskich twórców z powodu piractwa, ani nie ułatwi dostępności do polskich filmów. Wbrew pozorom argumenty Bromskiego są bardzo rozsądne. Pozwolę sobie przytoczyć jego wypowiedź:

- O ile nam wiadomo wejście Netfliksa nie pomogło jak dotąd żadnej europejskiej kinematografii. Polski rynek providerów VOD, który siłą rzeczy dba o polski repertuar, nie jest przygotowany na wejście Netfliksa, więc prawdopodobnie ekspansja Netfliksa raczej utrudni dostęp do polskiego repertuaru, niż w tym pomoże - stwierdził reżyser.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
0

Widzę, że nie dałeś się zwieść na manowce politycznej poprawności (bo ponoć ona ma, o zgrozo, bronić także nas, katoli, niech Bóg wybaczy temu, kto wpadł na ten pomysł), nie przestraszyłeś się szczucia empatią i nadałeś swojej notce tytuł mogący urażać odczucia innych.

25-08-2015 15:39
Drachu
   
Ocena:
+1

Tak, ale dyskryminuje to tylko białych, heteroseksualnych, katolickich mężczyzn z których część ma wąsy i imię Janusz.
Ich wolno.

Zupełnie nie czujesz tego bluesa Adeptusie :)

25-08-2015 15:51
Adeptus
   
Ocena:
0

No właśnie oddtail niedawno twierdził, że polityczna poprawność obejmuje też katoli. Skoro zaplusował Twego posta, to chyba jest już to nieaktualne. Co za ulga, że jednak nie jesteśmy traktowani jako małe dzieci, które dostają histerii, bo ktoś im powie coś nieprzyjemnego.

Aczkolwiek, jeśli już zagłębić się na chwilę w absurdy antydyskryminacyjnej narracji, to tytuł dyskryminuje także czarne, biseksualne, prawosławne kobiety, z których część ma rozstępy i imię Grażyna.

25-08-2015 16:25
oddtail
   
Ocena:
0

Jeśli Netflix będzie miał nawet 10% tej oferty u nas, co w "ułesa", to mają moje pieniądze. Nawet jeśli poproszą o dość grubą jak na mój domowy budżet kasę. To aż tak proste.

Nie będę musiał piracić rzeczy, skoro będę miał do nich DOSTĘP*.

Nie wiem czy NF odniesie w Polsce sukces, bo pewnie jest sporo Polaków chcących oglądać tylko na zmianę Klan z Plebanią (nie wiem, co tam w telewizji leci, telewizora nie oglądam), ale życzę im ogromnego sukcesu. Nie wierzę, że w Polsce brakuje ludzi chcących oglądać rzeczy aktualne i na poziomie, a nie (autocenzura) ekskrementy serwowane przez polskie TV oraz polskie VOD.

*Disclaimer: oczywiście nigdy nie ściągnąłem nigdy niczego znikąd i w ogóle sam pomysł jest absurdalny. Wszystkie amerykańskie seriale, jakie znam i z zaangażowaniem oglądam, oglądałem lecąc co wieczór do Ameryki za pomocą jetpacka (paliwo do jetpacka drogie, więc nie oglądam żadnych). A w ogóle nie wiem nic o istnieniu żadnych amerykańskich seriali.

EDIT: Adeptus - ależ skąd, w moich oczach to dalej aktualne. Ale nie jestem fanatykiem, nie zawsze polityczna poprawność jest potrzebna. Ani przy niewybrednych żartach o gejach, ani przy podsumowywaniu wąsatych Januszów. Polityczna poprawność jest po to, by ludziom żyło się lepiej, a nie po to by była polityczna poprawność.

25-08-2015 16:26
Adeptus
   
Ocena:
0

Nie wiem czy NF odniesie w Polsce sukces, bo pewnie jest sporo Polaków chcących oglądać tylko na zmianę Klan z Plebanią (nie wiem, co tam w telewizji leci, telewizora nie oglądam), ale życzę im ogromnego sukcesu. Nie wierzę, że w Polsce brakuje ludzi chcących oglądać rzeczy aktualne i na poziomie, a nie (autocenzura) ekskrementy serwowane przez polskie TV oraz polskie VOD.

Oczywiście, Ty wolisz oglądać bezwartościową amerykańską sieczkę, która uczy przemocy, a co gorsza niekiedy zawiera elementy fantastyczne, niż polskie seriale O ŻYCIU.

Polityczna poprawność jest po to, by ludziom żyło się lepiej, a nie po to by była polityczna poprawność.

Polityczna poprawność jest zła z samego założenia.

25-08-2015 16:28
   
Ocena:
0

Polityczna poprawność jest zła z samego założenia.

Istotnie, założenie, że nie należy znieważać innych ludzi, jest praktycznie synonimem Szatana.

25-08-2015 19:03
-DE-
   
Ocena:
0

@oddtail - skoro nie wiesz, co leci obecnie w telewizji, to po co sie wypowiadasz? Nie rozumiem tez, w czym niby takie "M jak milosc" jest gorsze od "Gry o tron". Ze ma mniej smokow i golych cyckow?

25-08-2015 19:44
Adeptus
   
Ocena:
0

Istotnie, założenie, że nie należy znieważać innych ludzi, jest praktycznie synonimem Szatana.

Założenie, że nie należy znieważać ludzi to zwykłe dobre wychowanie, nie polityczna poprawność. Polityczna poprawność idzie krok dalej - "A zniewagą jest KAŻDA wypowiedź, którą za znieważającą uzna adresat".

W normalnym świecie nie powinienem kogoś wyzywać od k....w, bo to wulgarne, ani oczerniać jako złodzieja, bo to nieprawda. W świecie politycznej poprawności mogę się pewnego dnia dowiedzieć, że np. nie wolno mi hydraulików nazywać hydraulikami, bo ONI uznali, że nie podoba im się ten zwrot i życzą sobie, żeby ich nazywać "Mistrzami Ruroprzepychania", a jak się do tego życzenia nie dostosuję, to jestem świnią i faszystą. Albo, że nawet jak mi hydraulik zaleje mieszkanie, nie mam prawa o tym mówić, bo ONI uznali, że to ich obraża. Albo nie mogę grać w Mario, bo ta gra propaguje obraz hydraulika jako zdziecinniałego wąsatego kurdupla, który ONI uznają za krzywdzący.

Zgodnie z polityczną poprawnością, niewskazane jest np. okazywanie, że jesteś wyznawcą jakiejś religii - NIE wyśmiewanie czy obrażanie cudzych religii, sam fakt, że np. nosisz krzyż obraża wszystkich innowierców.

Jeśli ktoś twierdzi, że polityczna poprawność oznacza tylko tyle, że nie powinieneś znieważać innych i jeśli komuś nie podoba się PC, to znaczy, że chodzi mu tylko o to, żeby bezkarnie wyzywać ludzi, to ten ktoś jest albo ignorantem w tej dziedzinie, albo perfidnym kłamcą.

 

Poza tym, skoro przywołałeś imię (tytuł) Szatana, to warto się zastanowić, co mówił Jezus, jego największy Oponent? Niech mowa wasza będzie tak-tak, nie-nie, a co nadto, od Złego pochodzi. Więc owszem, polityczna poprawność jest od Szatana. Jezus nazywał swoich przeciwników grobami pobielonymi (w sensie, że z zewnątrz wyglądają porządnie, ale w środku mają zgniłą zawartość), przewrotnym plemieniem itd. Kiedy św. Piotr wykazywał niewłaściwą postawę, Jezus nie wahał się go nazwać Szatanem. Kiedy uratował nierządnicę przed kamienowaniem, to nie powiedział jej "Szanuję Twoje życiowe wybory" tylko "Idź i nie grzesz więcej". Kiedy Jezus naprawdę się zdenerwował, to przechodził od słów do czynów - vide wywalenie kupców ze świątyni. Jezus nigdy nie zawahał się przed skrytykowaniem kogoś, dlatego, żeby go nie "urazić". Jezus dyskryminował ludzi ze względu na ich poglądy i wyznanie.

Tak mówili o Jezusie ludzie: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką".

Polityczna poprawność pochodzi od Szatana. Szczucie empatią pochodzi od Szatana. Tolerancja, rozumiana jako zakaz krytyki cudzych zachowań, pochodzi od Szatana. Nie ja to wymyśliłem.

25-08-2015 20:26
oddtail
   
Ocena:
0

@DE:

"skoro nie wiesz, co leci obecnie w telewizji, to po co sie wypowiadasz?"

To była lekka hiperbola w celach komediowych. Zdarzyło mi się mieć w ręku gazetę z telewizyjnym "rozkładem jazdy". Miałem też możliwość śledzenia co jest w telewizji przez większość swojego życia, a także (gdy z nimi mieszkałem, czyli stosunkowo niedawno) widzenia, co oglądają moi rodzice, nawet przypadkowo włączając telewizor dawali mi jakiś obraz, co w telewizji da się znaleźć. Dlatego się wypowiadam =)

"Nie rozumiem tez, w czym niby takie "M jak milosc" jest gorsze od "Gry o tron". Ze ma mniej smokow i golych cyckow?"

Jasne, czemu nie. Jeśli nie widzisz innych różnic, to możemy uznać, że chodzi o smoki i cycki =) dla porządku dodam, że widziałem ładnych parę odcinków M jak Miłość, więc nie jest tak że oceniam zupełnie nie znając.

25-08-2015 21:35
oddtail
   
Ocena:
0

@Adeptus: do innych kawałków chwilowo nie mam siły, więc odniosę się tylko do:

"Szczucie empatią pochodzi od Szatana."

Moja odpowiedź: św. Mateusz 22, 36-40.

Oraz definicja empatii z Wikipedii: "Empathy is the capacity to understand or feel what another person is experiencing from within the other person's frame of reference, i.e., the capacity to place oneself in another's shoes."

Miłowanie innej osoby jak siebie samego jest w moim odczuciu niemożliwe bez umiejętności zrozumienia, jak on postrzega siebie, jak myśli i jak odczuwa.

25-08-2015 21:41
Adeptus
   
Ocena:
0

do innych kawałków chwilowo nie mam siły, więc odniosę się tylko do:

Innymi słowy "Odniosię się tylko do tych fragmentów, które uważam, ze jestem w stanie obalić, te których nie potrafię zignoruję, w nadziei, że o nich zapomnimy i wyjdzie, że udowodniłem, że w ogóle nie masz racji".

Nigdzie nie pisałem, że empatia jako taka jest zła. Pisałem o szczuciu empatią. O założeniu, zgodnie z którym jeśli wiesz, że jakieś działanie wywoła u kogoś przykrość, to nie masz prawa go wykonywać. Ktoś robi coś złego - nie masz prawa go skrytykować, bo przecież on się wtedy poczuje urażony. Kogoś uraża to, że nosisz zielone koszulki - masz obowiazek się dostosować. Kogoś uraża to, że nie chcesz mu powierzyć swojej własności jeszcze za to płacić - musisz go zatrudnić. Komuś nie podoba się to, że w twoich filmach nie ma ludzi podobnych do niego - masz obowiązek dorobić takie postaci. To jest szczucie empatią.

Miłowanie bliźniego w rozumieniu chrześcijańskim z założenia wymaga, abyś czasem zrobił coś, co temu bliźniemu się nie spodoba - ale zgodnie z lewicowymi zasadami tolerancji to nie do pomyślenia.

Interesowanie się tym, co czują inni, nie jest złe. Ale co innego kierowanie się tym. Czasem powinieneś poznać odczucia innej osoby tylko po to, żeby pomyśleć "Ale to głupie, zignoruję to".

Poza tym, "miłowanie bliźniego, jak siebie samego" wręcz dowodzi tezy, że chrześcijanin nie powinien zbytnio kierować się empatią. Chrześcijanin nie powinien być niewolnikiem swoich własnych uczuć, tak samo cudzych.

25-08-2015 22:19
oddtail
   
Ocena:
0

"Innymi słowy "Odniosię się tylko do tych fragmentów, które uważam, ze jestem w stanie obalić, te których nie potrafię zignoruję, w nadziei, że o nich zapomnimy i wyjdzie, że udowodniłem, że w ogóle nie masz racji"."

Nie. Raczej "odniosę się do tego, z czym najbardziej się nie zgadzam i uważam za największy problem z wypowiedzią".

Co do szczucia empatią - moim zdaniem jest to problem przez Ciebie wymyślony. Ja przykładów tego szczucia empatią nie widuję, ja widzę przypadki zachęcania do empatycznych zachowań i postaw i negatywne podejście do traktowania braku empatii jako normalnego, pożądanego i fajnego. Przykładem klasyczne "this is the Internet" w odpowiedzi na jakąkolwiek krytykę czyjejś wypowiedzi w Internecie, obojętne jak jest obraźliwa, ekstremalna i przepełniona nienawiścią.

Jeśli ktoś chce być męskim członkiem dla innych ludzi w dowolnym kontekście, to raczej nikt go nie zmusi żeby nie był. Ale dezaprobata dla takiego nastawienia nazywana "szczuciem"? Ci podobno szczuci ludzie to zwykle w moim doświadczeniu ludzie, którzy szczują, nękają i czasem znęcają się nad innymi, a jak są przedmiotem krytyki, to nagle zachowują się jakby się wzięła znikąd. Tak to przynajmniej postrzegam.

No i podajesz przykłady abstrakcyjne, ekstremalne i moim zdaniem nie mające odniesienia do rzeczywistości. Sprowadzenie czegoś do absurdu przez podawanie hipotetycznych przykładów, jak to kogoś może obrazić zielona koszulka ignoruje zupełnie rzeczy, które rzeczywiście ludziom przeszkadzają i które pewna grupa ludzi uważa za problematyczne. Widywałem posunięcie tego do przesady, ale stanowiło to margines, i też zawsze dalo się do pewnego stopnia zrozumieć.

A zasada, że to osoba obrażana decyduje, co jest obraźliwe? To reakcja na prostą, bezczelną i cyniczną strategię, w której osoby wyrażające się, zachowujące albo działające w określony sposób udają, że to co robią jest OK, nawet gdy dobrze znają powody, dla których może ich działanie czy słowa być obraźliwe, raniące lub inaczej problematyczne. Różne "dla mnie 'pedał' to nie jest słowo obraźliwe", różne "sea lioning" i inne przykłady udawania głupiego.

Podejrzewam, że gdyby takie strategie odsuwania od siebie ewentualnej krytyki nie były tak szeroko rozpowszechnione, zgadzałbym się z Twoim strachem przez szczuciem empatią bardziej. Ale są. A kiedy ktoś, kto jest w pozycji uprzywilejowanej, często należy do większości i zachowuje się w sposób nie uwzględniający problemów, podejścia i życzeń innych, to protestowanie przeciwko krytyce zwykle ma dla mnie wszelkie cechy w najlepszym razie ignorancji i braku perspektywy, w gorszym - braku empatii właśnie, a w wielu przypadkach cynicznego, świadomego udawania, że się nie wie jakie racje może mieć ktoś inny.

A szczucie ludzi, którzy albo nie uwzględniają potrzeb innych, albo się z nimi nie liczą, albo nie zadają sobie trudu ich zrozumieć, naprawdę trudno postrzegać mi jako realny problem. Jeśli ktoś ma filozofię, że liczenie się z innymi jest w jakiś sposób niewłaściwe, to liczenie się z nim byłoby dziwne i cokolwiek groteskowe.

Krócej mówiąc - jeśli ktoś sobie czegoś nie życzy, sprawia mu to przykrość czy ból czy stresuje, a ja nie mam dobrego powodu przypuszczać, że mnie trolluje albo się czepia by się czepiać - oraz, co więcej, uwzględnienie życzeń tej osoby lub osób nie wymaga ode mnie wysiłku, czasu, pieniędzy ani osobistych poświęceń - to powiedzenie "nie będę tak robił, bo nie" jest dla mnie zwyczajnie byciem dupkiem. O ograniczonej empatii.

EDIT: i nie jest tak, że można kogoś do empatii zmusić. Ale dla mnie nie ma "szczucia empatią", jest raczej docenianie empatycznych zachowań i reagowanie głośną dezaprobatą na zachowania pokazujące ewidentny tej empatii brak. Tak samo, jak mogę zareagować dezaprobatą na kogoś, kto łamie prawo, kto robi coś moim zdaniem złego, albo zwyczajnie jest np. niegrzeczny. Mało empatyczne zachowanie jest w wielu środowiskach raczej normą niż wyjątkiem, i nie dziwi mnie że niektórzy ludzie reagują na umacnianie tego status quo gwałtownie.

25-08-2015 23:05
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Przepraszam, ale o co chodzi w tej dyskusji?

25-08-2015 23:07
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ zegarmistrz

Wiesz, jak mam okazję, to będę gadał o religii i tym podobnych, i dajesz taki tytuł. Naprawdę, powinieneś się tego spodziewać ;)

@ oddtail

Co do szczucia empatią - moim zdaniem jest to problem przez Ciebie wymyślony. Ja przykładów tego szczucia empatią nie widuję, ja widzę przypadki zachęcania do empatycznych zachowań i postaw i negatywne podejście do traktowania braku empatii jako normalnego, pożądanego i fajnego.

Bywa tak, bywa tak - zależy gdzie patrzysz. Nawet na polterze mieliśmy przykłady tego, co nazywam szczuciem empatią. Vide "Jakim prawem nie zorganizowali randek dla gejów PRZECIEŻ SĄ W STANIE" albo "Twórcy filmów i gier mają obowiązek dbać o reprezentację, żeby mniejszościom nie było smutno". W realu typowym przykładem jest "nie wolno mówić, że homoseksualizm uważasz za grzech" czy "nie wolno obnosić się ze swoją wiarę, bo to może wywołać dyskomfort u kogoś, kto jej nie wyznaje" (w efekcie docelowym stanem jest ten, w którym żaden wierzący nie może się obnosić ze swoją wiarą i tylko ateusze są zadowoleni).

Jeśli ktoś chce być męskim członkiem dla innych ludzi w dowolnym kontekście, to raczej nikt go nie zmusi żeby nie był. Ale dezaprobata dla takiego nastawienia nazywana "szczuciem"?

Kolejna próba sprawienia mylnego wrażenia, że to, czego ja bronię to prawo do prześladowania innych. Napisałem Ci, co rozumiem przez szczucie i dlaczego uważam to za złe. A Ty stwierdziłeś, że sobie je inaczej zdefiniujesz, po czym wychodząc od tej swojej definicji, która ma niewiele wspólnego z ty, co ja napisałem, stwierdziłeś, że tego nie należy nazywać szczuciem. I słusznie, bo ja szczuciem nazwałem coś innego.

A zasada, że to osoba obrażana decyduje, co jest obraźliwe? To reakcja na prostą, bezczelną i cyniczną strategię, w której osoby wyrażające się, zachowujące albo działające w określony sposób udają, że to co robią jest OK, nawet gdy dobrze znają powody, dla których może ich działanie czy słowa być obraźliwe, raniące lub inaczej problematyczne. Różne "dla mnie 'pedał' to nie jest słowo obraźliwe", różne "sea lioning" i inne przykłady udawania głupiego.

 To, ze absurdalne zachowanie jest reakcją na inne zło w niczym nie neguje jego absurdalności.

A kiedy ktoś, kto jest w pozycji uprzywilejowanej, często należy do większości i zachowuje się w sposób nie uwzględniający problemów, podejścia i życzeń innych, to protestowanie przeciwko krytyce zwykle ma dla mnie wszelkie cechy w najlepszym razie ignorancji i braku perspektywy, w gorszym - braku empatii właśnie, a w wielu przypadkach cynicznego, świadomego udawania, że się nie wie jakie racje może mieć ktoś inny.

Nie podzielam lewackiego założenia, zgodnie z którym słabszy zawsze ma rację i należy mu ustępować we wszystkim tylko dlatego, że jest słabszy (pytanie, kto w tej sytuacji naprawdę jest słabszy?).

Krócej mówiąc - jeśli ktoś sobie czegoś nie życzy, sprawia mu to przykrość czy ból czy stresuje, a ja nie mam dobrego powodu przypuszczać, że mnie trolluje albo się czepia by się czepiać - oraz, co więcej, uwzględnienie życzeń tej osoby lub osób nie wymaga ode mnie wysiłku, czasu, pieniędzy ani osobistych poświęceń - to powiedzenie "nie będę tak robił, bo nie" jest dla mnie zwyczajnie byciem dupkiem. O ograniczonej empatii.

W wielu sytuacjach wymaga. Przykłady podałem powyżej.

Sprowadzenie czegoś do absurdu przez podawanie hipotetycznych przykładów, jak to kogoś może obrazić zielona koszulka ignoruje zupełnie rzeczy, które rzeczywiście ludziom przeszkadzają i które pewna grupa ludzi uważa za problematyczne. Widywałem posunięcie tego do przesady, ale stanowiło to margines, i też zawsze dalo się do pewnego stopnia zrozumieć.

Według Ciebie walka z dyskryminacją w zatrudnieniu to zjawisko marginalne i hipotetyczne? Bo to jeden z przykładów, które podałem na szczucie.

Ale dla mnie nie ma "szczucia empatią", jest raczej docenianie empatycznych zachowań i reagowanie głośną dezaprobatą na zachowania pokazujące ewidentny tej empatii brak.

W Twoim świecie nie ma, w moim jest.

 

 

25-08-2015 23:33
oddtail
   
Ocena:
0

@Adeptus: OK, teraz lepiej rozumiem Twój punkt widzenia. Dalej się z nim nie zgadzam, ale mam wrażenie, że wiele kwestii rozbija się o wartościowanie i nie jest czymś, co można argumentować w jedną stronę czy drugą. Dziękuję za obszerne wypowiedzi =)

25-08-2015 23:42
Adeptus
   
Ocena:
0

Dalej się z nim nie zgadzam, ale mam wrażenie, że wiele kwestii rozbija się o wartościowanie i nie jest czymś, co można argumentować w jedną stronę czy drugą.

Zależy. To, jak oceniasz zjawiska, które opisuję, to kwestia wartościowania, ale to, że one zachodzą, to fakt.

Dziękuję za obszerne wypowiedzi =)

Dziękuję, że raczyłeś je przeczytać.

26-08-2015 10:39
oddtail
   
Ocena:
0

@Adeptus:

"To, jak oceniasz zjawiska, które opisuję, to kwestia wartościowania"

W tym rzecz. Ja te same rzeczy, które opisujesz postrzegam inaczej, opisałbym inaczej i inaczej interpretuję. Uważam że Twoja interpretacja jest uzasadniona (i na pewno jest dla mnie kwestią do przemyślenia), ale niekoniecznie i nie w pełni zmienia to moją.

Zresztą w pewnych punktach się z Tobą zgadzam (i/lub zmieniłem nieco zdanie na podstawie Twojej argumentacji), choć znowu - całość, jaka układa mi się z podobnych elementów jest inna, niż Twoja. A ze swojej strony? Wyłożyłem mój punkt widzenia dość dokładnie i nie mam wiele do dodania. Jeśli nie brzmi to przekonująco, trudno =)

26-08-2015 10:48
Adeptus
   
Ocena:
+1

Wyłożyłem mój punkt widzenia dość dokładnie i nie mam wiele do dodania.

No, nie tak znowu dokładnie, bo wiem tyle, że obecnie z niektórymi punktami się zgadzasz, z niektórymi nie... ale nie wiem, które są które ;) Notabene, mógłbyś w końcu napisać tę notkę, którą swego czasu kilka razy obiecywałeś, żebyśmy wreszcie mogli podyskutować bez offtopowania pod innymi artykułami.

26-08-2015 11:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.