» Artykuły » Inne artykuły » Nebula 2012: Fragmentation, Or Ten Thousand Goodbyes

Nebula 2012: Fragmentation, Or Ten Thousand Goodbyes


wersja do druku

Dziesięć tysięcy przeminięć

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Nebula 2012: Fragmentation, Or Ten Thousand Goodbyes
Czy Tom Crosshill przebił Helenę Bell? Kto w jego utworze ma rację? W jaki sposób tekst przedstawia przemijanie? O nominowanym do Nebuli opowiadaniu Fragmentation, Or Ten Thousand Goodbyes dyskutują Bartek Szczyżański, Staszek Krawczyk, Bartek Łopatka i Maciej Szraj.

(Rozmowa zawiera spoilery).


____________


Bartek Szczyżański: Zgodzicie się chyba ze mną, Panowie, co do tego, że nasze dyskusje rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia, które zaserwował nam Robot, ale potem już tak dobrze nie było. Choć i Immersion, i O tworzeniu książek... to lektury wartościowe, to trudno którekolwiek uznać za literacki majstersztyk. Na szczęście w końcu przyszła pora na Fragmentation…, które do tego miana może aspirować bez najmniejszych kompleksów.

Co mnie w tekście Toma Crosshilla urzekło? Zderzenie nowoczesnej techniki z bogatą warstwą liryczną, które czyni opowieść o niezgodzie na przemijanie poruszającą i wzruszającą. Nutka egzotyki czy może ekstrawagancji związana zarówno z etnicznymi korzeniami protagonistów, jak i z artyzmem matki Rico. Sami bohaterowie: odchodząca w cień kobieta, zagubiony i w stosunkach z rodzicami, i w małżeństwie syn, próbująca zrozumieć partnera żona. Fragmentation… zagrało na jednej z moich czytelniczych czułych strun. Czy to opowiadanie godne Nebuli? Jak najbardziej.

Podzielacie mój entuzjazm?

Staszek Krawczyk: W moim rankingu Robot na razie nadal dzierży palmę pierwszeństwa, ale opowiadanie Crosshilla rzeczywiście przebija i O tworzeniu książek..., i Immersion. Szczególnie cenię w nim to, że temat przemijania został przedstawiony na tyle sposobów. Mamy niezwykłe zaburzenie psychologiczne u matki narratora; mamy nowoczesną technologię, która obiecuje urzeczywistnienie odwiecznych marzeń o ocaleniu ukochanych osób przed śmiercią; mamy wreszcie ostatnią rozmowę bohatera z Lisą na temat tego, że całe ludzkie życie stanowi ciąg ostatnich pożegnań.

Moim zdaniem nie jest to jednak opowieść o niezgodzie na przemijanie, lecz o samym przemijaniu. Nie bez kozery poszczególne postacie zajmują tutaj różne stanowiska. Matka akceptuje przemijanie, Lisa je zwalcza. Między nimi znajduje się bohater-narrator, mąż i syn, niewiedzący, którą z dwóch dróg wybrać. Ciekaw jestem, jak odczytujecie jego końcowe słowa: "And then, whatever that decision, I'll say goodbye to her for the last time". Czy w ten sposób mężczyzna przyznaje rację matce, czy może nie jest to takie proste?

Bartek Łopatka Jak dla mnie to najlepszy z dotychczasowych tekstów, łączący s.f. raczej bliskiego zasięgu (hej, okulary Google’a, wirtualne rzeczywistości!) z olbrzymim ładunkiem emocjonalnym – szczególnie wzruszająca jest relacja matki z synem i przyznanie się tego ostatniego do egoizmu, do niezdolności utraty najbliższej mu osoby. Co w całkiem innym świetle stawia tak chwaloną przez Lisę wirtualną rzeczywistość i habitaty.

Wydaje mi się, że ostatnie zdanie świadczy o świadomości wagi decyzji. Jeżeli narrator pozwoli matce umrzeć, to już nigdy jej nie zobaczy, nie porozmawia z nią; z kolei decyzja o "załadowaniu" jej do habitatu spowoduje pożegnanie się syna ze zmieniającą się istotą ludzką, która jest jego mamą – i da życie sztucznemu tworowi.

Maciej Szraj: Opowiadanie Croshilla utrzymane jest w ponurym nastroju. Dominują takie uczucia jak zrezygnowanie, niezrozumienie czy zagubienie. Z jednej strony bohater boryka się z matką, która lada chwila może umrzeć. Nie zna dnia ani godziny, dlatego dzień w dzień żegna się ze swoim synem, tak jakby to miało być ich ostatnie spotkanie. Z drugiej strony jest Lisa, która wydaje się nie rozumieć doniosłości sytuacji. Nie tyle myśli w inny sposób, ile raczej pewnych rzeczy w ogóle do siebie nie dopuszcza. Dylematy bohatera chyba do niej nie docierają.

Pytasz, Staszku, jak interpretujemy ostatnie zdanie. Dla mnie jest to pogodzenie się bohatera z ulotnością życia, uszanowanie woli matki i zaakceptowanie jej sytuacji. Zapadł mi w pamięć ten fragment z domem, gdzie matka mówi "This house belongs to the girl I was. […] That girl is gone". Na początku syn zachowania matki do końca nie rozumie, na końcu natomiast przechodzi na jej stronę. Ale nie jestem pewien, czy syn już zawsze będzie śmierć traktował w kategoriach matki (anachronicznych?). Może już po jej odejściu przyjmie poglądy Lisy.

Staszek Krawczyk: Być może przyjmie je w istocie. Wtedy jednak zapewne czulibyśmy się zawiedzeni, ponieważ opowiadanie jest tak skrojone, aby racje matki przeważyły nad racjami Lisy. Widać to między innymi w ostatnim zdaniu (wygląda na to, że wszyscy rozumiemy je podobnie), a także w kompozycji: początek i zakończenie, szczególnie eksponowane miejsca tekstu, akcentują relację bohatera z matką, nie zaś z Lisą. Właśnie w tej jednoznaczności widziałbym pewną słabość tekstu Crosshilla. Robot Heleny Bell jest otwarty interpretacyjnie, skłania do pytań, natomiast Fragmentation… podsuwa nieco zbyt stanowcze odpowiedzi (to samo dotyczy zeszłorocznej Papierowej menażerii Kena Liu, o której rozmawialiśmy przy innej okazji).

Czy nie odnieśliście zbliżonego wrażenia?

Bartek Łopatka: Nie powiedziałbym, że te odpowiedzi są całkowicie jednoznaczne i stanowcze – nie wiemy przecież jaką decyzje podejmie główny bohater, z racjami której strony się zgodzi. Wiemy za to, że uważa tę decyzję za kluczową i nieodwołalną oraz za taką, która zmieni jego życie.

Wydaje mi się, że tu poniekąd wypływa siła opowiadania Crosshila – czytelnik identyfikuje się z którymś z poglądów skrajnych (Lisa lub matka głównego bohatera) i dlatego wydaje mu się, że ostatnia decyzja jest oczywista, a pokazane światopoglądy są jednoznacznie określone jako negatywne/pozytywne.

Bartek Szczyżański: Zgodzę się z Tobą, Staszku, co do tego, że zdanie matki jest przez Crosshilla przedstawione jako lepiej umotywowane, lepiej odpowiadające sytuacji, bardziej słuszne niż poglądy Lisy. Dlaczego jednak upatrywać w tym słabości Fragmentation…? Można by oczywiście zupełnie "spłaszczyć" tekst i stwierdzić, że jego jedyną treścią jest banalny strach przed śmiercią. Oczywiście, ślad tego lęku pojawia się w opowiadaniu – i bardzo dobrze. Dlaczego mielibyśmy narzekać na to, że Crosshill postanowił napisać o emocjach związanych z przemijaniem i odchodzeniem bliskich, skoro zrobił to w opowiadaniu tak klimatycznym? Literatura to subiektywna forma wyrazu i trudno narzekać na to, że pisarz nie dąży do szeroko pojętego obiektywizmu. A że przy pomocy ust głównego bohatera sugeruje, iż w końcu z przemijaniem trzeba się pogodzić – cóż, to pewnie banał, ale każdy z nas prędzej lub później zostanie do tego zmuszony.

Staszek Krawczyk: Na razie przeważają głosy na rzecz stanowczości i jednoznaczności (jeszcze tylko Maciej nie wyraził swojego zdania) i tej wersji będę się trzymał. Chyba zgodziliśmy się co do tego, że bohater w kluczowej kwestii przyznał słuszność matce. Nawet jeśli postanowi zachować jej elektroniczną kopię, to ze świadomością, że będzie ona jedynie cieniem zmarłej.

A czy jest to faktycznie wada? Jedną z naszych poprzednich rozmów sam zakończyłem pytaniem, czy brak "wątpliwości co do tego, komu czytelnik ma kibicować[q] należy uznać za literacką słabość. Zrobiłem tak – przyznaję – z myślą o tym, że może uda się sprowokować czytelników do wejścia w dyskusję (nie udało się). W rzeczywistości jestem zdania, iż najciekawsza literatura to taka, która zmaga się z najtrudniejszymi pytaniami. Najtrudniejszymi, czyli pozbawionymi odpowiedzi. Można też ująć rzecz od innej strony, tak jak to zrobił Simon Critchley (we fragmencie "Scene 7"), pisząc o autorze Zbrodni i kary: [q]Wielką wartością Dostojewskiego jako pisarza jest bycie tak bardzo przekonującym w zarysowywaniu rzeczy, w które sam nie wierzy, i tak głęboko nieprzekonującym w obronie tego, w co chce wierzyć ". Nie twierdzę jednak, że to kryterium obiektywne.

Macieju, a jak Ty widzisz tę sprawę?

Maciej Szraj: Nawet jeśli odpowiedzi są jednoznaczne, to nie jest to mankament, po prostu inny rodzaj literatury. Czy od razu gorszy, tego nie wiem. Jedni stawiają wyłącznie pytania, a drudzy szukają rozwiązań bądź optują za pewnymi modelami rzeczywistości, które wydają im się słuszne. Zresztą Croshill też nie jest pod tym względem jednowymiarowy. Z jednej strony pokazuje, w którą stronę "powinniśmy" iść, a z drugiej porusza temat egzystencjalny, jakim jest przemijanie. Czyli szale się wyrównują. Czy Mniejsze zło Sapkowskiego jest w jakiś sposób gorsze z tego powodu, że wiedźmin podejmuje działanie, przez co tekst wydaje się potwierdzać istnienie czynów restryktywnie złych?

Mogę się zgadzać lub nie z poglądami przedstawionymi w tekście, ale dopóki jest to dobre literacko, nie mam z tym problemu. Może samemu Croshillowi bliżej do tradycyjnego myślenia, które staje w obronie przemijania oraz naturalnego odchodzenia. Daleki jestem jednak od wiązania poglądów autora z tymi zawartymi w tekście, co z całą stanowczością wyperswadował mi kiedyś Andrzej Sapkowski w Historii i fantastyce. Niemniej oprócz zarysowania problemu we Fragmentation… pojawia się wskazówka "jak patrzeć na świat".  W Gran Torino Clinta Eastwooda mamy konflikt pokoleniowy, konserwatywną postawę bohatera, ale nikt nie obraża się chyba na to, że pewien model, chociaż z drobnymi zmianami, jest promowany, natomiast drugi zdecydowanie odrzucony i ośmieszony. Zgadzam się z Tobą, Staszku, w kwestii postrzegania literatury i tych najtrudniejszych pytań, ale nie przeszkadza mi, jeśli czasem autor pokusi się o subiektywną odpowiedź.

Rozmowa odbyła się jeszcze przed przyznaniem tegorocznej nagrody.



Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.