string(15) ""
» Blog » Nauczycielu: jak zachować się w miejscu kultury?
17-05-2015 00:58

Nauczycielu: jak zachować się w miejscu kultury?

W działach: Wredni ludzie | Odsłony: 653

Nauczycielu: jak zachować się w miejscu kultury?

Majowy długi weekend jest w branży turystycznej, do której jakiś czas temu się przekwalifikowałem momentem otwarcia sezonu. Oznacza to, że niedługo moje obecne miejsce pracy zostanie zalane przez turystów, w tym naszego wroga głównego: wycieczki szkolne i kolonie. Oznacza to też, że zostanę wystawiony na wzmożony kontakt z jedną z moich „ulubionych” grup społecznych.

Jak pisałem już kilka razy: osobiście nie mam nic przeciwko uczniom i młodzieży. Przeciwnie: w zasadzie to im człowiek młodszy, to tym mniejszy problem stanowi. Dzieciaki i młodzież zasadniczo przyzwyczajone są do posłuszeństwa i tego, by wykonywać polecenia, są zwykle relatywnie nieduże i mają problemy z nabyciem alkoholu. Tak więc szturm grupy gimnazjalistów lub licealistów jest zwykle niewielkim problemem w porównaniu z np. desantem niedopitych wiceprezesów przyzwyczajonych, że to oni wydają polecenia... Z dzieciakami nie byłoby problemów, gdyby nie poruszały się one w eskorcie mojej, jak już pisałem: „ulubionej” grupy społecznej: nauczycieli.

Podstawy: czego nie należy robić w placówce kultury?

Jeśli ktoś czytał moje poprzednie posty o szkole i nauczycielach zapewne domyślił już się, że nie lubię nauczycieli głównie dlatego, że stawiają pały za brak wiedzy i obniżają oceny z zachowania, a sami bardzo często prezentują kołtuństwo, brak inteligencji oraz żenująco niski poziom obycia i wychowania. Niestety im dłużej mam kontakt z tą grupą zawodową tym niższe jest moje zdanie o niej. Coraz bliższy jestem też opinii, że jedynym sposobem, w jaki nauczyciel jest w stanie wychować uczniów to anty-przykład i wprawienie ich w zażenowanie swoim własnym zachowaniem. Jednak by być konstruktywny przedstawię zasady korzystania z tego typu placówek.

Zacznę oczywiście od podstaw, czyli rzeczy, które każdy, bywały w świecie człowiek z wyższym wykształceniem pretendujący do bycia osobą kulturalną wie. Powiem więcej: są to rzeczy, które najczęściej rozumieją nawet dresiarze. Co nie znaczy, że nie istnieją w Polsce grupy zawodowe, które nie są owych kanonów świadome. Tak więc specjalnie na ich potrzeby przypomnę, że:

  • W placówkach kulturalnych, takich, jak muzea, teatry czy kina obowiązuje zakaz korzystania z telefonów komórkowych, (nawet w celu omówienia programu nauczania z innym nauczycielem), gdyż może to przeszkadzać i rozpraszać innych użytkowników tego obiektu
  • Szczególnie niegrzeczne jest rozmawianie przez telefon w trakcie seansu, przedstawienia lub w momencie, gdy grupa oprowadzana jest przez płatnego przewodnika. Jest to wyrazem braku szacunku zarówno dla innych osób znajdujących się w sali, jak i dla cudzej pracy. Stopień nietaktu jest co najmniej równy rozmowie telefonicznej w trakcie lekcji.
  • Podobnie w tego typu miejscach (i sytuacjach) nie rozmawia się głośno z kolegami.
  • Do placówek kultury nie wprowadza się zwierząt (wyjątek: psy-przewodnicy).
  • W tego typu budynkach nie wykonuje się też zdjęć z lampą błyskową.
  • W ich wnętrzu także się nie je (wyjątki: osoby o specjalnych potrzebach jak diabetycy). Na ekspozycji muzealnej nie otwiera się też napojów gazowanych ani torebek z chipsami.
  • Jeśli coś w tego typu miejscu jednak się jadło, to opakowanie należy wyrzucić do kubła, a nie cisnąć na podłogę. To, że tego typu ośrodki czasem zatrudniają sprzątaczki lub wynajmują serwis sprzątający nie zwalnia nas z obowiązku dbania o czystość, ani podstawowych zasad kultury.
  • Eksponatów muzealnych się nie dotyka, zwierząt w ogrodach zoologicznych się nie karmi i nie głaszcze, w szyby akwariów nie należy pukać, kwiatów w ogrodzie botanicznym się nie zrywa.
  • W szczególności nie należy siadać na zabytkowych meblach, nawet, jeśli bolą nas nogi. Nie należy sadzać też na nich uczniów. Jeśli uczniowie na nich usiądą, to należy ich z tego typu przedmiotów natychmiast przegonić (a nie fotografować ich telefonem).
  • Koszt naprawienia przez konserwatora rysy długości 1 centymetra powstałej na typowym zabytku to około tysiąca złotych. Instytucja ma prawo obciążyć nim prawnego opiekuna grupy, która dokonała zniszczeń lub samego niszczyciela.
  • Barierki zabezpieczające, tabliczki z napisem „zakaz wstępu” i kolorowe taśmy w krzykliwych kolorach nie są rozwieszane bez powodu i nie należy ich forsować.
  • Toalety dla zwiedzających znajdują się w specjalnie wyznaczonych punktach. Nie należy więc włamywać się do pokoju socjalnego celem zaspokojenia potrzeb fizjologicznych.
  • Toalety dla zwiedzających przeznaczone są (jak nazwa wskazuje) dla zwiedzających. Sprowadzanie do muzeum, kina lub teatru grupy tylko po to, by miała gdzie oddać mocz nie należy do kanonów dobrego wychowania.
  • Po załatwieniu swoich potrzeb w sedesie należy spuścić wodę.
  • Aby skorzystać z usług muzeum, kina lub teatru należy kupić bilet.
  • Raczej zauważamy zorganizowane grupy próbujące wbić na ekspozycję „na krzywy ryj”.

Zanim przejdę do następnego punktu chciałbym zauważyć jedną rzecz. Otóż: autorytet buduje się głównie dając przykład. Nie można po prostu wymagać od innych, by robiliśmy rzeczy, których sami nie zamierzamy robić: pracowali, gdy sami się lenili, uczyli się, gdy prezentujemy intelektualną pustkę lub byli grzeczni, gdy sami reguł dobrego wychowania nie przestrzegamy. Osoba, która z jednej strony np. głośno rozmawia przez telefon komórkowy na sali kinowej, a z drugiej wpisuje do dziennika uwagi za rozmowy rozmowy w trakcie lekcji nie uczy dobrego wychowania. Uczy jedynie, że rację ma silniejszy, a każdy system można obejść.

Osoba taka nie powinna więc dziwić się, że jej wychowankowie próbują ów system obchodzić.

Kto odpowiada za twoich uczniów?

Kolejny błąd jaki popełniają nauczyciele na wycieczce do miejsca kultury polega na założeniu, że zachowanie i kontrola nad ich uczniami jest sprawą pracowników danego miejsca. Otóż: nie wiem, jak jest w innego rodzaju placówkach, ale choć Ustawa o Muzeach stwierdza, że pracownik ekspozycji jest odpowiedzialny, za powierzone mu eksponaty oraz odwiedzających ekspozycję turystów, to jednak zarówno kodeks cywilny jak i ustawy określające ramy prawne zawodu nauczyciela jasno stwierdzają, że to właśnie on jest w pierwszej kolejności odpowiedzialny za czyny znajdującego się pod jego opieką nieletniego. Co więcej zachodzi tutaj jeden z nielicznych w naszym prawie przypadków domniemania winy. Oznacza to, że - jeśli uczniowi w chwili, gdy znajdował się pod opieką nauczycielka - stanie się jakaś krzywda, lub też dokona jakiegoś wykroczenia, to właśnie nauczyciel musi najpierw udowodnić, że podjął wszelkie możliwe kroki by wypadkowi zapobiec.

Jeśli zaś chodzi o pracowników instytucji kultury, to tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż: instytucje takie oraz ich zawartość opiekują się kulturowym dziedzictwem naszego narodu. Owo dziedzictwo ma wartość niewycenialną tak samo, jak ludzkie życie. Obowiązkiem pracownika tego typu instytucji jest natomiast w pierwszej kolejności owego dziedzictwa ochrona.

By cokolwiek mu zrobić musicie najpierw udowodnić mu, że w momencie, gdy miał miejsce wypadek nie był zajęty sprawdzaniem, czy któryś z uczniów przypadkiem nie dotyka eksponatów.

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

2
Notka polecana przez: slann, Torgradczyk
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Alkioneus
    Ostro
Ocena:
+3

Bardzo ostro, ale ciut za bardzo generalizujesz. Opisujesz zjawisko, jedziesz po grupie zawodowej bez pardonu - co więcej, nie silisz się nawet na próbę oddzielenia plew. Uczę w placówce przypisanej Ochotniczym Hufcom Pracy, przerabiałem zorganizowane wyjścia nawet z absurdami, których nikt z mądrych ludzi w ratuszu nie przewidział(lat temu kilka prezydent robił na stadionie jakąś imprezę i delikatnie zaznaczył, że każda szkoła ma się stawić, ja z kilkoma osobami musieliśmy dogrywać, co zrobić, jeżeli na 120-150 osób, które jedzie od nas mamy 50 zakazów stadionowych).

Jeżeli uważasz, że dzieciaki są skore do słuchania i to nauczyciele sieją zamęt, to z całym szacunkiem, zegarmistrz, ale masz chyba do czynienia z młodzieżą z wycyckanych liceów albo tzw."ekipami reprezentacyjnymi" i żadna placówka z cięższej patologii nie zrobiła Ci tzw. "cięższego wjazdu"(tak się określa wyjścia zorganizowane, z gronem pedagogicznym postawionym do totalnego pionu, na wypadek rzeczy, których mogą się stać). Stwierdzenie, im człowiek młodszy tym mniej problemów sprawia, to jest jakiś zabobon.

Jestem nauczycielem, urabiam sobie ręce po łokcie. Siadam do Poltka przed snem i czytam, że nie spuszczam wody, włamuję się, by defekować do pokojów socjalnych, itd.,itd. Przywykłem do czytania podobnych rzeczy, najczęściej od ludzi, o pracy w szkole czytali na onecie, albo budują obraz polskiej edukacji na bazie swoich przeżyć.

I z całym szacunkiem, jeżeli grupa robi Ci wjazd a dany belfer ma to w czterech literach, to grzecznie informujesz o fakcie dyrekcję szkoły albo kuratorium. I więcej się sytuacja nie powtórzy. Bo mit, że nauczyciele nie są kontrolowani to totalna głupota. Kuratorium nigdy nie było może uosobieniem skuteczności, ale nauczyciele kontrolowani są przez uczniów. I jeżeli ja sprawdzę obecność, porozmawiam o kwiatkach i dupie Maryni, to wieść się poniesie szeroko.

Lekcja, która "wymyka się spod kontroli" i zamiast realizacji podstawy programowej wdaję się w jakieś dywagacje(dałem się podpuścić jednej klasie i przez 20 minut staraliśmy się portretować przykładową karierę zawodową kryminalisty na przykładzie "Gomorry", żeby milusińscy zrozumieli, że dealowanie to nie bajka) to przywilej dla klas, które sobie na to zasłużą i są do przodu z materiałem i ogarniają go na tyle, że można ich nagrodzić delikatnym popuszczeniem wodzy.

Generalnie wpis tendencyjny i z całym szacunkiem, ale wionie od niego brakiem rzetelności a mówi Ci to człowiek, który nie opuszcza żadnego Twojego wpisu od dobrych kilku lat.

Pozdrawiam



EDIT: A nie dziw się, że będąc na "rocznym zastępstwie" w szkole nie byłeś nadmiernie kontrolowany. Z prostego powodu - byłeś jak student dorabiający sobie na budowie. Nie wymagano od Ciebie tyle co od budowlańca.
 

17-05-2015 22:21
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Sorki, ale co powiesz o takiej sytuacji (przedstawionej zresztą w dalszej części wpisu): przyjeżdża wycieczka obcojęzyczna z wymiany szkolnej. Mówią językiem, którego nikt z nas nie jest w stanie nawet rozpoznać. Jedyny, kto ich rozumie, to eskortująca ich nauczycielka służąca im jako tłumacz. Pani ta znika na 3 godziny i odnajduje się w końcu na galerii sztuki nowoczesnej. W tym czasie zdezorientowani obcokrajowcy krążą bez celu po budynku...

Z telefonu do kuratorium z oczywistych względów skorzystać nie mogę. Zwyczajnie coś takiego nie mieści się w kanonach obsługi klienta.

Rozumiem, że osobiście odbierasz negatywną opinię o swojej grupie zawodowej. Też miewałem różne dziwne przypadki. Chyba najdziwniejsza była grupa niewidomych i niedowidzących, którą opiekunowie sprowadzili do galerii malarstwa współczesnego (to musiała być bardzo owocna wyprawa). I zgodzę się z tobą: są różni nauczyciele. Jedni się przykładają do pracy, inni nie. Obawiam się, że opinia całej grupy jest psuta przez tych drugich.

Być może faktycznie nadmiernie generalizuje. Niemniej jednak nie da się ukryć, że nie widziałem jeszcze tego typu akcji w wykonaniu przewodnika górskiego, słóżby więziennej, słóżby celnej, przewodnika miejskiego, pilota wycieczki, księdza, władz lokalnych ani innej grupy organizującej podobne wycieczki.

PS. Z doświadcznia wiem, że jak studenta zatrudnia się do jakichś prac, to zasuwa on tak, jak każdy inny, albo wylatuje po 2 dniach.

PS2. O nauczycielach i szkole to prawdopodobnie był ostatni wpis. Ludzie narzekają, że za bardzo od popkultury odchodzę.

17-05-2015 23:07
Enc
   
Ocena:
+1
Wystarcza mi normalna praktyka z toku studiów, żeby wiedzieć, że pieprzysz jak potłuczony. To poziom fachowości onetu.. Słabiutki wpis, Zegarmistrzu.
18-05-2015 06:08
Alkioneus
   
Ocena:
+1

Sorki, ale co powiesz o takiej sytuacji (przedstawionej zresztą w dalszej części wpisu): przyjeżdża wycieczka obcojęzyczna z wymiany szkolnej. Mówią językiem, którego nikt z nas nie jest w stanie nawet rozpoznać. Jedyny, kto ich rozumie, to eskortująca ich nauczycielka służąca im jako tłumacz. Pani ta znika na 3 godziny i odnajduje się w końcu na galerii sztuki nowoczesnej. W tym czasie zdezorientowani obcokrajowcy krążą bez celu po budynku...

Żenada i niekompetencja. Każdy z tych przykładów w porządnej placówce wołałby o pomstę do nieba. Bałbym się zrobić coś takiego. Zastanawia fakt, że w zasadzie mówisz o pojedynczych nauczycielach. Grupy aż tak mało liczne, potrzebny jest jeden? Nie ukrywam, sporo w Twoim tekście mnie zastanawia, bo są to przypadki karygodne, ale w dobie nagonki na nauczycieli trudno mi sobie wyobrazić takiego idiotę.

Z telefonu do kuratorium z oczywistych względów skorzystać nie mogę. Zwyczajnie coś takiego nie mieści się w kanonach obsługi klienta.

Często mieści. Ratujesz życie uczniów. Nauczyciel nie pełni obowiązków i nie jest należycie gotowy oddać życia za nich. Sytuacja, w której przez 3 godziny grupa znajduje się bez opiekuna całkowicie usprawiedliwia Cię do podjęcia takich działań. Swoją drogą sposób reakcji na takie działania jest czymś, co powinniście przedyskutować.

PS. Z doświadcznia wiem, że jak studenta zatrudnia się do jakichś prac, to zasuwa on tak, jak każdy inny, albo wylatuje po 2 dniach/[i]

Oczywiście. Zasuwa jak każdy inny, ale tam, gdzie może jak najmniej zepsuć. Też wiem z doświadczenia. Tym niemniej nie chcę podważać Twojej pracy w szkole, bo bywa to różnie. Pracowałeś jak każdy inny nauczyciel, ae bardzo możliwe, że nie byłeś świadom tego, że współprzedmiotowcy doskonale wiedzieli, co się działo na Twoich lekcjach. A skoro nikt nic nie mówił - widać robiłeś, co do Ciebie należy.

[i]Być może faktycznie nadmiernie generalizuje. Niemniej jednak nie da się ukryć, że nie widziałem jeszcze tego typu akcji w wykonaniu przewodnika górskiego, słóżby więziennej, słóżby celnej, przewodnika miejskiego, pilota wycieczki, księdza, władz lokalnych ani innej grupy organizującej podobne wycieczki.

I tu jest chyba pies pogrzebany. Ilu pracowników służby więziennej, przewodników górskich, księży chodzi z takimi wycieczkami? Jeżeli jest to pilot wycieczki, to prowadząc wycieczkę wykonuje swój fach i zwyczajnie w świecie musi robić go dobrze, bo go wycieczkowcy w autokarze zeżrą. Siłą rzeczy sporo nauczycieli przewala się przez Twoją placówkę i całkiem możliwe, że wielu z nich nie czuje nad sobą bata, bo są za bardzo oddaleni od placówki macierzystej albo ich placówki są mocno zorientowane na pracę czysto dydaktyczną a nie wychowawczą, więc uważają, że ich pupilków wychowywać już nie trzeba. A takich trzeba zaorać. Czy mógłbyś dla mnie uczciwie rozliczyć 50 nauczycieli i powiedzieć, jaki procent się opierdziela? A potem 50 dowolnych turistas? Wiem, że nie proszę o aż tak dużo, bo i tak to w głowie robicie, obserwując barbarzyńców pragnących macać wasze eksponaty(zabijacie ich w myślach, etc.).

 

18-05-2015 07:11
Adeptus
   
Ocena:
+1

Wiadomo, że nauczyciele nie są święci i w tej grupie (jak w każdej) jest pełno ignorantów/leni/głupków, ale stwierdzenie "Z dzieciakami nie byłoby problemów, gdyby nie poruszały się one w eskorcie mojej, jak już pisałem: „ulubionej” grupy społecznej: nauczycieli" to bzdura. Młodzież często zachowuje się karygodnie, właśnie dlatego, że "eskorta" nie jest w stanie ująć jej w ryzy. Typowy współczesny dzieciak, jak mu zwrócisz uwagę, to Cię zbluzga, roześmieje się, w najlepszym wypadku zignoruje.

18-05-2015 10:57
Kamulec
   
Ocena:
0

Jako nastolatek byłem na wycieczce w Grecji, gdzie pilot zaordynował wyjazd przed czasem, bez sprawdzenia dokładnego, czy wszyscy są. Autokar wrócił po alarmie ze strony ludzi, którzy zauważyli zniknięcie ich wcześniejszych interlokutorów. Więc i w tej grupie zdarzają się poważne potknięcia – co nie oznacza, że wszyscy piloci sa niekompetentni, albo że dobry pilot raz nie może popełnić poważnego błędu.

18-05-2015 12:28
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Alkioneus: I tu jest chyba pies pogrzebany. Ilu pracowników służby więziennej, przewodników górskich, księży chodzi z takimi wycieczkami?

Ogromne ilości. Przewodnicy górscy to najczęstsi towarzysze wycieczek w naszym regionie, księża są na trzecim miejscu, słóżba więzienna, straż graniczna i inni mundurowi (razem wzięci) na czwartym (liczeni osobno powiedziałbym, że na jedenastym).

Adeptus: Typowy współczesny dzieciak, jak mu zwrócisz uwagę, to Cię zbluzga, roześmieje się, w najlepszym wypadku zignoruje.

A niedopity wice-kierownik średniego przedsiębiorstwa jak się twoim zdaniem zachowuje? Albo rodzic takiego ucznia? Albo jego dziadek? Żadna grupa wiekowa nie ma monopolu na brak wychowania.

Enc: Wystarcza mi normalna praktyka z toku studiów, żeby wiedzieć, że pieprzysz jak potłuczony. To poziom fachowości onetu.. Słabiutki wpis, Zegarmistrzu.

A wiesz? Szkoda, że cię dzisiaj u nas w pracy nie było. Miałbyś doskonałą ilustrację do tego wpisu. W zasadzie to nawet dwie.

18-05-2015 16:07
Adeptus
   
Ocena:
+1

A niedopity wice-kierownik średniego przedsiębiorstwa jak się twoim zdaniem zachowuje? Albo rodzic takiego ucznia? Albo jego dziadek? Żadna grupa wiekowa nie ma monopolu na brak wychowania.

Monopolu nie ma, ale pewne tendencje ku gorszemu lub lepszemu są. Wśród obecnej młodzieży przeważają te ku gorszemu, w stopniu wyższym niż w poprzedzających je. A już twierdzenie, że normą jest, że nauczyciele zachowują się gorzej od uczniów, jest zwyczajnie krzywdzące.

18-05-2015 16:19
zegarmistrz
   
Ocena:
0

Monopolu nie ma, ale pewne tendencje ku gorszemu lub lepszemu są. Wśród obecnej młodzieży przeważają te ku gorszemu, w stopniu wyższym niż w poprzedzających je.

Nie powiedziałbym. Teraz poprostu chołota jest inaczej rozmieszczona. Jak kiedyś w moim mieście licea miały po 8 oddziałów w każdym roczniku, a zawodówki i technika po 12, to teraz licea nadal mają 8 oddziałów, a zawodówki i technika po jednym. Licea, żeby ratować się przed niżem demograficznym zwyczajnie zassały tych uczniów, którzy kiedyś szli do tamtych szkół.

Stąd też wrażenie "schamienia" uczniów dawniej "elitarnych" szkół.

18-05-2015 16:30
   
Ocena:
0

Zegarmistrzu, a te wycieczki to z całej Polski, czy raczej z regionu? Bo podczas mojego dwunastoletniego questa z MENem nie natknąłem się - i chyba nie tylko ja - na aż takie numery. Może to, że tak powiem, zjawisko ograniczone w przestrzeni?

Chociaż z drugiej strony... Może jako przedstawiciel pokolenia ponoć dzielącego wolny czas między ćpanie, dożylne przyjmowanie 120% alkoholu i strzelaniny z policją nie dostrzegam pewnych zjawisk?

18-05-2015 17:52
Adeptus
   
Ocena:
0

@ zegarmistrz

Tyle, że zmiana na gorsze jest możliwa do zaobserwowania już u dzieci w podstawówce. Kiedyś dzieci też rozrabiały, wiadomo, ale dało się je przywołać do porządku - dziś zwrócenie uwagi często nie wywołuje żadnego skutku, albo skutek w rodzaju śmiechu lub pyskowania.

18-05-2015 18:13
   
Ocena:
+1

Adeptusie, ja oczywiście jestem stronniczy, ale chciałbym podzielić się taką myślą.

(przesłanka)Jeśli pokolenie 2000 jako całość, jako ogół jest tak mierne, jak się to powszechnie twierdzi, to (wniosek) coś musi być nie tak z pokoleniem 1975(a może i 1950) jako całością, jako ogółem. Po prostu nie uwierzę, że z dobrej jabłoni same zgniłki lecą. Prędzej w to, że się jabłonka, mimo choroby, pięknie prezentowała.

18-05-2015 19:18
zegarmistrz
   
Ocena:
0

PK_AZ: to są głównie wycieczki regionalne.

Powiem krótko: nie miałem kontaktu z budrzetówką poza swoim regionem. WIele osób z mojego środowiska mających z nią kontakt głębiej odemnie twierdzi, że trzymamy jeden z najniższych poziomów w całej Polsce. Osobiście mam nadzieję, że tak jest naprawdę i w innych miejscach kraju jest lepiej.

Adeptus: ktoś te dzieci tak wychowuje. A skoro tak je wychowuje, to znaczy, że nie widzi w tym nic złego.

18-05-2015 20:11
Adeptus
   
Ocena:
0

A skoro tak je wychowuje, to znaczy, że nie widzi w tym nic złego.

Oczywiście. Ale nauczyciele są tylko jedną z grup, która ma wpływ na to wychowanie i jak sądzę, w wielu (większości?) przypadków bynajmniej nie jest to wpływ największy.

Jeśli pokolenie 2000 jako całość, jako ogół jest tak mierne, jak się to powszechnie twierdzi, to (wniosek) coś musi być nie tak z pokoleniem 1975(a może i 1950) jako całością, jako ogółem.

To, że ktoś był dobrze wychowany, nie znaczy, że sam będzie dobrym wychowawcą.

18-05-2015 20:25
   
Ocena:
0

A co to znaczy "dobrze wychowany"? Bo jeśli to, że wie, jak się zachować w muzeum, jak sztućce odłożyć, że mówi "przepraszam" i "dziękuję", a nie potrafi wzorców zachowań wszczepić swojemu potomstwu(przypomnę, że mówimy o całym pokoleniu, a nie jednostkach), to diabła warte takie wychowanie.

Na marginesie: czemu mnie to nie dziwi...

18-05-2015 22:12
Adeptus
   
Ocena:
0

"Dobre wychowanie" polega właśnie na tym, że on/ona potrafi samemu się "dobrze" zachować. "Dobre wychowanie" i umiejętność zaszczepiania w innych swoich wzorców zachowań to dwie kompletnie rozłączne rzeczy. Równie dobrze to osoba chamska może mieć większy wpływ na kształtowanie postaw młodego pokolenia, niż osoba grzeczna i tak właśnie jest w wielu (większości) przypadków.

Dobre wychowanie, to niekoniecznie dobre wychowawstwo ;)

Poza tym, to nie chodzi o to "jak sztućce odłożyć" - to jest kwestia sztucznych konwensansów, mody, niczemu nie służących  norm, które wymyśliły elity społeczne, żeby wyśmiewać tych, którzy tych norm nie znają. Chodzi o taki kwestie jak nie plucie na chodnik, nie wrzeszczenie na ulicy (zwłaszcza nocą i zwłaszcza za pomocą wulgaryzmów), czy nie bicie kolegów.

19-05-2015 08:51
   
Ocena:
0

Poza tym, to nie chodzi o to "jak sztućce odłożyć" - to jest kwestia sztucznych konwensansów, mody, niczemu nie służących  norm, które wymyśliły elity społeczne, żeby wyśmiewać tych, którzy tych norm nie znają. Chodzi o taki kwestie jak nie plucie na chodnik, nie wrzeszczenie na ulicy (zwłaszcza nocą i zwłaszcza za pomocą wulgaryzmów), czy nie bicie kolegów.

Czyli(abstrahując od tego, że z tymi normami to nie całkiem tak) w sumie jeszcze coś trochę innego, niż się potocznie pod "dobrym wychowaniem" rozumie ;)

Może od innej strony. Przyjmijmy, że pokolenia 1950 i 1975 były dobrze wychowane. Jak się to ma do mojego twierdzenia, że coś musi być nie tak z pokoleniem 1975(a może i 1950) jako całością, jako ogółem? "Coś nie tak" to nie znaczy przecież, że wszyscy po równo pluli na ulicę. Równie dobrze mogła to być jakaś ukryta, przekazywana od pokoleń skaza, która ujawniła się po zmianie ustroju.

19-05-2015 14:37
Adeptus
   
Ocena:
0

Przyjmijmy, że pokolenia 1950 i 1975 były dobrze wychowane. Jak się to ma do mojego twierdzenia, że coś musi być nie tak z pokoleniem 1975(a może i 1950) jako całością, jako ogółem? "Coś nie tak" to nie znaczy przecież, że wszyscy po równo pluli na ulicę. Równie dobrze mogła to być jakaś ukryta, przekazywana od pokoleń skaza, która ujawniła się po zmianie ustroju.

"Coś nie tak" jest np. z mediami, które promują bunt dla samego buntu, odrzucenie autorytetów itd. oraz z prawnikami, socjologami, psychologami, politykami, którzy wymuszają określony model wychowania. Ciężko wychować dobrze dziecko, jak się boisz, że jak za głośno krzykniesz, czy za ostro skarcisz, to zostaniesz ukarany.

19-05-2015 14:52
   
Ocena:
0

"Coś nie tak" jest np. z mediami, które promują bunt dla samego buntu, odrzucenie autorytetów itd. oraz z prawnikami, socjologami, psychologami, politykami, którzy wymuszają określony model wychowania.

Czyli z ludźmi pokolenia dobrze wychowanego. Moje nakładające nauczycielom kosze na głowę dopiero kończy studia, a nowe smartfonocentryczne myśli o egzaminie gimnazjalnym.

19-05-2015 15:19
Adeptus
   
Ocena:
0

Czyli z ludźmi pokolenia dobrze wychowanego. Moje nakładające nauczycielom kosze na głowę dopiero kończy studia, a nowe smartfonocentryczne myśli o egzaminie gimnazjalnym.


Oszołomy zawsze się trafią, problem w tym, że w obecnych czasach to właśnie te oszołomy mają głos.

Poza tym - jedno drugiego nie wyklucza. Ktoś może być dobrze wychowany przez swoich rodziców i mieć zaszczepione pozytywne zachowania i chcieć zaszczepić te same zachowania u swoich dzieci - ale robić to bezskutecznie, bo za pomocą bzdurnych metod.

19-05-2015 15:30

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.