string(15) ""
» Blog » Nałęczokon 2.2
25-09-2012 19:54

Nałęczokon 2.2

W działach: Konwenty | Odsłony: 12

Nałęczokon 2.2

Wstępniak

Nałęczokon 2.2 za nami. Impreza zakończyła się szumnie, mówiąc bardzo dosłownie. Właściwie, pozostaje chyba tylko czekać aż dom Renii i Marcina zostanie obłożony ekranami dźwiękowymi, bo poziom hałasu jaki generują niekiedy erpegowcy dorównuje niejednej szkole, o czym kiedyś już wspominałem. Gdyby to był film, wrzuciłbym teraz materiał z wyburzania bloków, dla podkreślenia tych słów. Z drugiej jednak strony, nie mieszałbym do tego erpegowców jako grupy, ot, ludzie od czasu do czasu muszą sobie głośno pomówić, akurat Ci konkretni ludzie :-D

 

Na tę edycję udało się wreszcie dotrzeć Bolcowi i Hódemu, czyli moim kumplom od dzieciaka, z którymi zaczynałem przygodę z grami, i w tym wypadku słowo przygoda jest cholernie dosłowne, bo trochę ich rozegraliśmy swego czasu. Niestety, nie było Chimery i Lucka, co z kolei stanowiło spory minus, stąd pozostaje mieć nadzieję, że na przyszłym nKonie będzie trochę więcej osób. Ale to pieśń przyszłości, którą najpewniej wygrają kolejne miesiące.  

 

Przechodząc do strony czysto organizacyjnej, dzięki Świętemu Grafikowi Ręcznemu z Arymatei by Marcin większość kwestii technicznych mieliśmy rozwiązane zawczasu. Były krótkie Trailery sesji wraz z niezbędnymi szczegółami. Ludzie zapisani na konkretne rozgrywki, wiedzieli czego się spodziewać, i w co będą grać. Ustaliliśmy sztywne godziny, z nieco wyśrubowanymi czasami, które miały pomóc utrzymać terminowość w ryzach. Założenia udało się zrealizować w wielu punktach, ale nie we wszystkich. Tutaj pozwolę sobie na stwierdzenie często używane w naszej jakże kolorowej sferze publicznej – zawiedli ludzie, a konkretniej my, siejąc spore zamieszanie i zaliczając solidną obsuwę. Tym razem, nawet nie chodziło o luźne podejście do czasu, tylko o przyczyny bardziej niezależne. Mimo tych wszystkich kwiatków udało się całkiem konkretnie pograć. Zrealizowaliśmy pierwszy blok z dwoma sesjami i częściowo drugi, z trzema.  

 

Kiedy Szampierz prowadził „Umieralnię w Killer Croc” do Neuroshimy, ja miałem przyjemność mistrzować „Owoc Życia” do Wiedźmina: Gry Wyobraźni. Następnie, była sesja Dave’a „Miłość nie zna granic” w A Dirty World, Deadlandsowe „Adios, A-Mi-Go!” w wykonaniu Whitlowa, i mój „Uśmiech Wendety” na Wideo RPG. Ta cześć okazała się sprawnie zorganizowaną, patrząc na kajdany czasu. No bo jak tu nie uznać za interesujące: napięć w postapokaliptycznym więzieniu, wiedźminów śpiących po drzewach, rycerza i łowcy nagród rodem z kreskówki, ujawniania graczom przedwcześnie ważnych informacji z gry przez osoby trzecie, które powinny wypłynąć z czasem, i mam tu na myśli nadal informacje, choć wypływanie niekoniecznie żywych ludzi, nie jest jakkolwiek obce Noir. Nie wspominając już o strzelaniu do Mi-Go, czy weneckich ulicach spływających krwią w ramach rodowej zemsty. Wszystko wyszło naprawdę treściwie. I nie musiał przemawiać Pete, żeby stwierdzić, że było git :-D  

 

O powrocie nie napiszę. Bo to dobry temat na Horror Klasy B, z ludzkim ZOO dostrzeżonym na dworcu przez Whitlowa jako motywem przewodnim :-D

 

Trzymając się konwencji, pora kończyć, i oszczędzić wstydu, w związku z tym, przyszedł czas na podziękowania dla: Reni i Marcina za upór w planowaniu i realizacji całej imprezy, Agnieszki, Wen, Dave’a, Bolca, Hódego, Czarnego, Kudłatego, Cezara, Whitlowa za dobrze spędzony czas. Ponadto, specjalne podziękowania należą się Szampierzowi za Samurajów z Deskorolkami oraz Vinkowi za autobusową grafikę nKonową, a także sąsiadom, że nie zaczęli jeszcze strzelać, bo w Westernie musielibyśmy uchodzić już za Rio Grande :-D

Komentarze


whitlow
   
Ocena:
0
Nic dodać nic ująć... A nie w sumie dodam, że dworzec centralny w Wafce o czwartej nad ranem...

To jest dopiero hardkorowy absurd. Trochę jak w filmach Davida Lyncha.
28-09-2012 01:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.